Rozmowa Dnia | Rafał Fidyt - MasterChef od kuchni

26 sierpnia 2025 · 21:02 · Obejrzyj na YouTube

W dzisiejszej rozmowie Adam Żaak miał przyjemność rozmawiać z Rafałem Fidyt, uczestnikiem i finalistą IX edycji MasterChef. Dowiedzą się państwo, jak wyglądają eliminacje do programu, jak przebiega proces zapisania się i jak długo trwają nagrania. Gość opowiada też o swojej pasji do gotowania i jak ona powstała.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

Radio Ekspertów i Pasjonatów. Adam Żak. Witam bardzo serdecznie naszych widzów i słuchaczy. A w studiu gościmy dzisiaj wice wiceszefa Masterfów. >> Dzień dobry. >> Rafał Fidyt jest dzisiaj z nami. Nauczysz nas gotować? Nie wiem czy się tak czy w takim krótkim czasie da się krótkim czasie, ale da się coś opowiedzieć. Jakieś smaczne kąski da się opowiedzieć o gotowaniu? >> Na pewno gotowanie też wiąże się z dużymi historiami. Warto mówić o jedzeniu i opowiadać o tym. >> Dobrze Rafał, dopierzemy się teraz za gotowanie takie bardzo, bardzo wirtualne.

Wrócimy wpierw pamięcią do czasów, kiedy w ogóle zachciało ci się gotować, bo teraz już pracujesz jako kucharz, prawda? >> Tak, pracuję w kuchni. Pracujesz w kuchni. Yyy, ale nie pracowałeś przedtem w kuchni. Pracowałeś w zupełnie innym zawodzie. >> Znaczy cała zasada tego programu, w którym byłem, czyli Masterchefa, polega na tym, że tam są kucharze amatorzy, >> więc yyy wypełniając tam formularz zgłoszeniowy trzeba znaczyć, czy się miało jakiś kontakt z kuchnią i czy się pracowało na kuchni. No ja niestety nie miałem, choć jestem z wykształcenia spożywcą, ale w całkiem innym temacie.

>> Mhm. >> No i byłem amatorem po prostu. No trzeba być amatorem i trzeba tylko domowo gotować. A co robiłeś przed tym, zanim gotow? >> Pracowałem w fabryce w Tychach samochodów. Chyba każdy wie jakie, jaka jest fabryka w Tychach. >> No tak. To nie ma nic wspólnego z gotowaniem. >> No nie, nie, nie. Ale to też tak mnie luz potoczył, bo w Tychach bardzo dużo ludzi pracuje w tej fabryce i akurat z takiego osiedla, moi drodzy tam pracowali, to tak poszło po prostu. >> I mieszkałeś w Tychach też? >> Tak, tak, mieszkałem przez y 307

lat. Teraz mieszkasz w Gliwicach i możemy się poszczycić, że mamy swojego Masterszefa gliwickiego w tym momencie i zacząłeś co? Nagle stanąłeś u maminy i spódnicy i patrzyłeś jak tam miesza w tych garnkach i powiedziałeś: "Ja też chcę >> czy by inne początki?" >> Można powiedzieć, że tak to się zaczęło. Na pewno dużo mamie pomagałem. To to jest każdy ma taką postawę, że coś z domu wynosi. No moja mama dobrze gotuje i coś tam od niej podpatrywałem, a tak konkretnie zacząłem gotować, bawić się bardziej w gotowanie, bo to takie proste gotowanie w domu. To jak się wyprowadziłem od rodziców, po prostu poszedłem na swoje i trochę z nudów, trochę z chęci z jedzenia czegoś fajnego.

>> Nie chciałeś chodzić do fast foodów takich młodnych wtedy? >> Nie wiem. To też było dla mnie jakoś możliwe, że spędzanie czasu po prostu po pracy coś no chyciłem na to nagle taką zajawkę i to dość dość późnym wieku, bo ja miałem 28, 27 lat, tak zacząłem to

tak konkretniej robić w domu u siebie i no i zainteresowałem tym wcześniej dużo oglądałem programów kulinarnych, gdzieś tam się interesowałem tym wszystkim. No i zacząłem to przelewać na talerze. Na początku to wychodziło trochę topornie, ale z czasem no to jak to mówią, no jak >> ćwiczenie czyni mistrzem. >> Mhm. Twoje takie pierwsze danie, z którego byłeś zadowolony. Jeszcze zanim się to wszystko zaczęło z Masterchefem, zacząłeś gotować sobie. O, to jest coś, co mógłbym pokazać moim bliskim, poczęstować ich. Pamiętasz coś takiego? >> Nie, nie pamiętam. Pamiętam, może inaczej powiem, pamiętam co zacząłem wrzucać do internetu, także, >> że, że gdzieś tam po prowadziłem swojego Instagrama. Teraz jak na to patrzę, to chęcią bym skasował te zdjęcia, bo one wyglądają >> w internecie nic nie ginie. One

wyglądają źle, ale zacząłem się bardzo interesować troszeczkę kuchnią meksykańską i jakieś takie pierwsze takosy, burrito, takie rzeczy, >> takie ostrzejsze rzeczy. Zaczy ogólnie kuchnia meksycka nie tylko jest ostra, bardziej chodzi o takie połączenia smakowe, że tam dużo kolendry, tutaj trochę słodkiego, trochę kwaśnego i to mi zaczęło tak bardzo smakować. Jakieś takie pierwsze pierwsze też dużo fastfoodów odtwarzałem też też się zdarzało, czy jakieś tam szarpane wieprzowiny, czy burgery zacząłem w domu robić, >> ale samodzielnie, nie? >> Samodzielnie wszystko. Tak, wszystko sam mięso zmieliłem, starałem się bułki upiec, co było na początku też ciężkie, ale z czasem wszystko, wszystko wychodziło lepiej. To od tego chyba się tak zaczynało i powoli powoli coraz co gdzieś zobaczyłem. Na początku to było

takie można powiedzieć odtwarzanie gdzieś tam z książek, z programów. Głównie mierze się inspirowałem internetem i tym co też miałem tak, że jak coś dobrego gdzieś zjadłem to później się starałem to odtwarzać w domu. No i to od tego się tak zaczynało. A później to już coraz wyżej, coraz wyżej i wszedł taki punkt, taki punkt, taka chwila, że powiedziałem, no to już zaczyna dobrze wyglądać, zaczyna dobrze smakować. I potem się pojawił MasterChef w telewizorze. Usiadłeś sobie z czymś dobrym do jedzenia przed ekranem i podziwiałeś pierwszą, drugą, trzecią aż do dziewiątej edycji, kiedy powiedziałeś: "Nie, teraz ja wam pokażę jak się gotuje". To nie do końca tak było. Y już od kilka edycji wcześniej,

już tam znajomi, rodzina, może byś się zgłosił, ale całe życie myślałem, że ja się tam po prostu nie nadaje, że że moje umiejętności są nieszcze. Ja to cały czas cały czas mi to też w telewizji powtarzali, że przeceniam swoje umiejętności, ale wydawało mi się, że za słabo gotuję i że się nie nadaje. I tutaj jest taka fajna historia właśnie, że w tym czasie, kiedy były zgłoszenia do tej dziewiątej edycji, to była w ogóle pandemia i ja przez trzy miesiące

bodajże fabryki były zamknięte, siedziałem w domu, nie miałem co robić. Moja wtedy jeszcze nie żona, tylko narzeczona pracowała zdalnie. No ja cały dzień siedziałem w domu, no to gotowałem i wtedy czułem, że coraz lepiej gotuję, coraz fajniej mi to wychodzi i jeden kolega mnie: "Może byś się zgłosił do mnie?" Tak. Ja mówię: "A nie, nie, nie, nie nadaję się, nadaję się". No i tak wiercił mi tą dziurę, wiercił, wiercił i coś tam mu obiecałem i >> zawaliłem.hm >> i tą drugą historię mówię, jak teraz się nie zgłoszę i drugi raz zawalę, to się na mnie obrazi i w ogóle już nie będziemy mieli kontaktu. I mówię, a na odczepnego wyślę te te zgłoszenie. No i z tym zgłoszeniem to było tak, że się wysyłało, można było wysłać do godziny 24:00 w niedzielę i cały weekend mi nie przyjmowało tego zgłoszenia. Dopiero w

niedzielę o 21:00 przyjęło. No i myślałem, że mam po prostu święty spokój. Mówię, jest dobrze, wysłałem, wszyscy wiedzą, że wysłał. >> Jak się będzie kolega pytać, tak, wysłałem, >> jest potwierdzenie, wysłałem, wszystko ładnie, dobrze. No i w poniedziałek jechałem do pracy na na drugą zmianę na na 14:00 i o godzinie 13:20 będąc w autobusie dzwoni jakiś nieznajomy numer, że przyjęli moje zgłoszenie. No i tu się zaczyna historia cała, że pani się mnie pyta, czy ja w ogóle czytałem regulamin. Ja mówię, że nie, a ty wiesz w ogóle co masz zrobić. Masz casting online.

I się już przestraszyłem wtedy. Mówię, no to no to się zaczęły schody. Normalnie to jest casting. Tam na miejscu się przyjeżdża, a ze względu na pandemię to był online wtedy. >> Tak. Tak. >> Czy czy zawsze był online? Nie, >> nie. Do dziewiątej edycji był taki, że się przyjeżdżało, a później był już właśnie online i teraz chyba dalej to praktykują. No i no no dobrze, no to w czwartek się umawiamy o tej godzinie, jesteśmy na łączach i po prostu ty włączasz kamerę, my patrzymy co ty gotujesz. Miałem przygotować danie. Ogólnie miałem wykończyć to danie na tym, bo jednak miałem takie danie, które gotowało się chyba ctery czy pić godzin i to trochę trwało, więc byłem przygotowałem to danie tylko wykończenie tam i był jeden z reporterów MasterChefa i szef kuchni i po prostu zadawali mi też pytania na ten temat.

No jakoś ten casting przeszedł oczywiście. >> I znowu myślałeś: "Mam święty spokój". >> Tak, mam święty spokój. No i później się okazało, zadzwonili do mnie w następnym tygodniu, że dostałem się do głosowania internetowego. Jak już się dostałem do tego głosowania internetowego, no to zaczęła się już cała karuzela dokładnie kręcić. Poprosiłem wszystkich znajomych, którre mają, żeby posiedzieć swoich znajomych. >> A zaczęło ci wtedy zależeć już na >> zaczęło zależeć. Tak, tak, tak. >> No i przez pierwsze głosowanie trwało trzy dni. Przez półtora dnia byłem na pierwszym miejscu. No ale później później ktoś tam mnie wyprzedził, byłem trzeci. Mówię super, byłem wysoko, jest wszystko ładnie, pięknie. Pewnego i piątek pamiętam, to był piątek po pierwszej zmianie przyzedłem z pracy, byłem troszeczkę zmęczony już po całym

tygodniu. Leżałem, odpoczywałem i zadzwonił mi telefon i nie chciało mi się stawać, podnosić tego telefonu. Coś mnie podkusiło, wstań i podnieś podniosłem. No i powiedzieli, że no niestety się nie dostałem wtedy, ale zapraszają mnie jeszcze do Krakowa na nagrania i będziemy wtedy walczyć o fartucha. No i tak to się zaczęło. >> No to teraz opowiedz. Już przyjechałeś

tam do do Krakowa na nagranie i to to wygląda rzeczywiście tak, jak to oglądaliśmy w telewizji, że to jest wszystko na bieżąco przygotowywane i ciach, ciach. Czy nie? O, nie udało się, wykipiało mleko, to jeszcze raz nakręcamy. >> Nie, właśnie to jest cały, cała, cała, cały, cały ten >> magia tego programu polega na tym, że my tych dani na serio nie wiemy. My tych my to wszystko wymyślamy w ciągu tej chwili, której do której w której biegniemy czy idziemy tam do tej spiżarni i na tym to właśnie polega. Nam

to też tak to tłumaczyli, że no jakbyśmy wam powiedzieli, to nawet nie byłoby na waszych twarzach widać zdziwienia. To chodzi o emocje, to też jest telewizja. Tam chodzi o emocje i ludzie też chcą tych emocji, więc to nie można powiedzieć, bo na serio nigdy nie wiedzieliśmy i zawsze jak siedzieliśmy tą całą grupą tych wszystkich uczestników, no to oczywiście, że jest giełda. Kto zawsze każdy rzuca: "A dzisiaj może taki dzień, może to, może tamto". Przez całą edycję nigdy nam się nie udało zgadnąć co będziemy gotować, bo na serio było tak ciężko, że tak wymyślali, że no nie nie potrafiliśmy zgadnąć, a już po pewnym czasie znaliśmy ekipę, wiedzieliśmy co się można nich spodziewać i tego nie udało się nam.

>> Jak długo trwa cała ta sesja nagraniowa? >> U nas to trwało chwileczkę, muszę se policzyć, bo tam była przerwa. No można z przerwą trzytygodniową, prawie trzy miesiące, >> a ogląda się to tak, >> tak? No jeden odcinek nagrywa się dwa dni. Mhm. Czy gdyby teraz zakładajmy, że jeszcze

nie byłeś w tej dziewiątej edycji, gotujesz sobie dalej w domku i nagle ci przychodzi pomysł do głowy: "Taz zgłoszę się do Masterschefa, zgłosiłbyś się jeszcze raz, gdyby była taka możliwość? >> Zgłosiłbym się. A z tą wiedzą, którą mam i z tym co tam przeżyłem, gdyby była taka możliwość, że nie wiem, zrobili masterfa dla tych co byli, to ja tam pierwsze nawet na nogach mogę iść, bo tak mi się tam podobało i to nagranie było fajna ekipa, tam jest fajni ludzie, można się dużo nauczyć, bo nawet samo to przebywanie w tej grupie ludzi, którzy cały czas gotują i cały czas gadamy o tym gotowaniu, opowiadamy sobie, rzymy, wymieniamy się jakimiś ciekawostkami, to no to dużo daje. Na serio to jest bardzo ciekawa, fajna przygoda. Yyy, na ekranie

telewizorów to tak wygląda, że rzeczywiście uczestnicy stanowią taką silną, zwartą grupę. Wszyscy się tam lubią. Yyy, jak to wygląda? Rzeczywiście jest rywalizacja ostra i i i nie ma tej przyjaźni, czy jednak yyy polubiliście się i utrzymujecie kontakty na przykład do dzisiaj? >> Polubiliśmy się. No oczywiście to jest takie zbiorowisko ludzkie, więc nie wszyscy się tam polubili. Znaczy lubiliśmy się wszyscy. Może tak z kontaktami, no mieszkamy w różnych rejonach Polski, bardziej utrzymujemy taki kontakt internetowy, gdzieś tam coś tam ktoś do kogoś napisze, zadzwoni i tyle. Spotykamy się no z kilkoma osobami częściej się widuje, a z niektórymi się nie widziałem po programie w ogóle, ale gdzieś tam jakiś kontakt zawsze jest, coś sobie napisać, jakieś życzenia wysłać i tym podobne rzeczy. Ale i

ogólnie rywalizacji w naszym naszej edycji ja nie czułem tej rywalizacji. Nie było takiego, że ktoś komuś coś nie ja sam osobiście wiele razy komuś tam pomogłem. No można powiedzieć, że ten program przegrałem przez to, że komuś pomogłem, bo w finałowej edycji dostaliśmy, w finałowym odcinku dostaliśmy na za zadanie zrobienie krepsu z, czyli to są takie francuskie naleśniki, które się palą i ja te

naleśniki robiłem w którymś tam odcinku jednym. Mieliśmy takie zadanie, że mieliśmy danie z jednej patelni, wszyscy tam kombinowali. Ja mówię: "No co ja będę kombinował? Usmarzę te naleśniki, później zrobię ten karmel pomarańczowy, podpalę i będzie super". Zrobiłem te naleśniki. Ja znałem ten przepis. Dwie koleżanki, które były ze mną w finale, nie znały tego przepisu. Ja im ten przepis powiedziałem w czasie, jak biegliśmy, byliśmy w tej spiżarni. No i wyszło tak, że ja dostałem najmniej punktów za to zadanie. No ale >> no ale no >> to powinieneś dostać nagrodę fairplay.

No tak na koniec powiedzieli, że to tak wyglądało. No ale no to wychodzi na to, że lepiej ode mnie po prostu gotowały. >> Twoim zdaniem kto lepiej gotuje? Faceci czy kobitki? >> Wydaje mi się, że mężczyźni. Wystarczy popatrzeć na to, ilu jest szefów kuchni mężczyzn. To jest pierwsza sprawa. Ilu jest, czy znam w ogóle jakąś kobietę, która ma gwiazdki. Ja siedząc gdzieś tam interesując się tym, nie kojarzę kobiet, które mają gwiazdk prowadzą gwiazdkowe restauracje. Faceci są tego gotoweni. No to też chyba gdzieś tam zawsze mówili, że że jak facet przyniósł ten mężczyzna przyniósł to mięso do jaskini, to musiał je tak samo ugotować, nie? Mhm.

>> Y, marzysz o tym, żeby na przykład pracować w jakiejś restauracji w królewskiej kulinarnej stolicy, czyli w Paryżu albo gdzieś we Francji? Tak się mówi o tym, że tam jest na na najwyższym poziomie komunal. Na >> pew na pewno, jeżeli byłaby taka możliwość, chciałbym pojechać do Francji na jakieś staże, bo jednak kuchnia francuska to jest taki fundament wszelakich kuchni. Te wszystkie podstawy, sosy, wszystkie rzeczy, które tam stamtąd wychodzą, można później wykorzyst innych kuchniach. Ogólnie rzecz biorąc mam, ja bardzo lubię polską kuchnię i takie tutejsze tutaj rejony, gdzieś tam Czechy, Węgry, takie rzeczy.

Bardziej wolę niż teraz jest można, żeby tak gdzieś tam stronę Azji spooglądać. Ja jakoś tak nie leży mi tam te rejony mi nie leżą, więc kuchnię no chciałbym spróbować na pewno, ale jeżeli miałbym, bo chciałbym prowadzić taką jak jeżeli mógłbym prowadzić restaurację to żeby to

była kuchnia polska, bo wydaje mi się, że możemy, mamy na rynku gastronomicznym wszelakie kuchnie, a żeby zjeść tutaj na Śląsku dobrą roladę, to trzeba troszeczkę poszukać niekiedy. >> A z tej polskiej kuchni, co byś najchętniej preferował smakoszom? No ja bardzo no polska kuchnia, no pytanie czy to jest polskie danie, bo ja jestem bardzo dużym fanem schabowego i ten schabowym też Jli nazywały mnie królem schabowego, bo według nich zrobiłem mi najlepszego schabowego. Jestem fanem schabowego, ale drugie, drugie się teraz pytanie czy to jest na pewno polskie danie, bo to jest jakaś tam >> podobno niemieckie >> wariacja na temat sznycla i >> no ale, >> no ale zakładamy, że to nasze danie.

>> Tak też lubię kuchnię śląską. No nasza nasza poczciwa rolada. Toż więcej pyszności. Ślinka leci. Tak. >> Napisałeś już kucharską książkę? >> Można powiedzieć, że tak. Napisałem audio ebooka. >> Ebookę. >> Kiedyś tam w Tykach jeszcze jak mieszkałem przez pół roku to seą z restauracji tam zrobiliśmy na cel charytatywny ebooka i no i >> a myślisz o tym, żeby taką książkę kucharską z prawdziwego zdarzenia drukowaną wydać? Znaczy to jest kilka jest jeden mój przepis w książce zwycięzczyni Masterschefa naszej edycji, bo tak się mówiliśmy, że damy sobie każdy jeżeli skończymy, ktoś z nas wygra, to po prostu daj reszcie stronę jedną, żeby sobie w swój yyy swoje danie

y tam wkleiła, żeby ktoś był jakiś ślad. Czy szczerze to tak jak byłem w finale już zastanawiałem się czy jak ja wygram ten program czy ja będę w stanie jestem troszeczkę rozczepany czy ja będę w stanie ogarnąć to i napisać tą książkę i tak z perspektywy czasu jak sobie tak niektóry mówią a bo przegrałeś bo powiedziałeś tym dziewczynom mówię ale jak ja bym wygrał to ja nie wiem czy ja bym tą książkę napisał >> wiesz ale wydaje mi się że to się nie robi samodzielnie tylko w gronie jakiś wiesz >> specjalistów od edycji wydania i to byś wiesz raczej opowiedział wszystko jak to ma wyglądać a ktoś by to w piękne słowa ubrał, gdybyś sobie z tym nie poradził, ale myślę, że tak cudownie mówisz o jedzeniu, o potrawach, że że dałbyś sobie z tym radę.

>> Nie myślałem nie tym tak nigdy o tym dokładnie, czy czy chciałbym książkę. Ogólnie teraz też się odchodzi od książek. No >> ja fakt, że >> No tak, internet to pozabierał wszystkie cenne rzeczy, że ja zbieram książki kucharskie, staram się. Już mi brakło półki. A specjalnie, a specjalnie dorabialiśmy. Mam całą kuchnię w szafkach mi zawaloną i specjalnie jedną jeszcze półkę dorabialiśmy, żeby na książki była. No już jest zawalona cała.

>> Co lubisz bardziej przyrządzać? Słodkie dania czy czy słone? Nie lubię. Nie lubię deserów. >> Nie lubisz >> z deserami? Jest tak >> z deserów to najlepiej ten śledź. Tak. >> Tak. Z deserami jest taki problem, że z deserami jednak to jest chemia. Tam trzeba co do joty, co do grama wszystko odważyć i pilnować się temperatur i wszystkiego. A jednak y gotowanie takich wytralnych rzeczy to jest taka, można powiedzieć wesoła twórczość, >> improwizacja, taka >> większa improwizacja, bo jednak y no choćby przykład głupiej sałatki jarzynowej, niby składniki są te same, a w domu, a w każdym domu inaczej ta sałatka smakuje. Tak samo bigos. W każdym domu smak nie jest się dwóch takich samych bigosów idąc do dwóch różnych domów.

>> Tak. No. No i to jest właśnie to jest właśnie to jest całe te piękno. A jednak desery to jest to jest to, że trzeba się dokładnie trzymać co do j dwa trzy stopnie temperatury. Tak samo desery, tak samo pieczenie, chleby i wypieki, te sprawy to jest wszystkiego trzeba się bardzo trzymać. A jednak wolę tak sobie poimprowizować. Niekiedy coś dodać mniej, niekiedy więcej. I >> zdarzało ci się już, nie wiem, po emisji czy w trakcie po wymyśleć jakieś nowe danie? Pytam o to tak, bo tak moja żona kiedy gotuje i i ja przychodzę z pracy do domu, my siadamy do stołu i moja żona mówi: "Wiesz, to miało wyglądać tak, ale zrobiłam tak i tak i jest coś innego, ale też dobre i patrzy na mnie, czy ja to zaaprobuję, czy mi to smakuje. Mi wszystko smakuje, co żona zrobi. To jest inna strona medalu. Ale ona właśnie tak,

wiesz, eksperymentując nagle z czegoś zrobi coś innego. Yyy, mi się wydaje, że każde danie, które robię, to jest jakoś w ten sposób wymyślone, bo hym >> no bo masz przepis, recepturę, że to powin Tak, rzadko bardzo rzadko gotuję z przepisów. Mam sporo tych książek, yyy, sporo też gdzieś tam zawsze w internecie się człowiek patrzy i ten, ale to dla mnie jest zawsze taką bazą, a resztę to

co robię i jak gotuję w domu i ten to to jest >> łańska fantazja. >> No no trzymam się jakichś tam zasad, bo tych zasad trzeba się trzymać. Tak jak mówiłem o tej kuchni francuskiej, że to są jednak te takie podstawy, ten fundament, trzeba znać te zasady, trzeba to wszystko wiedzieć, ale później składając to już

no już można improwizować i to danie niekiedy wygląda tak samo, a już są inne rzeczy. Nie wiem, no choćby nawet historia tego głupiego schabowego, o którym opowiadałem, o którym który gotowałem i dzięki którym nazwali mnie królem schabowego, no to no zwykłe pire, ale ja już postanowiłem zrobić pira i dodałem do tego pire chrzanu i to już gdzieś tam tej zaciekawiło. Robi kapustę zasmażoną wszy

robili na kiszczonej kapucie. Ja postanowiłem zrobić na młodej, nie gotować jej tylko, że no i to już wtedy się zrobiło całkiem nowe danie. Można powiedzieć, że kotlet był jak kotlet, ale te dodatki już były całkiem inne i >> tak i to już gdzieś tam żerichło. Y, jest wczesna godzina. Jeszcze dzisiaj obiadu nie jadłeś. Gotujesz dzisiaj obiad? Właśnie się zastanawiamy z żoną, czy nie pójść gdzieś na obiad, >> bo chciałem zapytać, co będziesz gotował dzisiaj. >> Wczoraj gotowałem taką moją wersję prażonek. prażonego, kociołek, który stawia się na ogniu, tylko ja to robię po prostu no miesz na na w garku i muszę

przyznać, że wychodzi też to robiłem w w programie, mieliśmy taki y taką konkurencję cztery bodajże albo pięć dań z ziemniaka i wtedy to zrobiłem i to na to jak tak jak ja robię no niczym się nie różni od tego jak wychodzi z z tego kociołka bardzo podobne smaki. >> To po nagraniu dasz mi przepis. Właśnie najlepsze jest to, że ja nie mam tego przepisu, bo ja to robię po prostu tak intuicyjnie. >> To jest też takie danie, można powiedzieć y troszkę śmietnikowe, bo y

>> to jest nawinie, co się nawinie pod rękę. Tak, >> tak. Otwieram dolną szuflady w lodówce, patrzę jakie mam warzywa. O, tu patrzę jakaś taka zdechła troszeczkę marchewka, tu trochę pietruszki, o tu jakiś seler naciowy. Wszystko kroję. ziemniaki tylko przekładam warstwy na na mały gaz powolutku i dochodzi po prostu jakieś przypraw nawet przypraw nie tych samych zawsze używam żeby coś inacze troszeczkę inaczej pasowało no tak tu jakaś troszeczkę na takie pietruszki o no to dawaj mam to to żeby wszystko tylko zeszło nie >> i mniam i smacznego. Rafał Fidyt był dzisiaj naszym gościem drodzy państwo, ślinka mi cieknie na myśl o dzisiejszym obiedzie.

wic wicemaster szef nasz gliwiczaniec odzysku można powiedzieć bo teraz już mieszkasz w Gliwicach i nie oddamy cię nikomu >> nie zamierzam się >> gotuj dalej i jak wymyślisz jakieś ciekawe danie to przyjdź do nas i pochwal się >> oczywiście >> dziękuję za rozmowę >> ja też dziękuję Nie

[Muzyka]

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo