Rozmowa Dnia | Kasia Kokoryn - Opowiadam Historie Dźwiękiem
W dzisiejszej rozmowie Adam Żaak miał przyjemność rozmawiać z wokalistką, autorką tekstów i muzyki Kasią Kokoryn. W rozmowie wspomnieli o początkach kariery wokalnej wokalistki, o trudnościach z jakimi musi się mierzyć i jaką radość sprawia jej bycie na scenie.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
Radio Ekspertów i Pasjonatów. Witam państwa bardzo serdecznie. Witam słuchaczy, witam telewidzą i witam Kasię. Kasia Kokoryn. Witam cię serdecznie. Nie będziemy udawać, że się znamy od godziny, bo się znamy o lat 20 co najmniej. Więc witam cię bardzo serdecznie tak w studiu, w studiu radia i telewizji Imperium. Kasiu, jak to się stało, że zawitałaś dzisiaj do nas? Już to tłumaczę. Muszę sięgnąć teraz do prehistorii, bo poznaliśmy się tak już mówiłem 20 lat temu, kiedy stawiałaś pierwsze kroki na scenie. To nie były takie całkiem pierwsze, ale takie może całkiem pierwsze, nie, ale takie pierwsze dorosłe, pierwsze dorosłe kroki.
Miałaś wtedy lat 19. 19, tak. 19, tak. 19. Y i tam poznaliśmy się na scenie w przedstawieniu pomsty, o której za chwilę powiemy coś więcej. Potem się nam kontakt trochę urwał. W międzyczasie zdążyłaś wyjechać ze Śląska do stolicy, tak? wyjść za mąż, urodzić córę, ale też czasem wracałam i graliśmy razem wstawienie. Tak, graliśmy. A niedawno za pośrednictwem jednej z
wytwórni patrzę na zdjęciu Kasiahm i piosenka, którą nagrałaś i ja mówię: "No to ja Kasię muszę mieć tutaj w studio." No i dogadaliśmy się i przyjechałaś i bardzo ci dziękuję za tą wizytę w studio dzisiaj. No to zaczynamy rozmowę. Rozmowę na serio zaczynamy teraz. Tak. Dobrze. Yyy, no to co, sięgamy do tej prehistorii. To było przedstawienie pomsty, czyli zemsty pisanej po Śląsku przez twojego ojca Mariana Makulę. Marian Makula, jeśli ktoś nie pamięta, to znany śląski satyryk, yyy, współtwórca kabaretu Rak, który już niestety nie istnieje, ale ostatni wystąpili razem na scenie na 50leciu.
Tak. Co to było? Wspaniałe. Chyba 15 minutowy występ dali w w trójkę z Grzegorzem Poloczkiem. Zest nie zestarzyli się wcale w ogóle. Także szaleństwo w głowie takie samo jak było przed laty. Dokładnie. Tylko trochę inaczej wyglądają, ale dalej uroczo. No ja też troszkę już inaczej wyglądam. Ty się tylko nie zmieniasz. Piękniejsza z dnia na dzień. Nie wiem czy to tak urodzenie córki sprawiło, że jesteś jeszcze ładniejsza. Ja podziękuję. Proszę bardzo. Podziękuję. Tak bardzo dziękuję. Bardzo mi miło z tego powodu. I Kasiu, tak, no to byłaś w Pomście, potem mieliśmy inne przedstawienia. W Zoletach nie brałaś chyba udziału z tego co pamiętam, nie?
Czyli w zasadzie była pomatrzymałaś. Nie chciałaś, czemu nie chciałaś więcej robić niż u z tekstami ojca? To nie jest tak, że ja nie chciałam. To jest bardziej tak, że to było w okresie, kiedy ja szukałam takiej swojej drogi życiowej i tak naprawdę ja wtedy już miałam mocno kierunek takiej własnej ścieżki muzycznej bardziej niż teatralnej, bo faktycznie kiedy byłam nastolatką zastanawiałam się co mnie bardziej ciągnie artystycznie czy jest to teatrzy czy jest to być może muzyka i już właśnie mniej więcej w wieku 19 20 lat miałam taki sprecyzowany kierunek że jeżeli kwestie artystyczne to jednak jest to muzyka ale faktycznie muzyka i ten teatr muzyczny też tak więc nie teatr taki bez muzyki, ale muzyczny. Ja zresztą do dzisiaj uważam, że najwspanialszym teatrem muzycznym jest teatr rozrywki w Chorzowie. No ja się
tam wychowałam praktycznie. Naprawdę czuję, że się tam po prostu wychowałam. Byłam tam jeszcze wielokrotnie gościem i widzem za czasów, kiedy można było siedzieć na schodach, na scenie podczas słynnego Rocky Horror Show, co było kapitalne do dzisiaj. Pamiętam przecież te sceny, jak polewali konewką wszystkich wodą, więc być może dlatego, ale tak naprawdę mam poczucie, że to co najbardziej wpłynęło na to, to ja po prostu nie byłam w dobrym stanie psychicznym wtedy. Tak ten okres, kiedy ja miałam 18, 19, 20, nawet 21, 22 lata. Ja wtedy, no ja
leczyłam depresję. Akurat ja miałam kliniczną depresję i czułam się na tej scena była wspaniała dla mnie. Może tak. Ja uwielbiałam bycie na scenie, natomiast wszystko co się z tym związało powodowało, że było to dla mnie bardzo stresujące i myślę, że nie byłam po prostu na to gotowa. Tak więc za szybko to spadło na siebie, nie? Bo jakby to się nie wiązało z jakimiś wtedy rzeczami specjalnymi, tak? Natomiast no to środowisko artystyczne i samo bycie na scenie jest związane z bardzo dużą ekspozycją, tak? Ekspozycja wiąże się z dużą informacją zwrotną, niejednokrocznie niemiłą informacją zwrotną i trzeba się na to po prostu przygotować. I ja mam takie poczucie, że ja wtedy nie byłam gotowa na to, żeby się z tym wszystkim skonfrontować, ale jednocześnie chyba bardziej chodzi o to, że ja nie wierzyłam we własne
możliwości, tak? we własne siły, we własne możliwości, w to, że ja potrafię, że ja potrafię robić to dobrze, że warto, abym w to poszła i inwestowała. I poszłam w taką ścieżkę, która jest moją trochę drugą pasją, ale jest dla mnie bardzo bezpieczna, czyli w tą ścieżkę taką psychologiczną, która się rozwinęła mocniej w biznesie i stąd stąd ta muzyka i i ten teatr
stały się bardziej takim taką bezpieczną pasją, tak? Bo co prawda już nie byłam tutaj w spektaklach, nie występowałam, ale ja cały czas stworzyłam, cały czas się uczyłam też wokalnie, cały czas te utwory gdzieś pisałam i one były chowane do szuflady i myślę, że sobie po prostu czekały. Tak więc ja mam poczucie z perspektywy czasu, że nie tamten moment po prostu. Troszkę za szybko się to tam wtedy urodziło i chciałaś Ja nie wiem czy za szybko się urodziło bardziej po prostu, że ja nie byłam nie byłam jeszcze nie miałam takiego poczucia okej w którą stronę iść z czym to się wiąże i czy ja wierzę we własne możliwości żeby tą ścieżką podążać bo
jednak wychowując się na spektaklach z tatą tak jest że jako dziecko jeździłam dużo po spektaklach jeździłam po kabaretonach ja wielokrocznie byłam za kulisami teatrów Ja widziałam jaki to jest ciężki kawał chleba. To pięknie, szczególnie teraz mi się wydaje wygląda w mediach, bo teraz media bardzo mocno rozdmuchują. Już teraz się social media pojawiły, tak? Wtedy jeszcze tego nie było. Wtedy były przecież gazety. Zresztą pamiętam jak u babci zawsze czytałam różne gazety. Sama jako nastolatka uwielbiałam czytać na przykład Brawo, Bravo Girl, gdzie poszukiwałam plotek o Kelly Family, które kochałam. Bagatela. Do dzisiaj pamiętam artykuł o tym, że że Py Kelly pocałował się po raz pierwszy mając 13 lat i to było w brawo wtedy. Tak, tego nie było w internecie. W związku z czym ja widząc jak to jest trudne, jakiej to
wymaga takiej wytrwałości psychicznej, myślę, że nie byłam wtedy na to gotowa po prostu. No ale zespół, który współpracował z tatą, bo tata się tam będzie dzisiaj przewijał wielokrotnie, zespół, który współpracował z tatą przecież przyjął cię bardzo życzliwie. ta dla teatru rozrywki przecież każde yy
mnóstwo uwag ci dawała i to wiesz przy wszystkich wiesz które naprowadzały cię na tą dobrą drogę artystyczną czy Iza Malik przecież to też to to są takie osoby które no nie wiem czy ktoś bardziej życzliwie mógłby tutaj pomóc młodej artystce ja myślę że ja miałam ogromne szczęście w tym wszystkim tak że ja trafiłam na takich ludzi ponieważ no nie tak jak
mówi już zespół, który współpracuje z tatą, no jest po prostu fantastyczny. I przecież pierwszą osobą, myślę, która w ogóle mnie przygotowywała do roli Klary, to był już świętej pamięci Jacenty Jędrusik. On też mnie przesłuchiwał do tej roli, pamiętam i ogromnie, znaczy
tak pięknie to wspominam, tak, ponieważ no dużo takiej troski. Ja też miałam na początku taką trudność, żeby się przełamać w tej roli Klary, bo tam jednak nawet ta scena, pamiętam na tym biurku, ona była już taka bardzo kobieca. Z jednej strony dziewczęca, z drugiej kobieca. M. A ja do końca chyba jeszcze tego tak do końca nie czułam, jak jak to ma wyglądać. I ja naprawdę pamiętam, jak jak pan Jacenty po prostu wszedł na to biurko i pokazał i pokazał i przerysowując to wszystko, no zrobiło to na mnie ogromny efekt wow. Więc tak jak mówisz, tak Marta Tadla.
Marta być może już tego nie pamięta, ale ja do dzisiaj pamiętam jak podczas premiery Pomsty w Teatrze Ziemi Lybnickiej, to było w 2003 roku, kiedy to była dla mnie pierwsza sytuacja, że ja śpiewam na tak dużej i pięknej scenie przed tak ogromną publicznością, no bo przecież tam był pełen teatr, tak, w spektaklu, który już miał swoją renomę, wchodziłam do roli po kimś z aktorami, którzy mają swoją renomę. Są po prostu wybitni. To była czołówka śląskich aktorów. Tak, to była czołówka śląskich aktorów, więc miałam taki stres z tym związany. Nie ukrywam, było pewne obciążenie, ale ja najbardziej się wtedy stresowałam, że w piosence Nasza miłość nie wejdę dobrze
w refren, gdzie śpiewałam harmonię do do głównego głosu, który śpiewał Wacław. I i było to dla mnie bardzo stresujące. I wtedy Marta powiedziała: "Ja zacznę śpiewać z tobą bardzo cicho, bo ja przecież jestem wtedy na scenie". i będę mieć włączony mikroport. Ja bardzo cichutko to z tobą zaśpiewam i jak będę mieć będę słyszeć, że już jesteś, to się wyłączę. I Marta to ze
mną zrobiła i ja weszłam w ten głos od razu. Natomiast myślę, że weszłam też dlatego, że nie miałam tego stresu, bo wiedziałam, że ona tam będzie. Więc to jest wspomnienie, które ja mam z Martą i to jest bardzo ciepłe wspomnienie, bo myślę sobie, że naprawdę w taki sposób
wesprzeć kogoś na scenie to jest to jest no to jest ogrom. Tak, to mi dało bardzo wiele. No i wszyscy to jest tak jak mówisz, że każdy kierował, każdy wspierał właśnie czy Marta, czy Ia, czy Darek Nibudek, no każdy. Tak, my potem też razem graliśmy, więc tak, ja było to środowisko, to z którym ja funkcjonowałam oczywiście, gdzie mogłam uzyskiwać bardzo dużo takich cennych wskazówek. Zresztą nawet jak tych wskazówek nie otrzymywałam, bo akurat mnie nie było na scenie, czegoś nie ćwiczyłam, to poprzez to jak obserwowałam to co się dzieje, to jest ogrom wiedzy. No i do dzisiaj ja z pomy najbardziej pamiętam to, że to był taki spektakl, gdzie tak wiele się nauczyłam tego, jak ważny jest ten kontakt z publicznością. Tak, no bo umówmy się, żaden spektakl nie był taki sam. Żaden spektakl nawet nie trwał tyle samo, no
bo zawsze coś się dział się działo, zawsze coś się dograło i to było niesamowite, że właśnie zależnie od tego jak publika rezonuje to na scenie bywało różnie, ale tak w kontekście tego, że zawsze było bardzo dobrze, a czasami po prostu były rzeczy zaskakujące i rewelacyjne. I ja z taką naprawdę też ciekawością za kulisami. Zresztą nie tylko ja przecież oglądałam. Okej, no to co wy teraz zrobicie tak w tej scenie? No już nie mówiąc o tym, że czasami się zdarzało po prostu zapomnieć tekstu na mnie i to wtedy trzeba było się ratować. koledzy gdzieś tam zza kulis podpowiadali wszyscy głośno chórem i to
była kakofonia dźwięków i niewiele to pomagało, ale ale byli życzliwi. Ale wy wszyscy byli ja na szczęście miałam ja miałam bardzo małą akurat rolę w kontekście tego tekstu, który mam tam zapamiętać. Natomiast tak ja pamiętam jak były sytuacje kiedy rzeźbiliście czasami tak i to było niesamowite. Rzeźbić po śląsku jeszcze rymować. No to rzeźbić po śląsku i rymować. A jednak to się zdarzało, tak i to wychodziło i po prostu my wszyscy wtedy też się śmialiśmy za kulisowo. Dlatego ja myślę sobie, że ta pomsta to jest fantastyczna taka szkoła, bo ona nauczyła mnie też tego, że cokolwiek na scenie się dzieje, to po prostu jest się na tej scenie i tyle. No i ja z tego powiem ci, wyniosłam improwizację. Ja teraz będąc na scenie, jak cokolwiek się dzieje, no
ja się naprawdę tym nie stresuję. Ja się stresuję przed, ale jak już jestem na tej scenie, to jak coś się dzieje, no to okej, to się dzieje, to po prostu gramy dalej. Trzeba zareagować, trzeba zareagować, tak? I to jest dla mnie naturalne, no bo przecież nie chodzi o to, żeby to wszystko było od kropki do kropki, no bo chodzi o ten kontakt, tak? Chodzi o relację, którą się buduje. Więc to jest jedna z rzeczy, którą ja wyniosłam. No ja jako rejent w pomście, o której wspominaliśmy, nie miałem wiele scen z tobą, ale kilka miałem i bardzo mile je, no ale zostałam twoją synową.
Zostałaś w końcu moją synową. Pobłogosławiłem w końcu. Y wspomniałaś o tej piosence Nasza miłość. W zasadzie to była jedyna piosenka, którą ja zawsze wysłuchiwałem stojąc za kulisami, bo już pomijam, że że to jest w ogóle ładna piosenka sama w sobie, ale tak uroczo ją śpiewaliście zawsze, że coś takiego było, tak ciepło mi się robiło na sercu, jak je słuchałem. Mówię, idę sobie posłuchać. Zawsze stałem za kulisami, jakbyście śpiewali z Wacławem
naszą miłość i tak chętnie bym jej posłuchał jeszcze raz w waszym wykonaniu. Nie wiem, może będzie to szansę. Także teraz zrobimy sobie przerwę i posłuchamy K w innej zupełnie piosence. A za chwilę wracamy do naszej rozmowy. Ja kocham Śląsk mój, ten Śląsk
czarny, mój dom rodzinny. Aj mat mały w liniach wyryty, papilarny. które mi losy utrwalały. Katarzyna Makulanka, tak by można powiedzieć, ale zasadzie Makulanka, Darek Niebudek. Darek Niebudek tak ochrzcił nieoficjalnie już tak zostało. Tak ale teraz już jesteś Katarzyna Kokoryn. No więc teraz spróbujemy się dowiedzieć jak to się wszystko stało. Wszystkiemu winna jest pandemia. Tak. Ja myślę, że winny jest Urząd Stanu Cywilnego. Urząd Stanu Cywilnego, który wpisał mi to moje nowe nazwisko w dokumenty. To się stały jeszcze przed pandemią. To znaczy tak, przed pandemią. Już teraz spróbuję sobie przypomnieć, kiedy ja zmieniłam nazwisko.
No tak się stało, że ja wyjechałam wyjechałam ze Śląska z uwagi na to, że dostałam ofertę bardzo ciekawej pracy właśnie w Warszawie. Bo to, że to się zajmowałaś różnymi artystycznymi wydarzeniami, to jest jedna sprawa, ale zupełnie inny zawód reprezentujesz. Tak, ale inny zawód reprezentuje. Ja nawet nie wiem jak ten zawód się nazywa, bo generalnie to zajmuje się po prostu rozwojem, rozwojem talentów pracowników. To są rzeczy, które są związane takie bardzo z psychologiem, bardzo z socjologiem, tak? I tych projektów mam dużo, mam też duży zespół, więc troszkę
bym powiedziała, jest to powiązane z artystycznymi rzeczami. Jest wiele wspólnego i ja się staram przenosić do tego biznesu te elementy artystyczne i zresztą odwrotnie i przyznaję, że to nawet funkcjonuje i to jest w tym najpiękniejsze. Natomiast tak, ja wyjechałam do Warszawy i w Warszawie po jakimś czasie poznałam mojego obecnego męża. No i on mi się oświadczył. Oświadczył mi się tak zaraz właśnie czy takie zakosy, zawijasy robił. Tak, zaraz właśnie nie, ale zaraz jak się oświadczył, to chciał się ożenić i to było bardzo mój mąż y mój mąż jest osobą bardzo analityczną, która ma swoje określone cele, jest bardzo zdeterminowany, żeby je realizować w takim pozytywnym tego słowa znaczeniu i jak ja go poznałam, to wiele rzeczy z jego życia odbywało się też w Excelu i wnioskuje, że jest informatykiem. Tak,
nie, nie jest informatykiem. jest zajmuje się finansami. Tak, zajmuje się generalnie finansami, więc też ma taką bardzo dużą uważność do różnego rodzaju szczegółów i okazało się, że że on w tym Excelu też wpisał datę, do kiedy chciałby mi się oświadczyć i do kiedy chciałby się ze mną ożenić. Wszystko przemyślane było. To nie było tak, było wszystko przemyślane pięknie, ale oświadczył mi się w pięknym miejscu dosyć spontanicznie, bo właśnie jak byliśmy na wyjeździe, ja bardzo lubię podróżować, bardzo lubiałam podróżować, Mariusz mniej, ale też z uwagi na to, że ja bardzo lubię podróżować, to tak chyba, jak dobrze pamiętam wybrał na Oświadczyny właśnie miejsce naszego wyjazdu. To wtedy była Malta.
I ja to wspominam do dzisiaj bardzo ciepło, dlatego że pamiętam jak byliśmy na starym mieście, już nie pamiętam teraz nazwy tego tego miasteczka na Malcie, gdzie byliśmy, bo ten dzień w ogóle jest dla mnie taki trudny do zapamiętania, bo dużo emocji było. Tylko jedno, że pierścionek tam zapamiętałam tak dwie rzeczy może. Faktycznie ja pamiętam, że myśmy chodzili tymi uliczkami na tym starym mieście i on tak cały czas mi mówi: "Ale chodź tu, bo tu są, nie, tu są ludzie, chodźmy gdzie indziej". I spacerowaliśmy już bardzo długo. Było bardzo gorąco i ja już mu powiedziałam: "Ale Mariusz, no ale dlaczego my cały czas tu idziemy? No przecież już tu byliśmy. Tak, ile razy możemy chodzić? Chodźmy się czegoś napić". No i wtedy akurat byliśmy w takiej uliczce, gdzie nic nie ma i on powiedział: "Oto tutaj" i i uklęknął
przede mną i wyciągnął pierścionek. Tak. Łzy popłynęły. Ja nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam. Ja pamiętam, że ktoś nagle przechodził i zrobił nam wtedy zdjęcie. poprosiliśmy. Mam to zdjęcie, oczywiście nie przy sobie, ale mam to zdjęcie zapisane już w komputerze, bo to było na aparacie cyfrowym i takie mam to wspomnienie. I potem jak już wyszliśmy z tego z tego miasta jeszcze jeździliśmy dalej wycieczką cały dzień, bo takim Jeepem jeździliśmy tego dnia z grupą osób i ja już nic nie pamiętam z tego co się działo. Byliśmy na jakiejś plaży, gdzieś ludzie grillowali i tylko wtedy wspominał mój mąż. No to dobra, to w takim razie za
dwa miesiące moglibyśmy się pobrać. To był kwiecień kalendarz. Tak, tu to oświadczenie odchwajowane teraz. Ja wtedy tego jeszcze nie wiedziałam, ale oświadczył mi się w kwietniu, a ślub wzięliśmy 6 lipca. O, no to niedługo rocznica. Tak, 6 lipcaśmy. A czyli jutro jest rocznica? Tak, jutro, bo dzisiaj mamy dzień 5 lipca. Tak, tak. I to było co prawda nasz program pójdzie za tydzień, ale to już będzie po po rocznicy. Tak. I wzięliśmy też ślub w pięknym miejscu, bo wzięliśmy na Mazurach koło Giżycka. Rodzina mojego męża jest z Warmi. Już wiem, że Warmie i Mazury to co innego. Znaczy zawsze wiedziałam, ale już teraz dokładnie wiem, że Olsztyn to Warmie, nie Mazury. Jestem wyedukowana.
To mniej więcej tak samo jakby się powiedziało komuś yyy na Śląsku, jak mieszka w Sosnowcu, że jest ze Śląska Górnego. Tak więc mniej więcej jest to porównywalna sytuacja i i było i było bardzo pięknie, bo rodzina przyjechała. Udało nam się zupełnym przypadkiem termin znaleźć tak szybko, bo akurat zwolniła się zwolnił się zwolniło się miejsce, gdzie ten ślub braliśmy. Przepiękne siedlisko. No i tak i rodzina przyjechała. godzin jechali na weekend, żeby z nami być tego dnia. No i jest. Wracamy do taty, jak tata przyjął wiadomość, że jego ukochana Kasia wychodzi za mąż.
On się cieszył, że wychodziłam za mąż. To, że nie za Ślązaka to tak bardziej tak. No ale to tak, tak bardziej bym powiedziała humorystycznie na to reagował. Natomiast no bardzo chciał, żeby napisał jakiś wiersz na ten temat. Y napisał nam wiersz. napisał nam wiersz taki z okazji ślubu. Mam go w domu. Natomiast bardziej tak tak naprawdę to to, co dla niego było takim małym małym wyzwaniem to to, że ten ślub nie będzie na Śląsku. Tak, bo on jednak zawsze sobie wyobraża tradycje śląskie to jest u niego rzecz, tak że on zorganizuje ogromne wesele, on namiot postawi pod lasem i i będą krupnioki i żymloki i to wszystko tak
będzie wyglądało i nudle, zupa i w ogóle tak. A tak się nie zadziało? Tak, tak się nie zadziało i to musiał troszeczkę musiał to troszeczkę bym powiedziała, powiedziałabym nie tyle co zaakceptować, ale tak chwilę chwilę potrzebował, żeby to sobie przyjąć i się z tym oswoić.
Ja pytam o reakcję taty z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że znam ojca i wiem jak dla niego jest ważna tradycja śląska. Tak, a po drugie, no jak każdy ojciec oddaje swoją ukochaną córkę obcemu facetowi. Dla ojca to jest duże przeżycie. i oddał w stroju śląskim. Ja go o to prosiłam, ponieważ my braliśmy ślub nad jeziorem, takim malutkim jeziorkiem. Bardzo miła pani z urzędu stanu cywilnego z Giżycka. Pomimo tego, że nie miała terminów na ten dzień, powiedziała: "Mogę przyjechać do was o 17:00, jak to nie jest za późno?" My powiedzieliśmy, że nie. Więc wzięliśmy ten ślub nad tym małym jeziorkiem i no w lipcu to prawie połowa dnia jeszcze jest słońce. Tak, akurat wtedy akurat nie było pogody, ale lunęło deszczem dopiero jak już się pobraliśmy.
Słońce, niebo zapłakał na chwilę, a potem już było wszystko w porządku. Natomiast tata mnie odprowadził, przeprowadził mnie tak pięknie do tego, do tego tego pomostu, tak? Bo to był de facto pomost w stroju śląskim. Ma takie piękne zdjęcie zresztą w tym stroju śląskim właśnie tam w tym siedlisku.
Także częściowo ta tradycja została dochowana. No. No i potem szara rzeczywistość, czyli Kasia po miodowym miesiącu. Gdzie byliście na miodowym miesiącu? Na Majorce byliśmy. Chodziliśmy po górach, bo my jesteśmy górołazami. No i potem wróciliście do szarej rzeczywistości. Praca, praca, praca. Mieszkanie w Warszawie, pod Warszawą, bo to jeszcze wtedy jeszcze wtedy w Warszawie. Jejku, nie, my już mieliśmy mieszkanie pod Warszawą. My je kupiliśmy przed ślubem. Tak. No pod Warszawą. I dojeżdżasz do pracy z Piaseczna. Albo i nie dojeżdżam, bo pracuję z domu.
Pracujesz. Aha. No bo tak pandemia pandemia sprawiła, że się pojawiła możliwość pracy w domu zdalnej i wykorzystujesz to skwapliwie. No tak, bo ja właściwie to pracuję z zespołami spoza Polski, więc Czyli masz tą możliwość, żeby sobie to w internecie, w domu mam mam taką możliwość. No i to też pomaga do ładnie się ubierasz wtedy, bo to jednak kamerka będzie, więc co fryzura, makijaż tam. już nie. Ja przyznaję, że ja już tak ja znaczy ubieram się zawsze oczywiście z szacunkiem do osoby, z którą rozmawiam, bo to jest, bym powiedziała, takim wyznacznikiem dla tego wszystkiego. Natomiast jeżeli chodzi o makijaż, to już jest poziom akceptacji tak ogromny, że nie, że
często tego makijażu nie robię. My od mężczyzn też nie wymagamy, żeby mieli makijaż. Tak jak robię, to oczywiście robię głównie dla siebie, bo to jest takie kobiece. Wtedy się też dobrze czuję. Natomiast ja się też czuję swobodnie bez tego makijażu już przed kamerą. Bardzo cenię sobie to, że jeżeli chodzi teraz o pracę, którą wykonuję, to my jednak mamy w przypadku tych spotkań onlineowych tą tradycję, że te spotkania są z kamerą, tak? Bo jeszcze w poprzedniej pracy, ale to było przed pandemią, były bardziej tak zwane, jak my to mówimy, kole, tak? Czyli same rozmowy telefoniczne to jest zupełnie coś innego. No nic nie zastąpi kontaktu osobistego. Dlatego ja się w tym biurze czasami pojawiam i też staram się wspierać projekty, które są tutaj w biurze. Teraz mamy taki fajny właśnie o współpracy międzypokoleniowej,
też interesujący z muzycznego punktu widzenia, więc wtedy biurze jestem i i to jest fajne, bo jest kontakt z ludźmi. I a propos muzyki, powiem ci dla mnie dosyć ciekawą rzecz, ponieważ ostatnio właśnie byłam w biurze. mieliśmy takie pierwszy warsztat wprowadzające do tego międzypokoleniowego, nie chcę mówić zarządzania, ale takiego porozumienia, gdzie poznawaliśmy wszystkich chętnych uczestników, którzy się do projektu zgłosili i każdy opowiadał o sobie i właśnie po tym
przedstawieniu się o dwie osoby do mnie przyszły i mówiły: "Ale my twoje piosenki sobie wysyłamy w zespole, bo mamy taki newsletter tygodniowy, gdzie polecamy różne polskie utwory i właśnie też twoje utwory sobie wysyłamy." Ja mówię: "O, bardzo mi miło." A to jak to się stało, że pracując i nagle co? Otworzyła się furteczka z z artystyczną
ścieżką w Warszawie czy jak to się wydarzyło wszystko? Nie no, w głowie sobie poukładałam. W głowie sobie poukładałam. Po pierwsze myślę dużym krokiem do tego było urodzenie róży, bo to już był taki moment, w którym ja sobie zadałam pytanie: "Okej, czujesz, że tego ci brakuje, że to nie może być tylko hobby i pasja, która jest w szufladzie. I po pierwsze chcę to zrobić, kiedy jak
nie teraz. Po drugie jak patrzałam się na różę i myślałam sobie czego ja chcę ją nauczyć, to tego żeby ona jednak walczyła o te rzeczy ważne dla siebie i starała się je realizować i po prostu się rozwijała. Tak, jeżeli coś j interesuje to nie spoczywała na laurach na zasadzie: "A może tu czegoś nie umiem". Tylko uwierzyła w siebie i zastanowiła się nad tym to, co potrafi, w czym jest po prostu dobra, co jej sprawia przyjemność. rozwijała to i to robiła. Tak. No więc jeżeli ja tego robić nie będę, no to co ja jej powiem, jak ona dorośnie. I to był taki bardzo mocny bodziec dla mnie, bo wiedziałam, że to też dużo da mojej córce w sensie takim, że jej pokażę, że tak. I jeżeli ona w życiu stanie przed dylematem, że coś bardzo chce, ale powie: "Mamo, ale ja chyba nie dam rady". to jest dla mnie za trudne, to ja wtedy nie powiem mi:
"No dobra, no to rób coś innego, tylko powiem: "Jeżeli bardzo tego chcesz, to próbuj, y, to próbuj, ja cię będę w tym wspierać, dopóki jeszcze będziesz chciała. Ja też tam byłam". Tak, ja też tam byłam. I zobacz, łatwo nie było, bo łatwo nie jest, ale się da. Tak, a może w alternatywny sposób na przykład można to zrobić? No a druga myślę rzecz, która
na to wpłynęła, to jest mój obecny trener wokalny Jacek Maślanka. Jacek, kiedy ja go poznałam i trafiłam do chóru Voice Impact, bo właśnie poznałam go dzięki temu, że trafiłam do chóu, w którym on jest dyregentem. To też jest w sumie zabawna historia, jak tam trafiłam. Natomiast tak, dostałam zaproszenie tego chóru od kobiety, która jest teraz moją przyjaciółką, a wówczas spotyka się z moim przyjacielem i wiedziała o tym, że coś tam jednak śpiewała. Słyszała, że śpiewałam i jak przyszli do nas na kolację, gdzie się poznaliśmy, ona powiedziała: "A może dołączyłabyś do naszego chóru? przyjdź na przesłuchanie.
I do tego chóru dołączyłam. I wtedy zmieniłam też trenera wokalnego, zaczęłam pracę z Jackiem i Jacek podczas drugiej naszej lekcji powiedział mi: "A dlaczego ty tej płyty nie nagrałaś jeszcze?" A ja mu powiedziałam: "Wiesz co, nie, bo ja jeszcze tego nie potrafię, bo bo wiesz, bo tutaj i on wtedy już wszystko wiedział". On mówi: "Ale nigdy, nigdy nie będziesz
w takim momencie, że będziesz uważała, że potrafisz wszystko." Dokładnie. Mówi, po pierwsze czuję, że masz w sobie tą taki perfekcjonizm, bo faktycznie mam mówi, a po drugie, no i co? Ani teraz, ani za rok, ani za dwa, za trzy lata nie będziesz gotowa według siebie, a potem się nagle obudzisz z tak zwaną ręką w nocniku. Tak. Ja wtedy stwierdziłam, no okej, to coś w tym jest. Tak. I on mi bardzo dużo dał takiego wiatru w skrzydła i powiedział, że dla niego to jest to jest ten moment. Mówi, że on wielu artystów, bo naprawdę wielu artystów przecież uczy i mówi i uważam, że powinnaś to zrobić.
Tak. I to to mi dodało też takiego wiatru w skrzydła. Potem poznałam Krzyśka Lechowskiego, producenta muzycznego, gdzie Krzysiek miał zupełnie podobne zdanie na ten temat. No i tak to się wszystko potoczyło. Czy z perspektywy czasu to uważasz, że gdybyś została tutaj na Śląsku, miała nawet tą samą pracę i te same kontakty, udałoby ci się tak samo? Czy że byłaś czy byłaś w Warszawie to nagle się tak urodziło tyle możliwości? To nie ma żadnego związku z miejscem. Żadnego związku z miejscem. To wszystko ma związek z ludźmi. Bagatele Jacek jest ze Śląska też.
O yyy więc nie ma to związku z miejscem. To jest tylko i wyłącznie związek z ludźmi i z jakąś taką wewnętrzną gotowością i otwartością i mentalnością. Tak trzeba mieć tą mentalność, żeby się otworzyć, żeby chcieć ludzi poznawać, żeby chcieć tego posłuchać. Tak samo jak dołączyć do chóu. No ja też trzeba było pewne rzeczy w sobie po prostu przełamać. Ja też je przełamałam, po prostu poszłam i tyle. Więc nie, miejsce nie ma żadnego znaczenia, a na Śląsku się akurat wiele dzieje. Dobrze, wracamy zaraz po wysłuchaniu kolejnej piosenki. Kasia teraz nam coś zaśpiewa. Co to będzie? A zaraz posłuchamy, co to będzie.
Co to będzie? Spojrzenie do tych krą zaplecionych w myśli krok. Drzenie ciała czuję ja. Czuję ja. Oddech twój naszej mej mi kośćch poczuć chcę nie mym krzykiem wołam tak i nie pyczaj drugi raz ucieknijmy dzisiaj stąd wyjdźmy razem poza kad otul mnie dobrze otuliliśmy się twoją piosenką Kasiu no to teraz idziemy dalej za ciosem łączysz teraz pracę swoją która
tak, która gdzieś tam zahacza jednak o te artystyczne wszystkie elementy y związane z twoim życiem. To nie jest taka praca tylko dla pracy. No i jeszcze znalazłaś tę ścieżkę y z piosenkami. Już jesteś właśnie już jesteś bardzo sławna, czy jeszcze czekasz na ten? Ja w ogóle nie jestem sławna. No wiesz, to wiesz, to zależy jak się sławę y rozpatruje. Może to być sława ogólnopolska, ogólnoświatowa albo w jakimś wąskim co prawda gronie, ale jeśli w tym wąskim gronie się mówi o Kasi Kokoryn, że śpiewa i śpiewa nieźle, delikatnie mówiąc, no to coś w tym jest. To to już można powiedzieć, że jesteś słaby i to jest bardzo miłe. Na pewno mogę powiedzieć, że te ostatnie półtorej roku dało mi takie poczucie, że
bardzo dobrzy muzycy chcą ze mną grać i to jest coś fantastycznego, bo to jest dla mnie taka informacja o jakości, ale też o tym jak nam się współpracuje. Więc w kontekście takiej rozpoznawalności to ja bym bardziej powiedziała, że jest taka rozpoznawalność, że jeżeli ktoś gdzieś tam coś widział albo słyszał, bo faktycznie zdarza się tak, że już ludzie czasami do mnie napiszą albo dosyć szybko zaczynają kojarzyć, bo gdzieś coś słyszeli, to jest to to są to takie miłe słowa na zasadzie, że także na przykład chętnie też w jakimś moim projekcie wzięli udział, ale żebym była rozpoznawalna w jakikolwiek sposób, to raczej tak nie czuję.
Nie mam tego. Nie jest to wiesz do końca moim celem. Natomiast no nie ukrywam, że żeby płyty wydawać i nagrywać, grać koncerty, no to ta rozpoznawalność jest jednak w jakimś stopniu potrzebna, aby ludzie chcieli na te koncerty przychodzić, tym bardziej współcześnie, gdzie ten rynek jest bardzo trudny muzyczny. Tak więc dość liczny. dlatego, że wchodzą nowe pokolenia, nowi ludzie z roku, z miesiąca na miesiąc się pokazują nowe twarze. Tak, nowe głosy, coraz lepsze. Są też osoby takie, które no nie powinny może śpiewać, a bardzo chcą.
Zdarzają się też tacy. Jest bardzo dużo fantastycznej muzyki, pięknej muzyki, o której nikt nie słyszał też. Tak. I to jest i różne gatunki niszowe. Różne są gatunki niszowe. Tak. Ja w ten rynek faktycznie dosyć świadomie już weszłam. ten niecały rok temu, no parę miesięcy temu tak naprawdę na dobre bym powiedziała, kiedy zaczęłam też współpracę z z osobami związanymi z rynkiem mocno z muzykami, z wydawnictwami, już zaczęłam mieć kontakt z radiem i ja przyznaję, że początek był bardzo trudny taki mentalnie, bo jednak trzeba zderzyć to wyobrażenie artystyczne z tym jednak wyobrażeniem komercyjnym, tak? I później podjąć decyzję w którą stronę się idzie. To jest punkt pierwszy. drugi, ja nie miałam świadomości też jak bardzo ten rynek jest przesycony. Jest ogromnie przesycony. Sama też jestem w różnych
programach takich warsztatowych. Teraz jestem na przykład w programie Inkubator. Tak brzmi miasto. To jest świetny program, taki też dosyć prestiżowy, prestiżowy dla artystów niezależnych z różnymi muzykami. Mamy też wykłady, mamy warsztaty i właśnie rozmawiamy o tym rozwoju takiej kariery muzycznej i brałam udział w różnych warsztatach też. Tak, jednym z fajniejszych warsztatów chyba to było Poluzon w ubiegłym roku z poluzjantami też z Kubą Badachem jak mieliśmy zajęcia i mam cudowne wspomnienia i to zderzenie powoduje, że trzeba faktycznie podjąć
decyzję, okej, co dalej, bo sytuacja wygląda tak i co właściwie ty chcesz tu zrobić, tak? I po co ty właściwie tutaj jesteś? Bo mówiąc szczerze, jeżeli ktoś zaczyna w rynku muzycznym i wejdzie w ten rynek dla pieniędzy, no to umówmy się, że to jest dosyć kiepski pomysł i jak ma inny pomysł na życie, to może łatwiej. Chyba, że ma świetnego menadżera, który potrafi wszystko sprzedać. Chyba, że ma świetnego menadżera, dokładnie. Ale chyba i tak wtedy też trochę to wymaga, znaczy trochę to zawsze wymaga pracy, tak? ymmak teraz ten pieniądz, jeżeli chodzi o komercję, jest bardzo ważny, więc ja już też słyszałam, że no okej, to internet, żeby
była publiczność w internecie, bo wtedy może być radio bardziej zainteresowane, oczywiście, bo się idzie z publicznością. Jeśli radio komercyjne, to musimy się liczyć z tym, że jest to czas antenowy, więc te utwory też muszą być krótsze. Ale na szczęście mamy jeszcze radio publiczne, czy na przykład radio imperium, tak, które puści też coś, co jest warte artystycznie, nie będzie obcinać, tak? może być dłuższe niż tam 2 i pó minuty na przykład. Więc ten rynek rządzi się swoimi prawami. No te czasy się zmieniły. Oczywiście ja wiem, że pierwszy moment jest taki, że duż takie narzekanie się pojawia. Ja też tak miałam. To jest taki bunt wewnętrzny, ale dlaczego właściwie to? A gdzie w tym wszystkim muzyka i taka wartość muzyczna? Ja też mam przecież wielu przyjaciół, którzy robią wspaniałe rzeczy, wspaniałe, wspaniałą muzykę,
wspaniałe utwory i i muszą też walczyć o to pozycję na tym rynku, tak? A z drugiej strony, no okej, tak to wygląda i ja przyznaję, że moje doświadczenie biznesowe bardzo w tym pomaga. To bardzo pomaga, ponieważ ja mam dużo kompetencji takich związanych właśnie z tymi elementami zarządczymi. Plus to, czym o czym myśmy mówili wcześniej, o takiej mentalności, takiej gotowości psychicznej. Ja, Adam powiem ci, że przy Otul mnie przy przy w ogóle premierze tej wersji takiej nie nieremiksowej, ja wysłałam chyba 47 płyt do dziennikarzy i ja pisałam listy ręcznie.
To były chyba trzy dni, kiedy ja siedziałam, pakowałam te płyty. Oczywiście były wytłoczone, robiłam ręcznie te listy. Róża mi jeszcze pomagała ozdawiać koperty, bo chciała się w to zaangażować i wiesz, odzew może był na poziomie 67%. Tak. Ja byłam na to gotowa, bo ja liczyłam się z tym, że może się nikt nie odezwać. To, że się ktoś odezwał było dla mnie cudowne. Zresztą dzień później po wysyłce zadzwonił do mnie wspaniały krytyk muzyczny z Agory, pan Przemysław Bogusz. Rozmawialiśmy godzinę i to była dla mnie tak niesamowicie motywująca rozmowa. On powiedział: "A kiedy płyta?" Bo ja trzy twoje utwory słyszałem i trzy mnie już wzruszyły. Ja bym chciał całą płytę.
I też mnie zmotywował do tego, żeby z tą płytą generalnie nie czekać pomimo wszystkiego. No ale jednak tak i myślisz sobie: "Boże, ile w to wysiłku wkładasz?" Tak, robisz coś, co jest dobre jakościowo, wkładasz w to ogrom wysiłku, inwestujesz dużo czasu, bo to wszystko tworzenie tych materiałów w ogóle teraz tego tych social mediów, tworzenie wysyłki prasowej, wysyłanie tych maili, a zrobienie listy mailingowe, wysłanie tych maili to jest ogrom pracy. A jeszcze miałam w tym wsparcie Przemysława Kubajewskiego, z którym zaczęłam współpracę. I nadal ten, nadal jednak to nie jest tak, że o wszyscy się odzywają, nawet nawet nie napiszą fajnie, dziękujemy za maila, ale nie, tak to nie jest, to nie jest nasz typ muzyki i tak dalej.
Rzuciła to w pustkę, tak po prostu czasami jest tak, że się rzuca w to w pustkę i okej, było mi przykro przez jeden dzień trochę, jakieś tam emocje się pojawiły, byłam przez chwilę zła, ale z racji tego, że ja się tego spodziewałam, to dosyć szybko sobie z tym po prostu poradziłam, tak? I myślę sobie, że 10, 15 lat temu po prostu bym sobie z tym nie poradziła, bo odebrałabym to jako taki feedback w stosunku do mojej twórczości. A teraz mam tak, że jestem otoczona ludźmi, którzy faktycznie dają mi taką informację zwrotną odnośnie jakości tego, co robię. I ja tym osobom ufam, ja ich słucham i gdzieś tam razem
z producentem mogę podjąć decyzję co dalej, czy na przykład z Jackiem. Natomiast jeżeli chodzi o informację zwrotną ze strony mediów, ja ją przyjmuję, ale nie biorę jej bardzo personalnie. To znaczy jeżeli mi mówi radio, że tego utworu nie puści, bo jest nudny, to ja nie biorę tego personalnie do siebie na zasadzie robię kiepską muzykę, tylko mówię okej, tym jednym się nie spodobało, tak? Ten się ten się nie nie jest to utwór, który waszym zdaniem przyciągnie waszych słuchaczy, tak? Nie te nie ten typ muzyki i tak dalej. Więc do tego trzeba było po prostu dorosnąć i w związku z tym podejmuje się teraz dalej decyzję, tak na zasadzie okej, więc jeżeli to jest nudne, to co według was nie jest nudne? Ja mając tym informację zwrotną, jeżeli wierzę w jakość tego, co robię, pomyślę sobie: "dobra, no to w
tym momencie co ja chcę zrobić? Czy ja chcę pójść za głosem takim artystycznym, licząc się z tym, że to nie będzie to, czego na przykład szukają stacje komercyjne? Czy ja jednak pójdę w stronę taką, co robią stacje komercyjne? Może to będzie przyjęte, a może nie, bo tej gwarancji przecież nigdy nie ma, ale nie, nie spełni się artystycznie. Tak więc, ale mam taką poczucie, że mam świadomość tej decyzji, biorę to na swoje barki i też liczę się z konsekwencjami tej decyzji, bo jestem na to na to gotowa. To może zrobisz tak jak Kaja. Ona z początku też zaczynała wchodzić na estradę ze swoją muzyką, która była absolutnie niszowa jak na tamte czasy.
Mhm. y no nie sprawdziła się, więc zrobiła coś dla publiczności i pod publiczkę. No i teraz wróciła do swojego. To jest jedna, to jest jedna ze ścieżek, ale powiem ci, że to też jest takie jest to dosyć, powiedziałabym kłopotliwe z pewną pułapką, bo jeżeli zrobimy coś, co wydaje nam się, że będzie dobre i będzie pasować i będzie jakoś tak zgodne ze mną, ale okaże się, że to wcale nie pasuje, to to rozczarowanie będzie bardzo boleć. Mhm. Więc ja po tych kilku miesiącach teraz takiej bardzo dużej już współpracy z właśnie z tym rynkiem ogólnie i z różnych warsztatów po różnych rozmowach z osobami z rynku, z artystami, z muzykami, którzy naprawdę nie jedno zjedli.
Napisałam zresztą Bagatela parę dni temu, bo właśnie w poniedziałek z Tomkiem usiedliśmy w studiu nagraniowym nad płytą pracować i powiedziałam mu: "Tomek, robimy tą płytę tak jak chcemy, po swojemu, po swojemu, bo bo tak po prostu zróbmy ją tak, jak to jak to jest, jak to ma być. Albo się spodoba, albo nie stawia, albo się spodoba, albo nie. Jakby ja się liczę, ja się absolutnie liczę z tym, że może to być tak, że tam to nie będzie płyta do grania w radiu. Może jeden, dwa utwory będą takie typowo, gdzie one się bardzo mocno przejmą. Bardziej też mówię o długości tych utworów, tak? Bo ta długość jest dla mnie największym wyzwaniem.
Natomiast pomyślałam sobie, że skoro już sobie obiecałam, że zrobię tą płytę i tak długo na nią czekam, to niech ona jest taka jak jak ja chcę, żeby ona była. I to chyba była dobra decyzja, tak? Bo po tych kilku dniach w studiu, no my po prostu naprawdę ja nie wiedziałam czego się spodziewać jak wchodziliśmy do tego studia i co będzie. A po tych kilku dniach, gdzie mamy bazę na trzy utwory gotową, bo te utwory już mieliśmy wcześniej, tak tylko w takiej wersji akustycznej one są porobione. Niektóre są częściowo już się pojawiły, ale większość nie.
To to mamy takie poczucie, że kurczę wyszło. To będzie świetny materiał. Tak. I to naprawdę będzie świetny materiał. Powiedziałabym, że trochę nawet taki teatralno-musicalowy, bo już my widzimy, że on jest taki bardzo filmowy, że te utwory są filmowe mocno. To znaczy, że od pierwszych dźwięków od razu się pojawiają obrazy w głowie. A teledyski też będziecie robić do tych piosen? Będziemy, będziemy. No i właśnie i tu jest ta później ta proza życia wchodzi, tak? Czyli pieniądze i i to jest pytanie też co ta praca daje? No praca daje to, że można to sfinansować, no bo to są ogromne koszty.
Tak samo nagranie płyty to bym powiedziała, jest kropla w morzu potrzeb. później ten etap promocji, etap kręcenia klipów. Da się to zrobić może trochę tańszym kosztem niż jak się robi z dużymi y partnerami, bo też no dzięki temu, że ja już w to środowisko artystyczne weszłam, to też te koszty są niższe, ponieważ artyści, muzycy, z którymi współpracuję, oni mnie traktują trochę inaczej jak niż traktują korporacje czy wytwórnie muzyczne i i to jest fajne, ale to są to są nadal
koszty i ja gdybym mogła, to by mi zapłaciła dużo więcej niż na przykład jestem w stanie zapłacić, bo im się to po prostu należy, bo też jest to ich praca najnormalniej w świecie. Jestem ogromnie wdzięczna, że ktoś tą pracę dla mnie wykona po prostu niższym kosztem. Tak. A na razie się wspomagacie wzajemnie. Tak, tak. To jest, to jest też jakieś takie wspomaganie się. Natomiast jeżeli chodzi o tą płytę, to powiem ci, że to jest jakieś takie już na tym etapie spełnienie marzeń, bo no Tomek ma na swoim koncie Fryderyki, tak, który otrzymał między innymi za płytę Kasi Groniec konstelację czy Johna Portera.
Ja Kasię Groniec słuchałam jak byłam nastolatką. Dla mnie ona jest kapitalna, wspaniała płyta, konstelacje też. Ja naprawdę rok temu bym nie pomyślała, że producentem mojej płyty może być osoba, która właśnie Kasi tą płytę robiła. Cuda się zdarzają, czy to jest taka konsekwencja działania? To jest bardziej konsekwencja działania. To jest konsekwencja działania i tego, że jest pojawia się jakaś taka chemia między ludźmi, tak, taka artystyczna, bo to też trzeba czuć i po prostu na siebie trafić. Czasami jest to zbieg okoliczności, yyy, bo są to zbiegi okoliczności, jak się po prostu poznają ludzie. Ale bym powiedziała, że konsekwencja działania, otwartość i po prostu wiara w to, że tego się chce i już takie poczucie, okej, to ja mogę mieć na tyle dobry materiał, że osoba, która pracuje z takimi topowymi
wykonawcami w tym kraju będzie chciała robić płytę ze mną i czuć, że to jest dla niej, dla nie, dla niego akurat ważna płyta. Więc no to kiedy się ta płyta ukaże? On się ukaże fizycznie. Tak, plastik ukaże się fizycznie. Wiesz co, tylko myślał, że ukaże się fizycznie na początku 2026 roku. My teraz ją nagrywamy. To znaczy do końca wakacji myślę, że będziemy mieć połowę nagrań zamkniętych. Drugą połowę będziemy mieć jeszcze w połowie. W połowie, ponieważ nie mamy wszystkich instrumentalistów blisko, a tam jest bardzo dużo instrumentów na tej płycie.
Tam jest minimum elektroniki. Są instrumenty, o których niektórzy pewnie nie słyszeli. Nie wiem, czy o wibrafonie wiele osób słyszało. Myślę, że No to na pewno słyszałeś. Tak. O cytrze też słyszałeś. O fisharmonii też słyszałeś. Wibrafonu nie mylić z czymś innym, co się na wibra. Tak więc mamy tam dużo takich instrumentów. Zresztą Magatela przedwczoraj jak robiliśmy aranżację do jednego z utworów, to właśnie tak Tomek siedział, siedział, mówi: "Tu musi być cytra". Ja mówię, ale czekaj, czekaj, czekaj. On mówi: "Czekaj, ona tu gdzieś była, była gdzieś tutaj była gdzieś". I wyciąga taką zakurzoną cytrę. Y i ja mówię: "Ale
no ale to też na niej chcesz teraz zagrać?" On mówi: "Nie, nie, bo trzeba ją nastroić, tylko nie wiem, gdzie mam tutaj wszystkie te urządzenia, żeby to zrobić, ale na tej cytrze oczywiście zagramy, więc dużo się takich pojawi alternatywnych instrumentów." No ale tak, no bardzo dużo będzie skrzypiec. A Jasiu Gałach mieszka w Szczecinie, teraz jest też na różnych wyjazdach koncertowych, więc z Jasiem jesteśmy umówieni w studiu w połowie sierpnia, gdzie też będzie pomiędzy koncertami, więc nie nagramy całego materiału. Także w połowie sierpnia mamy pierwszy zjazd taki studyjny, potem kolejny. No pianistę mamy blisko na szczęście,
więc i tak wiolonączelistę też mamy blisko. No perkusista to wiadomo Tomek, tak to jest jakby jego główny instrument, aczkolwiek świetnie gra na gitarze i na basie. Zresztą on na wielu instrumentach gra. Tak więc trochę to zajmuje czasu, bo trzeba trzeba te instrumenty dograć.
No potem trzeba znaleźć jeszcze tytuł płyty. Czy już tytuł płyty? Wiesz co, mi się ten tytuł ciągle zmienia. Mi się ten tytuł ciągle zmienia, bo co siadamy do nowego numeru, to ja widzę po prostu różne rzeczy. Już teraz jak zrobiliśmy na przykład tęskno mi, czy ja już powiedziałam: "Tomek, to jest w ogóle pierwsza piosenka na tej płycie i w ogóle jak będzie koncert, ona będzie otwierać koncert i ja już widzę tą pozytywkę na środku i tak dalej, bo właśnie tu już obrazy się narodziły, tytuł się zmienia. Ja naprawdę nie wiem jaki to będzie tytuł. No i nie ukrywam, że będziemy szukać yyy wydawcy czy być może jakiejś małej wytwórni, która by chciała wesprzeć wydanie tej płyty, bo jednak te kwestie promocji to są też związane z jakąś relacyjnością w branży, tak? To nie jest tylko kwestia pieniędzy,
bo branża muzyczna jest bardzo relacyjną branżą, co jest naturalne po prostu, bo tak jak w każdej innej branży i to trochę czasu zajmie na pewno. Tak więc dużo pracy nas przed tym jeszcze czeka. przygotowanie w ogóle całej promocji, oprawy yyy tłoczenia, bo chcę też winyle tłoczyć, tego wszystkiego, yyy zrobienie klipów, no to jest ogrom pracy. Jeszcze tak także wymyślenie wymyślenie piosenki to jest taki czubek, a potem to się wszystko dopiero jeszcze się uczyć przede wszystkim trzeba, tak? przecież cały czas się uczę, gra na pianinie i tak dalej, więc to też y powolutku będziemy zmierzać do mety w dzisiejszej naszej rozmowie. Y wybierz
teraz piosenkę, którą zakończymy nasz wywiad. Który to jest twój wywiad w radiu? Nie wiem, ale było ich, myślę, co najmniej 10 już faktycznie, więc myślę, że powyżej 10. Pytałem o to samo, co inni, nie? Chyba nie, bo nikt cię tak dobrze nie zna jak ja. Nie, nie pytałeś, nie pytałeś o to samo co inni. Nie, tak. No bo to inaczej jak się znamy, to się inaczej rozmawia. To prawda jest. Także była super rozmowa dla mnie. Mam nadzieję, że mogę z dumą powiedzieć, że prawie że od dziecka cię znam. Prawie tak. Od dziecka. Kasiu, wybierz piosenkę, którą posłuchamy na koniec i do tej piosenki niespodziankę zrobimy.
Niespodziankę. Dobrze, zrobimy niespodziankę zimy. I jeszcze masz teraz minutę, żeby pozdrowić naszych słuchaczy, którzy będą zanim posłuchają piosenki, wpierw posłuchają ciebie. Bardzo się cieszę. Chciałam wobec tego bardzo ciepło pozdrowić słuchaczy Radia Imperium i tych, którzy pochodzą z mojego ukochanego Śląska i tych, którzy nie pochodzą ze Śląska albo kiedyś tu przybyli. Zapraszam do słuchania, bo radio to dzisiaj jest ważne medium dalej i można właśnie słuchać radia mając nawet zajęte ręce, tak, i zajęte oczy. No i też zapraszam do słuchania moich utworów oczywiście na antenie radia i bardzo, bardzo dziękuję Adam za gościnę i za rozmowę.
To ja dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie. Naszym gościem była dzisiaj Katarzyna Kokoryn, czyli Kasia Makulanka. Dziękuję bardzo. Bo ja tańczę na szyi z korali mam świat. Kręcę się w sukni uszytej z mych lat. Spadam na parkiet sklejony z mych łez. Unoszę się, bo już wiem to, że
jutro znowu jest dzień. Jutro znowu jest dzień. Oh.


