Witamy w Gliwicach | Tęgie Chłopy
W tym odcinku programu Witamy w Gliwicach Grzegorz Muzia przeprowadził wywiad z bardzo nietuzinkowymi artystami.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[Muzyka] Tego lata w Gliwicach na deskach ruin Starego Teatru już po raz kolejny mieliśmy okazję słuchać, a nawet tańczyć w rytm muzyki korzeni. we współczesnym ujęciu. Jest to muzyka, która łączy tradycje z nowoczesnością. Na każdym koncercie sala wypełnia się do ostatniego miejsca, ale widzowie i słuchacze chyba najbardziej zapamiętają występ grupy Tęgie Chłopy. Kabela, ta gra, muzykę kielczyzny w jej autentycznej i niestylizowanej formie. Tak jak brzmiała niegdyś na weselach i wiejskich zabawach. Na koncercie zabrakło krzeseł, gdyż wiadomo było, że tęgie chłopy wszystkich porwą do tańca i tak się stało. Kto tworzy tę kapelę i co grają dowiecie się słuchając wywiadu z Ewą Grochowską i Michałem Maziarzem, członkami zespołu. Kapela ta nazywa się Tęgie chłopy. Skąd taka nazwa? Bo po sylwetkach tego raczej nie widać.
>> A o pozory. A te tęgie chłopy to trochę takie dzisiejsze tłuste bity, można by powiedzieć. A jak to się stało, że członkowie zespołu spotkali się i zaczęli razem grać? >> Mówiąc tak filozoficznie, my jesteśmy z jednej wsi, bo połączyła nas w różnych konfiguracjach
w tym zespole. Wszyscy z wszystkimi członkami, członkiniami zespołu znamy się już mnóstwo lat. Naprawdę bardzo dużo. Już z niektórymi to prawie 30. Ktoś wcześniej, ktoś potem, ale ale te nasze relacje się zamiązywały przez lata przy okazji spotkań wokół właśnie muzyki tradycyjnej albo śpiewu.
Takim też jakimś momentem kluczowym dla nas było spotkanie takiego skrzypka Jana Gacy spod ze wsi Przy Stołowice Małe pod Przysłuchą. No w zasadzie wszyscy w tej ekipie jesteśmy. Przeszliśmy przez jego ręce. muzycznie i i tak międzyludzko w różny sposób i przyjaźnimy się też tak osobiście wiążą nas różne różnego rodzaju relacje ze sobą, ale ja takie mam wrażenie, że
nawet nie wrażenie, tylko takie dojmujące odczucie i przekonanie, że będąc właśnie z Lublina, z Warszawy, z Poznania i z innych miejsc i miejsc że że tak jakbyśmy byli z jednej wsi czy z jednego osiedla, z jakiejś jednej takiej wyobrażonej przestrzeni, która która naprawdę istnieje. >> No jest to tak jak powiedziała w jakimś filozoficznym sensie prawda.
też wspomniałeś o tym, że jesteśmy z różnych z różnych miast, ale w momencie kiedy się poznawaliśmy, kiedy kiedy szczególnie dużo mieliśmy jakoś ze sobą do czynienia, często się widywaliśmy na różnego rodzaju wydarzeniach związanych z muzyką tradycyjną, których wtedy nie było dużo. Na pewno nie było ich tyle, ile jest teraz. I w związku z tym tam gdzie coś się działo to to tam bywaliśmy, więc więc to też jakoś tam umacniało te relacje i znajomości i wtedy właściwie nie było jakby no nie miało to znaczenia, że ktoś jest właśnie z Krakowa, Lublina czy tam Warszawy.
Po prostu spotykaliśmy się w różnych, znaczy jeszcze w innych w ogóle dla każdego obcych stronach, ale dla nas wszystkich jakość jednak naszych stronach. [Muzyka] Dlaczego muzyka kieletczyzny? >> Bo nam się bardzo podoba, bo nawiązaliśmy takie osobiste relacje z muzykantami,
śpiewaczkami. No i takie takie różne czynniki naraz się zbiegły właśnie. i piękna muzyka, niesamowite pieśni i cudowne osoby. No i po prostu chce się zostać w takim miejscu, żeby żeby to zgłębiać, żeby być w kontakcie, żeby żeby to grać i i śpiewać. Są inne
miejsca w Polsce, które nam się podobają, ale no po pierwsze nie da się też wszystkiego wszystkiego zgłębić. No a po drugie, no to no to my jesteśmy zachłanni w ogóle tak muzycznie, że różne mamy mamy zainteresowania i regionalne i stylistyczne, ale chyba wszyscy mamy to do siebie, że jak już jakiś temat nas dotknie, to to po prostu głęboko w niego wchodzimy i to nie jest tylko sprawa
jakiejś rzetelności czy takiej chęci tylko, tylko w cudzysłowie tylko, bo to aż y pogłębiania tej wiedzy, tej praktyki, no tylko po prostu nacieszenia się tymi odkryciami i szukaniem kolejnych i i pobycia w tym sosie, nasycenia się tym. >> Konferancjer zapowiadając grupę użył określenia Super Capela. Czy faktycznie tak się czują? >> Myślę, że nie nie jest to myśl, która nam towarzyszy na co dzień. Znaczy jest to oczywiście miłe, ale nie jest to nie jest to coś, co
byśmy nie wiem, ja spotkałem się z Ewą, o czym byśmy wymieniali uwagi. Na przykład znowu gramy z naszą super kapelą, prawda Ewu? >> No. No to nie zupełnie nie. W sensie mamy świadomość tego, jak jak działa nasza muzyka na ludzi, no bo nas to też napędza i daje nam i energię. i chęć i i
to, że nam się naprawdę chce grać te koncerty, chce nam się wkładać w to energię i zaangażowanie i czas i wiadomo wszystko. No na szczęście jakby też świat trochę pokazuje, że jakby to działa, więc yyy jakby w tym w tym sensie mamy taki zwrot, że że zapraszają nas tu tam i siam. yyy i y tych
konceptów trochę jest, więc jakby jest to y jest to na pewno jakiś y jakiś znak, że y że jest to na jakimś na jakimś poziomie, tak to powiedzmy ujmę może skromnie, >> tak, ale nie pływamy w samo zakrycie, nie? W zapowiedzi usłyszeliśmy, że tęgie chłopy grają tradycyjną kielecką muzykę, która niegdyś brzmiała na weselach. Czy wciąż zespół zabawia gości na takich przyjęciach? rzadko, bo no dlatego, że yyy dlatego, że po pierwsze, znaczy
gramy w jakiś szczególnych sytuacjach, kiedy jakieś nasi znajomi czy przyjaciele się żenią, czy nawet właśnie członkowie, członkinie naszego zespołu, yyy kiedy ktoś typu znajomi znajomych robią wesele i chcieliby mieć taką muzykę czy nas konkretnie. No nie mamy takiej oferty weselnej, że że rzeczywiście gramy komercyjne wesele, bo nie do końca to jest coś, co jakoś nas tak interesuje, żeby w ten sposób akurat zarabiać. Więc to są raczej takie sytuacje, że ktoś po prostu konkretnie tą muzykę i konkretnie nas chciałby zaprosić na wesele i i no i wtedy jeżeli
możemy to to w to wchodzimy. Ale to jest jakby no z obu stron obwarowane właśnie taką taką świadomością, że no że to jest jakaś wyjątkowa sytuacja, wyjątkowa muzyka. Yyy, po pierwsze yyy ja na przykład jak yyy jak zwracają się tacy typu znajomi znajomych, że którzy się gdzieś tam usłyszeli właśnie jakiś zespół czy folkowy czy taki właśnie z nurtu Ingrudo yyy i się zachwycili i mają taki pomysł, że właśnie chcieliby taką kapelę na wesele i jakoś dochodzi do tego, że o tym rozmawiamy już nie tylko w kontekście chłopów, tylko w ogóle To ja pierwszą rzecz jaką jaką im
doradzam to to, żeby to dobrze przemyśleli, bo rodzina i bo to jest cudowna muzyka, ale rodzina i goście nie muszą podzielać ich zachwytu czy ich odkrycia takiego świeżego i to po prostu może nie zadziałać. I szkoda, szkoda jest wted, no szkoda jest tego wesela, które miałoby być nieudane w jakiś sposób przez taką no taką takie takie marzenie, które jednak >> nie koresponduje z rzeczyw >> tak nie koresponduje z rzeczywistością, nie? Więc też też też chciałem powiedzieć, że że Wesele jest taką też specyficzną bardzo sytuacją inną niż koncert czy potańcówka jakby bez tematu,
że tak powiem. Y i zgadzam się, że że musi być takie mocne przekonanie w tych, którzy nas zapraszają czy na pewno chcą tego, wiedzą, wiedzą, że może się to spotkać z jakąś konsternacją. przynajmniej u części gości na przykład, którzy po prostu nie mieli okazji się z taką muzką zetknąć. Więc w pierwszym w
pierwszym spotkaniu przy pierwszym spotkaniu często zupełnie nie wiedzą, co mają o niej myśleć, albo jest to jakiś no zbyt duży szok kulturowy, że tak powiem. Organizatorzy trafnie przewidzieli, że kapela szybko porwie do tańca publiczność. Czy tak jest zawsze na występach tęgich chłopów? >> Nie no, oni byli wszyscy opłaceni. To nasza garaża. Przeznaczamy ją zwykle na opłacenie. >> Nie byliśmy zaskoczeni, bo zobaczyliśmy też takie postacie. Część tych osób to była osoby, które przyjeżdżają na różne wydarzenia, na których gramy. Sami też grają. Tutaj byli też członkowie i członkinie dzisiaj
różnych tutaj na Śląsku działających takich fajnych ekip, robiących też taką i kapel edukacyjną pracę i i i artystyczną i koncertową, więc no więc no w tym sensie nie nie byliśmy, ale no nigdy nie wiadomo, nie, kto kto przyjdzie, jak to się to potoczy, ale ja no chcę powiedzieć, że jestem zakochana w tym miejscu. Koncert i potańcówka odbyła się w ruinach starego teatru Wiktoria. Ewa przyznaje, że choć w wielu miejscach koncertowała, to ta sceneria mocno ją zaskoczyła. No ja tu weszłam na próbę dźwięku i zobaczyłam te takie no gołe jakieś obdarte ściany ze śladami po pożarze zniszczone, a
równocześnie poczułam no jakiegoś jakiegoś ducha tego miejsca po prostu, no który jest y mam nadzieję, że teraz mi nie spadnie cegła na głowę, jak to powiem, no ale który jest jakiś tak dobry, tak no cudownie tu jest po prostu no jakieś to jest fenomenalne miejsce >> tego teatru. >> No ja się ja się ja się zgadzam. Znaczy też jest takie bardzo zaskakująca ta przestrzeń. Y sobie zrobiłem spacer przed graniem tutaj po centrum Gliwic. Y
no i to jest wielki przeskok. Y piękne kamienice y naprawdę tak urbanistycznie. No jest to naprawdę piękne piękny fragment miasta. [Muzyka] I i tutaj ta przestrzeń taka surowa, ale no jakby czuć też, że wypełniona fajnymi działaniami i jakby no też widać jak
tutaj cała ekipa sprawnie tą przestrzeń ogarnia, co jakby jest dowodem, że że ta przestrzeń żyje, nie? jakby wszystko tutaj działa. >> Gliwice jak większość śląskich miast kojarzą się wciąż z przemysłem. Czy po ostatniej serii wydarzeń kulturalnych Gliwice będzie można określać również miastem kultury? >> Ja już takie zdanie mam od dawna, więc więc to to się nie zmieni. >> Ja myślę, że jak najbardziej. >> A na koniec kapela pozdrowiła wszystkich widzów i słuchaczy Radio Telewizja Imperium. Bardzo serdecznie pozdrawiam w imieniu własnym oraz całego zespołu TNG chłopy, słuchaczy i słuchaczki i widzów
i wicki telewizji i radia imperium. >> Moje złote serce, jak ja ciebie nie widzę, robić mi się nie chce. Jak ja ciebie nie widzę, robić mi się nie chce. Jak ja ciebie ujrzę na godzinę z rana, na godzinę z rana. Ej, robimy się, robi robotecka sama. Ej, robimy się, robi robotka
sama. [Aplauz] [Muzyka]


