Wieczór autorski z Arturem Andrusem z Okazji Światowego Dnia Książki | Tygodnik Kulturalny

5 maja 2026 · 21:46 · Obejrzyj na YouTube

Zapraszamy do obejrzenia naszego wywiadu, zrealizowanego podczas spotkania z Arturem Andrusem, które odbyło się 27 kwietnia w Bibliotece Miejskiej w Gliwicach z okazji Światowego Dnia Książki 📚 Artysta multimedialny, którego trudno zamknąć w jednej definicji: dziennikarz, prezenter radiowy i telewizyjny, aktor, pisarz i poeta. Autor piosenek oraz niezapomnianych tekstów kabaretowych, znany z błyskotliwego humoru i niepowtarzalnego stylu.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

[muzyka] 27 kwietnia Biblioteka Miejska w Gliwicach świętowała Światowy Dzień książki w wyjątkowym towarzystwie Artura Andrus. Spotkanie było doskonałą okazją, by zajrzeć za kulisy jego życia artystycznego i dziennikarskiego, a także posać pełnych humoru anegdot. Nie zabrakło śmiechu. Artur Andrus po raz kolejny udowodnił, że nawet opowiadając o sobie pozostaje mistrzem satyry. A teraz zapraszamy do wysłuchania wywiadu, który udało nam się przeprowadzić z gwiazdą spotkania. Dzień dobry państwu. Ja nazywam się Jakub Prczkowski, a dzisiaj mam ogromną przyjemność rozmawiać z kimś, kim szczerze się inspiruje, to znaczy artystą, dziennikarzem Artur Andrus. Zacznę nasz

wywiad, nasze spotkanie od pewnej anegdoty. Mianowicie dzisiaj pochwaliłem się mojej młodszej koleżance, że będę miał przyjemność z panem rozmawiać, a ona zareagowała: "O, wow! Z tym panem Andrusem uwielbiam tę piosenkę o Pile." E. I tak sobie wtedy urodziło mi się pytanie w głowie, czy jest jakaś grupa,

dla której pan myśli, że tworzy grupa wiekowa albo jakaś społeczna. >> To znaczy, wie pan, cieszy mnie pan tą informacją, że to jest koleżanka młodsza od pana, bo pan też nie wygląda na bardzo starszego człowieka. A a wydawało mi się, że ja raczej tworzę dla ludzi w moim wieku albo trosę troszkę starszych. Wydawało mi się może to dlatego, że to jest naturalne, że jak się poznajemy, jak ludzie y zobaczyli mnie gdzieś w telewizji, usłyszeli w radiu, no to już było dosyć dawno i jeżeli im towarzyszę, to to jest bardzo miłe dla mnie, że mogę im towarzyszyć.

Natomiast nie jestem na przykład taką postacią, która bardzo powszechnie się rozkręca w internecie i a to wiem, że to jest naturalne środowisko dla młodych słuchaczy, widzów i tam można sobie zdobywać popularność. Ja nie zostałem jeszcze youtuberem ani influencerem albo kimś takim >> jeszcze. Czyli pan nie wyklucza? >> No nie wykluczam. Nie wiem co się wydarzy w życiu. Może kiedyś coś takiego się zdarzy. Dlatego nie mam takiej określonej grupy, ale w domyśle raczej spodziewam się, że to są ludzie albo w moim wieku, albo trochę ode mnie starsi. Jak widać, może nie do końca mam rację.

>> Z tego co kojarzę pan też, jak był młodszy, to raczej interesował się szczególnie muzycznie artystami niewspółczesnymi. To prawda? >> Tak. Tak. Ja gdzieś sięgałem po takie rzeczy, które powstały już ładnych parę lat temu. Może dlatego, że zawsze na przykład w piosence najbardziej interesował mnie tekst piosenki i stąd

sięgałem po takie rzeczy, które się pisało dawniej, kładąc nacisk na na tekst. I stąd na przykład taka moja fascynacja twórczością Hemara, którą zresztą odkryłem za sprawą Wojciecha Młynarskiego, bo on przygotował taki spektakl w teatrze Ateneum. No a Hemar nie był moim rówieśnikiem. Ja wiem, że w to coraz trudniej uwierzyć, że Hemar nie był moim rówieśnikiem, ale był ode mnie trochę trochę starszy. I jakoś rzeczywiście tak było, że od najmłodszych lat sięgałem po te, po te rzeczy napisane już dosyć dawno. >> To jeszcze cofnijmy się do tych młodych lat. Yyy ciekawi mnie, dlaczego pan w ogóle zaczął i pisać, i mówić.

>> Mówić to dlatego, że tak jakoś wszystkie dzieci w moim wieku zaczynały mówić. Tak mieliśmy kilka lat i zaczynaliśmy mówić. [śmiech] A >> ale nie wszystkie dzieci chcą mówić do szerszej publiki. >> Ja też chyba nie chciałem. Ja się tak nie rwałem. To znaczy oczywiście, że już w szkole na przykład występowałem na akademiach jakichś, ale to raczej nie ze swojego wyboru. To nie było tak, że ja się zgłaszałem, proszę pani, to ja chcę powiedzieć wierszyk. Tylko pani rozdzielała wierszyki. No i ja tam gdzieś zawsze się w tej grupie znajdowałem. Może mnie łatwo było namierzyć, bo byłem pierwszy w dzienniku zawsze, no to wiadomo było, że łatwo mnie znaleźć. E, i jakoś tak to

następowało w taki naturalny sposób, że, że gdzieś tam występowałem, ale nigdy nie traktowałem tego jako ewentualną swoją przyszłość. Potem zresztą też kiedy to się już zaczęło zawodowo jakoś układać, bardziej myślałem, że moim miejscem takiego szczęścia zawodowego będzie radio, do którego trafiłem na studiach dziennikarskich, ale nie kojarzyło mi się to raczej z występami publicznymi, prowadzeniem koncertów, a już nie daj Boże śpiewaniem swoich piosenek. Natomiast tak mi się to połączyło przez to, że jeździłem na festiwale, przeglądy kabaretowe i ktoś kiedyś powiedział dokładnie wiem kto, Bożena Wysocka Nowicka, dyrektorka Domu Kultury w Ełku, która organizowała taki festiwal Mazurskie Lato Kabaretowe, powiedziała: "Słuchaj, ty w radiu opowiadasz o kabaretach, to wyjdź na scenę i zapowiedz ten koncert." No i jak

wyszedłem, okazało się, że ludzie to w miarę życzliwie przyjęli, no to stwierdziłem, że a może coś takiego też będę robił. Potem zacząłem wtrącać tam jakieś swoje wierszyki, a to potem coś zaśpiewałem. No i teraz trudno mnie zgonić ze sceny. Tak to się niestety ego rozwija na scenie. Nie planowałem tego

nigdy. To nie było tak, że ja miałem jakieś takie marzenie, że a kiedyś będę piosenkarzem albo aktorem albo konferansjerem. Nie, samo się tak, samo się tak złożyło. >> A propos ego, polski mistrz mowy, taki tytuł pan nosi języka polskiego. Czy pan się czuje na mistrza języka polskiego? >> Mistrz mowy polskiej rzeczywiście jest coś takiego, taki tytuł przyznawany od już ładnych paru lat. No i dla mnie to jest miłe wyróżnienie, że ktoś uznał, że

ja dobrze mówię po polsku. Natomiast rzeczywiście bałem się tego, że jak już dostanę taki tytuł, to przestanę mówić od razu, bo ze strachu, że będę popełniał jakieś błędy i ktoś mi te błędy wytknie i powie: "Zaraz, pan jest mistrzem mowy polskiej, a a mówi: "Pan przyszłem, a nie przyszedłem".

No i na szczęście zauważyłem, że ci ludzie, którzy zajmują się naukowo, prof, profesjonalnie językiem polskim, też zwracają uwagę na to, że nie ma ludzi bezbłędnych, że raczej ten tytuł dotyczy ludzi, którzy mówią w taki sposób, że może to zaciekawić kogoś innego, może zwracać uwagę. No i to mnie ucieszyło, że ktoś uznał, że kapituła tej nagrody uznała, że że ja jestem wart tego tytułu, ale

myślę, że jest wielu ludzi, którzy mówią znacznie lepiej ode mnie po polsku. Są na szczęście też tacy, którzy mówią gorzej. yyy to nie ma żadnego znaczenia tak naprawdę yyy w sensie takim no ja w naturalny sposób jestem trochę zobowiązany do tego, żeby dbać o to jak mówię, bo występuję na scenie, czy występuje w radiu, czy występuje w telewizji, a nie każdy musi się posługiwać językiem w sposób taki, y, w

którym go szeroka publiczność słyszy. Także mistrzem się nie czuję, ale miło mi jest, że ktoś, że ktoś uznał, że, że dobrze w miarę mówię. I teraz powinienem kropnąć jakiś błąd językowy, żeby cały ten mój wywiód, wywiad legł w gruzach. No już się zacząłem cukać. No proszę. Myślę, że to nie jest konieczne, ale ciekawi mnie czy są jakieś błędy, które

dzisiaj stają się powszechne jak na przykład te sławetne jest napisane, pisze, które pana denerwują. Może nie, że denerwują, ale zauważam, że no na przykład słowo oryginalny używa się już w takiej wersji bez tego y po r, a tak naprawdę to słowo brzmi oryginalny i mało kto już używa tego Y w tym w tym słowie. Kiedyś pamiętam Stefania Grodzieńska, Wojciech Młynarski zwracali uwagę na to, jak się nadużywa słowa jakby. Mówi się jestem jakby reżyserem tego filmu albo to jest jakby mój ojciec, prawda? I to są takie słowa,

które się pojawiają, jakieś takie błędy albo dziwactwa językowe, które pojawiają się, potem znikają. Ale to też dowodzi tego, że to język to jest żywa struktura i wiadomo, że różne rzeczy się różne rzeczy się rzeczy się pojawiają i one będą się zawsze pojawiały. Nie ma co do tego przywiązywać takiej wielkiej wagi. Na pewno nie ma co karać ludzi za to, że coś źle powiedzieli. Jeśli można na to zwrócić uwagę, to życzliwie, a nie z jakimś tam zacięciem takim, że jak tak można i że to skandal. Yyy i ja jeżeli mi się zdarzy takie słowo wyłapać, to to też staram się jakoś życzliwie na to zwrócić uwagę i z uśmiechem, a nie nie żebym potępiał, bo tu mistrz mowy polskiej to ma prawo potępiać cokolwiek. Nie ma prawa.

>> Wspomniał pan, że pan występuje w radiu, na scenach jako dziennikarz, jako artysta. Zastanawiam się jak wygląda przykładowy dzień życia Artura Andrusa. >> Wstaję, myję się, jem, idę do pracy, jem, wracam z pracy, kładę się, wstaję, myję się, jem, kładę się, śpię. >> To ja zapytam bardziej szczegółowo, jak ta praca wygląda. To znaczy ile pan czasu obecnie poświęca na te rzeczy dziennikarskie, a ile na te artystyczne?

na dziennikarskie nie poświęcam tak dużo, to znaczy one mi się troszkę rozbiły na różne formy, bo piszę teraz regularnie do do tygodnika Angora, do miesięcznika Zwierciadło, także to jest coś takiego, że no raz w tygodniu parę godzin muszę poświęcić na pisanie tekstu do gazety. Mam też audycję w RMF

Classic, którą też przygotowuję zazwyczaj no muszę się przygotować do rozmowy, potem nagrać te rozmowę, przygotować te audycje na na antenę, ale to nie jest taki intensywny czas. Myślę, że gdyby to tak średnio jakoś ustalać, no to jakieś dwie godziny dziennie muszę sobie zarezerwować na tego typu działalności. Ale tak naprawdę najwięcej czasu zajmuje mi teraz taka [parsknięcie] działalność estradowa, czyli występy z recitalami. To też zajmuje najwięcej czasu, bo to się wiąże z jeżdżeniem w różne miejsca

kraju i zazwyczaj to tak wygląda potem, że ja jadę parę godzin, próba, występ, hotel i znowu jadę. Także to jest bardzo rozrzucone w czasie i w sposobach. Także ja bym takiego typowego dnia swojego nie skonstruował, bo bo nie mam typowych dni tak naprawdę. Raz to jest tak, że jestem ciągle w drodze, a raz to jest tak, że siedzę w domu i piszę na przykład. >> A ma pan swoją jakąś ulubioną piosenkę, którą pan wykonuje >> z tych moich? >> Tak. >> Wie pan, uważam, że wszystkie te, które wykonuję, wykonuję je dlatego, że po pierwsze sprawiają mi jakąś przyjemność.

sprawiło mi przyjemność to, że one powstały. Po drugie, dlatego je wybrałem do swojego recitalu, że że ludziom się też podobają, bo śpiewam i występuję nie tylko dla siebie, ale i dla publiczności, a może przede wszystkim dla publiczności. Są takie różne rzeczy, na które zwracam uwagę. No taka piosenka jak ta, o której wspomniała pana młodsza koleżanka Piłem w Spale, spałem w pile, to jest piosenka, na przykład której wiem ile zawdzięczam, że ludzie mnie zaczęli kojarzyć z pisaniem, śpiewaniem piosenek właśnie Odpiłem w Spale, spałem w Pile, ale są też takie na przykład ostatnio mi się zdarzyło, no to już niby parę lat minęło, ale napisałem całą płytę

piosenki na całą płytę Alicji Majewskiej z Włodzimierzem Korczem. powstała taka płyta piosenki Korcza i Andrusa i to są zupełnie inne piosenki od tych, które ja wykonuję na scenie. A mam do nich jakiś duży sentyment. Bardzo, bardzo lubię te piosenki i yyy sprawiło mi też dużą przyjemność, że sprawdziłem się chyba w innym repertuarze, no bo pisałem konkretnie dla Alicji Majewskiej takie piosenki, jakie ona najbardziej lubi śpiewać i też wśród nich są takie jak powrotne na kwiecień czy niedaleko stąd na przykład. Ja bardzo, bardzo te piosenki lubię. Najczę najczęstszym słowem, które znajduje obok pana imienia to satyryk. Tak mi się przynajmniej wydaje. Czy współcześnie, czy obecnie

też pan sądzi, że jest pan satyrykiem? >> Pewnie to słowo pojawia się dlatego, że ludzie kojarzą mnie z tym, że jak wychodzę na scenę, to raczej żeby powiedzieć coś, z czego mają się uśmiechnąć. No i to może stąd wynika. Nie wiem czy jestem takim typowym satyrykiem, bo pewnie typowy satyryk pisze satyrę, czyli coś co ma spowodować

oczywiście przez śmiech, ale jakąś zmianę, coś naprawić, polepszyć. Ja aż takich takich ambitnych planów nie mam. Mnie wystarcza jak się ludzie uśmiechną na pod tym, co ja im opowiem czy czy zaśpiewam. I rzeczywiście mam taki zamiar. To znaczy ja raczej yy myślę sobie jak układam taki program y swojego

występu, żeby publiczność, która przyjdzie miała dwie godziny uśmiechu albo może i śmiechu, jak się jak się uda. A jak potem sobie wrócą do domu, no to mają 1000 innych możliwości. Mogą się zasmucić, mogą sobie włączyć telewizję i obejrzeć sobie dyskusje polityczne i już im tak wesoło nie będzie na przykład. Dlatego ja na przykład nie sięgam prawie w ogóle w swoich recitalach po ten repertuar, repertuar polityczny, bo uważam, że tego ludzie mają już za dużo tak na co dzień. Ale rzeczywiście jeżeli

satyryk przy moim nazwisku ma oznaczać, że to jest ten, który chce, żeby ludzie się śmiali, to tak bym chciał. Tak bym chł. >> A jakby pan określił swoje poczucie humoru? Z czego pan lubi się śmiać? >> Jako swoje bym je określił. To znaczy śmieszą mnie takie codzienne rzeczy. najbardziej takie, które są gdzieś dookoła. Człowiek się rozgląda, patrzy. Dzisiaj na przykład przechodzę koło szpitala w Gliwicach i tam widzę, że przy samym szpitalu jest wywieszona tablica z z takim hasłem: "Gliwice, tu się zaczyna twoja przyszłość". No to biorąc pod uwagę, że to jest tablica postawiona przy szpitalu, to mam nadzieję, że to bardziej położnictwa dotyczy niż rehabilitacji.

Chociaż może i od rehabilitacji zaczyna się twoja przyszłość, prawda? I takie rzeczy gdzieś tak sobie oglądam i i one zwracają moją uwagę. Z takich najbanalniejszych rzeczy lubię się śmiać. >> Jest pan tutaj dzisiaj z okazji Światowego Dnia Książki, troszeczkę spóźnionego, przynajmniej tak jest na plakatach. To proszę powiedzieć, co pan czyta. >> Bardzo różne rzeczy i bardzo chaotycznie czytam. To znaczy dużo literatury faktu bardzo interesują mnie. Na przykład teraz widzę, że dużo sięgam po książki związane z rejonem, z którego pochodzę. Bieszczady, tamte tamte tereny z taką niełatwą

historią. Chociaż zastanawiam się, czy w naszym kraju jest jakieś miejsce z łatwą historią, ale z tamtą niełatwą historią teraz się tak naprawdę mierzę, bo kiedy ja tam mieszkałem, kiedy się wychowywałem i chodziłem do szkoły, to to niewiele się można było na ten temat dowiedzieć, na przykład na temat takiej historii jak akcja Wisła czy tego typu podobne zdarzenia tragiczne. No i też sięgam po sięgam po

takie po takie książki, ale na przykład też się zdarza, że gdzieś niedawno zobaczyłem, że w księgarni jest książka Dzieci z bullerbyn w takim samym wydaniu, jak ja to pamiętam z dzieciństwa, no to od razu kupiłem sobie tę książkę, żeby mieć dzieci z bullerby pod ręką i sobie czasami gdzieś po to po to sięgnąć. Także nie mam jednego typu książki, które czytam, a zdarzy mi się i po kryminał sięgnąć. Na przykład bardzo, bardzo lubię [parsknięcie] twórczość Marka Krajewskiego. No i to są takie takie rzeczy, które gdzieś tam się gdzieś tam się pojawiają w zasięgu. To >> to jest coś, co by pan polecił do przeczytania?

>> Właściwie niewiele jest rzeczy, których bym nie polecił do przeczytania. To znaczy uważam, że samo sięganie po książkę już jest tak ważne, żeby sobie wyrobić taki nawyk. Ja mam taki nawyk. Czasem on się kończy odrzuceniem tej książki natychmiast, bo często się zdarza, no teraz wiemy jaki jest natłok książek, ale myślę, że w

takiej sytuacji zyskują na na wartości takie miejsca jak to, w którym się dzisiaj spotykamy, czyli biblioteki, bo można przyjść i panie czy panów, bo pewnie też panowie pracują w bibliotekach, którzy tu pracują, zapytać o to, co przeczytać najnormalniej w świecie i zawsze można liczyć na jakieś pole polecenie, bo ja mam czasami tak, że ja często kupuję książki i po trzech stronach odkładam ją

i nie czytam już jej, bo widzę, że jest tak napisana. Ale jak się na przykład dowiedziałem ostatnio od jednego z wydawców, że już się ukazują książki, które są tłumaczone z innych języków przez translatory internetowe, że już tego nie robi człowiek, tylko wrzuca się cały tekst do takiego translatora i translator to to tłumaczy, a potem tylko ktoś poprawki nanosi. To zastanawiam się, czy to ma sens na pewno. czy takie

tłumacz. Przecież to była zawsze bardzo ważna postać, która nadawała charakter w tym języku, na który na który tłumaczyła. No i stąd zdarza zdarza mi się tak, że ja coś kupuję, czytam trochę i i odrzucam. Czy konkretny taki tytuł bym bym polecił? No pewnie jest mnóstwo. Ja na

przykład pamiętam miałem taką fascynację twórczością Orchana Pamuka i czytałem wszystko co co oczywiście zacząłem od Stambułu. Nie wiem czy oczywiście, bo nie wiem czy wszyscy zaczynają od Stambułu, ale potem przez wszystkie jego książki gdzieś tam przeszedłem i myślę,

że teraz na przykład, ale to jest chyba naturalne, że w takiej sytuacji, kiedy dowiadujemy się, że znika nam ktoś taki jak Wiesław Myśliwski, to nagle wszyscy zaczynamy sięgać po po jego książki, nawet kiedy czytaliśmy już je kiedyś, to żeby się przekonać i myślę, że to warto

polecić, żeby sięgnąć po Wiesława Myśliwskiego, żeby sobie przypomnieć jakiego niezwykłego twórcę mieliśmy do tutaj i jak możemy się cieszyć, że tyle po nim zostało. >> To już kończąc, kończąc zapytam, jak się panu podobają Gliwice? Bardzo mi się podobają Gliwice. Gliwice są piękne. Najpiękniejsze na świecie są Gliwice. Nie ma takich Gliwic nigdzie poza tymi Gliwicami. Niech pan zgadnie, co ja będę mówił jutro, jak będę w Katowicach na przykład. >> A ma pan jakieś wspomnienie z Gliwicami? Właśnie dzisiaj rozmawialiśmy o tym tutaj, że parę lat temu przyjechałem do

Gliwic na spotkanie autorskie, które odbywało się w galerii handlowej i przyjechałem przerażony na to spotkanie, bo pomyślałem sobie: "Jezus w galerii handlowej przecież po pierwsze nie będzie nikogo interesowało, po drugie ludzie będą łazili tam i z powrotem, no przyjdą na zakupy i będę bardziej ich będzie interesowała cena sześciopaków piwa niż moje dywag agacje na jakikolwiek temat, a nagle okazało się, że przyjechałem do świetnego miejsca, że w tym centrum handlowym jest biblioteka, do której normalnie ludzie przyjeżdżają. Nie spotkałem się z taką sytuacją nigdzie poza poza Gliwicami, że w centrum handlowym jest biblioteka. I to spotkanie wspominam jako jako bardzo miłą rzecz. No może to

nie jest takie najbardziej oryginalne wspomnienie z Gliwic, ale ja mam takie właśnie. Ja będę zawsze wspominał Centrum Handlowe w Gliwicach, oczywiście przez wzgląd na bibliotekę, która tam jest >> i życzę, aby każde kolejne spotkanie w bibliotekach czy w centrach handlowych było tak samo wspaniałe jak to. >> Bardzo >> dziękuję. Dziękuję bardzo.

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo