Ulicznicy: spektakl ,,TING" | 100% Gliwic
Śmiech dzieci, gromkie brawa i teatr, który zamiast kurtyny ma korony drzew, a zamiast widowni – miejskie place i parkowe alejki. Przez cztery lipcowe weekendy Gliwice po raz dziewiętnasty gościły Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy „Ulicznicy”. W programie nie zabrakło spektakli teatralnych, muzyki, cyrkowych popisów i niezwykłych spotkań z artystami z Polski oraz zagranicy. Finał festiwalu odbył się w Parku Chopina, gdzie publiczność obejrzała spektakl „TING” w wykonaniu Teatru I Co Było Dalej.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna, może zawierać drobne błędy.
Bo taki tytuł nosi dzisiejsze przedstawienie. znaczy po chińsku słuchaj. I mój dziadek mówił, że ten gest nadstawiania ucha jest ważniejszy niż gest, który prowadzi nas do mówienia. No nie na darmo człowiek ma jedne usta i dwoje uszu. To znaczy, że powinien dwa razy więcej słuchać niż mówić. Mój dziadek dał mi też ten kufer,
który też nazywał tingiem, bo ting po chińsku znaczy też kocioł ofiarny. No i w tym kotle mielą się różne rzeczy. >> Śmiech, dzieci, gronkie brawa i teatr, który zamiast kurtyny ma korony drzew, a zamiast widowni miejskie place i parkowe alejki. Przez cztery lipcowe weekendy Gliwice po raz 19 gościły Międzynarodowy Festiwal Artystów ulicy Ulicznicy. W programie nie zabrakło spektakli teatralnych muzyki, cyrkowych popisów i niezwykłych spotkań z artystami z Polski oraz zagranicy. Finał festiwalu odbył się w Parku Chopena, gdzie publiczność obejrzała spektakl Fink w wykonaniu teatru i co było dalej. Wśród widzów były między innymi Małgorzata i Iga. Czy pamiętają poprzednie edycje uliczników?
M no nie wiem ile lat temu to było, ale ja byłam na emigracji, więc to było prawdopodobnie z 15 lat temu i pamiętam jakieś super yyy spektakle y na rynku takie na szczudłach z ogniami. Nie, nie pamiętam nic konkretnego niestety, natomiast rzeczywiście brałam w tym udział >> i tak chyba zostało do dziś. Jeśli chodzi o tematykę tych wszystkich y przedstawień, to ona jest tak różnorodna, że nie wiem, przekracza chyba nawet granice wyobraźni. Co o tym sądzisz? >> No ja właśnie wróciłam z wakacji, także w tym roku jestem pierwszy raz, ale już poczytałam
o spektaklu dla dorosłych, na który się dzisiaj wybieram, więc no sztuka uliczna dla mnie jest bardzo taka pociągająca i atrakcyjna. Ona ma chyba taką tą charakterystyczną cechę i tą zaletę, że jest troszeczkę może nieprzewidywalna. Przychodzisz i choć znasz tytuł i scenariusz, to nie wiesz co cię spotka. >> Dokładnie. Tak. Bardzo lubię takie niespodzianki. >> Iga, a ty znasz uliczników? >> No tak, znam. >> To powiedz mi, co dla ciebie jest w tych przedstawieniach plenerowych takie najciekawsze, najfajniejsze, najbardziej wciągające? Na pewno to, że nie jest mi tak gorąco,
ale jakoś mi się podoba ten zamysł, że to jest w takich różnych miejscach, a nie, że zawsze w jakimś jednym miejscu, tylko tak rozsypane trochę. A poza tym to nie wiem, >> ale zobacz tutaj wszyscy gdzieś na kocykach leżą. To jest taka luźna chyba taka dużo bardziej luźniejsza atmosfera. Młodzież mówi, że nie jest sztywno. Ty się z tym zgadzasz? No nie jest na pewno. Nie muszę się ubrać elegancko jak do teatru, tylko po prostu jestem ubrana tak jak tu przyszłam, czyli dość normalnie luźno. >> Trawa zamiast foteli, korony drzew zamiast dachu i teatr pod gołym niebem.
Czy właśnie taki klimat najbardziej odpowiada widzom? Zapytaliśmy o to Natalię i Łukasza, którzy spektakl oglądali całą rodziną. Pierwszy raz na ulicznikach, >> nie? Już trzeci rok z rzędu w sumie. Od kiedy bardziej taka ogarnięta jest, nie? Łukasz. >> Łukasz, no to powiedz, bo ty przed chwileczką powiedziałeś, że ci ulicznicy to dla was taka fajny sposób na to, żeby spędzić sobotę. >> Tak, bardzo fajna, no dla nas frajda. Tak, bardzo fajnie się czujemy tutaj wspólnie z rodziną. Jest fajny klimat, jest no jest dobrze. Jest dobrze. >> A jak dzieciaki reagują na to bard inaczej niż dorośli? Jak, jak, jak byś to określił?
>> Jakbym to określił? No inaczej niż dorośli. No bo hm no nie wiem. No trudno mi teraz trudno mi teraz znaleźć określenia do tego, bo to trudne pytanie, ale bardzo są bardzo są zadowolone. Bardzo są zadowolone. >> To jest jakiś efekt, ale ja widzę, że ty sobie tutaj leżysz wygodnie na kocyku. No w teatrze to nie do pomyślenia. >> No nie. No ale tutaj jest okej. Tak, wczoraj praca, dzisiaj jakiś relaksik, jutro też i jest okej. Na przedstawienie
przyszła również Mariola z córką Anią, która na co dzień mieszka w Wielkiej Brytanii i przyjechała do Polski na wakacje, co sprawiło, że zdecydowały się odwiedzić właśnie uliczników. >> Tak, to był dzisiejszy plan. Wnuki przyjechały aż z dalekich wysp brytyjskich, także będziemy podziwiać, że tak powiem, możliwości teatralne dzisiejszych aktorów prezentujących tą sztukę. Także jesteśmy bardzo ciekawi. >> A ten teatr pod chmurką, pod drzewkami i na trawie, no to nie można chyba by sobie w tę w tę pogodę lepszego popołudnia wymarzyć. >> No też tak myślimy, że to świetny wybór i że będziemy się dobrze bawić.
>> A co cię w ulicznikach najbardziej tak zauroczyło? Bo rozumiem, że nie pierwszy raz. w zasadzie no sama możliwość bycia, obcowania w swoim mieście, w tych takich naszych starych murach codziennych, gdzie biegamy codziennie za nie wiadomo czym, obsowania ze sztuką. Myślę, że to jest takie najprzyjemniejsze, że sztuka przychodzi do nas. O, >> Ania, aż z wysp brytyjskich specjalnie na ulicznikach. No nie przekonasz mnie, że to prawda. Y, no ale cieszymy się, że jest to jednym z takich naszych fajnych momentów przyjazdu do Polski, że możemy pokazać dzieciom nasz piękny park, piękną palmiarnię, no i oczywiście sztukę w parku. Piękny słoneczny dzień.
Cieszymy się polską pogodą. >> Nie ma w Anglii czegoś takiego. Tam też parki są. >> Parki są. Pogoda może mniej gwarantowana, więc takie imprezy plenerowe w parku są trudniejsze do zaplanowania, ale cieszymy się, że możemy naszym pobytem w Polsce uwięczyć super sztukę.
Też >> to okazja też no tutaj do prawdziwej takiej rodzinnej integracji. No i na kocyku chyba nie trzeba nic lepszego wymyśleć na pop. >> Nic nie nic nie trzeba więcej wymyśleć. Jest wata cukrowa, popcorn. Mamy jakieś fajne przekąski. Jesteśmy razem. Wspaniały dzień. Czego się dzisiaj spodziewasz? >> Myślę, no mam nadzieję, że dzieci będą zadowolone. Pośmiejemy się, miło spędzimy popołudnie, no i zobaczymy. >> Alicja, Katarzyna i Milena przyjechały do Gliwic z Tarnowa. Ich głównym celem była wizyta w palmiarni miejskie, ale przy okazji trafiły na festiwal Ulicznicy. Jakie wrażenie zrobiło na nich to nieplanowane spotkanie z teatrem ulicznym? Jesteśmy tutaj, bo przyjechaliśmy na koncert, potem byliśmy, zwiedzamy Gliwice, spacerujemy, wbieramy się do palmiarni, ale właśnie przechodziliśmy, widzimy, że jest
spektakl, więc zatrzymaliśmy się na chwilkę. >> Zaskoczona czymś takim? >> Oczywiście, że tak. Ja uważam, że to jest fantastyczna inicjatywa w środku parku, gdzie przechodzi się właściwie tak tylko siąść na ławeczce i nagle taki fajny event. No córka od razu zachwycona
mówi: "Mamo, popatrzmy co się będzie działo". Także myślę, że to jest inicjatywa niesamowita. >> A wiesz, że my to mamy w Gliicach 19 lat? >> No nie, >> nie, nie, nie. W Gliwicach jesteśmy pierwszy raz. >> A to zapytam przy okazji, jak się podoba na razie miasto. >> No świetne miasto jest bardzo, bardzo fajne. Bardzo nam się podoba. Generalnie tak wybraliśmy się właśnie na rekonesans, bo byliśmy na Dolnym Śląsku, we Wrocławiu, w tamtych rejonach, ale w Gliwicach pierwszy raz i bardzo nam się podoba. Mimo że to śląskie miasto zjed, >> ale ale bardzo piękne, piękna zabudowa, piękna architektura, fantastyczni ludzie. Mieszkamy tu niedaleko w hotelu.
Świetne miejsce, naprawdę fajne. >> Przede wszystkim to jest część naszej kultury Polski. Ogromna część. Ja jestem zafascynowana, jeżeli chodzi o kopalnię, o górnictwo. Uważam, że jest to niedoceniane i to jest zawód i część naszej historii, która jest jedną z naprawdę piękniejszych i myślę, że nowe pokolenie dzieci powinny znać taki etos pracy i to co się tu dzieje, jak ludzie tutaj funkcjonują, jak mieszkają, a przede wszystkim, że to są nie jakieś takie zamierzchłe czasy, tylko to miasto
żyje. No żyje cały czas i się rozwija i jak widać, że zapewnia swoim mieszkańcom niesamowite rozrywki. >> Na finał festiwalu do Gliwic przyjechał także pan Mariusz, który na co dzień mieszka w Niemczech i od lat śledzi informacje o ulicznikach. A podczas tegorocznego pobytu w Polsce postanowił pokazać festiwal swoim bliskim. Jakie wrażenie zrobiły na nim uliczne spektakle? Tak właśnie w tym roku my
ponownie przyjechali. W tamtym roku myli pierwszy raz tutaj i nam się bardzo podobało, że w tym roku akurat my datę tak trafili, że jesteśmy tutaj są. Się podobało. >> Czyli jesteście tak w Polsce z innych powodów >> też. Z innych powodowów, żeby zrobić wakacje z dziećmi, nie? Ale tak, żeby coś trochę kultury dla dzieci i polską kulturę, żeby poznali tutaj, nie? >> Mimo że to będzie po polsku, to ja rozumiem, że żona i dzieci nie będą miały problemów, bo to w końcu teatr liczny jest. Tak, tak jest. >> Jak nas >> to jest też powód, żeby tu przyjść nas dobrze?
>> To też jest powód, żeby tutaj przyjść. Tak. >> A co ci się w tych ulcznikach najbardziej podoba? >> E, co nam się podoba? No że w ogóle dla dzieci jest zawsze dużo i dużo się dzieje, nie? Że coś mają na naturze, na dworze się dzieje dużo, a nie zawsze w środku, nie? I to nam się bardzo podoba i no i że dużo kultury dla dzieci, żeby poznali. Nie tylko komórka żyje wszystko albo takie rzeczy, nie. Finałowym przedstawieniem skierowanym zarówno do młodszych, jak i starszych widzów był spektakl Fink w wykonaniu teatru i co było dalej. O kulisach jego powstania oraz o tym, dlaczego kontakt z publicznością jest najważniejszym elementem teatru ulicznego opowiada Natalia Leszczyńska. Natalia, z tego co pamiętam to dwa albo trzy lata temu gościłaś w Gliwicach. Tak, >> tak. I wtedy już zapadła decyzja, że
wrócisz? >> No tak, bo ja jestem fanką tego festiwalu. Uważam, że miejsce jest przepiękne. Park Shopena to jest cudo, a organizatorzy festiwalu naprawdę zapewniają tutaj różne ciekawe sztuki z całego świata, więc warto jest przyjechać chociażby po to, żeby sobie no troszeczkę pooglądać i to, że to jest wstęp wolny, to jest naprawdę niebywałe. >> Nie ma tego gdzie indziej. jest, ale takie jakościowe sztuki bardzo często kosztują bardzo dużo, więc albo trzeba jechać daleko, więc wszystkich mieszkańców Gliwic to klepie po pleckach i mówię, że to jest wspaniałe, że tu mieszkają.
>> Dziś była premiera. Powiedz jaki tytuł i o czym opowiedziałaś, co opowiedziałaś o tej publiczności? Premiera spektaklu Ting, Droga na wschód i jest to zbiór historii z jedwabnego szlaku, który opowiada o tym, jak jedwabny szlak w ogóle powstał, skąd jedwab, daje szansę poobcować trochę z tym pięknym jedwabiem, bo to jednak jest niesamowita materia. No i opowiada też te głównie tybetańskie bajki, bo skupiłam się na tym rejonie już takim bardzo odległym i bardzo dla nas egzotycznym. Opowiadałam o yy młodszym i starszym bracie i o tym,
czym jest mądrość, o tym jak mądrze milczeć, o tym jak się nie bać, o tym jak pokonywać trudności, ale też na przykład skąd gwiazdozbiór wolarza i jak powstała Droga Mleczna. No takie historie, które tak naprawdę mają też odzwierciedlenie w życiu. A ja bardzo lubię takie historie właśnie, które m
bardzo lubię historie, z których możemy potem w życiu skorzystać i z których możemy potem czerpać. Wiem, że tutaj przychodzą na te spektakle dzieci i całe rodziny i chciałabym, żeby oni po wyjściu mieli o czym rozmawiać. >> Mądrości tybetańskie znane są chyba na całym świecie. A co cię zainspirowało do tego, żeby właśnie taką tematykę podjąć? >> Kilka lat temu już przymierzałam się do jedwabnego szlaku i przede wszystkim wydaje mi się, że to jest tak bogata historia, tak dużo jest tam różnych krain, tak dużo jest tam też zmian sposobu życia. Tam są i muzułmanie, i chrześcijanie, i buddyści, i zoroastrianie, i przeróżne wzorce tego,
jak można żyć, jak można się zachować. Ale też interesowała mnie taka ucieczka od zgiełku codzienności i tego, jak wygląda życie w Europie Zachodniej teraz, czy też środkowej, jakkolwiek by na to nie patrzeć. Więc chciałam jakiejś takiej egzotyki i ucieczki. y powiem też, że to co się dzieje na Bliskim Wschodzie teraz jest yyy bardzo zasmucające, bardzo trudne i tym bardziej chciałabym się przyczynić do tego, żeby ta kultura gdzieś tam miała swoje odzwierciedlenie też pozytywne, a nie tylko konotacje wojenne. >> Patrząc z perspektywy aktora na te całe rodziny, które tutaj na kotcykach oglądają, no to robi to chyba wrażenie.
Nie wiem, czy się można skupić na swojej sztuce. No ja muszę powiedzieć, że jestem zachwycona publicznością, bo pierwszy raz zdecydowałam się na spektakl, w którym tak naprawdę nie ma muzyki zaplanowanej. To znaczy są dźwięki, jest to thinking, które powtarza się w różnych odsłonach i na kamertonach, które są takimi leczniczymi dźwiękami i w misie śpiewającej i w tym
dzwonku tybetańskim modlitewnym i ten tink się pojawia, ale poza tym muzyki tutaj nie ma. Zastanawiałam się czy publiczność to wytrzyma i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona odbiorem. Właśnie słyszałam wiele głosów, które potwierdzały mi, że dzieciaki były skupione, że nie były przebodźcowane i że udało się uzyskać taki poziom skupienia, którego nie byłoby być może, gdyby była tu głośna cyrkowa muzyka. >> Dlaczego wybrałaś taki taką formę teatru, a nie deski?
>> W sensie dlaczego na ulicy? Ja sobie bardzo cenię takie realne sprawdzenie się i myślę, że ulica naprawdę sprawdza artystę, bo w teatrze jest tak, że ktoś kupił bilet, głupio jest wyjść, pracuje na to cała machina i często nawet słabsze rzeczy jakoś się tam bronią i są światła, są dymy, są różne techniki teatralne. No a tutaj człowiek jest obnażony i staje tak naprawdę sam oko w oko z tym, co jest. Jeżeli coś się nie będzie podobało, to ludzie zaczną rozmawiać, zaczną odchodzić, zaczną znikać z publiczności. y więc wielkim szacunkiem darzę też takie uliczne grania. Ja y funkcjonuję i w tym i w tym świecie. To znaczy w lecie bardzo dużo gram y w plenerze.
Zimą są to już bardziej takie sale zamknięte. Y i mam świadomość, że to jest jedna z najtrudniejszych i najbardziej weryfikujących artystę form. >> Te ziarenka, które rzucałaś, zostaniesz zostanie troszkę twojego ducha tutaj w Gliwicach go przesłania? Mam nadzieję, że tutaj gdzieś jęczmień yyy zasiany yyy wzrośnie. No proszę przychodzić i
sprawdzać. >> To pozdrów jeszcze na koniec y tutaj lokalnych gliwiczan za pośrednictwem telewizji Imperium. >> Lokalni gliwiczanie. Lokalni gliwiczanie. Bardzo serdecznie ja i Pustelnik na Garduna pozdrawiamy was i polecamy wam wszystkie spektakle na festiwalu Ulicznicy. Jesteście szczęściarzami, że możecie w tym uczestniczyć. Teatr i co było dalej?
O tegorocznej odsłonie wydarzenia, jego atmosferze oraz planach na przyszłość opowiada pomysłodawca i dyrektor festiwalu Piotr Chlipalski. >> Nie, ja pogrzeb. >> Tak. No dobrze. Ja tego nigdy nie wiem. Takie mam poczucie, że to państwo decydują, czy było ładnie, czy nie było. E, kończymy w komplecie w w teatrze, więc myślę, że jakoś to, co znalazłem, czy co udało się dla państwa przywieźć ma sens. Ale, ale no
właśnie ja się cieszę, że się udało. Cieszę się, że udało nam się jakoś tak cudownie mijać z pogodą, że nikt nie zmół, niczego nie musieliśmy odwoływać. Cieszę się z tego ile państwa tutaj jest, bo to myślę dla mnie to jest jedyny jedyny wyznacznik czy ta czy ta
robota ma sens. dla mnie ciągle ma jeżdżę, szukam, znajduję przywożę. Artyści są państwem zachwyceni, ale to pewnie każdy artysta, który gdzieś przyjeżdża cieszy się, że że ma z kim się bawić, ale ale też myślę, że bo dużo rzeczy, które w tym roku mieliśmy, wymagało od państwa odrobiny pracy fizycznej, intelektualnej, uczestnictwa w tych wygłupach. I y myślę, że tak jak zaczęliśmy od Panorama Theater, gdzie gdzie to państwo byliście spektaklem, tak kończymy z bistaki, gdzie państwo na
koniec zwijacie z nimi te cudne prześcieradła i myślę, że to ładna klamra. Ja się kłaniam serdecznie i polecam na przyszłość. >> Fajne jest to w tych ulicznikach albo to twoja zasługa, nie wiem, że co roku są jednak inni artyści. Rzadko się powtarzają, dużo premier. To też podoba się bardzo ludziom, który rozmawiam, bo właśnie oni podkreślają, że co roku jest coś nowego, coś fajnego, coś ich zaskakuje. No >> mam poczucie, że to jedyne moje zadanie, którego nie powinienem, o którym nie powinienem zapomnieć, czyli czyli szukanie czegoś, co, co jest inne, co jest ciekawe. To, to też nie jest łatwe o tyle, że ja wiem, że w mojej głowie te rzeczy się już czasem ścierają, czy czy bardzo dużo rzeczy bywa podobnych. E i
yyy no i mam obawę, że pewnego dnia zaproponuję państwu coś, od czego zaczniecie uciekać. Będzie to już tak dziwne i tak yyy tak inne, ale no ale odpukać póki póki działa, to to są powroty. Są powroty, jak Natalia, która gra dzisiaj po raz pierwszy najnowszą swoją premierę. Są są powroty teatrów, które które gościły wcześniej, ale ale z nowymi, myślę, też pokazującymi jakąś drogę. Tak, tak. w przypadku migro, które które pokazało już swoją trzecią premierę w cyklu ostatnich 10 lat i myślę, że to też jest dla tych z państwa, którzy wracają ciekawa ciekawa
podróż z teatrem, który który szuka, który się zmienia, który proponuje jakąś inną odsłonę tego, o czym o czym chcę opowiadać. >> A ja myślę, że w przypadku liczników, gdzie tutaj jest dużo improwizacji, to trudno mówić w powtórce. Zawsze jest coś nowego, coś innego. Za nawet nawet dwa razy w tym podrząd. tego tego unikamy, ale tak znaczy unikamy powtarzania y powtarzania rzeczy yyy bo ciągle też myślę, że jest masę przepięknych, prze przewzruszających, przedziwnych rzeczy, które jeszcze jeszcze tu nie grały i i z którymi się czasami umawiamy przez kilka lat, żeby żeby znaleźć dogodny termin.
Więc no to takie małe marzenia małego chłopca, że może na 20 edycję w przyszłym roku uda się parę takich specjalności również państwu zaserwować. >> Przez cztery lipsowe weekendy Gliwice po raz kolejny stały się miastem teatru pod gołym niebem, udowadniając, że sztuka uliczna potrafi zachwycić odbiorców w każdym wieku. Pozostaje mieć nadzieję, że za rok ulicznicy ponownie zaproszą mieszkańców do świata wyobraźni, emocji i niezwykłych spotkań z artystami z różnych stron świata. >> Tylko jedno słowo,
>> tylko jedno słowo. Wiecie jakie? Słuchaj, >> a jak jest słuchaj po chińsku? Ah. Yeah.


