Turniej jednego wiersza | Tygodnik Kulturalny
Turniej jednego wiersza to wydarzenie, które gromadzi miłośników poezji i udowadnia, że ten gatunek literacki wciąż jest żywy oraz cieszy się dużym gronem wiernych sympatyków. Formuła turnieju jest prosta — jeden wiersz napisany przez uczestnika, który prezentuje go przed publicznością oraz jednoosobowym jury w osobie Krzysztofa Siwczyka, znanego gliwickiego poety. Odcinek łączy formę relacji z turnieju i wywiadu — można w nim zobaczyć fragmenty recytacji oraz rozmowy z uczestnikami, a także wysłuchać wywiadu ze wspomnianym wcześniej Krzysztofem Siwczykiem.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
Dzień dobry państwu. Witam w kolejnym odcinku Tygodnika Kulturalnego. Dzisiaj będzie forma troszeczkę mieszana, ponieważ pokażemy część odcinka ze studia z moim gościem, którego zaraz zapowiem, a drugą część z turnieju jednego wiersza, który niedawno odbył się w Gliwicach i gość nieprzypadkowy związany z tym wydarzeniem. Otóż dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z Krzysztofem Siwczykiem, literatem, felietonistą, recenzentem, okazjonalnie aktorem, a przede wszystkim poetą. Dzień dobry. Dzień dobry. Witam. No dziękuję za taką tytulaturę rozszerzoną. To niech on będzie takim moctem do dzisiejszego klimatycznego czytania wierszy, które państwo będą prezentować.
Wiersz nazywa się Dylemat i brzmi tak: Pewna amerykańska poetka chcąc napisać wiersz o Serenie Williams postanowiła nauczyć się grać w tenisa. Czy chcąc napisać wiersz o pomarańczowej małpie powinienem pozbyć się resztek dobrego wychowania? Czy chcąc napisać wiersz o Alfonsie powinienem zacząć czerpać zyski z cudzego nierządu? Czy chcąc napisać wiersz o nożowniku z Chorzowa powinienem najpierw nauczyć się zabijać? Może jednak rozsądniej byłoby najpierw przeczytać wiersz amerykańskiej poetki i zobaczyć ją na korcie. Jednak nie wiem
nawet jak ta amerykańska poetka się nazywa, bo reszta mi się wyświetli kiedy odnowię prenumeraty wyborczej, a im bardziej ona mnie zachęca, abym to zrobił, tym mniej mam na to ochotę. Dlaczego postanowiła pani przychodzić i uczestniczyć w takich wydarzeniach? Takie wydarzenia są bardzo ważne dla piszących, bo takie hasło nam towarzyszy. Nie piszmy do szuflady.
To, że piszemy, ujawniamy siebie, prezentujemy siebie innym ludziom i w związku z tym jesteśmy w relacjach z tymi ludźmi. To jest coś, czego nie da się powtórzyć inaczej. I co akurat zot zmotywowało cię do do wystąpienia z tym wierszem, jaki mówiłaś dzisiaj? Zmotywowało mnie,
no chciałam go pokazać innym ludziom, żeby i czego ten wiersz według ciebie dotyczył? Dzieciństwa i dorastania. Proszę powiedzieć, czy jest pan zadowolony ze swojego wystąpienia? Tak, uważam, że z każdego swojego wystąpienia człowiek powinien być zadowolony. A czy jest pani zadowolona z dzisiejszego wystąpienia? Mówiąc zupełnie szczerze, zawiódł mi nieco mikrofon jego jakość, bo y był to
taki sonet, którego raczej nie mogę recytować z pełną dykcją i takim patosem, głośnym tonem i mam wrażenie, chociaż nie wiem jak to faktycznie wyglądało w mikrofonie, w odbiorniku, lecz mam wrażenie, że nie było mnie dobrze słychać. Po prostu mówiąc wprost wszystko słyszeliśmy. Dobrze. To całe szczęście uspokoił mnie pan. Dziękuję. Mówi się, że szewca poznaje się po butach. Po czym można poznać poetę? To znaczy, jeżeli dobrze mu się po prostu powodzi, to po dobrych nowych butach. U mnie sytuacja jest jak gdyby, ale jestem przyzwyczajony. Ponoć dojrzałość polega na tym, że nosi się buty wygodne, a nie nowe, a nie ładne. O
po czym poznać poetę dziś w dzisiejszej rzeczywistości? No myślę, że jest niewidzialny coraz bardziej. To znaczy się zdaje mi się, że taki status poety, który odziedziczyliśmy po pedagogice szkolnej, też mamy jakieś wyobrażenia kogoś, kto prawda przemieszcza się trochę obok społeczeństwa, trochę nad nim, wykluczony, romantyczny, samotny, jakieś takie właśnie dystynkcje. No to dzisiaj już nie nie za bardzo. Nawet nie dzisiaj to już nie funkcjonuje od czasu, kiedy ja wchodziłem jako młody człowiek do literatury, czy gdzieś tak w połowie, wstyd się przyznać, połowie lat 90, no to już jest ponad 30 lat temu, ale to było związane ze z przemianami społeczno-politycznymi. Po prostu nagle ten upiór poety z szafy gdzieś został do tej szafy znowu wepchnięty. Te romantyczne wszystkie maski opadły. No i myślę, że
cóż, no jestem takim samym użytkownikiem języka jak każdy z nas, jak ty, jak państwo. Więc ja jestem od tego, żeby przyglądać się jak język się ma. Yyy tekst pod tytułem: I to tylko, i to tylko kości i tylko żołądki i tylko serca pompujące miłości. I nienawiść to tylko organ, przyjęty po odrzuceniu jak nerka wątroba. I krew to tylko płyn jak woda. Pamięć mięśniowa pokoleniu. Dziękuję. A o gustach można dyskutować w literaturze szczególnie w formule turnieju jednego wiersza nawet się nie dyskutuje, bo jestem jednoosobowym jurri, więc moje zdanie ostatecznie się liczy.
I właśnie chciałem o to zapytać, bo to jest wielka odpowiedzialność. W momencie, w którym było 30 29 uczestników, jeśli dobrze pamiętam, można komuś złamać życie złym wskazaniem. Można oczywiście każdy wychodzi, daje kawałek siebie, jak potem rozmawiają z tymi ludźmi, dla nich to zawsze jest coś intymnego, coś co musieli wziąć z siebie. dzielą się tym, a potem mija 15
minut, kiedy ma pan czas do namysłu i z tych 30 prawie prac w 15 minut wybiera pan zwycięzca. No więc to jest to jest arbitralny wybór, który jest zawsze podyktowany jakąś emocją chwili po prostu u mnie. To znaczy się, to się obiektywizuje, bo ja mniej więcej po tylu latach w literaturze jestem w stanie tak, no plus minus ocenić na pierwszy rzut oka, czy ktoś kto pisze jest, że tak powiem, y nie mówię tutaj o talencie, tylko że czy jest oczytany na przykład to to wychodzi natychmiastowo wychodzi, a a wydaje mi się, że nie ma literatury innej niż z czytania. Znaczy czytamy i dopiero potem piszemy, nie? A im człowiek starszy, to już tylko czyta i już potem nie może nic napisać, bo wszystko co napisze jest słabe względem tego, co mógłby przeczytać i jak inni robili to lepiej.
Yyy, więc mam mam nadzieję, że nie zawodzi mnie taki taki nos trochę, no który jest ojeju, no no siłą rzeczy związany z takimi też innymi tymi zatrudnieniami właśnie związanymi z rynkiem książki, i zajmowaniem się tak troszeczkę bardziej może zawodowo też jakby literaturą, ale mogę się oczywiście mylić i te prześlepienia na pewno się zdarzają, ale mam nadzieję, że też ta taka poniekąd trochę ludyczna formuła tego turnieju jednego wiersza, no znosi pewne napięcia ze strony autorów. To znaczy się nic, żaden świat się nie skończy, jeżeli ktoś akurat nie wygra danej edycji, może wygra następną. Y, skąd ta moja pewność,
że tak powinno być przynajmniej, bo sam byłem podmiotem takich działań, kiedy byłem młody. Bardzo lubiłem chodzić na takie imprezy, spotykać tam bardziej zaawansowanych pisarzy, pisarki, osoby piszące. No to było tak, że po prostu czerpałem z tego raz satysfakcję. dwa oczywiście no starałem się otrzaskać
jeśli chodzi o porażki, bo więcej było porażek niż potencjalnych zwycięstw. No a po trzecie to jest taka fajna społeczna sytuacja. Ja mam wrażenie, że my żyjemy w takim świecie. Jednak ludzie żyją na wyspach, jak to się mawia, na w bańkach, w bańkach klikalności, prawda? Rzadko jakby mają okazję tak zbudować sytuacyjną wspólnotę w oparciu o coś, tak jak pan mówi, intymnego jak literatura, nie? Więc takie takie zdarzenia mają niepośredni walor naprawdę budowanie jakiś takich mikrospołeczności. No i to no i jeżeli mogę być jakimś takim architektem tego, nie psując, tylko dorzucając jak gdyby jakieś uwagi, jeśli chodzi o te wiersze, no to to ta moja taka funkcja wtedy y społeczna jako
poety jest spełniona, nie? I no i tak to widzę. Natomiast mam nadzieję, że nikomu życia nie nie złamałem. Nie był pan bardzo miły. Y jestem w ogóle bardzo miły. Jestem natomiast staram się uważać z figurami ironii, bo wiem, że jak gdyby jeśli chodzi, bo ironia też ma pełne prawo jak gdyby w komunikacji międzyludzkiej funkcjonować, jeżeli mówimy o naszych płodach naszego umysłu i duszy, które potem się zjawiają jako wiersz. No ale to się też w czasie z czasem bardzo zmienia. Ja pamiętam, kiedy ja byłem młody, to taka taka dość harda komunikacja ze starszymi autorami była oczywistością. na czynnik jak gdyby nie krzywił się, kiedy na przykład jakiś starszy pisarz czy pisarka potraktował na przykład mój wiersz z buta, ironicznego buta.
No dzisiaj trzeba uważać z pewnymi ironiami, nie? I więc ja jak gdyby też się wiele uczę, szczególnie od młodych ludzi i to jest to jest świetne. Zej strony działa ta i nie jest to toner, to jest maszynopis żółty papier. Komisja jest jak także zaprezentuję państwu wiersz pod tytułem Dziwką być.
Zbunkany pielgrzym. rozmazał wizerunek Boga wchodząc w kałużę. Podąża w znanym kierunku świątyni kurtyzan. Nierozumiany artysta rozdeptał swoją formę rzucając płótno i farby. Podąża w znanym kierunku Parnasu Kurtyzan. Samotny myśliciel zabił uniwersalne myśli, wsadzając nóż w
plecy Sokratesa. Podąża w znanym kierunku, Agory Kurtyzan. Dlaczego ich piękne dusze leżą na tanim bazarze nieprawdziwej miłości? Logika. Jak jest tą nauką pisania? Czy to jest coś, co często ma się obraz poety z darem od Boga? Czy wszyscy Mickiewic? Myślę, że metafizyka tutaj nie ma nic do rzeczy. Nie, nie, ja oczywiście, że tak. To jest sprawa absolutnie warsztatowa. To znaczy się, ja w ogóle uważam, że na przykład młodzi ludzie, jeżeli mogę sobie pozwolić na generalizowanie, to znaczy się ci, którzy już wzrośli w świecie wirtualnym, dla których te narzędzia wirtualne i pewna w ogóle wirtualizacja doświadczenia świata jest naturalna, znaczy ci ludzie mają niewyobrażalnie silną, zdecydowanie lepszą niż moje pokolenie umiejętność absorbowania wiedzy. To bez dwóch zdań. To znaczy się oni bardzo szybko, tak jak technologia
skoczyła, tak oni tech technicznie są bardzo dobrzy, jeśli chodzi o umiejętność formułowania myśli na papier czy tam na ekran. To jest świetne. Zej strony działa ta pedagogika. Jak jest tą nauką pisania? Czy to jest coś, co często ma się obraz poety z
darem od Boga? Mickiewic. Myślę, że metafizyka tutaj nie ma nic do rzeczy. Nie, nie. Ja oczywiście, że tak. To jest sprawa absolutnie warsztatowa. To znaczy się, ja w ogóle uważam, że na przykład młodzi ludzie, jeżeli mogę sobie pozwolić na generalizowanie, to znaczy się ci, którzy już wzrośli w świecie wirtualnym, dla których te narzędzia wirtualne i pewna w ogóle wirtualizacja doświadczenia świata jest naturalna. Znaczy ci ludzie mają niewyobrażalnie silną, zdecydowanie lepszą niż moje pokolenie umiejętność absorbowania wiedzy. To bez dwóch zdań. To znaczy się, oni bardzo szybko, tak jak technologia skoczyła, tak oni technicznie są bardzo dobrzy, jeśli chodzi o umiejętność formułowania myśli na papier czy tam na ekran i to jest coś, co na pewno różnicuje pokolenia literackie w Polsce i tego im
zazdroszczę, bo ja już jestem stary dziad. Ja tak szybko nie nieam. Jeszcze nie stary dziad. Jeszcze, ale już dziad. Nie stary, ale dziad. Ja natomiast muszę mieć tą manualną książkę. To jest to to to się z kolei łączy z takim moim wspomnieniem spędzania wielu naprawdę dni w bibliotekach. No lubiłem to. Więc ta absorpcja wiedzy, umiejętności technicznej poprzez na przykład to, że każdy młody człowiek w Polsce może się podłączyć na przykład do jakiegoś kursu kreatywnego pisania na dowolnym uniwersytecie, na przykład w Stanach, płacąc jakiś tam subskrybentcki
trybut, no to to są rzeczy, które w mojej młodości literackiej były nie do nie do w ogóle nie do wyobrażenia. Więc młodzi są bardzo dobrzy technicznie, nie za bardzo warsztatowo można ich czegokolwiek nauczyć. Natomiast tak jak pan mówi o talencie, czy o jakieś iskierce, czy takiej smykałce do układania słów bardzo ciekawe właśnie jakieś warianty, to ma już nie każdy i tego się nie da nauczyć. To faktycznie ja nie mówię, że z tym trzeba się urodzić, tylko to jest kwestia może jakiegoś, może to jest patologiczne, że ktoś widzi ten język jakoś bardziej tak głęboko w tym jak język, którym się wzajemnie porozumiewamy, ale też jak piszemy na przykład, jak on jest niesamowicie wielowariantywny, bardzo potrafi być głęboki i podstępny.
No i są jednostki ludzkie, które to widzą po prostu. I teraz pytanie, no jak to, że tak powiem, potem skonsumują, prawda? czy czy zdecydują się na przykład na taką bardzo niepewną ścieżkę na przykład zawodową na rynku książki, który w Polsce się zmienia też z prędkością po prostu światła. Więc tutaj też służę czasami radami jako ktoś kto prowadzi w miejskiej bibliotece publicznej teraz w taką mniejszej rytmice comiesięcznej warsztaty literackie. Znaczy tutaj ten warsztat polega bardziej na takim jak gdyby takiej próbie wspólnego rozumienia rzeczywistości również zawodowej, ewentualnie później na na rynku książki, mniej na takich chwytach, czy ten epitet jest dobrze postawiony, albo ta kropka, albo ta inwersja i tak dalej. To jest, to są rzeczy, które młodzi już to mają w jednym palcu.
Panie Krzysztofie, proszę na początku powiedzieć, dlaczego pan zaczął pisać poezję. Pierwsze wiersze zacząłem pisać miając 17 lat. Wynikało to z potrzeby uzewnętrznia swoich uczuć, emocji. Miałem też bardzo inspirującą nauczyciel nauczycielkę języka polskiego w liceum i też pod wpływem jej nauczań też stwierdziłem, że spróbuję swoich sił z poezją. Co motywujecie do pisania poezji? Życie codzienne. To jest bardzo długi, skomplikowany temat. Wszystko zaczęło się pewnej nocy. Było to 17 maja 2024 roku. Miałam wtedy
taki wyjątkowo piękny i baśniowy sen. I od tego momentu zaczęłam pisać listy i pisałam je każdego dnia, każdego miesiąca i w sumie piszę je do dziś. I później zaczęły się wiersze takie prostsze, później nieco trudniejsze jak właśnie sunety, który tutaj miałam okazję zarecytować. I poezja uzależnia.
Rozumie pan? Poezja jest to coś, co gdy tylko się to praktykuje, człowiek czuje się spokojny, lecz gdy odłoży się te pióro i zgasi te wszystkie świece, to zaczyna się czuć tą pustkę w sercu, która jest tak przygniętająca, że człowiek może mówiąc nieco brutalnie, rano marzy, by zakończyć mroki pisania. To jest nieco fatum, lecz jest to piękne w pewien sposób. To ja bym chciał zapytać, dlaczego pan zaczął pisać? No mam nadzieję, że z tych samych powodów co co zki tak zwane, co co co co to pokolenie, o którym teraz mówimy. Znaczy po prostu ja szukałem w liceum, ja chodziłem do liceum ner 5 w Gliwicach w słynnej piątki do Rymera i to było liceum. Ja trafiłem do klasy matematyczno-fizycznej.
Niespodzianka. A propos boga, którego pan przywoływał, mówi się, że matematyka to jest język bogów. No więc właśnie ja byłem w takiej klasie, gdzie naprawdę szkiełko i oko dominowało i że tak kategoria prawdy była bardzo obiektywna, bardzo w fizyce i w matematyce, nawet tej dyskretnej, której też liznęliśmy. I pamiętam, że ta piątka, ja bardzo niedaleko mieszkałem liceum ner 5, to było takie liceum, które miało bardzo fajnych, bardzo dużo takich niebieskich ptaków. Tam mieliśmy bardzo fajną ekipę. Schodinot moja klasa z tej klasy z niektórymi z moich przyjaciół z tamtych czasów trzymam kontakt najwięcej wyprodukowaliśmy prawników i zztą bardzo dobrych nie mogę tutaj w telewizji o tym mówić świetnych sędziów i i i też
troszkę ekonomistów z naszej klasy matematyczno-fizycznej nikt nie został matematykiem ani fizykiem ale tylko jeden został poetą czyli ja więc pewnie szukałem już wtedy jakieś identyfikacji. No nie miałem talentu muzycznego. Wtedy jeszcze tak koniunktury na punk rock był bardzo, bardzo były mocne. Ja byłem takim punkiem, co widać po mojej jak gdyby wyżartej wyżartej czaszce na cukier robiło się włosy, dlatego tak wyłysiałem nie ze względu na wiek. Natomiast szukając jakiś no młody człowiek 187letni no chc jakieś identyfikacji, chcę jak gdyby tego wzorca.
Mhm. I ja dość szybko trafiłem na na na na na taką ścieżkę, że oto w literaturze było paru takich fajnych prozaików, eseistów, poetów, no którzy mi strasznie leżeli, jeśli chodzi o ich taką właśnie hardość, czurność, bycie trochę pod włos społeczeństwa. No zbuntowani chłopcy.
No i to był pewnie Edward Stachura, to był pewnie Rafał Wojaczek. No zresztą po latach zagrałem tego Rafała Wojaczka w filmie, więc to było po prostu to było dziwne. Więc szukając po prostu takich identyfikacji trafiłem na na literaturę. Zacząłem też bardzo interesować się pisarzami czy pisarkami od strony biografii. Znaczy kim ci ludzie byli też nie znaczy nie mając własnego charakteru przyglądałem się tym, którzy go mieli, nie? No a w literaturze zdawało mi się sporo ludzi naprawdę z charakterem. Dobry wieczór państwu. To będzie sonet serii.
Po polsku mówi się kocham cię, ale polecam mówimy jakoś śmiech twoje ramiona każdychem. Gdy egzystencja byłaby grzechem spłonęłaby nim. w ciebie wpojona, gdyż tyś jest moim ziemskim aniołem stróżem. Czuwasz i kochasz swą ziemską liturgią. Zaś ja i twym sensem i całą religią ta
miłość woła opońscę na górze. Miły, ty wiesz, jej nic nie poskromi. Ja wszystką już duszę tobie oddała, a gdy potężnie panu niebios zabroni, w snach odim cieple będę myślała. Jak nawet oziębła śmierć łzy uroniu, gdy mnie od ciebie zwieść końcu musiała.
Tak jak zawsze w tym programie, jak mam jakiegoś gościa, to o to pytam. Poproszę o polecajki z pana dziedziny, czyli z poezji. Z polecajki z poezji. Tak. Co możemy czytać, żeby się zaciekawić, coś wynieść? No teraz czuję odpowiedź, odpowiedzialność zbiorową na sobie. polecajki z poezji. Ja to bym polecił szanownym widzom, tych z państwa, którzy nas oglądają, aby mnie odwiedzili. Wtedy bym mógł jakby tą swoją bibliotekę poetycką i zobaczyłbym te setki tam, nie tysiące tomików, które tam zdeponowałem, bo byłem fanatycznym fanatycznym miłośnikiem rozlicznych poetyckich książek, które wychodziły w kraju w ostatnich 30 latach. Ale na pewno polecałbym Rafała Wojaczka a propos tego co pan suponuje, czyli poetę bardzo metafizycznego, bardzo polskiego w tym sensie, kogoś kto był bardzo zapośredniczony w taki słownik, którego
się dzisiaj rzadko używa w poezji. Wybitny metafizyk polskiej poezji. Tak. Tak. Rafał Wojaczek. Zdecydowanie ten kojarzony tylko i wyłącznie z flaszką alkoholu i samobójczym, suicydalnym po prostu gestem. tak naprawdę był niezmiernie wychylony w zaświaty. Pięknie, pięknie potrafił je opisywać.
A z drugiej strony ja lubię, może tak a propos polecajek, ja lubię takie języki poetyckie, które są blisko doświadczenia świata, na który możemy się wspólnie zgodzić, że że jest nasz. I strasznie lubię, kiedy autorzy książek poetyckich ufają konkretowi. Mhm. takiemu czasami mało widocznemu yyy,
który skłonni bylibyśmy prześlepiać. Dlatego bardzo państwu polecam w ogóle czytanie poezji współczesnej, bo ona w tej takiej pisanej przez ludzi, którzy nie zagościli miejsca jeszcze w wypisach szkolnych, bo ona ufa naprawdę temu, co realne, co materialne. Wiem, pan chce ode mnie nazwisk. Marta, może Marta? No to dobrze, bo teraz mamy same te rocznice. Teraz w tym roku mija 30 rocznica debiutu poetyckiego Marty Podgórnik, poetki, która jest z Gliwicami bardzo związana, która chodziła ze mną razem do liceum, ale była dwa lata niżej. Bardzo znacząca polska autorka, która wprowadziła sporo po prostu świeżego tlenu do literatury. Marta mieszka teraz w pobliskich Pyskowicach, zdradziła nasze centrum, ale jeszcze jeszcze tu wróci. Yyy, więc to jeśli chodzi o o y o żeby tak mieć ten balans parytetowy. Wojaczek
Podgórnik, gdzieś w środku byłby zzmiankowany Marcin Świetlicki, ktoś kto bardzo też wpłynął na to, jak yyy poezja funkcjonuje w dzisiejszym świecie z czy stanie społecznym. To jest też muzyk przy okazji, więc więc myślę, że bardzo warto sięgać po jego książki. teraz wydaje nową w wydawnictwie A5 w Krakowie, która się nazywa Wypisy, więc to może być bardzo ciekawe. Nie znam jeszcze tej książki, a ta poprzednia zatytułowana sierodka była niezmiernie przejmująca. A z tradycji Aha. bo Wojaczek nie żyje jeszcze. A z takiej tradycji nam dalszej to moje pokolenie wchodziło też do literatury pod auspicjami tradycji literatury amerykańskiej bardzo wtedy no
jak wszyscy jak wszyscy korzenie mam teraz w Ameryce jak zwniaki. Tak o sobie mówiliśmy, nie? w latach 90. No więc korzenie mieliśmy w Ameryce i dziś te książki są na szczęście dostępne. Czy to wiersze Franka Oharry, niesamowitego nowojorskiego pisarza, czy to wiersze Johna Asberego, czy Jamesa Skylera, no cała tak zwana szkoła nowojorska była była niezmiernie istotna i jest dalej. W zeszłym roku siedziałem tam w Nowym Jorku i łaziłem po prostu po tych ścieżkach, które znałem przecież z wierszy Ohary. Jakże inaczej to w literaturze wygląda niż niż niż niż na żywo, nie?
Więc ten zasób jest ogromny. No, no, a ostatecznie wszyscy wrócimy do jednego ojca, założyciela naszej wyobraźni, czyli Adasia Mickiewicza, który na nas patrzy w Gliwicach na swoim placu. I chodzę obok niego i tak spoglądam na ten postument i on nie, on nie wygląda na kogoś realnego, ale to jednak był ktoś, kto naprawdę zdeponował w swojej literaturze takie po prostu lęki, które są niezmiernie uniwersalne. Więc długie pasmo od romantyzmu do Myślę, że kiedyś musimy wrócić do samych polecajek. Oj, bardzo dużo by ich było. Nawet nie chcę nikogo skrzywdzić, dlatego takie duże nazwiska padają. Tak, tak. A przecież nie będę, nie będę y polecał moich konkurentów na rynku. Nie, tak dobrze. Nie, to nie można.
Sami se porad. Tak więc myślę, że Mickiewicz słuchając tych ciepłych słów uśmiecha się do nas. Moim gościem był Krzysztof Szywczyk. Dziękuję. Dziękuję bardzo. Fajnie mi się rozmawiało. Dziękuję.


