Tomasz Sadownik | Radio IMPERIUM | Rozmowa Dnia

28 października 2025 · 52:45 · Obejrzyj na YouTube

Gościem programu jest profesor sztuki Tomasz Sadownik - dyrygent, śpiewak, kierownik zespołów chóralnych, który w rozmowie z Adamem Żaakiem, opowiada co sprawiło, że dzisiaj jest tym kim jest i jaką drogę musiał przejść, aby to osiągnąć. Nie zabraknie ciekawych dygresji na temat kultury i muzyki.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

[muzyka] Radio Ekspertów i Pasjonatów. [muzyka] Adam Żak. Witam bardzo serdecznie naszych słuchaczy i telewidzów w naszym studiu. Dzisiaj gościmy laureata nagrody kultury, gliwickiej nagrody kultury. Jest z nami Tomasz Paweł Sadownik. Obojega imion. Witam cię bardzo serdecznie. >> Dzień dobry. Witam państwa. Nie będziemy udawali, że się znamy od wczoraj albo żeśmy się poznali na rozdaniu nagród, bo znamy się no parę dni dłużej. >> Tak >> Tomasz, chciałbym dzisiaj w ramach naszego programu oblicza kultury naszego regionu wziąć ciebie na tapetę. No więc to musimy sięgnąć do nie wiem czy aż tak dalekiej przyszłości, ale w miarę dalekiej. Uroziłeś się i co było dalej?

[śmiech] Nie, aż tak daleko nie będziemy sięgać, ale potem zaczęły się twoje kontakty z muzyką i trafiłeś do szkoły muzycznej, bo co rodzice orzekli, że masz talent i cię tam posłali. Czy ty orzekłeś, jak to się wszystko zaczęło? >> Cóż, mój talent był nieodkryty dość długo, bo w przeciwieństwie do większości młodzieży, która zaczyna pewnie szkołę muzyczną już jako tam sześcio czy siedmiolatkowie, ja trafiłem do szkoły muzycznej dopiero w wieku lat 12. I to przez moją siostrę starszą, która no wcześniej obserwowała mnie jak w kościele z organistą po ławce grałem.

Czy tam jakieś powiedzmy właśnie śpiewanie piosenek czy cokolwiek rzucało się na uszy. No i to ona właśnie wtedy w wieku 12 lat zaprowadziła mnie do szkoły muzycznej na egzamin i w efekcie tychże egzaminów zostałem przyjęty do szkoły. Miałem do wyboru kilka instrumentów i wybór padł na obój, czyli instrument powiedziałbym dość dość niezwykły i rzadki, ale oczywiście nie

>> ciężki do nauki. uchodzi za najtrudniejszy instrument denty w ogóle. Yyy, ale yyy specyfika zadęcia obojowego y bardzo pomogła mi potem właśnie w śpiewaniu, w tym co robis >> zaczęło być moją drugą i główną profesją muzyczną. >> Yyy uczyłeś się na oboju i ktoś

zauważył, że ładnie śpiewasz, że masz głos? >> Yyy, tak. To znaczy już już na pierwszych zajęciach chóru usłyszałem, że Boże jaki jaki masz piękny głos. I oczywiście mimo, że byłem instrumentalistą tak zwanym orkiestrowym, to równolegle przez całą szkołę muzyczną chodziłem i do y i na orkiestrę i i do chóru. No a w międzyczasie trafiłem też do akademickiego zespołu muzycznego Politechniki Śląskiej, gdzie też najpierw jako instrumentalista, a potem jako jeden z chórzystów i wreszcie również instruktor głosowy przez całe lata, przez całe lata byłem yyy w szkole muzycznej tuż przed dyplomem y pomagałem

w zespołach wokalnych i wtedy zapadła decyzja, że dostanę jakby dla podparcia mojej techniki szkoł śpiewu dostanę lekcje śpiewu. u profesora Marka Ziemniewicza i tak coś, co było jakimś przypadkiem, dodatkiem nagle okazało się największą życiową pasją. >> Czyli nigdy nie marzyłeś o tym, żeby zostać gwiazdą estrady czy gwiazdą sceny operowej? Nie myślałeś o tym jako dziecko, bo niektórzy tak już mają, że widzą w telewizorze jakiegoś sławnego śpiewaka czy śpiewaczkę. O, ja też będę śpiewać. U ciebie tak nie? U mnie tak nie było, bo chyba nie było takiego w ogóle jakby założenia, że to się może wydarzyć. Ja od szóstego roku życia marzyłem o tym, żeby być prawnikiem, najlepiej sędzią. A kiedy kiedy zaczęła

się moja muzyczna przygoda, bo ta muzyka, no sam wiesz doskonale, że to jest coś, co po prostu rwie duszę i gdzieś w końcu się do tego trafia, ten, który ten ten, który czuje muzykę i ma potrzebę muzykowania, zawsze gdzieś tam trafi. Natomiast ja, jak już zacząłem muzykować, wbrew wszelkim pozorom marzyłem o tym, żeby zostać dyrygentem. Nie wiem czemu akurat tak. No ale yyy yyy jak to mówią opowiedz Panu Bogu o swoich planach, to się zaśmieję, ale wbrew pozorom bardzo okrężną drogą, bardzo yyy na tym się tak naprawdę moja kariera nie tyle, że zamknęła, bo ja się jeszcze nie wybieram na emeryturę, ale przez obój, przez śpiew, przez zespoły wokalne trafiłem do dygowania, więc dzisiaj wszystko to, o czym w jakimś sensie marzyłem, wreszcie się spełniło.

I Pan Bóg wpierw się zaśmiał, a potem powiedział: "A czemu nie?" >> Najwyraźniej, najwyraźniej stwierdził, że jednak te moje talenty trzeba wykorzystać wszędzie. Po ukończeniu szkoły muzycznej i po maturze stanąłeś przed wyborem uczelni i wybrałeś wspomniane już prawo.

Yyy, tak, to znaczy byłem wtedy jeszcze w trakcie szkoły muzycznej drugiego stopnia i postanowiłem realizować to swoje marzenie, więc rzeczywiście rozpocząłem studia yyy na Uniwersytecie Wrocławskim na wydziale prawa, ale yyy z uwagi na to, że tych zajęć y w sensie czasowym na wydziale prawa było stosunkowo niedużo i były skomasowane w dwa pierwsze dni tygodnia, poniedziałek, wtorek, w ramach indywidualnego toku nauczania kontynuowałem szkołę muzyczną. No i właśnie wtedy i wtedy właśnie spotkał mnie ten ten przypadek, że zacząłem lekcję śpiewu i po ukończeniu

oboju profesor Jan Balarin zaproponował, że przyjmie mnie z powrotem do szkoły niejako na wydział wokalny. To były bardzo szybkie, bardzo szybkie zajęcia, że się tak wyrażę, bo zostałem przyjęty najpierw do klasy trzeciej, po pierwszym semestrze przeniesiony do klasy czwartej i okazało się, że za trzy miesiące będę robił dyplom. >> No to oczywiście tak ekspresowo. No ale to była podstawa, bo ty już miałeś edukację o boju ze sobą, więc wiele przedmiotów nie musiałeś. Tu chodziło tylko o strictę, o kształcenie głosu i uzupełnienie takich przedmiotów, które A no cóż, uznano, że mój poziom wokalny na

tym etapie pozwala mi na zrobienie dyplomu. No i myślę, że nie do końca się tutaj pan profesor Balarin pomylił, skoro również za pierwszym razem, zaraz po ukończeniu tegoż już kierunku wokalnego, dostałem się na studia do Katowic. >> I równocześnie studiowałeś prawo we Wrocławiu i byłeś studentem Akademii Muzycznej. imienia Karola Szymanowskiego w Katowicach. >> Tak jest. O 2:00 rano jechałem do Wrocławia na zajęcia. O 12:00 wsiadałem w pociąg. Wracałem do Katowic. Tutaj do 20:00. We wtorek to samo. No i tak to się toczyło przez kilka lat. >> Czemu wybrałeś wrocławską uczelnię?

Mówimy tutaj o prawie. Nie było tutaj coś, jakieś możliwości, żeby bliżej coś było? Jakaś uczelnia tylkoż do Wrocławia. >> [śmiech] >> tutaj pokierował. >> Chyba, że lubisz spędzać czas w pociągu. To >> to znaczy był to bardzo produktywnie spędzany czas, ponieważ w pociągu nauczyłem się czarodziejskiego fletu, wesela Figara i jeszcze w Kozi Fantutte

i paru pewnie jeszcze innych rzeczy. >> A no to już wiem dlaczego Wrocław, to już teraz się wyjaśniło. Los oczywiście tak pokierował, bo zdawałem do Katowic i do Wrocławia. Wówczas trzeba było się fizycznie pokazać na egzaminach, więc nie było szansy na zdawanie czy składanie dokumentów do wielu, wielu uczelni. No i tak się złożyło, że do Katowic zabrakło mi tam jakiegoś ułamka punktu, aby się dostać. No a do Wrocławia dostałem się, nie pamiętam, z 30, 50 lokatą. No i tam zacząłem studia. >> Czy w twojej rodzinie jakieś tradycje prawnicze są, że zdecydowałeś się na prawo? Czy to był twój absolutnie wybór? ani tradycji prawniczych, ani tradycji muzycznych i drugiej dziedzinie wbrew tradycji rodzinnej zrobiłeś sam sobie sterem okrętem żeglarzem. A >> co sobie będę żałować?

>> Tak to to była w jakimś sensie filozofia naszych rodziców. Mama zawsze powtarzała, że mamy możliwość i musi nam umożliwić studiowanie. Natomiast kierunek każdy ma sobie wybrać sam wedle własnych upodobań. >> Wpierw ukończyłeś prawo. Tak. >> Najpierw ukończyłem prawo. Tak jest. a potem rok później akademię. >> Yyy, no i jako prawnik co myślałeś, że będziesz sędzią zaraz? Nie, >> myślałem, że będę sędzią, natomiast y no z różnych powodów ta myśl y, że tak

powiem, odpadła ode mnie już w trakcie studiów. yyy trochę myślę rozczarowanie samym prawem, trochę y powiedzmy prawnikami, nie zagłębiając się we wszystko. Y yyy z góralską zawziętością po mamie postanowiłem studia ukończyć. Natomiast sama myśl o aplikacji wówczas y odpadła również dlatego, że znajoma

sędzina jakby bardzo odradzała mi wtedy aplikację sądową czy sędziowską. E, a ja też przyznam, że wówczas myślałem właśnie, że pewnie pójdę raczej w kierunku muzyki, no bo tutaj >> już wtedy ten muzyczny baksyl dawał znać sobie, >> tak? No dusza i serce rwało w jednym kierunku. >> No zresztą nie bez kozery się mówi o prawnikach, że to są takie zawody, gdzie się przekazuje schedę z rodziców, matki,

ojca, prawników na na dzieci i to jest im łatwiej. Na pewno, na pewno. Zresztą no na moim roku było też kilkoro dzieci profesorów i uznanych prawników wrocławskich i i łatwiej jest chociażby dlatego, że się te tradycje ma i posiada. No a dwa, no jest to taki zawód, gdzie jakby osobisty stosunek również ma pewne znaczenie i to skąd i i kim się jest,

więc więc na pewno było mi łatwiej. Natomiast no tak jak mówię, ja już wtedy coraz bardziej rozdarty między te dwie profesje, chyba skłaniałem się ku muzyce. Sprawem tak do końca nie zerwałeś, o czym za chwilę będziemy mówić. Teraz zajmiemy się jeszcze przez chwilę akademią muzyczną. Zanim posłuchamy twojego nagrania, już myśl czego posłuchamy. Akademia Muzyczna, tam trafiłeś do klasy

profesor Stanisławy Marciniak Gowarzewskiej, nieżyjącego już pedagoga, artystki, solistki opery śląskiej w Bytomiu. Jak ci się tam, jak ci się tam było w tej klasie u pani profesor Stanisławy Marciniak Gowarzewskiej? powiem, że gdybym mógł wrócić chociaż na jeszcze jedną lekcję, to bardzo chętnie bym wrócił. Niesamowity pedagog, niesamowita

osobowość, bardzo ciepła osoba, że wspomnę tylko jedno zdarzenie. Kiedy śpiewałem na koncercie dyplomantów Akademii Muzycznej w Katowicach na zakończenie studiów. nie pozwoliła mi pojechać do domu po porannej próbie, a przed wieczornym koncertem, bo stwierdziła, że co, będę jeździł tam i z powrotem, mimo że przecież Gliwice i Katowice to nie taka duża odległość, tylko oczywiście ściągnęła mnie do domu,

postawiła na stole, pamiętam, zupę pomidorową z kleksem śmietany, potem schaboszczak i tak dalej i i i kazała się położyć w salonie i odpoczywać. zresztą zwinąwszy wcześniej swojego kota i psa, żeby mi nie przeszkadzali. Także to to to była taka taka dobra dobra

mama, dobra babcia, można powiedzieć dla mnie. Natomiast jeśli chodzi o samo śpiewanie yyy niezwykle wymagający pedagog. Yyy tutaj chociażby takie jedno ze zdarzeń, gdzie wróciłem z nagrodą z konkursu we Wrocławiu yyy z sernikiem, którego upiekłem z kwiatami, a pani profesor oczywiście kwiaty yyy kazała wstawić do wody. Sernik poszedł na bok. Tak, teraz pośpiewamy. I skończywszy

bardzo, bardzo, bardzo trudną lekcję, pani profesor podsumowała ją tylko, to tylko tak, żebyś zdobywając nagrodę nie myślał, że już umiesz śpiewać. Co oczywiście było, >> to był taki nie bardzo zimny prysznic, ale taki lekko chłodny, >> taki lekko [śmiech] chłodny, wstrząśnięcie, niezmieszanie. Po to tylko, żeby pokazać, że oczywiście była dumna i tu nie ma dwóch zdań, natomiast,

że no samo zadowolenie to pierwszy stopień do wokalnego piekła. Y to nie były łatwe lekcje. Zresztą sam wiesz, byłeś w tej samej stajni. na bo jakby największym komplementem było, kiedy pani profesor się nie odezwała, bo to znaczy, że było absolutnie fantastycznie. Natomiast no ja przyznam szczerze, że tęskni niesamowicie i nauczyłem się u niej niezwykłych rzeczy, wrażliwości,

etosu pracy również, bo po prostu trzeba było pracować i nie było zmiłuj. No naj najtrudniejsze lekcje były zawsze u niej w domu, bo wtedy pani profesor miała na wszystko czas i człowiek wychodził dopiero po trzech godzinach zciorany, ale przeszczęśliwy. >> Lepiej bym tego nie ujął, bo jak stwierdziłeś, jesteśmy z tej samej stajni i tu się wydało, ile lat się już znamy. Tomku drogi, pomyślałeś czego posłuchamy? Myślę, że najbardziej na ten moment wspomniany przeze mną przeze mnie przed chwilą debiut filharmoniczny, czyli Kawatina Figara z operyulik Sywilski Dakino Rossiniego, czyli mój koncert dyplomantów z orkiestrą Filharmonii Śląskiej pod dyrekcją Mirosława Jacka Błoszczyka, >> który się odbył w roku >> 2006, >> to nie tak dawno, >> no dopiero przedwczoraj.

>> Śpiewa Tomasz Paweł Sadownik. >> [muzyka] [muzyka] >> Largo alom della città largo. Bottega che presto. Ah, che bel vivere che bel piacere. >> [muzyka] >> perun barbalitaalita >> widzowie którzy nas oglądają bo słuchacze no to tylko słyszą twój głos i mogą też skojarzyć że gdzieś ten głos słyszeli w urzędzie miejskim albo co ci

którzy nas oglądają to przecież to jest ten facet z urzędu miejskiego. >> No zgadza się. [śmiech] Nieraz, nieraz zderzam się z takimi sytuacjami, że właśnie na koncercie ktoś mnie pyta, czy ja pana skądź przypadkiem nie znam, albo w drugą stronę idąc przez korytarz urzędowy nagle ktoś mnie zatrzymuje, mówi: "Bo ja przecież byłem wczoraj, byłam wczoraj na pana koncercie". Rzeczywiście yyy właściwie

niedługo po studiach wokalnych rozpocząłem pracę w urzędzie miejskim w Gliwicach w wydziale planowania przestrzennego. Wówczas z uwagi na pewne uwarunkowania, zmiany ustaw i tak dalej ówczesna szefowa wydziału podjęła decyzję o tym, ażeby ażeby zatrudnić prawników do prowadzenia postępowań administracyjnych. I tu się przydało twoje wykształcenie prawicze. >> Tu się przydało moje wykształcenie prawnicze, które no mówiąc brutalnie dzisiaj pozwala spłacać kredyt mieszkaniowy. Yyy, a muzyka muzyka jest y pasją, która na którą mogę sobie

pozwolić niezależnie od y od, że tak powiem, wymogów finansowych. No i tak ten romans z urzędem miejskim trwa już już jestem pełnoletni, już 18 lat z przerwą oczywiście na na moje studia. I tutaj zresztą wielki ukłon do pani Małgorzaty Seweryn, która właśnie umożliwiła mi nie tylko wyjazd na studia do Stanów Zjednoczonych, ale również zrobienie doktoratu w międzyczasie. Więc dzięki tym życzliwym ludziom mogłem swoje dwie kariery cały czas stale kontynuować. To jest taka pewna forma dywersyfikacji, bo to masz wiesz jak mnie pójdzie w muzyce no to jestem pracownikiem urzędu z wykształceniem prawniczym i odwrotnie.

>> Tak, oczywiście. No dzisiaj można można spojrzeć na to w ten sposób. Wówczas te lata lata, lata temu była to też jakby no kwestia akurat potrzeby chwili. Ja dodam tylko, że po ukończeniu dwóch kierunków studiów byłem przez no prawie półtora roku jednym z najlepiej pewnie wykształconych w tym kraju bezrobotnych, ponieważ nie mogłem znaleźć nigdzie pracy, gdyż słyszałem, że albo albo będę się gdzieś nudził, bo mam za wysokie kwalifikacje, albo y albo nie miałem

jeszcze wtedy doświadczenia, bo nie pracowałem wcześniej, więc była to wtedy była to wtedy potrzeba chwili, chociaż nie mogę powiedzieć, że jakiś przymus, dlatego że jako osoba generalnie, która lubi pracować z ludźmi, tę moją pracę w urzędzie bardzo lubię. Mam akurat >> diametralnie różne od tego, czym się zajmujesz. Mówię tutaj o w tym świecie muzycznym. Dwa różne światy. >> Oczywiś oczywiście, że tak. Właściwie niemal w zupełnym oderwaniu i i w zupełnym kontraście do siebie. Yyy, no co nie zmienia faktu, że jest to w jakimś bardzo dużym zresztą stopniu realizacja tego mojego dziecięcego marzenia bycia prawnikiem, bo akurat y większość osób kojarzy oczywiście Urząd Miasta przede wszystkim stó i teraz wydawaniem dokumentów, bo najczęściej ma do czynienia z prawem jazdy, dowodem osobistym czy tego

typu dokumentami. Ja akurat prowadzę postępowania, które na skutek odwołań czy różnego rodzaju okoliczności trafiają i do Naczelnego Sądu Administracyjnego, i do Sądu Najwyższego, więc mam w jakimś wymiarze kontakt nawet z takimi instytucjami. Więc z punktu widzenia prawnego rzeczywiście jest to również bardzo ciekawa w wielu momentach praca. Więc tutaj zostawiamy kropkę nad i, jeśli idzie o urząd miejski i twoje wykształcenie prawnicze, bo mówimy dzisiaj o ludziach kultury naszego regionu, więc sięgamy znowu do twojego muzycznego świata. Wspomniałeś, że

studiowałeś w Stanach Zjednoczonych. No to teraz jak to się wszystko zaczęło? >> Akademia Muzyczna w Katowicach i University of Louisville w Kentucky w Stanach Zjednoczonych przez wiele lat współpracowały ze sobą. Ta współpraca zaczęła się najpierw od

wydziału jazzu, bowiem Uniwersytet w Louisville ma bardzo, bardzo silny departament czy wydział jazzu. Natomiast z czasem ta współpraca się rozszerzyła i w którymś momencie współprace nawiązały ze sobą również wydziały wokalne obu uczelni. Ja miałem okazję załapać się, że tak powiem wyłącznie na fragment tegoż tejże współpracy, bowiem akurat kiedy ja kończyłem studia, to ona się dopiero zaczynała. No niemniej jednak zdążyłem

poznać się wówczas z moim przyszłym profesorem Danielem Wiksem, który przyjechał do Katowic i dał kilka kursów mistrzowskich. Spotkaliśmy się potem chwilę później, kiedy już jako dyrektor artystyczny, przepraszam, administracyjny, nie artystyczny, administracyjny międzynarodowych warsztatów muzycznych prowadzonych przez akademicki zespół muzyczny tutaj w Gliwicach. Zaprosiłem Daniela Wia do śpiewania, czy zaprosiliśmy do śpiewania z nami Stabat Mate Rossiniego. I tak słowo od słowa, że tu śpiewam, ale chciałbym jeszcze coś, że praca w

urzędzie owszem, ale ciągnie mnie cały czas do tego śpiewania. Daniel zaprosił mnie na studia do Stanów. Oczywiście najpierw potraktowałem to jak zupełną abstrakcję, dlatego że oczywiście mówiliśmy o kosztach rzędu 120 czy 150 000 zł. W ogóle nie było mowy o tym, żeby taką przyjemność sobie zafundować. >> Czego nie masz tyle w kieszeni? No jakoś wtedy akurat nie wydałem na inne drobne na drobne sprawy. Natomiast oczywiście Daniel nie bardzo namawiał, żebym przyjechał zobaczyć uniwersytet, jak to wygląda i tak dalej. No więc w 2008 roku postanowiłem wybrać się na wycieczkę do Stanów.

Pojechałem w listopadzie na na dwa tygodnie zobaczyć sobie jak to wygląda. Yyy, no i oczywiście Daniel zaskoczył mnie wtedy tym, że w ramach tego mojego pobytu zorganizował mi przesłuchania, bo normalnie egzaminy na uczelnię odbywają się w lutym, yyy, a studia rozpoczynają się w sierpniu. On zobaczył w tobie potencjał. >> Y już od pierwszych zajęć, kiedy spotkaliśmy się spotkaliśmy się w Katowicach, dlatego że akurat na jedną z lekcji mistrzowskich zupełnie przypadkiem przyniosłem Adela i de Betovowena. Pieśń, którą on sam śpiewał potem wieczór później na koncercie, o czym oczywiście nie wiedziałem wcześniej.

Mhm. >> No i tu się zadzieradków >> na pewno nie. Znaczy wszystko co się dzieje w w mojej rzeczywistości pokazuje, że każde zdarzenie ma jakiś sens i cel. No i wracając do Stanów pojechałem właśnie tam i odbyłem te przesłuchania, na które Daniel zaprosił. Zwykle słuchało kandydatów dwoje, najwyżej troje profesorów. Ja miałem osiem ośmioosobową bodaj komisję, czyli cały wydział wokalny, szefostwo y zajęć teatru operowego, jak również zaproszony został na te przesłuchania dyrektor Kentucki Opra. Y, no i >> serduszko drżało mocniej, >> delikatnie powiedziawszy, [śmiech] zamiast jednego góra, dwóch utworów, które zwyk zwykle się śpiewa podczas takiego przesłuchania, nie dali mi szansy, że tak powiem.

Znaczy ja zgłosiłem, że mam sześć utworów, które mogę wykonać. Założenie było takie, że mieli sobie wybrać. Wybrali wszystkie, w związku z czym zrobił się z tego półgodzinny recital. No ale efekt był taki, że uczelnia po pierwsze zaproponowała mi pełne stypendium naczesne. Po drugie zostałem tak zwanym graduate assistant, czyli bo byłem na studiach magisterskich, czyli master degree, a pełniłem równocześnie funkcję wykładowcy na studiach licencjackich Bachelor. No i trzeci punkt tegoż całego wyjazdu to było stypendium w Kentucky Opera, czyli przez jeden semestr byłem artystą studia operowego, gdzie pracowałem z jednej strony jako artysta chóru, biorąc udział we wszystkich produkcjach, ale również jako cover w niektórych produkcjach głównych ról. No i miałem okazję również wystąpić w Madama Butterfly, czyli

zadebiutować na scenie operowej właśnie w Stanach Zjednoczonych. Także no wyjazd ze wszech miar absolutnie wspaniały, bardzo kształcący. >> Już nie ponosiłeś kosztów finansowych. >> Kosztów finansowych nie ponosiłem prawie. No wiadomo, że oczywiście musiałem dołożyć trochę do zamieszkania, >> ale już nie było tak ciężko jak się spodziewałeś. Oczywiście, oczywiście, że tak, bo właściwie no stypendium stypendium to Graduate assistanthip pozwoliło mi pokryć przede wszystkim wydatki mieszkaniowe, więc więc można powiedzieć, że w pewnym sensie prawie nic mnie to nie kosztowało.

>> I wróciłeś do Polski i byłeś noszony na rękach i wszystkie teatry w Polsce chciały cię mieć u siebie. >> I to była wersja zza Siedmiu Górogrodów. >> Tak. >> Niestety rzeczywistość była rzeczywistość była nieco bardziej brutalna, ponieważ no tak. W tym naszym świadku muzycznym trochę jest, że jak się znika na d lata, to się przestaje istnieć świadomości, ale jak się stamtąd przyjeżdża, to się przeważnie bywa gwiazdą. >> Tak. No ale niestety nie było tak w moim przypadku. Pierwszy pewnie powód to to, że jako głos barytonowy mamy największą konkurencję na rynku, więc trudno się w tym odnaleźć.

Jakie były inne powody? Trudno mi w tej chwili gdybać i może nie będziemy mówić o rzeczach przykrych i bardziej przykrych. Yyy całkiem się ta moja kariera może nie zamknęła, natomiast rzeczywiście nie udało mi się dostać do żadnego teatru. Natomiast poszedłem w tym momencie w drogę

zupełnie inną. Zresztą ta tę, która mnie fascynowała również od samego początku, bo kiedy trafiłem na Politechnikę Śląską do zespołu muzycznego, zacząłem uczyć i tak naprawdę >> przypomnijmy, że po tam Krysia Krzyżanowska Łoboda. >> Tak, tak. Ona mnie tam zagospodarowała bardzo szybko rozpoznając moje moje talenta pedagogiczne i wieku >> Pozdrawiamy panią Krystynę bardzo serdecznie. >> Bardzo serdecznie. W wieku 17 lat zostałem jednym z jej asystentów, instruktorów głosowych. Czyli zanim jeszcze sam nauczyłem się śpiewać tak naprawdę i zacząłem się uczyć śpiewać, no jako trochę Naturzinger też powiedzmy sobie szczerze, zostałem postawiony przed grupą studentów, żeby ich uczyć i prowadzić.

>> Tobie było łatwiej, bo jednak miałeś tam jakieś doświadczenia, a oni czasami to tylko wiedzieli, że >> że mają głos i nic więcej. >> A nuty trzymają dobrze tylko dlatego, że jest tekst podpisany. [śmiech] No i tak właśnie po po powrocie ze Stanów Zjednoczonych postanowiłem pójść w tę stronę pedagogiczną dydaktyczno naukową i właściwie w pierwszym momencie kiedy tylko mogłem zdawać na studia doktoranckie do Katowic zdawałem właśnie na te studia doktoranckie dostałem się również za pierwszym razem no i tak rozpoczęła się moja ścieżka akademicka ścieżka akademicka która która doprowadziła mnie Nie w efekcie do do profesory, która była przyczynkiem, jednym z przyczynków ogłównych tejże nagrody pani prezydent miasta Gliwice, którą otrzymałem w tym roku.

>> Będąc już na studiach doktoranckich, założyłeś chór, czy wpadłeś do zespołu, który już istniał? Będąc na studiach doktoranckich właściwie już jeden z tych zespołów, a mam tu na myśli męski zespół wokalny Calif Cantores, już prowadziłem. Wpadłem tam 5 lat wcześniej, bo w 2007 bodaj roku zostałem ich, nazwijmy to, konsultantem wokalnym. W 2009 roku, a więc jeszcze przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych, zostałem poproszony o poprowadzenie chwilowo tego zespołu, bowiem dyrygentka

zespołu Edyta Grywoś Zabrzeńska miała urlop macierzyński, więc ktoś musiał się tym zespołem zająć. I ta współpraca rozwinęła się na tyle, że kiedy wróciłem po Stanach, po studiach w Stanach Zjednoczonych do Polski, a Edyta zrezygnowała z prowadzenia zespołu, chłopaki, >> bo to męski zespół zaprosił mnie do do stałej współpracy i tak przejąłem ich prowadzenie. A krótko potem, kiedy skończyłem studia podyplomowe z dyrygentury u Krysi Krzyszanowskiej Łobody zresztą chór kameralny Slawika muza również z Knurowa także zaprosił mnie do prowadzenia tego zespołu.

>> Czyli oni istnieli już >> wszyscy istnieli. Tak. No chór Slawiika Muza w tym roku obchodzi już 35lecie. Ja aż tak długo nie działam w muzyce. Natomiast oni już obydwa te zespoły istniały i jakby poznawszy mnie, no bo w Slawice muz też byłem, muzie też byłem nauczycielem jej emisji głosu, no oba te

dwa, obydwa te zespoły zaprosiły mnie do stałej współpracy, >> która trwa do dzisiaj. >> Która trwa do dzisiaj. I to z dużymi efektami, bo są płyty, >> są płyty. Płyt jest wiele. Yyy, z męskim zespołem wokalnym nagraliśmy, można powiedzieć, pełny tryptyk, to znaczy zarówno płytę z muzyką dawną, z muzyką współczesną sakralną. Nagraliśmy płytę z muzyką rozrywkową, nagraliśmy płytę z muzyką patriotyczną. Yyy to jest taki y yyy zestaw, można

powiedzieć, do którego inspiracją były yyy polskie hymny, że tak powiem, czyli zaczęliśmy od Bogurodzicy, a skończyliśmy na Mazurku Dąbrowskiego, przechodząc przez pieśni powstańcze, w tym pieśni yy powstań śląskich. A najnowszą płytą, która ukaże się niebawem już tuż przed

świętami, jest nasza najnowsza płyta kolędowa. >> Ona będzie dostępna, >> ona będzie dostępna przede wszystkim na naszych koncertach, ponieważ jest to jest to wydawnictwo naszego stowarzyszenia, które prowadzi zespół i nie ma jakby w ogólnym dostępie. Oczywiście jeżeli ktoś będzie zainteresowany zawsze przez stronę Facebookową naszego zespołu można można napisać poprosić i wyślemy jeśli ktoś będzie miał ochotę. Podobnie zresztą jest z płytami Slawiiki muzyk też mam już kilka, bo mamy płytę z muzyką taką

mieszaną od dawnej do współczesnej sakralną i również w zeszłym roku z kolei nagraliśmy z chórem mieszanym nagraliśmy również wspaniałą płytę kolędową. No to tych wydawnictw fonograficznych troszkę się już nazbierało. >> Moich własnych z chórami jest tych płyt siedem czy już osiem. Yyy, oprócz tego mogę powiedzieć, że mój solowy album, czyli płyta, która

towarzyszy mojemu doktoratowi, ponieważ yyy mój doktorat, który m y, którego tematem były pieśni Charlesa Ibesa i Aarona Koplanda yyy został wydany przez Akademię Muzyczną w Katowicach. Wówczas rektor Władysław Szymański był tak zachwycony tym doktoratem, że postanowił, iż to wydawnictwo ukaże się nakładem biblioteki Akademii Muzycznej i

wydawnictwo jest podwójne, to znaczy jest to zarówno doktorat, a więc książka, ale do książki dołączona jest również płyta. Także no jest tych wydawnictw już sporo w mojej stylowe występy już dzisiaj mamy za sobą. To teraz może któryś z zespołów, który prowadzisz panowie czy mieszany?

>> Trudne pytanie. >> Następne będzie czy rozrywkowa, czy coś. Może ja zaproponuję rozrywkowa. >> Dobrze, to może z rozrywki. Może w takim razie, żeby pokazać, że również ja tam istnieję, proponuję pod papugami sława Nemena. >> Pod papugami. Bardzo ładna piosenka. Parugami

>> jest szeroko szklaneczkami [muzyka] >> chorągniewką żółtą świeci skwa tu przed dziewczętami [muzyka] >> śpiewał zespół męski zespół wokalny kantor >> cantores. Co to znaczy >> słowo kalvi? ma dwa znaczenia. Zresztą jak powiem góra Kalwaria, czyli łysa góra, to wszystko już będzie jasne. Kalwi, czyli łysi śpiewacy. Oczywiście wzięło się to stąd, że w początkach zespołu znakomita

większość panów była bez głowego włosienia, że tak powiem. Dzisiaj jest to już troszkę inaczej. To słowo ma też drugie znaczenie, czyli ciele, ale zakładam jednakowość, że raczej łosi śpiewacy będzie tutaj bardziej celnym. >> Okej. Bardziej tak donioślej brzmi, >> dostojniej. >> Dostojniej. >> Tomek, no to już zbliżyliśmy się mocno do naszych czasów.

Zajmujesz się tylko pracą pedagogiczną z twoimi zespołami. A czemu nie uczysz w szkole muzycznej, której jesteś też absolwentem? Czemu nie masz stanowiska wykładowcy na uczelni nam najbliższej sercu i nie tylko, bo i o kilometry też chodzi? Akademia Akademia Muzyczna imienia Karla Szmanowskiego w Katowicach. Nie widzą cię tamtejsi

włodarze, że mógłbyś być przydatny? >> Oczywiście, no takie pytanie trzeba by zadać władzom tych instytucji. Y ja rokrocznie odnawiam podania zarówno do szkół, jak i do Akademii Muzycznej. Natomiast no jest to pewnie dość niezwykłe zjawisko, kiedy pomyśleć o tym, że człowiek z tytułem profesora Belwederskiego pewnie jestem jednym z nielicznych takich osób w całej Polsce, które które nie wykładają na swoje almamater.

No jakby trudno trudno mi oczywiście >> nie chodzi mi o to, żebyś oceniał tylko tak no z ciekawości, bo dla mnie to jest dziwne, jeżeli człowiek z takim wykształceniem muzycznym, z takim dorobkiem, no gdzie nie spojrzysz, to masz coś do powiedzenia w tym naszym muzycznym świecie i tak udają, że cię nie ma. >> No tak jak powiedziałem, to jest przede wszystkim pytanie do do tych władz. Ja bardzo bym chciał, dlatego że akurat działalność pedagogiczna, zresztą na co wskazują osiągnięcia moich zespołów, jak również moich byłych studentów, wskazują, że że gdzieś ten dryk pedagogiczny u mnie jest i skuteczność jest również bardzo wysoka. Natomiast no

powodów pewnie jest wiele. Tutaj troszkę troszkę odnosząc się nawet do tej naszej naszej stajni, że tak powiem dawnej, pani profesor Gowarzewska nigdy nie była ani dziekanem, ani kierownikiem katedry, a wiadomo, że >> a w Polsce jak się mówiło, że jest się jej studentem, to wszyscy chylili >> chylili czoła. Natomiast no nie przełożyło się to nie przełożyło się to na liczbę jej absolwentów uczących w szkołach. chociaż oczywiście znakomity pedagogo, jakim jest Elżbieta Grotka Łukuszyńska, jej również absolwentka, również profesor Akademii Muzycznej w Katowicach, no świetnie uczy i myślę, że to byłby, to też jest jakaś powiedzmy gwarancja czy też wskaźnik tego, że zapewne ja jako również absolwent pani profesor byłbym być może dobrym dobrym

pedagogiem śpiewu. Y, no ale cóż, no historia potoczyła się tak, jak się potoczyła. Tak jak powiedziałem, tęsknię za tym i żal mi tego. Nie zmienia to faktu, że swoje pedagogiczne zapędy zużywam i i wyżywam się trochę na moich własnych chórzystach i śpiewakach. >> Zrobiłeś habilitację, bo wpierw doktorat oczywiście, później habilitację. Spodziewałeś się później, że ten belwederski profesor spadnie na ciebie?

To znaczy spodziewałem się jak się spodziewałem. Wiadomo, że oczywiście profesora, ponieważ robiłem ją z wolnej stopy, że tak powiem, czyli nie jako osoba zatrudniona na jakiejś uczelni, tylko zupełnie spoza spoza tej tego systemu, no wymagała mojego własnego osobistego wniosku. Aczkolwiek przyznam, że składałem ten wniosek trochę z duszą na ramieniu, ponieważ no właśnie nie będę >> dlatego o to pytam, bo wiesz, nikt cię nie popierał jako jako tak

>> no nie miałem tej uczelni za sobą, która by patronowała właśnie tylko musiałeś to zrobić własnymi rękoma. >> Własnymi rękoma. A do tego dałem jakby szansę oceny całego mojego dorobku. To znaczy moja moja dokumentacja profesorska składała się z trzech grup, czyli z działalności solowej, działalności kameralnej w tym zakresie, którą prowadziłem najpierw jako solista, kameralista śpiewający w różnych zespołach, a potem ta kameralistyka, którą uprawiam do dzisiaj z męskim zespołem Calv Cantores. Bo tu trzeba sobie też jasno powiedzieć, drodzy państwo, że zespół wokalny, a liczba

śpiewaków wahała się od 7 do 12, to jest właściwie takie solowe śpiewanie w grupie, bo to nie jest typowe huralne śpiewanie. My śpiewamy zresztą utwory dziewięci 10ogłosowe, gdzie gdzie każdy jest solistą, >> więc to jest takie naprawdę kameralistyka z najwyższej półki trudności. No a trzecią jakby trzecim elementem tej

mojej dokumentacji była dyrygentura i skład recenzentów, który potem recenzował ten mój dorobek również składał się z wokalistów uprawiających zarówno działalność uprawiających działalność solową, jak i kameralną, jak i dyrygentów symfonicznych i uralnych. Więc no było to było to trudne doświadczenie,

zwłaszcza, że ta procedura oczywiście trwała prawie rok, więc oczekiwanie na werdykt było było na pewno mocno emocjonujące. No ale wszystkie wszystkie recenzje były jak najbardziej pozytywne, żeby nie powiedzieć entuzjastyczne i no i efekt jest taki, że dzisiaj mogę cieszyć się z tego ogromnego zaszczytu i wyróżnienia, ale też jakby takiego potwierdzenia mojego poziomu artystycznego, czyli mogę się cieszyć z tytułu profesora. To przeczytaj teraz co tam jest w tej pięknej teczce, którą dostałeś podczas nominacji. >> To znaczy nominacja jest drodzy państwo oczywiście jednozdaniowa, czyli postanowieniem z dnia 27 czerwca

2024 roku. Nadaje panu tytuł profesora sztuki w dyscyplinie sztuki muzyczne i oczywiście podpis prezydenta pana Andrzeja Dudy. To jest jakby zwieńczenie tylko całego procesu, bo oczywiście sam samo postępowanie profesorskie prowadzone jest przez Radę Doskonałości Naukowej, czyli szanowne gremium naukowców, którzy no właśnie w dość skomplikowanej procedurze dokonają dokonują oceny całego dorobku artystycznego. W tym postępowaniu jest aż pięciu recenzentów.

Potem głosowanie zespołu do spraw sztuki, aż wreszcie całego prezydium rady i dopiero w efekcie tych kolejnych kilku głosowań dopiero dochodzi do nadania tytułu przez prezydenta. >> Czyli tak jak to by mógł ktoś sobie pomyśleć, to nie jest tak, że ty sobie napisałeś pismo do prezydenta, prezydent poczytał i podpisał, tylko to jest cały

cały proces długo trwający i nie zawsze kończący się sukcesem. Nie, nie, no jest wiele, wiele przykładów mógłbym podać osób, których wnioski z takich czy innych przyczyn nie zostały nie zostały uwzględnione. Tak jak powiedziałem, głosuje na tym nad tym najpierw zespół do spraw sztuki, potem całe prezydium. Yyy, a oczywiście podstawą oceny tego dorobku są recenzje

wystawiane przez pięciu yyy pięć osób wszystkie co najmniej znaczy z tytułem profesora. Yyy, nikt nikt bez tytułu profesora nie może recenzować tego dorobku. Yyy czy mając już teraz tytuł profesora będziesz składał w dalszym ciągu podania do Akademii Muzycznej o przyjęcie, a chociażby do naszej gliwickiej szkoły muzycznej? złożyłem nawet w tym roku, ale Fik był podobny. [śmiech] Tak,

>> nie jest to dobre porównanie, ale był jeden człowiek w Polsce, który nie mógł znaleźć pracy ze względu na swoje wykształcenie, wiesz jakim mówię. Ferdek Kiepski. Troszkę was jednak różni mimo wszystko, ale nie czujesz się tak chwilami taki właśnie na uboczu, że tyle włożyłeś pracy w to wszystko. Masz takie fantastyczne efekty. No i ci, którzy w zasadzie powinni to zauważyć za pierwszym mrugnięciem oka, udają, że nie wiedzą o

co chodzi. >> To znaczy tak jak powiedziałem wcześniej, na pewno tęsknię za działalnością dydaktyczną. Na pewno jest mi żal, że tego dzisiaj nie robię. Natomiast moja serdeczna przyjaciółka kiedyś nauczyła mnie takiego powiedzenia, że należy cieszyć się i

wyciskać z życia jak najwięcej z tego, co się ma, a nie tęsknić za tym, czego się nie ma albo czego się nigdy nie dostanie. Gdyby gdyby rzeczywiście patrzeć wyłącznie z żalem i i tęsknotą na to, czego się nie ma, człowiek żyłby cały czas do tyłu. Natomiast ja, mówiąc zupełnie szczerze, mam taki ogrom satysfakcji z pracy z moimi chórzystami, z moimi śpiewakami. Mam taką frajdę, że ci ludzie idą za

mną, że >> skoczyliby w ogień. No >> może >> cóż nie mnie się wypowiadać. Pewnie czasami mnie wyklinają, ale myślę, że skoczyliby w ogień. Y emocja to jest po prostu to, co ja z nich wyciskam i co również im daje i daje im całego siebie. Yyy i myślę, że ta satysfakcja jest czymś więcej niż tylko oczywiście te wszystkie administracyjne zaszczyty, tytuły, ale są jakby trochę przy okazji czy też obok tego wszystkiego. Nie stanowią yyy

nie stanowią jakby o o tym kim jestem, bo to też jest często pytanie, który albo zarzut albo taka taki strach. Kiedyś usłyszałem, że jak zostanę doktorem, to przestanę ludzi poznawać na ulicy, że jak zostanę profesorem, to w ogóle przestanę z ludźmi rozmawiać. Tymczasem, mówiąc szczerze, to ja sam nie mogę się do tego cały czas przyzwyczaić. Jak ktoś mnie przezywa od profesorów, to czasami jakby nie reaguję, bo nie nie pamiętam, że to do mnie. >> E, ani też >> no będzie czas przywyknąć, jak mówiła jedna [śmiech] z aktorek w serialu.

>> Także tak to wygląda, no. Po prostu cieszę się tym, co mam. >> A może to tak jest też trochę tak myślę na krótkich przewodach, że nie bywa się prorokiem w swoim kraju, jak mówi przypowieść ewangeliczna. To może tak samo jest w twoim przypadku. Może gdybyś spróbował na inną uczelnię muzyczną w Polsce złożyć papiery, to może tam by cię przyjęli z otwartymi rękoma. >> Przyznaję, że miałem tego tego rodzaju

myśli również. Natomiast no trzeba sobie powiedzieć, że w środowisku naukowym uczelnie i to nie dotyczy tylko i wyłącznie muzycznych, chociaż tu jest chyba jeszcze trudniej, bo jest po prostu uczelni muzycznych bardzo mało. Środowiska są dość hermetyczne

i raczej zgodnie z zasadą, że lubimy to, co znamy, y uczelnie dość mocno zamykają się na na na swoich własnych absolwentów. Poza tym ja mam też tę trudność teraz już paradoksalnie, bo wydawałoby się, że profesura pomaga. Natomiast z punktu widzenia formalnego mogę być przyjęty na uczelnię wyłącznie na stanowisko profesora, więc nie mogę startować nawet na konkursach na adiunkta czy asystenta, bo po prostu >> zamknąłeś sobie to >> zamknąłem sobie tę ścieżkę, tak. No ale nie tak do końca nie jesteś dostrzegany, bo podczas ostatniego ostatniej uroczystości nagradzania ludzi kultury w Gliwicach zostałeś dostrzeżony.

>> Tak jest. To była już yyy bodaj edycja nagród prezydenta miasta Gliwice dla ludzi kultury. Y otrzymałem nagrodę yyy już kolejną, bo to jest już moja trzecia nagroda yyy za moje osiągnięcia moje i moich zespołów w ubiegłym roku, czyli w roku 2024. Bowiem

kategorie kategorie nagród prezydenta miasta Gliwice są no zasadniczo dwie. jedna w twórczości i upowszechnianiu kultury za rok ubiegły lub też za osiągnięcia za całokształt >> całsz mam nadzieję że do całokształtu to jeszcze mi trochę brakuje w tym znaczeniu, że jeszcze kilkadziesiąt lat twórczości przede mną takiej czy innej natomiast rzeczywiście w tym roku otrzymałem nagrodę za za osiągnięcia moich zespołów przede wszystkim za y pierwsze miejsca i

nagrody w konkursie churalnym w lyskach za nagrody, złoty dyplom i pierwsze miejsce w kategorii dla mojego męskiego zespołu w międzynarodowym konkursie w Żylinie oraz dla zespołu dla chóru mieszanego nagroda w Szczecinie złoty dyplom, czyli za osiągnięcie punktacji powyżej 90 punktów, bo tak tak to wygląda, jeśli chodzi o ocenianie zespołów. No i szczególna również nagroda, bo był to konkurs sakralnej muzyki pasyjnej, a otrzymaliśmy specjalną nagrodę właśnie za utwór sakralny, więc myślę, że to

taka szczególna nagroda w tym akurat konkursie. Nagroda dla mnie również znacząca, dlatego że jeżeli mówimy o nagrodach za yy interpretację utworów, czy tak jak w tym roku otrzymaliśmy z moim męskim zespołem nagrodę specjalną za niezwykłą kulturę brzmienia na jednym z konkursów, yyy to są to są takie trochę nagrody, które w dużej części są

uznaniem mojego pomysłu. Pomysłu czy to interpretacyjnego, czy też pomysłu na brzmienie zespołu. A pomysł na brzmienie zespołu mam raczej niezwykły jak na dyrygenta huralnego, bo ja nie mam wyobrażonego jakby jednego brzmienia, do którego dopasowuje każdego chórzystę. Tylko z uwagi na to, że sam jestem wokalistą i wykładowcą i nauczycielem śpiewu, każdego z moich śpiewaków staram się kształcić indywidualnie jako jako solistę i dopiero potem z tych różnorodnych głosów, o różnorodnym brzmieniu, o barwie składam

czy próbuję ułożyć ich jak puzzle i złożyć ten taki wynikowy wynikowe brzmienie, które no zawsze jest ciekawsze dlatego, że ci ludzie po prostu śpiewają swoimi głosami, a nie jakimś wyobrażonym shimelem, mówiąc po naszemu. Te wszystkie osiągnięcia mamy tutaj na widoku. Przybliżymy je naszym naszym

telewizom. Słuchacze muszą nam uwierzyć na słowo, że tyle się tego tam nazbierało. Będziemy powoli się zbliżali do końca naszego dzisiejszego spotkania. Ja z czystym sumieniem mogę teraz powiedzieć, że naszym gościem był profesor doktor habilitowany Tomasz Paweł Sadownik, bo przywitałem cię jak starego kumpla celowo, żeby właśnie troszeczkę zbudować to napięcie i myślę, że nam się wspólnie udało dzięki dzięki

tobie, bo ja tylko byłem takim narzędziem tutaj do do dyspozycji, a głównym główną gwiazdą tego spotkania byłeś ty, Tomaszu. >> Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że będzie nam dane jeszcze się spotkać, bo jeszcze nie jedna nagroda przed wami. Tak myślę, ma jestem pewny, nie jedna płyta jeszcze przed wami i nawet nie wiadomo, jakie jeszcze osiągnięcia się mogą pojawić. Sam się

boję, ale marzeń, marzeń muzycznych mam jeszcze bardzo, bardzo dużo do realizacji. Jak to już powiedziałem na rozdaniu nagród, dla wielu profesora brzmi jak zwieńczenie kariery. Ja mam nadzieję, że jestem dopiero w jej połowie i to raczej jest tylko mobilizacja i taki kopniak do tego, żeby robić jeszcze więcej i jeszcze lepiej, a nie żeby kończyć. >> I tu stawiamy kropeczkę nad i. Tomaszu, bardzo dziękuję za wizytę w studio. Oczywiście naszą rozmowę zakończymy z nowo nagraniem, ale teraz zostawiam ci pełną swobodę. Wybierz

może fragment utworu Unicornis Captivat Olia. To jest kompozytor norweski żyjący w Stanach Zjednoczonych, a tyle znaczący z mojego punktu widzenia, że w 2013 roku mieliśmy okazję jako chór prawykonać, dokonać polskiego prawykonania jego mszy Sunrise Mess, która dzisiaj święci triumfy na całym świecie. Zresztą w zeszłym roku była wykonywana czy nawet w tym między innymi przez naszą polską Filharmonię narodową. Także Ola Jao, Unicornis Captivatur Wy byliście prawykonawcami na wniosek kompozytora czy to >> nie? To był mój wybór. Ja po prostu znalazłem te mszę. To były pierwsze >> jeszcze nieznana była wtedy.

>> Kompletnie nieznana. Ja byłem dyrygentem wtedy pierwszy rok chóru kameralnego Slawika Muza i postanowiłem swoje dyrygowanie, swoją władzę w zespole w ramach naszych dni muzyki churalnej rozpocząć od dużego wow. Potem napięcie rosło, bo było i rekwiem Mozarta i i psalmy Mendelsona i parę innych ciekawych rzeczy, ale to był rzeczywiście nasz pierwszy utwór na dni muzyki chóralnej. A zatem na zakończenie chór Slawika Muzika pod >> Slawika Muza. >> Slawika Muza. A więc na zakończenie chór Slawika Muza pod dyrekcją, no muszę to powiedzieć profesora doktora habilitowanego Tomasza Pawła Sadownika.

Dzięki wszystkiego dobrego. >> Bardzo dziękuję. [muzyka] Alleluja alleluja alleluja. Alleluja pritoniato propato ne stratera cona Alleluja [muzyka] alleluja alleluja promite leoni vincenti. am [muzyka]

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo