Rozmowa Dnia | Wywiad z Sylwią Młocek
Dzisiaj zapraszamy na wyjątkowy wywiad z autorką powieści Sylwią Młocek. O kulisy powstawania jej książki, ciekawostki z życia prywatnego jaki i drogę do sukcesu zapytał niezastąpiony Adam Żaak- Redaktor Radia IMPERIUM.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
Radio Ekspertów i Pasjonatów. Adam Żak. Witam bardzo serdecznie w studio Sylwię Młocek. Dzień dobry. >> Dzień dobry. >> I rzecz jasna witamy naszych telewidzów, radiosłuchaczy i wszystkich, którzy są z nami. A powodem dzisiejszej wizyty Sylwii Młocek u nas jest tafla wody. Tak jest. >> Tafla wody to jest najnowsza powieść. Ja tutaj sobie pozwolę tylko tak z ostatniej strony okładki. Sylwia Młocek, powieściopisarka, mama, żona od 2024
roku, mieszkanka Pławniowic, o czym wszyscy wiedzą. Nową książką autorka pragnie podziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się do tego, by gmina Rudziniec nad jeziorem Pławniowickim stała się jej domem rodzinnym. stałym czytelnikom. Pragnie zaś powtórzyć, że wciąż pisze dla nich i dzięki nim. Tyle
słów, słów reklamy. >> Skąd, skąd tytuł? Od tego zacznę. >> Skąd tytuł? Tafla wody nawiązuje do jeziora pławniewickiego. Jakoś tak spacerując nad wodą poczułam ten spokój, ciszę, którą chciałam oddać do książki. Powieść opisuje kobietę, która po kilkudziesięciu latach wraca nad jezioro do swojego domu rodzinnego, żeby zrozumieć dlaczego po śmierci rodziców została oddana do domu dziecka, dlaczego nikt się nią nie zajął. Chcę troszkę wyczyścić, zrobić taki katarzis w swoim życiu i wyczyścić swoje emocje z tym związane i poszukać odpowiedzi. I to jest jakby część tej fabuły, ale po drodze moja bohaterka znajduje nad jeziorem zeszyt pełen listów. jakiś
pamiątek, wycinków z gazet, pocztówek, tego typu rzeczy, ale te listy ją bardzo mocno pochłaniają. To są listy osobiste. Ktoś spisywał czyjeś myśli, nawiązywał właśnie do emocji im towarzyszących. Chciałam troszeczkę odświeżyć temat listów, bo umówmy się, niestety mamy takie czasy, że już tylko wiadomości to na social mediach, na komunikatorach społecznościowych ten, >> a najlepiej emotikony, tylko >> emotikony zastępują, tak nasze emocje. Tak jest i to jest nasza odpowiedź. A jednak ja jako autorka, która pisze dużoręcznie, chciałam właśnie wrócić do tego słowa pisanego, bo teraz jak dostajemy listy to z urzędu, a ostatnio nawet pan zażartował na moim spotkaniu autorskim, że czasami z aresztu, więc więc rzeczywiście to jest smutna kalkulacja, że te listy gdzieś tam poszły w niepamięć, młodzież kompletnie
nie wie gdzie gdzie wstawić odbiorcę, nadawcę i tak dalej, więc chciałam po prostu odświeżyć temat, że listy to piękna forma naszego wyra od razu tego co czujemy kompletnie właśnie kiedy nie możemy powstawiać tych emotikonek tylko musimy słowami wyjaśnić co czujemy co w nas siedzi no to jest już pod górkę troszkę więc chciałam do tego wrócić żeby żeby przypomnieć że te listy to była piękna kiedyś sprawa >> ty piszesz listy czy maile >> ja raczej listy już tak właśnie też nie mam za bardzo do kogo, no bo też gdzieś tam moi odbiorcy wolą ten kontakt przez te social media miałam przez chwilę taki taki moment, że że pisałam listy, ale gdzieś to z drugiej strony właśnie zanikło i nad czemu ubolewam, ale jestem z tej szkoły, że zawsze jak jestem na wakacjach, to wysyłam do moich bliskich pocztówki i tam staram się raczej te
pozdrowienia, nie pozdrawiam znad i koniec, tylko coś tam dodać od siebie zawsze, więc więc te pocztówki u mnie >> y historia, która jest w tafli wody, to jest autentycznie wymyślona czy autentycznie autentyczna? >> Autentycznie wymyślona. jak wszystkie moje powieści, >> wiadomo, moi bliscy gdzieś tam widzą mnie w każdej z książek, a ty byś tak zrobiła, ty byś tak powiedziała. Ja staram się od tego odbiegać. Może po śmierci biografia, ale teraz wolę kompletnie jakby oddać się, ale dać też sobie upust tej mojej wyobraźni, bo gdzieś tam muszą te historie uciekać. Dużo się inspiruję rozmowami z ludźmi, jakimiś oglądanymi rzeczami i lubię stamtąd gdzieś tam wyłapywać bardziej te emocje, ale same historie w sobie są wymyślane.
>> Masz bardziej bohaterki czy bohaterów w swoich książkach? >> Bohaterki. Bohaterki. >> Utożsamiasz się z nimi? >> Nie, nie. Ja bym w wielu kwestiach na przykład tak w życiu nie zrobiła. Z tą bohaterką troszeczkę tak. Ona już jest taka bardziej dojrzalsza w swoje emocje. Przy czym kiedy wpada w tą w ten wir odkrywania tej historii, co się tak naprawdę wydarzyło, traci nad sobą trochę kontrolę, gdzieś jej nerwy puszczają, gdzie zwykle na co dzień jest stateczną osobą, e, nagle się gdzieś tam przewinia jakieś przekleństwo, jakieś zachowanie, którymi by w życiu tak by się nie zachowała. Mąż jest totalnie, który jej towarzyszy w tej podróży, jest totalnie zdziwiony jej postawą, jej reakcją na jego pomoc. Więc ja troszkę też taka jestem. Na co dzień raczej stabilna, mocno stąp ziemi, ale czasami
gdzieś tam właśnie albo nerwy wezmą górę, albo czasami zaczynamy myśleć o czymś w takiej kategorii, że mój mąż mówi: "Po co ty to w ogóle robisz? Po co sobie utrudniasz życie?" I rzeczywiście gdzieś tam chyba w tych nerwowych sytuacjach tak jest, że e że te emocje puszczają nerwy i i chciałam to to umieścić m właśnie w tej książce. Aczkolwiek jedna powieść szukając miejsca na ziemi, y tam głównym bohaterem jest mężczyzna, chciałam choć raz oddać tą męską energię, e, ponieważ
miałam być Karolem urodzonym w styczniu, a zdarzyło się, że przyszłam na świat w grudniu i dziewczynka, więc było zaskoczenie, więc chciałam jakoś tak, jakoś też mi po drodze w dogadywaniu się z mężczyznami. Więc chciałam oddać tą ich energię. Mam wśród czytelników kilku mężczyzn i powiedzieli, że mi się to udało, więc uf. Więc >> y spotkanie z czytelnikami już niedługo, bo 5, >> tak, teraz 5 września na godzinę 18:00 spotykam się jako na premierze w gminnym
ośrodku kultury Rudzienickim w Poniszowicach, a już 9 września też o godzinie 18:00 będę w Bibliotece Centralnej tutaj w Gliwicach też na godzinę 18:00 taka prapremiera książki, ale w bibliotece będę opowiadać o wszystkich swoich powieściach, bo jestem tam pierwszy raz, więc chciałabym, żeby czytelnicy mnie poznali z różnych stron. >> Piątego Poniszowice, ośrodek kultury 9
ulica Kościuszki czyli siedziba miejskiej biblioteki publicznej w Gliwicach. Długo pracowałaś nad taflą wody? Tafla wody o dziwo przyszła szybko, z tym, że już kiedyś właśnie tutaj słuchaczom wspominałam, że ja piszę ręcznie swoje powieści, więc ten proces, zanim to napiszę do zeszytu, potem znowu czytam, poprawiam, potem znowu przepisuję do komputera, dodaję albo odejmuję, więc gdzieś tam w okolicach nawet pół roku czasami ten proces twórczy, że tak powiem, trwa. No a potem już samodzielnie zajmuję się i korektą tekstu ze współpracy z korektorką taką
profesjonalną, potem grafika okładki, potem współpraca z drukarnią, to wszystko jakby idzie z mojej strony, więc no trzeba czasami rok czasu liczyć na to, żeby żeby w całości rzeczywiście przyszła wydrukowana powieść do mnie do domu. No i potem emocje, czy się sprzeda, czy się nie sprzeda. >> Też też duże, bo jak człowiek sam sobie stoi za tą promocją, to to jest ciężkie w dzisiejszych czasach, gdzie jednak jak ktoś ma więcej pieniążków, to sobie może lepiej wypromować coś na tych wszystkich social mediach. Więc tutaj zawsze proszę moich takich stałych czytelników, którzy no zawsze sięgają i obiecują mi, że cokolwiek bym nie wydała, to oni to zakupią. I to jest dla mnie na tyle bezpieczne, że ja wiem, że ten taki podstawowy nakład, żeby moja praca finansowo się tutaj zwróciła, to zawsze to mam zabezpieczone. No a potem te
następne kilkaset egzemplarzy, które wydrukowuję i czekają na swojego czytelnika, no to to już jest potem walka o każdego jednego. Yyy, więc tak, no jest to ciężki proces ta sprzedaż tych powieści, ta dystrybucja, jeżeli to stoi, no nie w żadnej właśnie księgarni, czy tam wydawnictwie, czy czy Empiku i tak dalej. Ale nie narzekam, bo, bo tak jak mówię, mam takich stałych czytelników, którzy zapewniają mi bezpieczeństwo. Dużo śle książek za granicę wśród Polonii, mam swoich stałych czytelników i właśnie do nich trafia powieść. Właśnie wczoraj byłam na poczcie już taka do nich zawsze przedpremierowo posyłam i to to jest miłe, że mogę te kilkadziesiąt egzemplarzy puścić. No taka poczta
pantoflowa, czyli rekomendacja chyba działa. Widać po tobie, że działa. No najlepiej, >> więc może to jest taki sposób na życie. Ty jesteś zawodową pisarką, nie zajmujesz się już więcej niczym innym? >> Nie. Obecnie akurat pomagam w przedszkolu jako pomoc oddziałowa, żeby tak troszeczkę coś innego też zawodowo zrobić, bo wiadomo, >> złapać tematy >> i złapać tematy do historii, ale no rzeczywiście dużo czasu mi poświęcam na na to pisanie i nie mogę
się podjąć pracy na cały pe etat zawodowo, aczkolwiek no jakoś to godzę. >> Rodzina pomaga? >> Pomaga. No myślę, że w ogóle mąż nie mówi: "Gaś światło w nocy". To już jest coś, to już jest duża pomoc, bo rzeczywiście gdzieś tam nocami pisze moi synowie siedmiolatek i czterolatek już mają zakodowane. Aha. mama idzie do pracy, to znaczy, że mama idzie pisać i siadam do swojego biurka i wtedy się gdzieś tam potrafią na chwilkę sobą zająć, czy nawet pomagają mi koperty, bo ja staram się oklejać na przykład jakimiś nawiązaniem, jakimiś książkami, naklejkami, to starają się pomagać mi zaklejać te koperty. To jest takie jeszcze jeszcze miłe.
>> Ten starszy już umie pisać już troszeczkę i próbuje naśladować mamę. Już >> pierwszą książkę napiszę mamie pokażę. >> Nie, nie, nie. Bardziej, bardziej mama. A jakbyś napisała książkę o on jest bardzo pociągowy i mówi: "A jakby spożyć taką historię o pociągach?" I czasami sobie spisujemy jakieś tam opowiadanie, które gdzieś tam on prowadzi na relację, więc już jakieś takie zalążki, zainteresowania rzeczywiście są i oboje bardzo lubią czytać. Wieczory, spędzamy nad książkami, co mnie bardzo cieszy. E,
gdzieś tam na ma takie swoje hasełko, że książki mają dusze, więc ładnie je odkładają później na półkę. Takie fajne stare wartości. >> Czują szacunek do książek. To jest ważne, że że nie nie bazgrzą po nich na przykład wyrywają kartki i tak dalej. >> Czasami ten młodszy robi sobie mosty z nich, ale >> to jest to jeszcze jest czterolatek, to jeszcze jeszcze można wybaczyć. Taki ciekawy temat tutaj poruszyliśmy, bo rozmawiałem kilka miesięcy temu też z gliwicką artystką, ale piosenkarką. Ona ma córkę
jeszcze malutką, ale już kumającą o co chodzi, że mama śpiewa i tak dalej. I zaczyna teraz mama pisać piosenki dla córki. Więc teraz pytanie, czy ty już mając taki kontakt ze swoimi synami, czy będziesz pisać coś dla dzieci, a potem może dla młodzieży? >> Mhm. No nie mówię nigdy nie, bo wiadomo jestem otwarta, ale gdzieś tam na przykład teraz na tym etapie życia bardziej czuję się w powieściach obyczajowych. gdzieś tam te ludzkie emocje i reakcje na pewne historie, to
co ludzie widzą inaczej, jeden tak, jeden tak, gdzieś tam jest mi to bliższe i bardziej się z tym utożsamiam. Taka dziadek mój kiedyś mówił, że ja tu jestem taka stara, maleńka i chyba coś w tym jest, że jakoś tak te dorosłe tematy ciężkie, a zarazem bardzo dla mnie inspirujące jest są mi bliższe, ale nie mówię, że nie, bo może rzeczywiście gdzieś tam w pewnym momencie swojego życia dojdę do takiego momentu, że chciałabym, jeśli bym coś zrobiła, to myślę, że właśnie tutaj bym chciała z ukłonem dla mojego syna i coś w około pociągowego zrobić, bo też jest mało tych książek. ta kolei też gdzieś tak zanika, więc chyba myślę, że jeśli się pokuszę, to będzie coś takiego.
>> Ta książka jest podziękowaniem między innymi dla mieszkańców y gminy Rudziniec, dla mieszka, bo jesteś mieszkanką Pławniowic, a przedtem mieszkałaś gdzie? przez 10 prawie lat w Niemczech. Więc tak ogólnie to pochodzę z Małopolski wprost od papieża, z Wadowic, ale rzeczywiście te ostatnie 10 lat spędziłam w Niemczech i po powrocie no było takie też nie nie przeprowadzałam się do miejsca rodzinnego gdzieś tam do miejscowości, którą znam, tylko całkowicie wybraliśmy lokalizację blisko rodziny, ale taką, która do nas, że tak powiem, przemówi. Gdzieś tam rzeczywiście to jezioro do nas przemówiło. Wybraliśmy sobie kilka lat temu działkę i tak powolutku się budowaliśmy i jak przyjechaliśmy, no to było takie no jesteśmy jednak wiejskiej społeczności, która mocno się zna, prawda, >> i patrzyli na was z byka.
>> No właśnie, jak zostaniemy przyjęci i tutaj naprawdę bez jakiegoś takiego wazeliniarstwa wszechobecnego super nas przyjęli. Ja naprawdę ja byłam zdziwiona od razu zostałam zaproszona do koła gospodyń wiejskich. od razu w szkole yyy szybciutko pani dyrektor i pani sekretarz mnie bardzo ciepło przyjęli względem dzieci. Zajęli się, bo też dzieciaki nie chodziły w Niemczech do przedszkola, więc to była dla nich totalna nowość, więc ten tam też zostali super zaopiekowani i w ogóle ludzie mamy już taką nazwijmy to siatkę ludzi, że kiedykolwiek byśmy nie zadzwonili to już mamy do kogo uderzyć w razie pomocy, czy rady czy czegokolwiek. Więc to to było
miłe, bo też no inne realia są w Polsce, inne w Niemczech. My się musieliśmy wszystkiego na nowo uczyć i i czy to w kwestii pracy, czy to w kwestii, nie wiem, ośrodka zdrowia, bankowości, no to wszystko dla nas było takie obce, inne. Z innej Polski wyjeżdżaliśmy. Tak to tak to ujmę. >> A jechaliście do Niemiec, bo już wtedy byliście małżeństwem, tak? Jeszcze nie. Ale wyjeżdżaliście razem. >> Jeszcze nie. Tak, wyjeżdżaliśmy razem, mając gdzieś tam z tyłu głowy w planach ślub. wtedy dopiero za d lata, ale całkowicie jeszcze jeszcze >> i chcieliście sobie polepszyć i dlatego wybraliście ten >> zgniły zachód, jak to się kiedyś mówiło i i po 10 latach doszliście z mężem do wniosku, że trzeba wracać. Znaczy myśmy mieli taki od początku już właśnie można nazwać za młodziaka yyy taki plan, że my tam nie zamieszkamy, my stamtąd wrócimy.
To nie jest nasz kraj, nie nasz, my potrzebujemy być blisko rodziny, potrzebujemy smaków Polski, yyy jesteśmy oboje z mężem yyy tacy honorowi i tak dalej, więc yyy no chcieliśmy wracać. Potem gdzieś tam się pojawił jakiś tam plan zakupu mieszkania, ale to takie było w powijakach. No przyszły na świat dzieci i od początku mówiliśmy sobie, że
jeżeli dojdziemy do takiego momentu, że nadal tam będziemy, a i pierwsze z nich będzie musiało iść do szkoły, to na pewno wracamy i wracamy razem, choćbyśmy mieli nieskończony, niekupione, nie ten, to i tak wracamy razem, nie ma rozdzielania i tego typu rzeczy, że jedno zostaje i dalej gdzieś tam pracuje, nie? Wracamy z tym, co się nam udało osiągnąć i i tyle. No gdzieś tam po drodze właśnie z tej tęsknoty za krajem, z tej z tego nadmiaru czasu, bo do pracy się poszło, wróciło i koniec, co tu dalej robić.
Właśnie zaczęłam pisać. Tutaj mąż mówi, jak już nie masz co czytać, to po prostu zacznij pisze pisać. Czyli mąż zmobilizował do tego, żeby on to był z jego jego strony żart i rzeczywiście przez pierwsze trzy lata pisałam całkowicie do szuflady, jakiś tam blog się pojawił i i tak jakoś no potem też było ciężko znaleźć. Próbowałam jakieś wydawnictwo, które by wydawało moje powieści. No ochy, a były, no ale nie jesteś na miejscu, czyli nie możesz być do naszej dyspozycji, żeby być właśnie o na targach książki, na spotkaniach autorskich w tym terminie, co my potrzebujemy, a nie co tobie pasuje samolot czy tam przejazd.
No więc stąd się pojawiła właśnie ta ta rzecz, że ja sama wydaję i sama sobie pilnuję tutaj każdej jednej rzeczy. >> Czemu Prawniowice? Skąd pomysł, żeby się właśnie tutaj osiedlić? >> Właściwie to byliśmy w Rudnie parę lat temu na weselu u znajomych i tak jakoś teren się nam spodobał. Potem kilka razy się przejechaliśmy na rowery właśnie też nad jezioro trafiliśmy i wtedy jeszcze tego nie poczuliśmy jakby okej, fajny, piękny teren, blisko do rodziców, nie za blisko, nie za daleko, taka opcjonalna odległość. Y i nagle gdzieś tak w okolicach właśnie Świąt Bożego Narodzenia mój mąż tak przeglądał ogłoszenia, patrz tam gdzie nam się podobało, nad tym jeziorem pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży działki. No ja go wtedy wyśmiałam, mówię: "Gdzie człowieku, to za wysokie progi na nasze nogi w ogóle i jak my to finansowo
podołamy, jak chcesz się budować na odległość, bo to też był wyczyn i ale mój mąż mówi: "Nie, nie ma ryzyka, nie ma zabawy, zaufaj mi i będzie dobrze". I jak zwykle zaufałam, przekonał mnie. No i super, bo znaleźliśmy swoje miejsce na ziemi. Czujemy tak, że to jest nasz dom. Byśmy tam mieszkali od x czasu, a nie od roku. >> No to pozdrawiamy męża, bo ma dobre pomysły. Wymyślił miejsce na ziemi. >> Tak. Tak. i wymyślił zajęcie dla ciebie bardzo ciekawe i przynoszące ci na pewno mnóstwo satysfakcji. >> Tak, jest satysfakcja i raczej nie należy do osób cliwych. Wrażliwych to fakt, ale cliwych nie. Ale za każdym razem, kiedy przychodzi wydruk tej książki i ją chwycę do ręki, no to są płaczki, to są po prostu żywne łzy szczęścia i taka duma przeogromna, że mimo wszystko, że mi wmawiano, że właśnie o nie mam pleców w postaci
wydawnictwa, to to gdzieś tam po drodze umrę śmiercią naturalną jako powieściopisarka albo a teraz masz dzieci, to skończysz z tymi głupotami. Tak też takie głosy były. A na szczęście nie. Na szczęście pokazuje sobie i innym, że jeżeli masz w życiu pasję i chcesz do tego dążyć, to musisz to robić, bo >> no szkoda, że nie jesteś debiutantką, bo ty już któraś z kolei, która to jest książka? Siódma. Siódma. Siódemka szczęśliwa podobno jest, bo gdybyś była debiutantką, to prawdopodobnie mogłabyś wystartować w konkursie o nagrodę, ogliwicką nagrodę literacką, która właśnie w tym roku po raz pierwszy miała miejsce i w tym tygodniu będzie wręczenie nagrody dla laureata. No a ty niestety już nie jesteś debiutantką, więc umarło. Umarło.
>> Możesz, możesz się starać o inne nagrody teraz. A my polecamy tafle wody Sylwii Młocek. Prawdopodobnie się spotkamy dziewiątego w Gliwicach. Jak dobrze pójdzie, >> serdecznie zapraszam. >> Zobaczymy, kto przyjdzie i jakie będzie pytania zadawać, czy trudniejsze od moich. No już takie jakieś wstępne pytania gdzieś tam usłyszałam i rzeczywiście są bardzo takie nietuzinkowe, jakby bardziej nawiązują do tego, co ja czułam podczas pisania danej fabuły, aniżeli samej fabuły, co też mnie w jakiś sposób wyzwala z tej roli odbiegnięcia od fabuły. No zobaczymy. Ja jestem bardzo podekscytowana, bo to rzeczywiście takie większe przedsięwzięcie. Gdzieś tam te moje premiery zawsze są y na mniejszą skalę, a tu centralna biblioteka y wręcz
czuję się taka zaszczycona, że zostałam tam zaproszona. Także zapraszam państwa bardzo serdecznie i >> 9 o godzinie >> 9 o 18:00 >> o 18:00, ale oczywiście wcześniej piątego do ośrodka kultury w Poniszowicach też na godzinę >> też na godzinę 18 >> 18:00 już trwają prace nad 8:00 powieścią >> mam już coś napisane od jakiegoś czasu w
szufladzie tylko dojrzewam jeszcze do tego, także i też rodzi mi się w głowie jakaś nowa fabuła, więc nie mówię Czy czy ta, czy ta jeszcze nic nie zdradzam, >> ale jak będzie już napisana i co ważne wydana, to oczywiście zapraszamy do naszego studia. >> Nie umieszkam się przypomnieć. >> Sylwia Młocek była dzisiaj gościem państwa i naszym i i naszym naszym
gościem. Tafla wody do kupienia. >> Tak. Zapraszam państwa serdecznie na mój portal social media na Facebooku. Sylwia Młocek, myślnik, autorka. To są bezpośrednio wiadomości do mnie, więc można napisać. Ja chętnie wysyłam książki nawet z dedykacją dla kogoś na prezent. Już pięknie przygotowane, opakowane. Z mojej strony też przygotowuję takie pakiety, że tak powiem, ale też możemy tam porozmawiać ogólnie po prostu w wiadomościach na temat pisania. Może ktoś potrzebuje jakiejś skromnej rady, jak w ogóle zacząć, jak startnąć, to też służę pomocą. Sylwia Młocek, myślnik autorka na Facebooku.
>> No i wszystko na ten temat. Bardzo dziękuję za wizytę w studio. >> Yyy, udanego pisania, żeby rączka nie bolała. >> Przyda się. Dziękuję ślicznie. Do widzenia. [Muzyka]


