Rozmowa Dnia | Wojtek Nurek i wernisaż "Gliwiczanie"

25 września 2025 · 21:15 · Obejrzyj na YouTube

W dzisiejszej rozmowie Adam Żaak miał przyjemność rozmawiać z Wojtkiem Nurkiem. W Gliwicach można jeszcze zobaczyć niezwykłą wystawę "Gliwiczanie", której autorem jest wyżej wymieniony fotograf. Pokazuje ona gliwiczan i uświadamia, ile wspaniałych osób jest z naszego miasta. Jaka była idea fotografa? Dlaczego "Gliwiczanie"? Dowiecie się więcej oglądając i słuchając nasz program.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

Radio Ekspertów i Pasjonatów. Przed mikrofonem Adam Żak. W studiu gościmy dzisiaj Wojciecha Nurka, a raczej Wojtka. No i teraz bardzo serdecznie proszę. Panie Wojtku czy Wojciechu? >> Właśnie używam, znaczy jakkolwiek oficjalnie jestem Wojciechem. Domyślam się, że tak ma pan w dowodzie. >> Tak, tak. I broń Boże tego nie zmieniałem. Tak, prywatnie jestem Wojtkiem, ponieważ ja jestem Wojtek, syn Wojciecha i żeby jakoś się odróżnić od ojca, >> nie był Wojciech Junior, tylko Wojtek. >> Tak, tak. Zresztą w niektórych

rejestrach ojciec mi zalecał, żebym pisał, że ja jestem Wojciech Junior, a w tych rejestrach pisali Wojciech Senior, znaczy Wojciech y nie ojciec mi sugerował, żebym ja używał dwóch imion, >> bo ja się nazywam Wojciech Maksymilian Nurek, a ojciec Wojciech Jan Nurek, ale w tych rejestrach to jego wyróżniano jako Wojciech Jan Nurek, a mnie jako Wojciech Nurek. Mhm. >> Ale wśród znajomych i w rodzinie jestem

Wojtkiem i tak już pozostało i to nie jest moja namiętność do pretensjonalności tylko po prostu tak przywykłem do tego. >> Tak wyszło. Tak wyszło. Czyli Wojtek Nurek organizator wystawy fotografii gliwiczanie. Panie Wojciechu, pozwoli pan, że tej oficjalnej jednak wersji imienia będę. >> Okej, dobrze panie Wojtku. Dobrze. >> Możemy tu sobie ręce podać, bo mój ojciec miał też na imię Adam, tak jak ja. Ale nikt do mnie nie mówił Adaś, przynajmniej. >> Ale już to Wojtek to nie jest tak jak Adaś, prawda? >> Dokładnie. Panie Wojtku, co pana skłoniło, żeby zorganizować wystawę gliwiczanie, która cieszy się dużą popularnością? Gliwiczanie przychodzą gremialnie, odwiedzają stację i >> skąd to się wzięło? To jest wziął się

stąd, że główny animator wystawy, znaczy nie nie wystawy, tylko stacji artystycznej Rynek, Marek Zima Niewiarowski zaproponował mi, żebym to zrobił, a ponieważ sam wiedział, że ja coś takiego robię, że że zajmuję się portretowaniem znajomych gliwiczan, no i

zebrałem dość dużo wcześniej portretów znajomych gliwiczan, bo to muszę przyznać, że tu jest taka sytuacja, że ja portretowałem dotychczas tylko i wyłącznie znajomych. No i zabrało się tych portretów na tyle dużo, że faktycznie uzbierało się na wystawę i i powstała wystawa. Ku mojemu

wielkiemu zadowoleniu faktycznie yyy udało mi się wyróżnić nas gliwiczan w mieście zwykłych gliwiczan, bo zwykle chociażby państwo rozmawiacie z jakimiś celebrytami lokalnymi, >> a ja jednak chciałem, żeby tym głównym bohaterem tej wystawy byli mieszkańcy, których ja znam, z którym spotykam się, przechodzę przez ulicę lub chodziłem do

szkół lub się przyjaźnię. no różnego tego typu osoby i uważam, że dla mnie osobiście oni są nie mniej ważni niż te osoby na społecznym czy też samorządowym świeczniku. No nie do końca tu się z panem zgodzę, bo myśmy gościli w naszych studiach, w naszym studiu różnych przedstawicieli. Na przykład pojawił się u nas jeden z gliwickich fryzjerów czy właściciel warsztatu jakiegoś. Także to też nie do końca, że my się tylko opieramy na >> No ja nie mówię tylko tylko, ale mnie chodzi o to, że że głównie widzę, że w mediach a bardzo w mediach głównie królują tego typu osoby. A >> ja bardzo lubię rozmawiać yyy z wszystkimi gliwiczanami, bo uważam, że każdy z nich to jest niezwykle ciekawa historia. Nawet gdybym kiedyś z panem sobie porozmawiał, to by się porozmawiał, to by się okazało, że pan, który zwykle jest po tej drugiej stronie

wywiadów jest niezwykle ciekawą osobą i po prostu uważam, że no nastały czasy, że że faktycznie no wszyscy jesteśmy ciekawi. O, >> może będzie okazja, żeby rolę odwrócić. Wszystko przed nami. Mam w rękach przepiękną zakładkę. To nie jest zakładka, to zapowiedź albumu. Czyli domyślam się, że teraz ten skromny kawałek kartonu wydrukowanego z dwóch stron służy jako żeby obejrzeć wystawę, ale

będzie docelowo również wydany album. >> Tak, taki jest plan. Y, jeśli tutaj mogę chwilę o tej zakładce, to zakładka y zawiera oczy osób portretowanych i na wernisażu, kiedy ona została pierwszy raz rozdana zebranym, no to się okazało, że szczególnie dzieci, ale też i dorośli lubili sobie poszukiwać z czyich z czyich portretów pochodzą te oczy, więc więc okazało się, że to była taka fajna zabawa. Natomiast faktycznie >> zagadki zostały odgadnięte wszystkie. >> Nie wszystkie z pewnością, ale dzieci miały nawet zaznaczały sobie to, co mnie niezwykle cieszyło. Natomiast faktycznie jest plan, żeby powstał album. To znaczy zamierzam zrobić coś takiego, żeby te

portrety, które są na wystawie przenieść do albumu, a żeby te ramy w przyszłości gościły następnych następne osoby portretowane. >> No właśnie. O tych ramach też chciałbym dwa słowa od pana usłyszeć, bo to jest piękny pomysł, żeby w stare ramy, nie wiem czy zabytkowe, ale może może też się tak okazać, że one są zabytkowe i cenne, wtłoczyć teraz zdjęcia współczesnych gliwiczan. Skąd się ten pomysł był? To jest fantastyczna idea >> jakoś no nie wiem. To to jakoś tak kiedyś mi poumieszczałem czasami zdjęcia w tych dużych ramach i stwierdziłem po pierwsze, że duży gabaryt istniejący fizycznie zupełnie oddziaływuje na nas niż zdjęcia, które są

na na telefonie, w małym formacie lub wersji elektronicznej. To jest po pierwsze. Yyy, no i tak zacząłem yyy, no powiedzmy wiele lat temu już y w ten sposób postępować, co spowodowało, że skupowałem ramy. Zrozumieli to nasi y powiedzmy handlarze czy sprzedawcy ty >> wyczekują na pana odpowied? >> Nie, może nie, nie aż wyczekują. To jest bardziej taka powiedzmy taki związek koleżeński już chyba, bo zarówno pani Basia na ulicy Grodowej, jak i Marek pod murami, jak i Piotrek na

w łabędach, oni wiedzą o tej mojej namiętności, więc jak jak coś mają to dają mi znać. Ja sobie oglądam, oczywiście nie wszystko kupuję, ale no i nazbierało się tego i uważam, że nawet się zastanawiałem, bo jestem wielkim miłośnikiem zwiedzania muzeów i a chyba nie zdziwi pana, że lubię też portrety. No więc y zauważyłem, że zwykle to mniej więcej w tej stylistyce się odbywało niegdyś, czyli na ciemnym tle, odwrotnie niż to się robi współcześnie, prawda? Tak, >> że na ciemnym tle i staram się robić,

żeby się te twarze wyłaniały z cienią zwykle. One wtedy nabierają nieco innego charakteru i widzimy ludzi, którzy których znamy lub też mijamy na ulicy, widzimy w zupełnie innych, powiedzmy, innej formie niż niż zwykle. I to uważam, że to jest ciekawe. A

stwierdziłem, bo przyznam się, że to jest moja pierwsza wystawa, y tak, że tyle tyle tych portretów zostało gdzieś tam umieszczonych, bo zwykle mam to w biurze u siebie, więc już ten ta atmosfera taka powiedzmy muzealna się pojawia. Natomiast stwierdzam, że ta stacja artystyczna, rynek okazała się takim fajnym miejscem, bo bo zrobiła się takie galeryjnie, tak wygląda tak jak jak ekspozycja muzealna. Nawet wczoraj byłem na rynku yyy w Hemingwayu na kawie i widziałem, że świecą się światła w stacj artystyczne rynek i to wygląda bardziej obecnie jak muzeum niż jak taka taka

powiedzmy galeria raczej współczesnej twórczości. Kiedy zobaczyłem, że te zdjęcia są umieszczone w ramach takich bardzo szlachetnych, próbowałem sobie wyobrazić tą samą wystawę, jakby się to zrobiło tradycyjnie, czyli zdjęcia włożone w antyramy. Zupełnie inny byłby charakter tej wystawy. >> Prawdopodobnie tak. prawdopodobnie tak. Yyy, ale yyy mam nadzieję, że nie będę musiał robić takiego eksperymentu. Yyy mówi pan, że po głowie wchodzą

plany, żeby powtórzyć taką taką wystawę, żeby zdjęcia właśnie trzeba będzie zrobić nową serię zdjęć, nową serię portretów. Czy ma pan jakiś jeszcze zapas niewykorzystany w tej wystawie? Zapas oczywiście mam, ale myślę o tym, o tym albumie i o tej przyszłej wystawie z tego względu, że wielu moich znajomych miało do mnie żal, że ja nie sportretowałem ich lub nie zdążyłem sportretować na tę wystawę. W związku z tym ja, żeby ten żal

osłabić lub wyeliminować, to stwierdziłem, że faktycznie nadrobię to i w ten sposób wymarzę te swoje winy. Poza tym generalnie twierdzę, że sama ta idea robienia zdjęć gliwiczanom jest według mnie o tyle ciekawa, że wzbudza zainteresowanie nas gliwiczan. I zastanawiałem się, gdyby tam na przykład byli jacyś rolnicy z Andaluzji, co mogą

być wspaniałe portrety >> lub też nie wiem górale z Pirenejów też mogą być wspaniałe portret, to one nie wywołają w nas gliwiczanach tyle emocji, >> co wywołują nasze zdjęcia. Więc stwierdziłem, że skoro to jest nasza stacja artystyczna, rynek, skoro to jest nasze miasteczko w cudzysłowie oczywiście, to uważam, że fajnie, gdy

się będziemy organizowali imprezy, w którym my będziemy głównymi bohaterami gliwiczanie, a nie ktoś z zewnątrz. I tak, tak, taka jest, taka jest moja idea. A czy czy ona będzie się dłużej cieszyła zainteresowaniem, to zobaczymy. >> I panie Wojtku, jakie były warunki selekcji, żeby znaleźć się na tej wystawie? Były jakieś kategorie? Czy to był absolutny przypadek, losowanie? >> To to był przypadek. To polegało na tym, że ja głównie robiłem zdjęcia moim znajomym. tam te wszystkie osoby, które yyy są sporretowane, to są bli moi

bliżsi lub dalsi znajomi, czyli y kontakt z tymi ludźmi był niezwykle bliski, jak myśmy robili te zdjęcia, ponieważ ponieważ no ja z nimi rozmawiałem jak ze znajomymi, prawda? Yyy i to o tyle było fajne, że yyy hm to nie był portret na zamówienie, tylko że ten portret yyy pojawiał się w ten sposób, że ja tym moim znajomym robiłem niespodziankę jak jak ja ich widzę. No

bo to było na na takiej zasadzie i zwykle muszę powiedzieć, że y ci portretowani byli zadowoleni, a w zasadzie mogę powiedzieć, że chyba nie słyszałem żadnego żalu do do kogoś. I jeszcze jedno, że oni byli na tyle twardzi, że ja im nie ujawniałem i nie lubię ujawniać wersji elektronicznej, >> czyli ja im nie dawałem szansy, żeby oni sobie wybrali, >> skorygowali jakąś gdzieś tam, >> nie tylko ja to sam robiłem. I to są moje pomysły autorskie na ich

wizerunek. >> Panie Wojtku, skąd zainteresowanie fotografią u pana się pojawiło? >> No ja już to nieraz mówiłem, ale to wzięło się stąd, że moi rodzice przyjaźnili się z rodzinami dwóch wybitnych gliwickich fotografików. Mianowicie z zmarłym niedawno Stanisławem Jakubowskim.

gwiazda fotografi? >> Tak. I to był przyjaciel rodziców. Yyy, a właściwie ta rodzina państwa Jakub Bowski zaprzyjaźniona z moimi rodzicami. No i y drugą taką rodziną byli państwo sowińscy. Czyli y można powiedzieć, że w związku z tym, że nasi rodzice przyjechali tu do Gliwicu, zamieszkali po studiach zwykle, to oni

pełnili takie zastępcze funkcje wujków i cioć. No i teraz miałem co prawda z ze Stanisławem Jakubowskim, on był często na rozjazdach, więc rzadko kiedy miałem z nim okazję porozmawiać na ten temat, ale czasami pokazywałem mu zdjęcie i on mi korygował co ja powinienem zrobić, co zmienić. Natomiast miałem szczęście takie, że Michał Sowiński prowadził kurs fotografii w cechu rzemi różnych na ulicy Raciborskiej. Ja tam do niego chodziłem. A to był wspaniały człowiek, taki powiedzmy rokowiec. Bardzo miałem z nim taki dobry kontakt i on mnie tam wiele rzeczy uczył, ale muszę powiedzieć, że tylko mnie zaszczepił. Ja później przez lata

kombinowałem, ale moja namiętność do fotografowania nigdy nie zniknęła. Ona po prostu się pojawia. Raz się zwiększała, raz się zmniejszała. A obecnie sprzyja to temu, że jesteśmy krajem coraz bardziej zasobnym. Tanie jest sprzęt fotograficzny i mi łatwiej było zorganizować to wyposażenie studia portretowego niż gdyby to było tam 20 czy 30 lat temu. W związku z tym podjąłem tę zabawę z przyjemnością. Znajomi również odbierają to z przyjemnością. Więc tak to wygląda. Pierwszy pański aparat >> Zmiena 8, którą dostałem od wujka

Andrzeja, mojego ojca chrzestnego, na komunie i kombinowałem, zastanawiałem się jak to działa i przyznam się, że pierwsze zdjęcia robiłem właśnie tą zmianą osiem, a Michał Sowiński mi wskazał w jaki sposób mam wywoływać sobie te filmy, które robię i moim pierwszym obiektem tych moich zdjęć i zawsze lubiłem ludzi. To jest mój brat 8 lat młodszy, który jako taki gówniarz wywlekałem go na plac Grunwaldzki czy tam gdzieś w domu robiłem zdjęcia i po prostu z tamtego okresu mam dziesiątki albo może setki jego zdjęć. >> Panie Wojtku, ja się uśmiecham, bo zadziwiająco dużo elementów nas łączy.

Wspólne imię ojca. >> Tak. Yyy, a mój pierwszy aparat, to też był SM na osem, też go dostałem na pierwszą komunię. Mało tego, mam go do dzisiaj, a ja chyba już go nie mam. Natomiast mam po ojcu yyy aparat yyy Zorki i go czasami go odpalam, czasami coś tam zrobię, ale no no i mam mam trochę tego

tego sprzętu. Swego czasu, jak miałem większe biuro na raciborskiej, to eksponowałem te stare aparaty, bo to są ładne przedmioty po prostu. >> Mówi pan o biurze na Raciborskiej, tam pan pracuje? >> Pracowałem kiedyś. Kiedyś miałem przez chyba 15 lat miałem biuro na Rcipolskie, teraz na zwycięstwo. >> Też mam nie bez kozery te biura zawsze w centrum, ponieważ uwielbiam jak jestem wymęczony i wymordowany już pracą wyjść sobie na zewnątrz i zawsze natknę się na kogoś znajomego. >> Czyli Gliwice to nie takie duże miasto, >> wspaniałe miasto. Pod tym względem są wspaniałe. Zazdroszczą mi wszyscy znajomi, >> albo wszyscy chodzą do centrum, >> nie? Ale w nie, ktoś z jakiegoś powodu zawsze tam dotrze do tego centrum, prawda? Czy tam pójdzie do urzędu, czy przeprosić ZUS, czy czy nie wiem przeprosić NFZ za za to, że istnieje,

prawda? I w związku z tym jakoś jakoś ci gliwiczanie przechodzą czasami przez te nasze y stare miasto, które zresztą muszę powiedzieć od dzieciństwa bardzo lubię. Natomiast to jest jeden z powodów, dla którego dla których mam zawsze biuro w centrum miasta, ponieważ uwielbiam spotykać się z gliwiczanami. >> Fotografia jest pana pasją. Czemu się czy stała się zawodem w jakimś sensie? jest tylko i wyłącznie pasją. Y i yyy

oczywiście w miarę rozwoju technologii yyy pojawia się pasja filmowania i mam przyjemność robić teledyski moim kolegom y muzyką. To znaczy y z radości jak wyszła płyta zespołu rap gliwickiego, słynnego kultowego, to zrobiłem teledysk. Nie, chyba nie pierwszy. Yyy, natomiast jestem stale współpracuję z naszym yyy wspaniałym gliwickim rockmanem, czyli Darkiem Duszą i yyy sukcesywnie pojawiają się jakieś tam materiały, które wspólnie robimy, także jestem yyy

realizuję swoje w ten sposób swoje zacięcie, można powiedzieć artystyczne, natomiast na co dzień jestem prostym, zwykłym inżynierem i rzeczoznawcą i się zajmuję zupełnie czymś innym. Ale pasja zajmuje dość szczególne miejsce w pana życiu. Panie Wojtku, wrócę jeszcze na moment do planowanej,

nie sprecyzowanej w terminie, ale planowanej kolejnej wystawy. Tam będą też znajomi, czy będą przypadkowi gliwiczanie? >> Nie wiem. Nie wiadomo, >> ponieważ chcę 27 czy w sobotę, czyli w przyszłym tygodniu odbywa się finisaż tej wystawy i chcę w ramach tego finisarzu, żeby uczestnicy tego finisarzu zaproponowali kogo z charakterystycznych postaci gliwickich sportretować. >> To będzie w ramach jakiejś takiej ankiety tam na miejscu. >> Tak, chciałbym, że chciałbym coś takiego zrobić. Może nie tyle ankiety, co zabawy naszej zabawy, bo okazało się, że tak jak wernisz był wspaniałym spotkaniem towarzyskim, to chciałbym, żeby finisarz również był takim spotkaniem. No i i zamierzam właśnie, żebyśmy wspólnie wytypowali

kogo z nas, gliwiczan, należy portretować i kto powinien się pojawić w ramach tych złotych ramach na przyszłej wystawie. Bo gdyby to mieli być przypadkowi mieszkańcy naszego miasta, no to ponad 150 000 ludzi czekałoby w kolejce. Ale, ale proszę pana, to już zwodowego powodu

wyjaśnię, że rachunek prawdopodobieństwa radzi sobie z tym, żeby wyłonić z tych 150 170 tys. 50 przypadkowych osób. Także a podejrzewam, że to nie będą przypadkowe osoby, to jest inna sprawa. >> Kto nie obejrzał, to się musi spieszyć. 27 jest ostatni moment, żeby odwiedzić

stację artystyczną rynek. Pan tam jest codziennie? >> Nie, bywam, ale nie. >> Ale 27 będzie pan na pewno. Nie, będę na pewno. No chcę chcę zorganizować nasz lokalny evencik. Tak. W związku z tym >> na pewno będę o o 17:00 to będzie. Także mam nadzieję, że też się trochę pobawimy. >> Gliwiczanie, autor wystawy Wojtek Nurek był naszym i państwa gościem dzisiaj bardzo serdecznie za udział w rozmowie. >> Bardzo dziękuję za zaproszenie. Bardzo mi było miło znowu porozmawiać w Radiu Imperium >> i zapraszamy częściej. No dziękuję bardzo.

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo