Piotr Chlipaski - Międzynarodowy Festiwal Artystów Ulicy ,,Ulicznicy" | Rozmowa Dnia

6 lipca 2026 · 23:26 · Obejrzyj na YouTube

Gościem „Rozmowy Dnia” jest Piotr Chlipalski – wszechstronny artysta i organizator Międzynarodowego Festiwalu Artystów Ulicy „Ulicznicy”, który od 20 lat odbywa się w Gliwicach. Każdego roku festiwal sprowadza do miasta artystów z różnych zakątków świata, dając gliwickiej publiczności okazję do obcowania z wyjątkową sztuką uliczną. Tegoroczna edycja trwa od 4 do 27 lipca i jest doskonałą okazją, by zobaczyć spektakle oraz pokazy, których na co dzień trudno doświadczyć. To wydarzenie pełne śmiechu, wzruszeń, wytchnienia i zachwytu nad kunsztem artystów. W rozmowie Piotr Chlipalski opowiada o początkach festiwalu, zdradza, jak wygląda proces wyboru artystów, oraz dzieli się swoimi doświadczeniami i wspomnieniami związanymi z organizacją „Uliczników”.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

Radio Ekspertów i Pasjonatów. >> Dzień dobry państwu. Przy mikrofonie Jakub Mroczkowski, a dzisiaj w studiu jest ze mną Piotr Chlipalski z festiwalu ulicznicy, dodam, że międzynarodowego. >> Tak. >> Skąd się wziął festiwal ulicznicy? Festiwal ulicznicy wziął się lat temu 20 z mojej chorej głowy. Yyy, bo to to jest

mit założycielski, który sam sobie wtedy opowiedziałem, bo wracałem z Ferrari, jest taka ładne miasteczko we Włoszech o przepięknym, olbrzymim rynku i tam się odbywał baskerski festiwal. Na 200 000 mieście przyjeżdżało 800 000 ludzi i miałem w głowie, że może by to tak zrobić, ale wylądowaliśmy na czymś zupełnie z goła innym, bo na festiwalu,

który trwał na początku dwa miesiące w piku, myśmy mieli chyba cztery dni w tygodniu przez dwa miesiące. Nie mam pojęcia jak nam się to udawało. Potem nastąpiły pewne zmiany, które sprawiły, że byliśmy już tylko miesiąc i w zasadzie dwa dni w tygodniu. Potem nastąpiły pewne zmiany i jesteśmy w soboty w 2026 roku w takiej formule,

która no chyba chyba działa, no bo jak działa też nie trzeba zmieniać. Więc zaczynamy co tydzień od spektaklu dla dzieci, spektaklu familijnego w parku Chopena, a potem sprawdzamy różne inne warianty działań artystycznych. W tym roku nas dużo więcej na rynku, bo

też spektakle, które się pojawią jakoś tej przestrzeni bardziej wymagały niż parku. Więc zaczynamy od dwóch y szalonych troszeczkę konstrukcji, bo będzie obrotowe kino w takiej formie wielkiej sali na Kurzej Łapce, w której państwo będą mogli oglądać spektakl, który równocześnie państwo będziecie grali, bo Tom Greder przywozi kino, w którym to widownia odgrywa klasyki kina dla widowni, która ogląda je właśnie z perspektywy takiego małego obrotowego domku, a obok druga zadaszona konstrukcja. Jakby myślę, że spodziewałem się mentalnie deszczu w pierwszy weekend, ale odpukać to się nie wydarzy. Znaczy wydarzy się, ale nie deszcz. I ta druga konstrukcja to muzykanty i nasza nasz gabinet

opowieści. Tu dla odmiany 20 osób na 15 minut może sobie wejść, posłuchać zupełnie losowych historii, opowieści, doświadczeń. Trochę improwizujemy z przeźroczami, trochę improwizujemy historię. E, moi przeuzdolnieni koledzy grają muzykę, a ja opowiadam rzeczy czasem wydając też jakieś dźwięki i no i to pierwsza otwierająca

sobota tegorocznej edycji uliczników. >> Wow, dużo tego. Rzeczy imponujące. Jestem ciekawy, y, ilu w sumie wystąpi artystów przez cały festiwal. >> Na sztuki czy na ensembla? >> Na sztuki. >> Na sztuki. Nie mam pojęcia, musiałbym to policzyć, ale mamy chyba 15 zdarzeń

artystycznych. z tą różnicą, że właśnie kino trochę się multiplikuje, bo to będą łącznie cztery filmy w wydaniu Panorama Theater ze Szwajcarii, a my zagramy tych opowieści pewnie z 16, może 20, ile tylko zdążymy. Natomiast jakby 15 czasów startu to liczba wydarzeń, liczba

ciał artystycznych to 10, 11, tak mi się wydaje. >> A czy wszyscy ci artyści to są pana znajomi? >> Czy to są moi znajomi? No trochę tak, a trochę nie. W sensie to jakby pytanie co jak definiujemy znajomych. powiem o co mi chodzi, bo ulicznicy to artyści, którzy występują w głównej mierze y na przestrzeniach publicznych, parkach, ulicach, dworach. I w życiu, jak widziałem kilka takich występów, to powiedziałbym, że ci ludzie często w swojej karierze są bezimienni. To znaczy jak ktoś idzie do teatru to są plakaty, są afisze i tam wszyscy są ładnie wypisani. Kiedy ktoś idzie ulicą i widzi na przykład Teatr Ognia, y to widzi

Teatry Ognia, ale rzadko kiedy jest tam plakat mówiący: "Oto teatr Wezuwi już oglądajcie". I zastanawiam się jak znajduje się takich artystów, a pewnie z górnej półki, aby wystąpili na festiwalu. się jeździ i się ogląda, czy bardziej może się lata i się ogląda i i to się staram od lat no właśnie 20 robić. Czy czy robię? No ja dwa tygodnie temu byłem w Rasztad i w taki weekend

nie największych festiwali to jest 20 30 spektakli, które można zobaczyć i i z tego tworzyć sobie taki zeszycik y marzeń do zaproszenia do siebie. Więc jakby w tej w tej konwencji się znamy, bo bo jakby ze wszystkimi tymi ludźmi gdzieś się widziałem. często e również była szansa pogadać czy czy wpadać na siebie na festiwale, bo bo ja też mam tak, że równocześnie jakby robię rzeczy

y, które ktoś zaprasza, czy czy które udaje się gdzieś zawieść i pokazać i y w drugą stronę próbuję ściągnąć najpiękniejsze z tych, które na które nas stać i które akurat mogą mogą się tu przytrafić. Więc więc też jest ten jeszcze trzeci tryb, kiedy wpadamy na siebie grając obok siebie. czy czy

miedza w miedzę, czy uliczka w uliczkę. Więc co do pierwszego pytania, tak w tym rozumieniu bywają to moi koledzy. Co do drugiego jest to jest, myślę taki sam rynek jak rynek muzyczny czy czy teatralny, myśląc o pudełku. No różnica polega na tym, że że w przypadku już alternatywny rynek muzyczny jest najbliżej, bo bo jeżeli ktoś już chodzi na koncerty czy czy słucha jakiegoś rodzaju muzyki, to to najczęściej ma pojęcie o tym, jakie zespoły mógłby zobaczyć. W przypadku ulicy najczęściej i to też jest pięciokrotnie

zdarzy się w tym roku w Gliwicach. Są to polskie premiery, czyli zespoły, które z danym y spektaklem pojawiają się po raz pierwszy w Polsce i i myślę, że to też jest fajna formuła. Znaczy państwo przychodzą tak naprawdę myślę na bazie jakichś wspomnień z poprzednich edycji festiwalu albo z jakiejś zaczepki, którą którą czy zaproszenia nawet jeśli nie byli i ufają, że to co zobaczą będzie interesujące, mimo tego, że szanse na to, że znają zespół czy spektakl są niewielkie, choć w tym roku mamy parę

składów powracających, bo i brat Rift Triku i i Bistaki i Teatr Migro i my z muzykantami jakby na przestrzeni tych lat się pojawialiśmy, co co też jest myślę jakąś wartością, bo można można zobaczyć gdzie dane cudowne istotywoluowały, co co podziało się przez lata. Myślę, że że ja też szukam rzeczy, które raczej są się rozwijają, nas rozwijają, które są no warte tej godziny. Mi kiedyś jak budowaliśmy po raz pierwszy jurtę i zastanawialiśmy się jak wychłodzić namiot na 100 osób, jakiś przygodny wid

tak naprawdę wyjaśnił, że to jest prosty problem klimatyzowania, bo st jedna osoba generuje 150 wat energii na godzinę. I i to mi zostało w głowie, że na każdy spektakl, jeżeli przyjdzie 100 osób, to to już jest 15 kW. Jeżeli przyjdzie 200 osób, to to jest 30 kW energii, która nie może być zmarnowana. Czy ktoś wyszedł z domu i chce poświęcić miłe popołudnie w sobotę, to to fajnie dać mu coś, czego nie będzie żałował. I myślę też fajne w ulicy jest to, że że jest wolność odwrócenia się na pięcie i poszukania innej rozrywki czy symbolicznego piwa. gdzieś gdzieś dalej i i to też chyba trochę probież tego festiwalu czy czy probież ulicy taki bardzo fajny, bo pozbawienie tego konwenansu krzesełek, biletów, no rzadko kiedy ktoś wychodzi ze spektakli w teatrze, no bo nie wypada, a tutaj jest to absolutnie

dozwolone czy wpisane w w charakter tych wygłupów. Natomiast myślę, no właśnie probierżem jest to, czy czy zaczynamy i tych ludzi jest więcej, czy czy mniej kiedy kiedy kończymy i dopóki udaje się utrzymać tendencję wzrostową czy utrzymać uwagę wszystkich przez cały spektakl, to myślę, że że to no to jest to, co nadal można robić i z jakimś uśmiechem pomyśleć o tym, że zdarzyło się coś

dobrego, pięknego, zabawnego. A jaką sztukę pan uprawia? >> Jaką sztukę ja uprawiam? >> Jakie rodzaj formę sztuki? Ja uprawiam wszelakie rodzaje sztuki, mam wrażenie, bo od produkcji telewizyjnych po yyy po opowiadanie rzeczy, yy granie dźwięków z kolegami, przestałem się chyba już tak gimnastykować, bo był czas, że tańczyłem i i robiłem jakieś akrobacje i i w pewnym momencie okazało się, że może to już nie jest ten czas, nie jest ten wiek i nie jest ta waga. Więc teraz głównie opowiadam rzeczy.

gramy muzykę i łączę to z jakimś najróżniejszymi formami wizualnymi. Stąd nie zawąd zdarzyło mi się też zostać standuperem, ale to osobna historia i kompletnie z tego festiwalu. >> Zdecydowanie. A czy na festiwalu się zaprezentujesz czymś? >> Tak. No właśnie. Sobotnie muzykanty i maginarius to ja i fenomenalni bracia dzwonowcy w naszej dziewiątej premierze.

Dlaczego warto przyjść na festiwal? Myślę dla oddechu. Tak. Tak najprościej. Mam poczucie, że y >> jeśli jeszcze wtrące powiedział pan słowo użył wygłupy, więc czy >> można tam też załapać się na jakieś wzniosłe przemyślenia i przeżycie duchowe? >> Można, można. Ja deprecjonuję własną działalność i ale słowo wygłupy jakoś myślę też oddaje to, co ja mam w głowie. Natomiast to nie jest tak czy czy dawno nie jest tak, że to są tylko w przypadku uliczników, w przypadku tego czego ja szukam czy tego czego dla państwa szukam. Y to nie są proste rzeczy w rozumieniu właśnie li tylko żonglerki, czyli tylko ognia, czy li tylko jakichś ulicznych sztuczek. To raczej są formy teatralne, improwizowane, y absolutnie przemyślane

i też dostarczane przez ludzi, którzy bardzo wiedzą co robią. Więc y myślę, że że to jest dobry czas na to, żeby zapomnieć o całym Bożym Świecie właśnie w niezobowiązującej formie. yyy nie zobowiązującej formalnie czy czy nie wymagającej aż takich nakładów. Nie nie trzeba się ubrać, nie trzeba kupić biletu, można po prostu przyjść i yyy i i mieć też świadomość, że jeżeli to nie jest dzień na taką sztukę, to to jest dużo fajnych, yyy lepszych zdarzeń. Yyy

cieszy mnie. Myślę, że że to co też widać, te spektakle dla dzieci sprawiają, że można małe stwory zabrać do parku, posadzić na trawie i przez godzinę infekować im umysły czymś, czymś, co jest blisko, co jest prawdziwe, co jest namacalne, co jest jakby na dużej kontrze do cyfrowego świata, na które są dość mocno skazane.

Jeśli chodzi o większych, większe stwory i bardziej dorosłych, choć też nie jest tak, że że jakieś spektakle wymagają no właśnie kompetencji bycia starym, mądrym człowiekiem, to to nadal może być pięcio, siedmio. Zdarzały się nam i dwulatki w na tych dorosłych spektaklach. Tam myślę, że że

jest trochę wzruszeń. jest na pewno. Ja parę lat temu sobie uświadomiłem, że po widoki to jest to, co mnie najbardziej interesuje, czyli czyli sprawienie, że jakiś czas później po tym spektaklu, który się zobaczyło, on jeszcze gdzieś tam jest pod powiekami, jeszcze jest jakimś miłym wspomnieniem i jasne są też też jest to spektrum myślę tego, co proponujemy, bo będzie trochę żonglerki, ale ale takiej żonglerki w surrealistycznym wydaniu dwóch męskich syren. Myślę o brat syrenowie. To są ci

syrenowie ci władcy móz w wydaniu czeskich bratri w triku. Będzie będzie fenomenalnazy żonglerka. No właśnie będzie będzie praca z przedmiotem czy czy zabawa przedmiotem w wydaniu bistaki, ale ale w formie, która jest totalna, magiczna i i znów bardzo mocno,

myślę surrealistyczna. Więc więc jest to jest to obraz, jest to muzyka, jest to jakieś działanie ciałem. które myślę bardzo mocno zostaje we wspomnieniach. Będą też no właśnie improwizacje, bo Adrian Schwarzstein to taki objazdowy improwizator, reżyser,

który który zmajstrował między innymi Kamczatkę, która biegała po rynku lat temu kilka. To samo z panoramą na otwarcie. Są spektakle, które zakładają, że to co się wydarzy bardzo mocno zależy od widza. Bardzo mocno zależy od tego, co akurat się dzieje na ulicy, co akurat dzieje się w przestrzeni miejskiej i i nie mają jednej odpowiedzi na to, co się wydarzy. czy czy zakładają jakiś pomysł,

który tak naprawdę realizuje się tu i teraz w oparciu o to, jak zareagują na to widzowie, co co sami w to wniosą i i to jest taki też myślę mocna strona teatru ulicznego najszerzej rozumianego, czyli nie tylko brak pomieszczenia, ale ale przede wszystkim brak czwartej ściany czy brak dystansu, bariery między tymi, którzy coś coś robią, a tymi, którzy to odbierają i i ta granica się bardzo mocno zaciera. Jakby WI wic jest absolutnie przez cały czas brany pod uwagę jako partner tych działań, a nie tylko bierny ich odbiorca. >> Było o wspomnieniach. Jestem ciekawy, jakie ty masz wspomnienia z poprzednich edycji. Czy jest jedna jakaś myśl, która

albo historia, która utkwiła w głowie? Absolutnie nie. Zawsze jakoś poddaję się, kiedy próbuję policzyć ile tego było. Wydaje mi się, że przekroczyliśmy 500 zdarzeń yyy po po tych 20 latach, więc to jakby są pożegnania rzeczy, które się działy. Czy czy jakby tylko to też nie jest ani jeden konkretny spektakl, ani jeden jedno konkretne zdarzenie. bardziej właśnie no zaczynaliśmy z kinem, które

które się odseparowało i zaczęło je robić miasto. Zaczy były koncerty, których też już potem mieliśmy nie robić. Były bitwy fotograficzne, które teraz też wydarzają się jakoś czy wydarza się jedna poza nami, więc to jest jakiś taki jeden może nurt rzeczy, których nie ma. Natomiast cała reszta, tony deszczu, które nas znów odpukać,

najczęściej omijały, bo bo musieliśmy odwołać, nie wiem, może cztery spektakle przez, przez 20 lat. Ale to też są miłe, miłe wspomnienia bardzo dziwnego deszczu. Kiedy przerywaliśmy spektakl, padało przez 15 minut i wracaliśmy do niego w miejscu, w którym w którym on się zaczął. Tak było z CZine Maabr Kompanii DAT. Więc więc myślę, że są sensoryczne wspomnienia. Na pewno, na pewno ruiny, które teraz mam nadzieję wyremontują się, nie zmieniając charakteru, to to wszystkie te rzeczy, które udało nam się tam wpakować właśnie przez no przez klimat i

inność od tego, co robiliśmy w parku. >> W ruinach to nadal sztuka uliczna. No ja jakby to jest pytanie czy Myślę, że to działa w tą stronę zawsze, bo to ja pamiętam ktoś kiedyś miał pretensje, że gramy w parku, a to przecież się nazywa ulicznicy. No ale też nie zajmujemy się drogownictwem, więc

myślę, że że w tą stronę to zawsze działa. W sensie spektakle, które, bo listaki też mogły, czy spektakl, który, który w tym roku panowie przywożą, mógłby się odbyć w parku, tak jak to było z kukurydzą, którą którą przerzucali, ale y ale szansa na to,

żeby pokazać go w tak dziwnej formie, bo też odwracamy e kierunek publiczności, sadzamy ludzi na scenie, a im oddajemy ruiny, zwiększa możliwości formalne tych rzeczy. W sensie nie nie wchodzimy tam odpukać, nie musimy uciekać do ruin, ale też nam się zdarzało lądować tam, bo wiedzieliśmy, że pada. Natomiast mam poczucie, że wszystkie te rzeczy, które zostały wymyślone na ulicę, czy czy które są robione przez ludzi yyy w ten sposób operujących yyy opowieściami,

historiami, tym co robią, yyy są yyy bez problemu przekładalne na scenę z tego względu, że że one są bardzo mocne energetycznie, bardzo mocno nastawione na widza i i dziwne miejsca jak ruiny jakby temu pomagają. W drugą stronę jest dużo trudniej, bo jeżeli ktoś przywygł do tego, że gra gra na pudełku, ta publiczność sobie siedzi i gdzieś tam w ciemności jest albo jej nie ma, to próba zagrania tego w otwartej przestrzeni, która pozbawia tych wszystkich dodatków jest dużo trudniejsze. Więc o to się nie boję, że nie wiem, że że zagranie czegoś w inne zresztą. No właśnie no choćby pierwszy weekend, kiedy czy to jeszcze jest teatr uliczny, skoro stoi na ulicy, ale jest w przestrzeni małego teatru w przyczepie czy obrotowej konstrukcji. Myślę, że to są pytania

absolutnie scholastyczne i łatwiej odpowiedzieć, ile aniołów zmieści się na główce od Szpilki. >> A ile? żadnych, bo tam siedzą już diabły z tego co pamiętam, ale zależy w jakiej kolejności te pytania padły. >> Dobrze, to było dużo o tym, co będzie się działo w tym najbliższym czasie, w tym pierwszym weekendzie, to poproszę o jakieś takie najciekawsze z najciekawszych atrakcji kolejnych. >> Wszystkie są, wszystkie są najciekawsze, więc no może inaczej. No wspomniałem o o Adrianie, który będzie chodził ze swoją partnerką i i zapraszał państwa do do swojego dziwnego świata. Będzie teatr Migros i Karami, najnowsza premiera

o wolności takiej wewnętrznej czy o wewnętrznych klatkach, o tym jak sami sobie odbieramy otwarcie na świat przez przez coś, co mamy w głowie. Będą wspomniani męscy syrenowie czy czy trytonowie powinno być żonglujący w w konwencji morskiej. No i będą spektakle, spektakle dla dzieci, które w parku bardzo formalne, dużo lalek, dużo muzyki, dużo

myślę tego, co co tam pasuje. W sensie pasuje i w parku i z powracającą jedną niewiadomą, czyli y Natalią i co było dalej, która też gościła przez lata w ramach tego nurtu dziecięcego uliczników i tym razem przywozi premierę premierę. Spektakl wydarzy się po raz pierwszy, nazywa się Ting i jest zaczerpnięty z

filozofii chińskiej bodajże, znaczy to kocioł kocioł rzeczy, kocioł emocji, kocioł no tego co co w głowie. >> Kocioł w głowie właśnie tego co w głowie tej absolutnie myślę w tych formach genialnej artystki. Myślę, że nasi widzowie i słuchacze muszą jeszcze wiedzieć, czy, bo jest dużo interakcji w

tym, jak mówisz, czy tego należy się bać. >> Nie, bo też nie ma nie ma przymusu. To to jest jakby to jest element, który który myślę też od lat jest w to wpisany. Jeżeli mam poczucie, że że przynajmniej ja tak mam w głowie, ale ale wszyscy moi koledzy, koleżanki, jak już ustaliliśmy też, czyli jeżeli ktoś chce się bawić, to się bawi, ale nie czy czy staje się częścią spektaklu i i ta wymiana energii jest absolutnie cudowna, natomiast ona może się wydarzyć tylko wtedy, kiedy kiedy traktujemy siebie partnersko i no i ci, którzy którzy z nieśmiałości czy zmęczenia, niechęci, trudnego dnia yyy chcą tylko popatrzeć, nadal mogą się dobrze bawić, nie wchodząc za głęboko w

w to szaleństwo. Natomiast absolutnie polecam, bo myślę, że to też jest okazja przeżyć coś z zupełnie innej strony, czy przeżyć coś bardziej, czy czy oczyścić właśnie głowę z z pozostałości tygodnia w przez narażenie się na coś bardzo bardzo dziwnego, wyjątkowego, szalonego. przez cały wywiad zapraszasz na to wydarzenie, ale czy pod koniec jeszcze chcesz coś przekazać naszym widzom yyy i słuchaczom? No >> zapraszam państwa jak co roku. Mam nadzieję, że udało mi się znaleźć coś, co zostanie w państwa pamięci w sposób szczególnie y miły, sympatyczny, nieopresyjny. A no i i że będzie powód, żeby znów odpukać, mam nadzieję, wrócić do nas za

rok, a że my za rok też będziemy mieli coś specjalnego, przygotowanego dla państwa. >> Moim gościem był Piotr Chlipalski, organizator międzynarodowego festiwalu Ulicznicy. Dziękuję bardzo. >> Dziękuję bardzo. Do zobaczenia.

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo