O poezji z Krzysztofem Siwczykiem | Tygodnik Kulturalny

12 kwietnia 2026 · 46:38 · Obejrzyj na YouTube

Gościem „Tygodnika Kulturalnego” był Krzysztof Siwczyk — człowiek kultury, który jako felietonista, recenzent, poeta i nauczyciel pisania należy do grona osób inspirujących oraz zachęcających do poznawania świata literackiego. Rozmowa dotyczyła życia i twórczości Krzysztofa Siwczyka, ale także jego spojrzenia na współczesną poezję i środowisko literackie. Opowiada o nim w niezwykle piękny sposób, a dzięki swojemu doświadczeniu przedstawia wiarygodny obraz tej rzeczywistości. Z zewnątrz może się ona wydawać przestrzenią dostępną wyłącznie dla ludzi natchnionych i wyjątkowo utalentowanych, jednak o jej prawdziwym obliczu możecie posłuchać w odcinku z Krzysztofem Siwczykiem.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

Dzień dobry państwu. Witam w kolejnym odcinku Tygodnika Kulturalnego. Dzisiaj będzie forma troszeczkę mieszana, ponieważ pokażemy część odcinka ze studia z moim gościem, którego zaraz zapowiem, a drugą część z turnieju jednego wiersza, który niedawno odbył się w Gliwicach i gość nieprzypadkowy związany z tym wydarzeniem. Otóż dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z Krzysztofem Siwczykiem, literatem, felietonistą, recenzentem, okazjonalnie aktorem, a przede wszystkim poetą. Dzień dobry. Dzień dobry. Witam. No dziękuję za taką tytulaturę rozszerzoną. Tak. A czy czegoś jeszcze zabrakło?

Nie sądzę. Pewnie bym mógł jakieś tam dodawać jeszcze zatrudnienia, ale ale może nic nie byłoby równie spektakularne jak to, co pan powiedział. Mówi się, że szewca poznaje się po butach. Po czym można poznać poetę? Yyy, to znaczy jeżeli dobrze mu się po prostu powodzi, to po dobrych nowych butach. U mnie sytuacja jest jak gdyby, ale jestem przyzwyczajony. Ponoć dojrzałość polega na tym, że nosi się buty wygodne, a nie nowe, a nie ładne. O y, po czym poznać poetę dziś w dzisiejszej rzeczywistości? No myślę, że jest niewidzialny coraz bardziej. To znaczy się zdaje mi się, że taki status poety, który odziedziczyliśmy po pedagogice szkolnej, też mamy jakieś wyobrażenie kogoś, kto prawda przemieszcza się trochę obok społeczeństwa, trochę nad nim, wykluczony, romantyczny, samotny jakieś takie właśnie dystynkcje. No to

dzisiaj już nie nie za bardzo. Nawet nie dzisiaj to już nie funkcjonuje od czasu, kiedy ja wchodziłem jako młody człowiek do literatury, czy gdzieś tak w połowie, wstyd się przyznać, połowie lat 90, no to już jest ponad 30 lat temu, ale to było związane ze z przemianami społeczno-politycznymi. Po prostu nagle ten upiór poety z szafy gdzieś został do tej szafy znowu wepchnięty. Te romantyczne wszystkie maski opadły. No i myślę, że cóż, no jestem takim samym użytkownikiem języka jak każdy z nas, jak ty, jak państwo. Więc ja jestem od tego, żeby przyglądać się jak język się ma. y ciekawe spostrzeżenie. Myślę, że y gdybym nie przeczytał żadnego pańskiego wiersza, ta rozmowa byłaby troszeczkę sucha, bo w końcu chcę, żeby nasi widzowie poznali pana. Więc jeśli pan pozwoli, pochylę się ku państwu.

Przyjrzyj się, póki masz okazję. Póki co tracąc okazję mam wreszcie szansę przekonać się że dzieło przypadku nie jest godne specjalnej uwagi. Szczególnie że widok tego rodzaju jest nie przymierzając porównywalny z obrazem świata, który już się opatrzył. Hm. No nieprawdopodobne, że to jedno zdanie ja sformułowałem. To musiało być w czasach, kiedy mój mózg funkcjonował na wysokich jeszcze obrotach. To było dawno, bo jest to z pana pierwszego tomika. O tak, tak, tak, tak. No to taki charakterystyczny chyba jest wiersz dla też pewnych koniunktur, y, które były obecne oj parę, no, z dwie dekady temu za nami na, na tak zwanym rynku literackim.

No ale rozpoznaje w tym rzeczywiście swój własny wiersz. Tak, tak. A pamięta pan swoje wszystkie wiersze? Nie, żadnych. Więc dziękuję za przypomnienie. Nie, nie, nie. Ja absolutnie nie, nie należę do osób, które jakoś potrafią pamiętać swoje własne słowa. Po to są pisane, aby o nich zapomnieć czasami. Więc przeproszę to w drugą stronę czasami może działać. Natomiast tak, no ten wiersz jakoś jest bardzo charakterystyczny dla różnych wątpliwości, które jako młody człowiek pewnie przeżywałem w spotkaniu z rzeczywistością, ale jest jakiś mało konkretny. Dzisiaj bym się jako starszy jednak poeta rozpisał, oparł na konkretach, na tym jednak co bardziej namacalne, materialne. Coraz bardziej wierzę jak gdyby w to, że jednak język jest w stanie odzyskiwać rzeczywistość dla nas lit.

To jeszcze do twórczości przejdziemy, zwłaszcza tej obecnej. Natomiast tak jak na początku wymieniłem te wszystkie pana tytuły zawodowe, to chciałbym zapytać, gdyby ktoś dzisiaj pana zapytał, nawet tu i teraz, kim pan jest? jednym słowem co mężem, ojcem, mężem, podatnikiem.

A w sferze zawodowej? Ale w sferze zawodowej to się to się oczywiście bardzo zmienia, bo y tak jak pan był był tak miły przypomnieć, no kiedyś kiedy kiedy pisałem swoje pierwsze książki, ich już jest dość dużo, ja ostatnio siłą rzeczy musiałem z racji takiego dossier,

które przedstawiałem do pensum uniwersyteckiego zobaczyć jak gdyby co ja to napisałem w życiu. I okazało się, że tych książek się zebrało no z dwa tuziny o różnym charakterze, więc te poetyckie są jakąś taką częścią tego wszystkiego, ale też całkiem sporo udało

mi się opublikować książek o charakterze takim krytyczno-literackim, to znaczy się takich książek, które obchodzą literaturę jakby dookoła, starają się przyglądać temu, jak inni piszą, a nie co tam ja ewentualnie mam mam mam mam do powiedzenia. Więc bardzo bliska jest mi ta rola takiego może obserwatora tego co się

młodych ludzi piszących. Bardzo bardzo lubię to to lubię się tym zajmować. przyglądać się jak się ma literatura pod piórem tych, którzy dopiero w nią wchodzą, prawda? Y, bo ja jestem już trochę ogłuchnięty i oślepnięty, znaczy tak bardzo przyzwyczajony do pewnego brzmienia własnego języka, na przykład poetyckiego, że ciężko po prostu mi samemu się z tym, że tak powiem, jakoś rozmontowywać to. A a jakieś literatury, które przechodzą? Czy próbował pan kiedyś zmienić styl ten język? Wielokrotnie. Ja myślę, że ja jestem autorem tak naprawdę bez stylu. Z książki na książkę starałem się być jakoś zawsze inny. To znaczy się chciałem siebie samego po prostu zaskakiwać. Mhm.

Ale okazuje się, że najwięcej zaskoczeń przychodzi ze strony tych, których się czyta, nie siebie samego. I i stąd ja bardzo lubię w Gliwicach na przykład prowadzić te turnieje jednego jednego wiersza pod auspicjami miejskiej biblioteki publicznej, świetnej zresztą naszej gliwickiej, która ożywiła bardzo tą formułę. To jest taka formuła tego turnieju jednego wiersza, która ma długie trwanie w polskiej literaturze. Y, to jest bardzo fajne, kiedy ludzie, którzy na bardzo różnym poziomie zajmują się literaturą od takich amatorskich działań po bardziej sprofesjonalizowane, ale oni wszyscy wychodzą w jakiejś wspólnocie, czytają ten swój wiersz publicznie, mają szansę go usłyszeć, po prostu zobaczyć i usłyszeć.

No a ja się po prostu przyglądam takiej sytuacji, gdzie gdzie tu tych talentów szukać, nie? No i są w Gliwicach są są między nami między nami są tak w naszej gliwickiej wspaniałej społeczności bardzo Gliwica to nie jest miasto tradycyjnie poetów chociaż mówi się tak o nim no przecież stąd pochodzi znaczy tutaj mieszkał Adam Zagajewski Julian Korhauser no Tadeusz Urżewicz prawda tyle lat tutaj spędził więc wydaje się że miasto jest omapowane ludźmi literatury ale to świeże czasy jednak w porównaniu do całego bytu miasta zmien to to wie pan, to się zmienia bo bo oczywiście o Gliwicach zawsze czy zawsze No mówiło się, że jest miastem bardzo technokratycznym, miastem inżynierów, miastem Politechniki i bardzo dobrze. Niech tak, niech tak będzie. Szkiełko i oko jest ważne.

Natomiast jest to też miasto o dużej tradycji literackiej. W związku z tym nie nie dziwi mnie na przykład taka stosunkowo duża frekwencja na tych turniejach jednego wiersza, jeśli chodzi o ludzi, którzy przychodzą z bardzo różnych półek y wiekowych. To mnie też bardzo cieszy, że to jest taki przekrój przez społeczeństwo od bardzo młodych po no zaawansowanych wieki, więc więc wsłuchuję się w to i bardzo lubię to swoje zatrudnienie słuchacza, obserwowacza takiego. Tak. Tak. A o gustach można dyskutować y w literaturze szczególnie w formule turnieju jednego wiersza nawet się nie dyskutuje, bo jestem jednoosobowym jurri, więc moje zdanie ostatecznie się liczy.

I właśnie chciałem o to zapytać, bo to jest wielka odpowiedzialność. W momencie, w którym było 30 29 uczestników, jeśli dobrze pamiętam, można komuś złamać życie złym wskazaniem. Można oczywiście każdy wychodzi, daje kawałek siebie, jak potem rozmawiają z tymi ludźmi, dla nich to zawsze jest coś intymnego, coś co musieli wziąć z siebie. dzielą się tym, a potem mija 15

minut, kiedy ma pan czas do namysłu i z tych 30 prawie prac w 15 minut wybiera pan zwycięzca. No więc to jest to jest arbitralny wybór, który jest zawsze podyktowany jakąś emocją chwili po prostu u mnie. To znaczy się, to się obiektywizuje, bo ja mniej więcej po tylu latach w literaturze jestem w stanie tak no plus minus ocenić na pierwszy rzut oka, czy ktoś kto pisze jest, że tak powiem yyy nie mówię tutaj o talencie tylko, że czy jest oczytany na przykład. To to wychodzi natychmiastowo wychodzi, a a wydaje mi się, że nie ma literatury innej niż z czytania. Znaczy czytamy i dopiero potem piszemy, nie? A im człowiek starszy, to już tylko czyta i już potem nie może nic napisać, bo wszystko co napisze jest słabe względem tego, co mógłby przeczytać i jak inni robili to lepiej. Yyy, więc y mam mam

nadzieję, że nie zawodzi mnie taki taki nos trochę, no który jest ojeju no siłą rzeczy związany z takimi też innymi tymi zatrudnieniami właśnie związanymi i z rynkiem książki i zajmowaniem się tak troszeczkę bardziej może zawodowo też jakby literaturą, ale mogę się oczywiście mylić i te prześlepienia na pewno się zdarzają, ale mam nadzieję, że też ta taka poniekąd trochę ludyczna formuła tego turnieju jednego wiersza, no znosi pewne napięcia ze strony autorów. To znaczy się nic, żaden świat się nie skończy, jeżeli ktoś akurat nie wygra danej edycji, może wygra następną. Y, skąd ta moja pewność,

że tak powinno być przynajmniej, bo sam byłem podmiotem takich działań, kiedy byłem młody. Bardzo lubiłem chodzić na takie imprezy, spotykać tam bardziej zaawansowanych pisarzy, pisarki, osoby piszące. No to było tak, że po prostu czerpałem z tego raz satysfakcję, dwa oczywiście no starałem się otrzaskać

jeśli chodzi o porażki, bo więcej było porażek niż potencjalnych zwycięstw. No a po trzecie to jest taka fajna społeczna sytuacja. Ja mam wrażenie, że my żyjemy w takim świecie. Jednak ludzie żyją na wyspach, jak to się mawia, na w bańkach, w bańkach klikalności, prawda? rzadko jak gdyby mają okazję tak zbudować sytuacyjną wspólnotę w oparciu o coś tak jak pan mówi intymnego jak literatura, nie? Więc takie takie zdarzenia mają

niepośredni walor naprawdę budowanie jakiś takich mikrospołeczności. No i to no i jeżeli mogę być jakimś takim architektem tego, nie psując, tylko dorzucając jak gdyby jakieś uwagi, jeśli chodzi o te wiersze, no to to ta moja taka funkcja wtedy społeczna jako poety jest spełniona, nie? I no i tak to widzę. Natomiast mam nadzieję, że nikomu życia nie nie złamałem. Był pan bardzo miły.

Ja jestem w ogóle bardzo miły. Jestem natomiast staram się uważać z figurami ironii, bo wiem, że jak gdyby jeśli chodzi, bo ironia też ma pełne prawo jak gdyby w komunikacji międzyludzkiej funkcjonować, jeżeli mówimy o naszych płodach naszego umysłu i duszy, które potem się zjawiają jako wiersz. No ale to się też w czasie z czasem bardzo zmienia. Ja pamiętam, kiedy ja byłem młody, to taka taka dość harda komunikacja ze starszymi autorami była oczywistością. Znaczy nikt jak gdyby nie krzywił się, kiedy na przykład jakiś starszy pisarz czy pisarka potraktował na przykład mój wiersz z buta, ironicznego buta.

No dzisiaj trzeba uważać z pewnymi ironiami, nie? I więc ja jak gdyby też się wiele uczę, szczególnie od młodych ludzi. No i to jest to jest świetne. Zej strony działa ta pedagogika. Jak jest tą nauką pisania? Czy to jest coś, co często ma się obraz poety z

darem od Boga? Nie, myślę, że metafizyka tutaj nie ma nic do rzeczy. Nie, nie, ja oczywiście, że tak. To jest sprawa absolutnie warsztatowa. To znaczy się, ja w ogóle uważam, że na przykład młodzi ludzie, jeżeli mogę sobie pozwolić na generalizowanie, to znaczy się ci, którzy już wzrośli w świecie wirtualnym, dla których te narzędzia wirtualne y i pewna w ogóle wirtualizacja doświadczenia świata jest naturalna, znaczy ci ludzie mają niewyobrażalnie silną, zdecydowanie lepszą niż moje pokolenie umiejętność absorbowania wiedzy. To bez dwóch zdań. To znaczy się oni bardzo szybko, tak jak technologia skoczyła, tak oni tech technicznie są bardzo dobrzy, jeśli chodzi o umiejętność formułowania myśli na papier czy tam na ekran i to jest coś, co na pewno różnicuje pokolenia literackie w Polsce i tego im

zazdroszczę, bo ja już jestem stary dziad. Ja tak szybko nie ten jeszcze nie stary dziad. Jeszcze, ale już dziad. Nie stary, ale dziad. Ja natomiast muszę mieć tą manualną książkę. To jest to, to to się z kolei łączy z takim moim wspomnieniem spędzania wielu naprawdę dni w bibliotekach. No lubiłem to. Więc ta absorpcja wiedzy, umiejętności technicznej poprzez na przykład to, że każdy młody człowiek w Polsce może się podłączyć na przykład do jakiegoś kursu kreatywnego pisania na dowolnym uniwersytecie, na przykład w Stanach, płacąc jakiś tam subskrybentcki

trybut. No to to są rzeczy, które w mojej młodości literackiej były nie do nie do w ogóle nie do wyobrażenia. Więc młodzi są bardzo dobrzy technicznie, nie za bardzo warsztatowo można ich czegokolwiek nauczyć. Natomiast tak jak pan mówi o talencie, czy o jakiejś iskierce, czy takiej

smykałce do układania słów bardzo ciekawe właśnie jakieś warianty, to ma już nie każdy i tego się nie da nauczyć. To faktycznie ja nie mówię, że z tym trzeba się urodzić, tylko to jest kwestia może jakiegoś, może to jest patologiczne, że ktoś widzi ten język jakoś bardziej tak głęboko w tym jak język, którym się wzajemnie porozumiewamy, ale też jak piszemy na przykład, jak on jest niesamowicie wielowariantywny, bardzo potrafi być głęboki, podstępny. No i są jednostki ludzkie, które to widzą po prostu. I teraz pytanie, no jak to, że tak powiem, potem skonsumują, prawda? czy czy zdecydują się na przykład na taką bardzo niepewną ścieżkę na przykład zawodową na rynku książki, który w Polsce się zmienia też z prędkością po prostu światła.

Więc tutaj też służę czasami radami jako ktoś kto prowadzi w miejskiej bibliotece publicznej teraz w taką mniejszej rytmice comiesięcznej warsztaty literackie. Znaczy tutaj ten warsztat polega bardziej na takim jak gdyby takiej próbie wspólnego rozumienia rzeczywistości również zawodowej ewentualnie później na na rynku książki mniej na takich chwytach czy ten epitet jest dobrze postawiony albo ta kropka albo ta inwersja i tak dalej to jest to są rzeczy które młodzi już to mają w jednym palc właśnie jak zmienia się obraz poety to znaczy kiedyś zwłaszcza w dobie romantycznej co chyba najbardziej wkradło się nam do świadomości widzieliśmy poetę który przykłady nie to pisze za namaszczeniem Boga żyje z dala od społeczeństwa.

Potem nagle zrezygnowano z tych 13 zgłoskowców. Przez chwilę przecież w pozytywizmie też nie było dużo poetów. A jak jest dzisiaj? Jak historia będzie wspominać dzisiejszych poetów? Ja mam nadzieję, że będzie ich, znaczy, że oni jak historia, ja mam, że historia ich nie zmieli i nie i nie i nie przeniesie tej aktywności w całkowity lamus. Ale wydaje mi się, że nie będzie źle w przyszłości. Znaczy nie chcę tu wieszczyć. Właśnie a propos,

tak jak mówię w dzisiejszym w sumie nieuchwytnym stanie życia społecznego, które jest też jedną wielką metaforą, trochę taką wizualną metaforą coraz bardziej, gdzie dominuje opinia, a nie jakaś kategoria prawdy, nie? No. No wiemy, no nie będziemy tutaj diagnozować. To akurat ktoś, kto chce pisać z wewnątrz siebie, jakiegoś swojego doświadczenia, no zawsze będzie, że tak powiem, użyteczny poniekąd. Znaczy będzie stawiał po prostu świat pod jakimś takim znakiem zapytania, nie? Rzeczywistość, kategorie, nie wiem, no sprawdzalność tego, w czym żyjemy, jak żyjemy, jak jak się jak się porozumiewamy. No to to wszystko są jak gdyby takie obszary, którymi literatura od zawsze się zajmuje, nie? Więc jeżeli literatura ma jakoś trwać dalej, no to też znajdą się oczywiście ludzie, którzy będą się wokół niej czy poprzez nią jak

gdyby chcieli jakoś tożsamościowo ustawić do świata, nie? Więc ja to widzę na na studiach, no że wcale tych studentów nie ma mało. Jest i to mi się bardzo podoba, że uniwersytety w Polsce też otwierają tak zwane te kierunki sztuki pisania czy kreatywnego pisania, creative writing, nie? To jest bardzo fajne, bo bo oczywiście lądują tam jednostki niezdeterminowane albo bez talentu, jeśli chodzi o politykę Politechnikę Śląską. Natomiast są to jednocześnie

jednostki takie ludzkie, bardzo, bardzo podejrzliwe wobec świata. Ja lubię tą podejrzliwość, która jest charakterystyczna dla młodości też. Nie, no młodym ludziom ciężko wcisnąć kit. Czy ja wiem w dzisiejszej dobie bez informacji, ale oni wiedzą, że to jest kit. Oni po prostu są od tego ci moi studenci, żeby właśnie widzieć widzieć rzeczywistość w sposób ostrokrytyczny. No i tego się uczymy. To ma pan dobrych studentów? fajnych bardzo niektórych, a niektórych wszystkich mam fajnych, a niektórych jeszcze fajniejszych. Yyy, panu na 45 teraz trzeci rok. No jest 45 i dotrwa do do do pewnie do do

dowiosłują do magisterki. Pewnie tak. No już są zdeterminowani. To ja bym chciał zapytać, dlaczego pan zaczął pisać? No mam nadzieję, że z tych samych powodów co co zki tak zwane co co to co co to pokolenie o którym teraz mówimy. Znaczy po prostu ja szukałem w liceum, ja chodziłem do liceum ner 5 w Gliwicach słynnej piątki do Rymera i to było liceum. Ja trafiłem do klasy matematyczno-fizycznej. Niespodzianka. A propos boga, którego pan przywoływał, mówi się, że matematyka to jest język bogów. No więc właśnie ja byłem w takiej klasie, gdzie naprawdę y szkiełko i oko dominowało i że tak kategoria prawdy była bardzo obiektywna, bardzo w fizyce i w matematyce, nawet tej dyskretnej, której też liznęliśmy. I pamiętam, że ta piątka, ja bardzo niedaleko mieszkałem liceum ner 5, to było takie liceum, które miało

bardzo fajnych, bardzo dużo takich niebieskich ptaków. Tam mieliśmy bardzo fajną ekipę. Schodin, moja klasa z tej klasy z niektórymi z moich przyjaciół z tamtych czasów trzymam kontakt. Najwięcej wyprodukowaliśmy prawników i zztą bardzo dobrych, nie mogę tutaj w telewizji o tym mówić, świetnych sędziów i i i też

troszkę ekonomistów. Z naszej klasy matematyczno-fizycznej nikt nie został matematykiem ani fizykiem, ale tylko jeden został poetą, czyli ja. Więc pewnie szukałem już wtedy jakieś identyfikacji. No nie miałem talentu muzycznego. Wtedy jeszcze tak koniunktury na punk rock był bardzo, bardzo były mocne. Ja byłem takim punkiem, co widać po mojej jak gdyby wyżartej wyżartej czaszce na cukier robiło się włosy, dlatego tak wyłysiałem nie ze względu na wiek. Y natomiast szukając jakiś no młody człowiek 187letni, no chce jakieś identyfikacji, chcę jak gdyby tego wzorca.

Mhm. I ja dość szybko trafiłem na na na na na taką ścieżkę, że oto w literaturze było paru takich fajnych prozaików, eseistów, poetów, no którzy mi strasznie leżeli, jeśli chodzi o ich taką właśnie hardość, czurność, bycie trochę pod włos społeczeństwa, no zbuntowani chłopcy.

No i to był pewnie Edward Stachura, to był pewnie Rafał Wojaczek. No zresztą po latach zagrałem tego Rafała Wojaczka w filmie, więc to było po prostu to było dziwne. Więc szukając po prostu takich identyfikacji trafiłem na na literaturę. Zacząłem też bardzo interesować się pisarzami czy pisarkami od strony biografii. Znaczy kim ci ludzie byli też nie znaczy nie mając własnego charakteru przyglądałem się tym, którzy go mieli, nie? No a w literaturze zdawało mi się sporo ludzi naprawdę z charakterem. Mhm. A co było potem? Bo powiem taką ciekawostkę, że wchodząc na różne strony w Internecie, szukając o panu jak najwięcej, natrafiałem na takie śmieszne chochliki. To znaczy na kilku stronach, jeżeli chodzi o pańskie studia, piszą co innego. To znaczy studiował kulturoznactwo, studiował filozofię.

Tak. Nigdzie nie dotarłem do końca. Nigdzie. Na polonistyce za to była bardzo dobra zupa. O, czyli wyniósł pan zupę z polonisty. Więc jeśli chodzi o o o studia, no były rozliczne. Skakałem z krzaczka na krzaczek, a ostatecznie skończyłem jako wykładowca. To też jest jakoś bardzo, bardzo sygno temporut. Okej. Nie, więc to są to też jest jak gdyby

znak znak czasów. To znaczy się, że że uczelnie czy instytucje organizujące jakieś życie społeczne, no szukają też ludzi. Jakby to powiedzieć? Gdybym był rektorem, też bym tak robił. No szukają ludzi, jak to się mówi, praktyków, nie mniej teoretyków, tylko praktyków pewnego i jak gdyby to spotkanie wtedy ze studentami kogoś, kto generalnie swoje życie zawodowe oparł o wydawanie książek i jak gdyby recepcje tych książek, która się bardzo zmieniała przez te ostatnie trzy dekady. No jakby ktoś taki, jak rozumiem w takiej intencji dyrektoriatu Uniwersytetu Śląskiego, no jest po to, aby tym doświadczeniem się po prostu dzielić. Znaczy, czyli to doświadczenie nie jest związane tylko i wyłącznie z tym, czego ja mogę ewentualnie nauczyć, tylko bardziej z tym, jak ja mogę bezpardonowo opowiadać o tym

doświadczeniu, że to nie jest ścieżka prosta. Ja miałem to szczęście, że kiedy wchodziłem do tej literatury, bo ja tą pierwszą tomik wydałem jeszcze w czasach klasy maturalnej chyba z tego co pamiętam jeszcze przed maturą strasznie w Polsce dobrze a propos telewizji to była bardzo dobra koniunktura na tak zwaną młodą literaturę to znaczy się takie telewizje o rażeniu ogólnopolskim były bardzo zainteresowane co też w trawie piszczy wśród młodych ludzi znaczy tego pokolenia które było tym pokoleniem pierwszym młodym w tak zwanej nowej demokratycznej Polsce nie więc było niesamowite zainteresowanie mediów jak piszą młodzi. No ja akurat trafiłem na tego konika już rozpędzonego. Dzisiaj w Gliwicach będzie obecny Marcin Świetlicki. No taki najgłośniejszy chyba żyjący współcześnie poeta. Bardzo romantycznie zapośredniczony. To jest

ten poeta w czarnym swetrze z odwiecznym papierosem w ustach. No to już też taki wizerunny. A poeci się znają dzisiaj. Małe środowisko. Znaczy ja się my się znamy. To znaczy się my się my, czyli ludzie tacy urodzeni gdzieś do końca lat 70. Ja jestem 77 rocznik, ale ja byłem tym takim dolną granicą pewnego pokolenia. Natomiast mówię o ludziach urodzonych w latach gdzieś początku 60 ubiegłego wieku do no to znaliśmy się wtedy, chcieliśmy się poznawać po prostu. Zresztą to pokolenie by tak zwanego brulionu wydało nam no blistkę, nie? Olga była po prostu kiedyś pamiętam w młodości jak wymienialiśmy listy. No to tak ona w ogóle wiersze pisała na początku. No no no so takie pierwsze. No ale pamiętam te czasy, kiedy na przykład jej książka Prawiek i inne czasy taki noten był tytuł. No wymienialiśmy się

wtedy Poczta Polska była głównym, że tak powiem takim no organizmem odpowiedzialnym za to, że to środowisko literackie w Polsce się po prostu poznawało. Wysyłaliśmy sobie swoje te książki, listy takie normalnie pisane ręcznie, tak? No i te przyjaźnie się tak za zaośredniczały w takim czymś bardzo manualnym, no w rzeczywistości, która dla młodych dzisiaj wchodzących do literatury ludzi jest kompletną po prostu ramotą. A wysyłaliście te dzieła sobie po to, żeby się chwalić czy nie? Żeby się poznać? O nie, nie, bo właściwie nie było mowy o jakiejkolwiek autochwalbie, czy chwaleniu się, czy szukaniu wzajemnego poklasku, bo też nie było jeszcze wtedy rynku. Przede wszystkim on się on się tworzył.

Kiedy mówię o tym zainteresowaniu mediów w Polsce w latach 90 młodą literaturą, mam na myśli to, że nie funkcjonował zorganizowany wyraźny rynek książki, który się po prostu jednak rządzi prawami ekonomii. To wszystko było w powijakach. Generalnie w literaturze nie funkcjonował pieniądz jako punkt docelowy, więc łatwiej było o te przyjaźnie i długie trwanie pewnych takich znajomości, sympatii, czasami antypatii też, ale ale wszyscy byliśmy jakoś blisko siebie, spotykaliśmy się na różnych festiwalach literackich. Y mało

tego, to nie były już spotkania przy świecy, takie wieczorki poetyckie, tylko raczej stowarzyszeniem jakichś muzyków w knajpach. To było wtedy bardzo, bardzo żywe ten, ten ruch. Więc znaliśmy się jak łyse konie. Dzisiaj już wszyscy są łysi. Nie mogę w to uwierzyć, że moi przyjaciele z tamtych lat dzisiaj są w w emerytalnym już wieku prawie. No. No, ale myślę, że to pokolenie dało polskiej literaturze bardzo dużo ciekawych autorów. Naprawdę mam wrażenie, że ludzie powszechnie

znają raczej tych nieżyjących autorów niż tych współczesnych. Czy to się kiedyś zmieni, czy jak z malarzami? Czekamy aż wymrą aby się z nimi zaprzeć, żeby zostać, że tak powiem, w pamięci. No nie trzeba, nie trzeba. Oczywiście, że nie trzeba. No żyjemy też w świecie teraz takim, no tu nie ukrywajmy, no to jest takie społeczeństwo diagnozy jedno wielkie, nie? To też za tych czasów mojej młodości nie funkcjonowało to społeczeństwo diagnozy. Jeżeli mieliśmy jakiś wśród siebie ludzi, którzy po prostu cierpieli, to oni byli na nas niewidoczni. Tak jak mówię, ta figura ironii bardziej obsługiwała te te nasze znajomości niż niż taka konfesja jest mi źle tam to się

wszystko odwróciło też literatura do czegoś innego służy. No jest też autoterapeutyczna bardzo bardzo silnie autofikcyjna i autoterapeutyczna dziś. Natomiast ja nie sądzę, żeby ten ta jednostka śmiertelności miała stanowić o tym, że jakiś ktoś kto pisze przejdzie czy będzie miał tak zwaną przed sobą długą wieczność. w pamięci jak gdyby tych, którzy będą czytać go w przyszłości, nie? To się już starło. To są jakieś po prostu Myślę, że warto żyć. No jest tyle książek do przeczytania, że to jest nap zdecydowanie. Tak. A kiedy można nazwać się poetą?

Ojeju. No nie wiem. No. No na ile tutaj nie wiem na ile książka na przykład jest taką legitymizacją. Nie, nie wiem tego. Yyy, ja nawet sam przed sobą coraz im jestem starszy, tym rzadziej takiego używam. Takie pew, bo to jest pewność pewna, nie pewna pewność. Znaczy stanąć przed lustrem, powiedzieć: "Tak, jestem poetą, to jest jak gdyby to, co określiło moje życie w długim trwaniu." Y, ale nie wiem, kiedy można się tak nazwać. Natomiast dużo ciekawsza jest jak gdyby ścieżka dochodzenia do tej pewności, której się nigdy nie będzie miało. No teraz na szczęście ja ja

bardzo bynajmniej nie ubolewam nad tym, tylko się bardzo cieszę, że owszem młodzi ludzie wchodząc do literatury mają trudniej, bo jest ich po prostu bardzo dużo. Jest to natychmiastowa gratyfikacja w postaci internetowych lajków, wzajemnego kontaktu. To jest ta rzeczywistość też bardzo dobrze obsługuje literaturę. Jasne, że tak. Ale też w pewnej całkowitej realności polskiej funkcjonują bardzo poważne instytucje życia literackiego, które

takich młodych autorów mogą, że tak powiem, przytulić do serca również finansowo. No, no nie bez kozery. W Gliwicach powstała Gliwicka Nagroda Literacka. Jestem jednym z takich jej rada programowa. Mośnie myślę, że tak. Rady programowej to dzięki, dzięki Kaśce Kuczyńskiej Budce. No bardzo też się cieszę, że Katarzyna jako prezydentka przyszła do tego miasta. Ona ma też to zapośredniczenie filologiczne, to też człowieka, którego się nie da wydłubać, jak jest się humanistą. No i jak gdyby ożywiła też taki tą ścieżkę jak gdyby związaną z tym, że Lidwice mogą spokojnie honorować po prostu i szukać młodych talentów literackich, nie? Na na takim dobrym poziomie instytucjonalnym.

Teraz lada moment ogłaszamy drugą edycję gliwickiej nagrody literackiej. No i no i po to te instytucje są, aby po prostu tych młodych ludzi, aby ich szukać, aby ich honorować, aby ich stypendialnie awansować i aby ich wydobywać z pewnej anonimowości i mówić im, że tak to jest mogą w tym świecie literatury coś działać. Oczywiście to nie będzie sprint, tylko maraton, no ale gdzieś trzeba zacząć, nie? Więc dobrze by było, żeby zaczynali w Gliwicach. Ja bym sobie tego bardzo życzył. Zresztą miasta większe i mniejsze już od lat y tak. targetują się trochę jeśli chodzi o taką widzialność yyy i tożsamość swoją poprzez jak gdyby również literaturę jasne to nie są wielkie zasięgi i odbiorcze jakieś tam no ale pamiętam w zeszłym roku kiedy Olga Tokarczuk tu przyjechała do Gliwic no to w hali nie mieliśmy tą

tak tą uroczystość i tam kurczę było z 1500 ludzi w życiu nie widziałem tylu ludzi którzy przyszli posłuchać kogoś kto po prostu zajmuje się pisaniem pytanie czy znali jej dzieł czy raczej kojarzyli ją z nagrodą to już jest wtórne. To jest wtórne, bo, bo bo bo ostatecznie później ta książka jest tym, co zostaje w pamięci. To znaczy się ten człowiek jest oczywiście w swojej fizyczności kimś ekscytującym, no bo się otarł o bardzo duży duży świat. Natomiast o jego ciężkości, takiej egzystencjalnej wadze, no stanowi to, co ten ktoś napisał. No jak się patrzy na takie księgi Jakubowe to Karczuch, no to jednak nie każdy potrafi takie po prostu masywne rzeczy pisać, nie? i to pisać w sposób taki, że że chce się to przeczytać.

Więc a propos tego, co pan, o co pan pytał, jeśli chodzi o pewne zmiany paradygmatów, już nie romantyczny samotnik żyjący obok społeczeństwa, tylko raczej dobrze opakowany w to pazłotko, również medialne autor, czy autorka, czy osoba pisząca. To znaczy, że literaturze, książce jedność siłą rzeczy musi towarzyszyć ten

NIMP, pewien NIMP. No nimpadznawalności medialnej, nie? O, to jest bardzo, to się przydaje. Oczywiście ja wiem, że każdy dziś może pracować na rozpoznawalność medialną, że tak powiem, na własny rachunek. Y, ale też no funkcjonują bardzo profesjonalne już agencje, które się tym zajmują, nie? Więc więc ja się na to nie nie oburzam absolutnie. Dobrze, że tak jest. Agencje specjalnie dla poetów. No może dla poetów jeszcze nie, ale już tacy prozaicy, no już tacy dobrze zapowiadający się prozaicy, którzy są, że tak powiem, wycenialni na rynku, to tak oni mają, oni sami nie działają w próżni, nie? I bardzo dobrze. Oczywiście też duże wydawnictwa inwestują jak gdyby swój swoje fundusze promocyjne w to, żeby jakaś książka była widzialna przez jakiś krótki okres czasu, nie?

No ale to jest wszystko związane z jakąś potworną zmianą rzeczywistości, nie? Tu już mówię potworną, bo, bo a propos krytycyzmu, no nie, nie, nie, nie, nie ukrywam, że tęsknię też za tymi latami, nie tyle, że dawnymi, w sensie latami 90, nie, że byłem młody, tylko że jednak trochę inaczej funkcjonowały te światy literackie, muzyczne, też byliśmy bardzo zapleceni i z różnymi środowiskami wzajemnie. Dzisiaj to wszystko jest takie bardzo taka taksonomia wszystko podzielone, ale jak kojarzę statystyki to ludzie w tych czasach czytają więcej. Tak więc rynek chyba też na tym koncu mogę powiedzieć jeszcze więcej pandemii, jeszcze więcej wirusów, ponemia się przydała jeśli chodzi o ten skok czytelnictwa, a potem wszystko znowu siadło.

No myślę, że nie no no no ja siłą rzeczy no czytam badania Biblioteki Narodowej, czytelnictwa w Polsce. No żyję tu w tym języku piszę, więc więc to mnie interesuje. No jest ten jest ten progres jakiś. Oczywiście on się wyraża promilowo cały czas, nie? Natomiast no jest to jakaś tam liczba bezwzględna, więc więc należy się z tego cieszyć. Książka jednak jest czymś, co w sposób specjalny zabezpiecza wyobraźnię. To świetnie widać po prostu po najmłodszych ludziach. No ja mam córkę 12letnią i ja wiem jak działa jej mózg, kiedy posiedzi nad fajną literaturą, a kiedy prześ kiedy ślęczy nad komórką. To są dwa rodzaje później ekspresji językowej.

Czy czy też chcę zostać poetką kiedyś? Ona świetne pisze opowiadania. Będę robił wszystko, aby nie została w przyszłości. Szczera odpowiedź. To mi się podoba. A po prostu mamy wspaniałą Politechnikę, która stoi bramą przed nią, otworem, niech tam lezie i wyrabia PKB po prostu. No pięknie. Dobrze, skoczmy jeszcze do tego filmu, bo to mnie ciekawi. Znam dużą liczbę aktorów i studentów aktorstwa i widzę jak oni w życiu się żałują, aby gdzieś w jakimś filmie zagrać. Studiują, biorą korepetycje, często chodzą do logopedów. A pan student wszystkich kierunków zagra filmach i w dodatku jeszcze został po tym nagrodzony.

Ojeju. No to są takie przypadki właśnie. No w tym sensie nie ma. I a propos szczerości w świecie literatury a już filmu, ja mam bardzo wąski wycinek doświadczenia z światem filmu, ale jakiś tam mam. Nie ma sprawiedliwości żadnej. To znaczy się kompetencja wyrażana w latach yyy

żmudnej pedagogiki instytucjonalnej nie zawsze zaowocuje na już później takim rynku y oczekiwanymi efektami czy jak pan mówi sukcesami. To się to jest to jest ślepe traw czasami. No i to ja jestem tego najlepszym przykładem. Oczywiście film, który miała ten ten film Wojaczek Lecha Majewskiego to był jednak film niszowy, nie znaczy bardzo niszowy. On się zjawił też w dobrym momencie polskiego kina. Otóż polskie kino pod koniec lat 90 po prostu pełgało po dnie. Bardzo słabe było. Bardzo słabe. Z tamtego sezonu 98 roku, kiedy kręciliśmy film premierę 1999,

no to w pamięci mojej przynajmniej jako też Kinomana został, nie wiem dług Krzyśka Krauzego. No i może jakiś tam jeszcze jeden film, ale raczej chyba tylko Dług. To muszę zapytać prowokacyjnie. yyy miał, ma pan opinię, że tamte kino było słabe i nagle dostał pan propozycja bycia aktorem w tym kinie, to chciał pan dołożyć swoją cegiełkę do tego do tej słabości. Te słabości. No to prawdopodobnie y może determinowało moją zgodę, bo skoro jest tak słabo znaczy jak położę to wszystko, to nie będzie tak źle, bo wszystko jest słabe. Nie, nie, no przygoda z filmem i z Lechem Majewskim, no polegała na tym, że Lech Majewski po prostu jako reżyser wrócił do Polski ze Stanów. On całe życie tam to artystyczne lat późnych 80 i wczesnych 90 spędził w Stanach. Tam kręcił filmy. Kiedy wrócił do Polski, no chciał zrobić jakiś film o kimś, kto też

dla niego był istotny. Rafał Wojaczek, on pokoleniowo bliższy jakby był reżyserowi jako pisarz i no i zgłosił się do mojego przyjaciela Macieja Meleckiego, który jest dyrektorem Instytutu Mikołskiego imienia Rafała Wojaczka w Mikołowie, gdzie ja pracuję też już pracujemy ćwierć wieku już tam pracujemy. Z taką propozycją napisania scenariusza opartego luźno na biografię Rafała Wojaczka. biografii, której nigdy nie było. To znaczy Rafał Wacczek popełnił samobójstwo w wieku 26 lat bez niespełna, czyli był nieco starszy od pana, więc więc no też na tą biografię oczywiście intensywnie zapracował, bo w legendzie ta biografia funkcjonowała w pewnej legendzie, w opowieściach ludzi, którzy byli świadkami różnych jego ekscesów, czy to tu na Śląsku, bo on był z Mikołowa, czy później we Wrocławiu, gdzie gdzie

pisał, gdzie gdzie gdzie zmarł. Więc to Wojaczek był taką no no jest legendą polskiej poezji po II wojnie światowej tego X wieku, tej drugiej połowy XX wieku. I i pomysł na te na ten scenariusz wyszedł ze strony reżysera, w stronę mojego kumpla Macieja Meleckiego. A potem były poszukiwania obsady i z tego co Lech Majeński po latach mówi, aczkolwiek on nie chce całej prawdy tej sytuacji odsłaniać, szukał po prostu wśród profesjonalnych aktorów, tak jak pan mówi, ludzi, którzy bardzo chcieli, jak słyszałem, zagrać, no bo to główna rola i tak dalej i jakiś tam rozpoznawalność.

No a jednak decyzja reżyserska, która była decyzją niezmiernie ryzykowną obsadzenia Natzczyka, jak to się mawia, kogoś, kto wcześniej nie miał nic wspólnego z kamerą. Mało tego, bał się jej w sposób taki organiczny. No była podyktowana tym, że podejrzewam sam Majewski naoglądał się w Stanach takich sytuacji, kiedy czasami można na ekranie wydobyć z kogoś kompletnie nieświadomego warsztatowo jakąś prawdę. Czasami łatwiej niż od kogoś, kto jest od tego, aby tą prawdę siłą rzeczy i czy się udało nie mnie to oceniać to oceniają widzowie. Pamiętam natomiast moment premiery filmu, kiedy go zobaczyłem pierwszy raz w kinie i to było półtorej godziny po prostu tortur. Nie mogłem na to patrzeć. To znaczy się miałem wszystko

siebie. W związku z tym nic mi się nie podobało. Okej. Odczuwałem taki organiczny podstawowy wstyd. Wstyd, ale to jak ludzie słuchają swojego głosu w komórce, to zawsze mówią, że nie słabo. Tak jest. Może tak samo. Tak więc to były taki rodzaj właśnie spotkania z sobą, ale jednak innym. No a po latach cóż, czy film zniósł próbę czasu? No to można sprawdzić, bo on już na wolnym wybiegu youtubowym funkcjonuje, więc można go oglądać bezpłatnie. kiedy wszedł do kin w 99 roku, obejrzało

go, pamiętam wtedy przez ten sezon jak gdyby kinowych chyba 45000 ludzi. To jest klęska, nie? Biorąc pod A z drugiej strony film był zrobiony za uwaga na onzas chyba 7 milionów polskich złotych, z czego 5 milionów wtedy kosztowała sama taśma. To jest ostatni polski film zrobiony na na prawdziwej taśmie filmowej produkowanej w Łodzi. Film był w ogóle zrobiony na granicy jakiejkolwiek wykonalności. W 10 dni go nakręciliśmy pełną fabułę czarno-białą. na sprzęcie, który dzisiaj ogląda się w muzeum

w filmówce łódzkiej można zobaczyć kamery, na których to było kręc Piękny znak czasu. Piękny i w jakimś sensie ten film zamknął też wiek X. No potem był nagle dla mnie, potem nagle się nowy wiek pokazał. No a film tak, no później jakoś trafiła mnie bardzo taka dziwna okoliczność tej nominacji do europejskiej nagrody filmowej. No i to było ten to był ten moment, kiedy zobaczyłem tak zwany duży przez chwilę duży świat filmowy, taki globalny. No i on był przerażający. Te wszystkie po prostu rauty, to było coś, ale w Paryżu fajnie było i się zakumplowałem z paroma tam zawodnikami fajnymi i zawodniczkami. No niektórzy już nie żyją. Ale dzisiaj na przykład kiedy oglądałem Oskary, bo myślałem i chyba dostał ten film wartość sentymentalna, który gra Stalan Skarsgard, prawda, dostał tą nagrodę dla filmu nie

anglojęzycznego. No pamiętam właśnie Stalana z 2000 roku. Bardzo fajny gość. Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo taki północny humor. To dobrze. To piękny humor. No powoli będziemy kończyć. Dziękuję bardzo. No ja jestem straszną gadułą. Tak, ale jeszcze dwa pytania. Trochę zrobimy reklamę pana poezji. Mianowicie, jak czytałam zwłaszcza te wczesne wiersze, był jeden motyw, który mnie zaciekawił. To znaczy musis musi się pan teraz wysilić pamięciowo do tych ślad. yyy motyw Boga yyy jak pan go przedstawiał, to znaczy yy często pojawiał się on yyy nie powiedziałbym, żeby to było jakieś od uderzające w katolików czy w chrześcijan jako przedmiot.

W kilku wierszach tak było, że nawet był on porównany do kawałka stali na drewnie. Y skąd ten pomysł, forma użycia? Ja myślę, że nawet tam nie, bo mówi pan o tych wierszach z tej pierwszej książki, że gdzieś rzeczywiście jak gdyby słowo Bóg występuje w takiej intensywności, że jak gdyby chyba nawet przebija ilość wierszy w tym tomie, co co jest chyba słabością.

A z drugiej strony no ja potrafię oczywiście sobie odtworzyć w sobie 17latka, którym byłem, czy tam 16olatka, który to pisał, dla którego taki naturalny głód życia duchowego wyrażanego w pewnej idolatrii, z której się wywodzi. No czyli jak gdyby z tego świata chrześcijańskiego czy postchrześcijańskiego. No było naturalne, że pewien ten te ornamentyki się tam pojawią. Y w ramach buntowniczych czasów. No cóż, no jak młody człowiek nie jest, ja przynajmniej nie byłem skłonny do łatwych zawierzeń, więc ten mój w cudzysłowiu Bóg tam jak gdyby funkcjonuje raczej w roli takiego partnera, interlokutora. No ma być ściągnięty z tych niebiesich niedostępności, pewnych abstrakcji intelektualnych w stronę materialności swojej, nie? że on ma być tym interlokutorem, tym z kim się rozmawia na co dzień. No tam też ta figura

Chrystusa dość sobie dobrze radziła, też obsługiwała niejeden wers, więc łatwość też jak gdyby używania takich takich dużych kwantyfikatorów, no dziś nie przyszłoby mi to do głowy, żeby to robić, nie? Myślę, że to też też z wielu względów, raz z szacunku dla tych, którzy są osobami wierzącymi, a dwa swojego takiego ateuszostwa.

Tak. Natomiast tak jak kiedy byłem młody, no nie miałem problemu z niektórymi słowami. Dzisiaj zdecydowanie Natomiast kiedy ja to czytałem to miałem takie myśli, że od tego czasu nic się nie zmieniło, że ten symbol nadal w nas żyje. No żyje o tyle o ile ja myślę, że pewne trwałe tęsknoty no zawsze będą po prostu w jednostce ludzkiej obecne, nie? No i bez względu na to jak są formułowane czy w takim słowniku katolickim, czy czy chrześcijańskim, czy w jakiejkolwiek innej religii, znaczy to jak gdyby ta obsługa tego poziomu meta naszego życia, no siłą rzeczy musi się musi się odbyć w jakimś no w jakichś słowach właśnie, w jakimś systemie znaków.

Więc, więc to są sprawy nie niedocieczone. Gorzej, kiedy ten system tych znaków i tych symboli i tych ornamentyk po prostu jest używany przez cynicznych polityków do tego, żeby jak mawiała grupa pankowa Izrael czy regowa wywoływać wojny. Nie no, widzimy to. A z drugiej strony przecież te wojny no nie są niczym zaskakującym. No konflikt na na na Bliskim Wschodzie nie powinien zaskakiwać nikogo, kto chociaż liznął historii powszechnej. Tak. Aczkolwiek użyłem takiego odważnego symbolu, dlatego że myślę, że temat Boga

zawsze jakoś wywołuje emocje, więc mam nadzieję, że skłoni to naszych widzów, żeby troszeczkę sięgnąć po pana twórczość. A teraz tak jak zawsze w tym programie, jak mam jakiegoś gościa, to o to pytam, poproszę o polecajki z pana dziedziny, czyli z poezji. Z polecajki z poezji. Tak. Co możemy czytać, żeby się zaciekawić, coś wynieść? Teraz czuję odpowiedź, odpowiedzialność zbiorową na sobie. Polecajki z poezji.

Ja to bym polecił szanownym widzom, tych z państwa, którzy nas oglądają, aby mnie odwiedzili. I wtedy bym mógł jakby tą swoją bibliotekę poetycką i zobaczył te setki tam nie tysiące tomików, które tam zdeponowałem, bo byłem fanatycznym fanatycznym miłośnikiem rozlicznych poetyckich książek, które wychodziły w kraju w ostatnich 30 latach. Ale na pewno polecałbym Rafała Wojaczka a propos tego co pan suponuje, czyli poetę bardzo metafizycznego, bardzo polskiego w tym sensie, kogoś kto był bardzo zapośredniczony w taki słownik, którego się dzisiaj rzadko używa w poezji.

Wybitny metafizyk polskiej poezji. Tak. Tak. Rafał Wojaczek. Zdecydowanie ten kojarzony tylko i wyłącznie z flaszką alkoholu i samobójczym, suicydalnym po prostu gestem. tak naprawdę był niezmiernie wychylony w zaświaty. Pięknie, pięknie potrafił je opisywać. Yyy, a z drugiej strony ja lubię, może

tak a propos polecajek, ja lubię takie języki poetyckie, które są blisko doświadczenia świata, na który możemy się wspólnie zgodzić, że że jest nasz. I strasznie lubię, kiedy autorzy książek poetyckich ufają konkretowi. Mhm. takiemu czasami mało widocznemu yyy, który skłonni bylibyśmy prześlepiać. Dlatego bardzo państwu polecam w ogóle czytanie poezji współczesnej, bo ona w tej takiej pisanej przez ludzi, którzy nie zagościli miejsca jeszcze w wypisach szkolnych, bo ona ufa naprawdę temu, co realne, co co materialne. Wiem, pan chce ode mnie nazwisk. Marta, może Marta? No to dobrze, bo teraz mamy same te rocznice. Teraz w tym roku mija 30 rocznica debiutu poetyckiego Marty Podgórnik, poetki, która jest z Gliwicami bardzo związana, która chodziła ze mną razem do liceum, ale była dwa lata niżej.

Bardzo znacząca polska autorka, która wprowadziła sporo po prostu świeżego tlenu do literatury. Marta mieszka teraz w pobliskich Pyskowicach, zdradziła nasze centrum, ale jeszcze jeszcze tu bróci. Yyy, więc to jeśli chodzi o o yyy, o, żeby tak mieć ten balans parytetowy. Wojaczek, Podgórnik, gdzieś w środku byłby zmiankowany Marcin Świetlicki, ktoś kto bardzo też wpłynął na to, jak yyy poezja funkcjonuje w dzisiejszym świecie, z czy stanie społecznym. To jest też muzyk przy okazji, więc więc myślę, że bardzo warto sięgać po jego książki. teraz wydaje nową w wydawnictwie A5 w Krakowie, która się nazywa Wypisy, więc to może być bardzo ciekawe. Nie znam jeszcze tej książki, a ta poprzednia zatytułowana sierodka była niezmiernie przejmująca. A z tradycji Aha. bo Wojaczek nie żyje jeszcze.

Mhm. A z takiej tradycji nam dalszej to moje pokolenie wchodziło też do literatury pod auspicjami tradycji literatury amerykańskiej. Bardzo wtedy no jak wszyscy jak wszyscy korzenie mam teraz w Ameryce jak zwniaki. Tak o sobie mówiliśmy, nie? w latach 90. No więc korzenie mieliśmy w Ameryce i dziś te książki są na szczęście dostępne. Czy to wiersze Franka Oharry, niesamowitego nowojorskiego pisarza, czy to wiersze Johna Asberego, czy Jamesa Skylera, no cała tak zwana szkoła nowojorska była była niezmiernie istotna i jest dalej. W zeszłym roku siedziałem tam w Nowym Jorku i łaziłem po prostu po tych ścieżkach, które znałem przecież z wierszy Ohary. Jakże inaczej to w literaturze wygląda niż niż niż niż na żywo, nie?

Więc ten zasób jest ogromny. No, no, a ostatecznie wszyscy wrócimy do jednego ojca, założyciela naszej wyobraźni, czyli Adasia Mickiewicza, który na nas patrzy w Gliwicach na swoim placu. I chodzę obok niego i tak spoglądam na ten postument i on nie, on nie wygląda na

kogoś realnego, ale to jednak był ktoś, kto naprawdę zdeponował w swojej literaturze takie po prostu lęki, które są niezmiernie uniwersalne. Więc długie pasmo od romantyzmu do Myślę, że kiedyś musimy wrócić do samych polecajek. Oj, bardzo dużo by ich było. Nawet nie chcę nikogo skrzywdzić, dlatego takie duże nazwiska padają. Tak, tak. A przecież nie będę, nie będę y polecał moich konkurentów na rynku. Nie, tak dobrze. Nie, to nie można. Sami se poradzą. Tak więc myślę, że Mickiewicz słuchając tych ciepłych słów uśmiecha się do nas. Moim gościem był Krzysztof Szywczyk.

Dziękuję bardzo. Fajnie mi się rozmawiało. Dziękuję.

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo