Nadanie imienia Aleksandra Tarnawskiego Szkole Podstawowej nr 1 | 100% Gliwic
Są ludzie, o których nie wolno zapominać — ponieważ swoim życiem pokazali, czym są odwaga, honor i człowieczeństwo. Jedną z takich postaci był Aleksander Tarnawski — Cichociemny, chemik i inżynier, a zarazem człowiek niezwykłej skromności i wielkiego serca. Szkoła Podstawowa nr 1 w Gliwicach obrała Pana Aleksandra na swojego patrona. Uroczystość nadania imienia miała wyjątkowo podniosły i wzruszający charakter. W wydarzeniu uczestniczyli rodzina oraz przyjaciele Aleksandra Tarnawskiego, którzy w pięknych i pełnych emocji wspomnieniach przybliżyli zebranym jego życie, wartości i niezwykłą historię. To był dzień pełen dumy, wdzięczności i pamięci o człowieku, który pozostawił po sobie niezwykłe świadectwo patriotyzmu i odwagi. Zapraszam na relację z tego wyjątkowego i uroczystego wydarzenia.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
હ Z ogromną radością i dumą witam wszystkich państwa na tej wyjątkowej uroczystości nadania imienia naszej szkole. Dzisiejszy dzień zapisze się trwale w historii naszej społeczności, ponieważ od tej chwili nasza szkoła będzie nosić imię pułkownika Aleksandra
Tarnawskiego. >> Rodzice chrzestni. Generał dywizji doktor Sławomir Drumowicz, generał brygady Robert Kowacki. Elżbieta Kamińska Tarnowska. Proszę powiedzieć, co dzisiaj pani czuje, kiedy pani mąż został tak wyróżniony i wzięty jako wzór? >> To co zawsze czuję jego nieobecność.
>> A pani co dzisiaj czuje? >> No czuję wzruszenie. Jest to na pewno wyróżnienie dla taty, ale też należy pamiętać o pozostałych cichociemnych, którzy bardzo wykazali się bohaterską podstawą w czasie II wojny światowej, o wszystkich żołnierzach z czasów II wojny światowej, no i naszych współczesnych żołnierzach również. Także myślę, że tata tutaj jest takim symbolem y, który
łączy wszystkie tradycje wojskowe, zarówno te z czasów II wojny światowej, jak i współczesne. >> A czego ci młodzi ludzie, którzy wzięli go za patrona, mogą się nauczyć? Yyy, mąż zawsze yyy jak spotykał się z młodzieżą to mówił, że najważniejsze jest, żeby każdy młody człowiek miał
jakąś pasję, którą będzie rozwijał w ciągu swojego życia i i skupił się na tym, a nie rozpraszał. I to jest według męża to było najważniejsze, bo wtedy nie rzeczywiście coś może osiągnąć. >> A pani jakie jego nauki najlepiej wspomina? >> To znaczy tata był osobą, która nigdy się z niczym specjalnie nie przejmowała. Miała do wszystkiego dystans, a przede wszystkim do samego siebie. To jest jedna rzecz. A druga rzecz, dążenie do rozwoju, samorozwoju, zdobywanie wiedzy, uczenie się praktycznie do końca życia, brak strachu przed nowościami, przed nowymi technologiami na przykład. Także podążanie z duchem czasu, wydaje mi się, dostosowywanie się do zmieniających się okoliczności, wydaje mi się, że to są najważniejsze rzeczy.
>> A teraz chciałbym zapytać, jak pani go wspomina, tak od serca. No mnie jest trudno powiedzieć to, tylko jedno jest pewne, że zgadzaliśmy się, a jak się nie zgadzaliśmy, to nie kłóciliśmy się nigdy. dlatego, że każdy miał swoje zdanie. A później jak córka już odeszła, prawda, swoją rodzinę miała i wszystko, zawsze
mówiliśmy, jest nas dwoje, jedno ma rację, więc przeczekajmy. To to jest z domowych spraw, bo zawsze podziwiałam męża tak samo jak i córka. Zresztą ja to obserwowałam, jaki stosunek do córki był, że wyszkolił ją najpierw z geografii, że jak zdawała egzamin wstępny z
geografii, to miała w ogóle bez kłopotu i na maturze szóstkę z geografii i i różnych rzeczy uczyło, bo mnie odsyłali wtedy do kuchni, a sami zajmowali się nauką, nauczył ją czytać. jak miała już 5 lat, to chodziła do biblioteki i pożyczała książki i czytała. To wszystko było zasługa męża, bo on uważał, że tak powinno być. >> A pani jak go wspominała jako człowieka?
>> No jako ojciec. Zawsze zawsze mnie wspierał, jeżeli chodzi o kwestie naukowe w szkole. Zawsze właśnie wierzył, że można osiągnąć sukces. A zastanawiam się, tutaj wspomina się t jego wojskową część życia, czy już po wojnie, po tym wszystkim, gdy wrócił do działalności naukowej, zawodowej, czy
dało się w nim wyczuć, że był takim żołnierzem? Czy ta wojskowa dyscyplina w nim została? Mąż nigdy nie podlegał dyscyplinie wojskowej. był wolnym człowiekiem, tylko miał jedną cechę, która go chyba predestynowała do zostania w wojskowym. Niczego i nikogo się nie bał nigdy
w czasie wojny, jak był jechał pod Nowogródek tam, bo tam miał miejsce tej walki, nie? to z Niemcami razem jechał jeszcze mówi: "Byłem głodny, to poszedłem do ich kotła się najeść". Kontrolowali go, no to pokazywał swoje tego i swój życiorys wyuczony, prawda?
Mówi w ogóle nawet nie pomyślał o strachu żadnym. On rzeczywiście niczego i to samo w pracy zachował. To co go interesowało to to robił i to z pasją robił. No ma patentów. Został wyróżniony na stulecie wyzwolenia Polski w 18 roku z urzędu patentowego i tak dalej. To także
to była jego prawdziwy sposób bycia. Jeszcze chciałbym panią zapytać, kiedy pani dowiedziała się o tej przeszłości militarnej swojego tatę? >> No to już było bardzo późno, bo tata o tym specjalnie nie rozprawiał, także też nie chciał o tym mówić za bardzo. Nawet jak go zapytałam, to to też właśnie nie opowiadał żadnych szczegółów. Także, także w zasadzie dopiero, no już na pewno bardziej po 89 roku, kiedy to zaczęto mówić właściwie o, o cichociemnych, o tej formacji. Wcześniej tych informacji nie było zbyt wiele. >> To co pani czuła, jak już się o tym dowiedziała?
>> Znaczy, no co czułam? No czułam, że na pewno przyczynił się do do tego, że Polska została wyzwolona, brał udział w w tej misji. No uważam, że że tak naprawdę robił to, co należało do do młodego patrioty w jakimś sensie, tak? No bo dotyczyło to wszystkich młodych osób w tamtych czasach. Ale ja dopowiem jeszcze to, bo w stanie
wojennym idziemy kiedyś z Kasią razem, a Kasia mnie pyta, czy ojciec jest z Solidarności czy z rządu do tego stopnia. I w pracy nie wiedzieli do końca w ogóle o tym, że on był cicho ciemnym i tak dalej. A potem zaczął otwarcie o tym mówić, gdy komuna się skończyła. >> Tak, tak. To właściwie to to było takie lekkie przymuszenie i zaproszenie go, bo jak było 50lecie pierwszego skoku, to z Anglii koło cichociemnych przysłało mu zaproszenie i tam się spotkali dopiero i dopiero odnowili to wszystko, bo w zasadzie się nie znali. Znali się tylko z tymi, z którymi skakali. A tak to w ogóle to
izolacja była. No i tam brindicy jak czekali na ten na skok swój później, bo to już była Europa tutaj tylko Włochy były wolne już powiedzmy i tam mieli to stanowisko oczekiwania na skok. >> Padło dzisiaj wiele słów, które nasz dzisiejszy bohater mówił. wiele sentencji albo opisywane jakieś jego postawy. Czy jakieś słowa zostały panią
w pamięci? Jego szczególne słowa? Nie, no po prostu to to wszechstronność według mnie to była taka dlatego, że on to klasyczne gimnazjum kończył i w tym kierunku właściwie też miał zainteresowania. Hemingue w czasie wojny czytał uparcie, aż się angielskiego nauczył na tym. No bo w gimnazjum nie mieli przecież jako
język obcy angielskiego. Także ja sądzę, że to właśnie takie. A poza tym no lubiął robić to, co było, jak mówię jego pasją. Koniec. Był chemikiem. Ja mówię, można powiedzieć, że jako żołnierz to było przejściowe wtedy jak było trzeba, a ogólnie całe życie
był chemikiem. >> Piękne. A co pani wspomina? No ja wspominam takie słowa, które myślę, że są bardzo uniwersalne i też odnoszą się do każdego, że nie należy patrzeć w przeszłość, ponieważ nic nie możemy już w tej przeszłości zmienić, a jedynie w przyszłość, którą możemy kształtować tak, aby była jak najlepsza.
W imieniu całej społeczności szkolnej nauczycieli, uczniów, pracowników przyjmuję ten sztandar. Przyrzekam otaczać go czcią i szacunkiem, a wartości, które symbolizuje pielęgnować i przekazywać kolejnym pokoleniom uczniów. Dziękuję za ten dar, symbol naszej wspólnoty i tradycji. Dziękuję wszystkim, którzy Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tego sztandaru. To dar, który zobowiązuje nas do dalszej pracy i służby dla dobra
uczniów, szkoły, miasta oraz całej ojczyzny. Panie dyrektorze, dzisiaj nadanie imienia Patrona. Yyy, proszę powiedzieć, jak wyglądał proces szukania odpowiedniego, że tak powiem, nazwiska. Czy to było był jeden pomysł od początku, czy jednak były różne zdania? Yyy, to znaczy tak, sam proces nadania imienia to jest naprawdę bardzo długi proces ze względu na to, że yyy zbieraliśmy na samym początku, nazwijmy to bardzo ogólnie, pomysły. pomysły, kto mógłby pełnić tą ważną funkcję patrona szkoły i swoje pomysły przedstawiała Rada Pedagogiczna, swoje pomysły przedstawiała Rada Rodziców oraz społeczność lokalna i potem tak naprawdę w głosowaniach dosłownie można to tak chyba najprościej wytłumaczyć dochodziło do tego, że prawda wyłoniliśmy taką finałową trójkę i faktycznie z tej finałowej trójki pan Tarnawski tutaj no
jako lokalny nasz bohater, patriota, sąsiad zapłotu można wręcz powiedzieć, bo mieszkający tuż obok szkoły wygrał tą rywalizację. Jeśli to >> to jeszcze pozwolę sobie dopytać, kto był jeszcze w tej trójce >> był Jan Nowak Jeziorański i Papcio Chmiel. >> To proszę powiedzieć, gdy już zdecydowano, kto będzie tym patronem, jak dalej wyglądał proces ustanawiania
patrona? Yyy, zaczęliśmy przede wszystkim od wszelkiej dokumentacji, dokumentacji, która jest potrzebna do tego, żeby nadać yyy właśnie imię szkole i mieć takiego patrona. Wiązało się to z wieloma wizytami moimi w urzędzie miasta y w wydziale edukacji i tutaj współpracy, która była y no na bardzo takim wysokim poziomie związanej właśnie z całą tą dokumentacją. Yyy powiem w ten sposób, że yym również musieliśmy yyy mieć pisma z IPN-u i z wielu innych instytucji yyy które musiały poświadczać nam y osobę patrona. Yyy >> czy szkoła jakkolwiek zmieni, wiadomo w lekki sposób swój charakter przez yyy obecność patrona? Znaczy ja się cieszę osobiście, że jest to patron, który związany jest z osiedlem Wojska Polskiego, z jednostką, która jest też, prawda, w granicach osiedla i tym bardziej teraz osoba pana Tarnawskiego
mam nadzieję, że pozwoli nam jako społeczności szkolnej trochę bardziej zrozumieć czym jest wojsko, jak ono funkcjonuje, no i mam nadzieję nawiązać z tym właśnież wojskiem, jakże ważną instytucją państwową. y, bliższe relacje. >> Muszę powiedzieć coś na temat sztandaru. Kto go wykonał i skąd symbolika? Yyy, symbolika związana jest przede wszystkim z miastem Gliwice. Symbolika związana jest z cyframi, które są po rogach rozmieszczone, z tymi najważniejszymi dotyczącymi kiedy powstała szkoła, z datą kiedy powstała szkoła, z liczbą 316, czyli
liczba cichociemnych, które skoczyły na teren państwa polskiego z 1944 rokiem, czyli wtedy, kiedy to nastąpiło i też pewna symbolika uroczystości dzisiejszej. Ja się przyznam szczerze, bo yy to właśnie yyy z w nocy z 16 na 17 kwietnia yyy właśnie pan Tarnawski oddał skok w tą okupowaną Polskę i gdzieś tutaj ta symbolika y staraliśmy się tą symboliką nawiązać do właśnie tego wydarzenia, żeby to zrobić to to tą dzisiejszą uroczystość właśnie już w momencie, kiedy po pierwsze mamy wiosnę i jest ładnie na dworze i znaleźć taką datę, która będzie idealną od pana tarnawskiego rodziny zżała złot
przyjmą kobiety na spokó swój dach i spójrz będą śmiać przez łzy znowu do tańca ktoś zagra może już za dzień za dwa Za noc, za trzy, choć dzień, za noc, za dzień dotęka się znany świątku. Pani prezydent chciał zapytać o tę uchwałę. Słyszałem tutaj, że została podjęta jednogłośnie. Jak to wyglądało? Były jakieś wątpliwości? >> To była jedna z niewielu tych uchwał, która nie budziła żadnej wątpliwości. Yyy wszyscy w Gliwicach wiedzą, a radni
to wiedzą w szczególności, że pan Aleksander yyy Tarnawski to patriota, osoba niezwykle skromna, która dla wolności naszej ojczyzny yyy ma niebagatelne znaczenie i cała jego postawa już po wojnie pokazywała jak jest fantastycznym, dobrym, wrażliwym człowiekiem. A przy tym co jest bardzo ważne, jak jest niezwykle skromnym człowiekiem, bo choć spotykał się z młodymi ludźmi, opowiadał im o tym co
się działo, opowiadał im o tym, dlaczego ta odwaga jest tak niezwykle ważna, dlaczego ta odpowiedzialność jest tak niezwykle ważna. >> A czy miała pani okazję go poznać osobiście? >> Miałam to wielkie szczęście, że miałam taką okazję. Bywałam w domu państwa tarnawskich. kiedy pan Aleksander jeszcze żył. Rozmawiać z nim to była wielka przyjemność. Miałam też okazję organizować spotkanie z panem tarnawskim w sejmiku województwa śląskiego i tam również uczczono szczególnie jego jego
osobę, ale muszę przyznać, że niewiele znam osób, które zrobiły tak wielkie rzeczy, które są tak skromne i i tak niezwykłe. Więc myślę, że szkoła trafiła na fantastycznego, niezwykłego patrona. Aleksander gdzieś się ukrywał, ale wiedzieliśmy, że jeszcze jest jedno nazwisko, prawda, które nigdy się nie pojawiło na naszych zbiórkach w jednostce, bo jednostka organizowała zloty cichociemnych. Zawsze w maju pojawiali się ci, którzy żyli. Wiedzieliśmy, że gdzieś jest. No i udało się w końcu Aleksandra namierzyć. Pierwsze spotkanie było bardzo sympatyczne. Przykim Aleksander był niesamowicie skromny.
Absolutnie. Gdzie ja, panowie? Gdzie ja? Do jednostki po co nie? Ale przyjechał, przyjechał do jednostki. To było wielkie wydarzenie, bo zebraliśmy się w sali tradycji. Najpierw poopowiadał o tym, co robił, trochę się otworzył, a potem pojechaliśmy na strzelnicę. Jak to żołnierze Gromu, no to panie Aleksandrze postrzelamy i to nam wszystkim, mogę tak powiedzieć kolokwialnie, kopary opadły, bo Aleksander wziął karabinek, wziął potem pistolet. Ruchy pełnego profesjonalisty
zawodowca widać, że byli bardzo dobrze wyszkoleni przez na tych swoich kursach dywersji ognia i tak dalej. Wziął karabinek, które z którego nigdy wcześniej nie strzelał HK16. Przymierzył się, oddał kilka strzałów. idealnie w środek tarczy, to samo z pistoletem. Także wszyscy byli pod wrażeniem i gdzieś ta przyjaźń zaczęła się budować, bo spotykaliśmy się coraz częściej, uczestniczyliśmy w różnego typu akademiach, w szkołach, prawda, gdzieś w miejscach publicznych. Zaczął się już pojawiać regularnie na naszych świętach, na naszych balach. Był głównym gościem balu z okazji 25lecia jednostki wojskowej Grom. Także gdzieś coraz więcej rozmawialiśmy, opowiadaliśmy o sobie, ale przebijało to, co właśnie przebijało z Aleksandra, to ta skromność.
Absolutnie nie chciał się afiszować tym, co robił. Bardzo delikatnie opowiadał o tym, co robił. ważył słowa, podkreślał to, na czym mu zależało całe życie, na tym żeby nie dać się zwieść ideologią, bo jakby nie było, to chora ideologia była przyczyną II wojny światowej i całych tych nieszczęść, które się po wojnie też pojawiły. To same ideologie, jak najdalej od tego uczyć się. Przede wszystkim to był główny przekaz jaki nam, żołnierzom, ale też młodzieży, do której przemawiał, mówił, że praca dla ojczyzny, nauka dla ojczyzny, nie trzeba umierać, trzeba żyć i kształcić się. To buduje silny kraj, to buduje potęgę Rzeczypospolitej.
Najbardziej taką niesamowitą przygodą, jaką z Aleksandrem przeżyłem, to był jego skok ze spadochronem równo 70 lat po jego oryginalnym skoku do do kraju w kwietniu 44 roku. Miał wtedy 93 lata i któryś z żołnierzy z Gromu właśnie go zapytał: "Panie Aleksandrze, a może by tak jeszcze raz? Może byśmy skoczyli? A czemu nie?" odpowiedział. No i tak się zaczęły przygotowania do tego skoku, bo jednak podeszliśmy do tego bardzo poważnie. To wyzwanie było.
Nie było nikogo starszego w tamtych czasach, kto by skakał. Także nawet po tym skoku przez chwilę dzierżyliśmy rekord Guinnessa, jeżeli chodzi o najstarszą osobę wyrzuconą z samolotu ze spadochronem. Skok się odbył niedaleko Grodziska Mazowieckiego na placówce też, gdzie odbywały się zrzuty. Aleksander wyskoczył z 2 km razem z instruktorem, bo to był w systemie tandem skakał. Spadochron został rozwinięty na wysokości 1500 m i tak sobie
lotem ślizgowym do tej do strefy lądowania dochodzili. Kiedy się zbliżali, widzę Aleksandra, który jest biały, mówię blady jak nic. Umarł w powietrzu. Mówię, to będzie tragedia. Mówię, po mnie jako organizator tych skoków podbiegam, gdzieś tam go dotykam. On jeszcze nie złapał powietrza, jeszcze jest. Mówię, no nie, nie żyje, ale w końcu złapał ten głęboki oddech. Kilka razy tak oddechnął. Mówi: "Panie pułkowniku, ten skok był 100 razy bardziej skomplikowany niż ten w 44." Pytam: "Ale jak? Jak?
Tak mnie tutaj ścisnęli tymi szelkami, tą uprzężą, że nie mogłem oddychać. Instruktor, jak się okazało, bał się, żeby Aleksander nie wypadł mu z tej uprzęży w trakcie lotu, więc ją bardzo mocno dopiął. No to co właśnie spowodowało tą śmieszną historię. Ale oczywiście za chwilę powiedział, ale kiedy następny raz. Także fajnie wyszło, super wyszło, bo mówię, wielkie przeżycie dla nas, wielkie przeżycie dla Aleksandra. >> A patrzył pan na niego jak na weterana.
człowieka z duchem żołnierza czy jako na naukowca. >> My szukaliśmy w cichociemnych ogólnie żołnierzy, tak spośród wielu cichociemnych, wielu było z nich wcześniej wojskowymi. Aleksander był studentem i studia przerwała mu wojna i prosto ze studiów na tą wojnę poszedł. On nigdy nie traktował siebie jako żołnierza zawodowego czy oficera, prawda? On nawet gardził, bo wiele przykrych słów pod kątem takiej kadry,
która ich szkoliła, z którą miał do czynienia właśnie w drugą wojnę czy nawet w oddziale partyzantskim. >> Czy może pan jakieś przytoczyć? >> Nie, to takie mało cenzuralne. Natomiast jego zachowanie w sposób w jaki do nas się odnosił to cywil, typowy cywil. Także tutaj nie było salutowania sobie, prawda, opowiadania tych bohaterskich opowieści. Absolutnie nie. Raczej zupełnie inne rzeczy fajne. Wspominał o tym, jak się uczył, jak właśnie Greką wciąż władał i łaciną. I
to też była taka uczta intelektualna. Aleksander był oczytany i naprawdę to była wielka przyjemność z nim rozmawiać. A jak stało się to, że właśnie pani miała organizować te wydarzenie? Czy to ze względu na bycie historykiem, czy sama pani chciała? >> To myślę, że to jest tak i po części na pewno decyzja dyrektora głównie. A
myślę, że moja profesja też skłania do tego, żeby zająć się akurat organizacją jako historyk. Zawsze na lekcjach swoich opowiadając o cichociemnych miałam na względzie naszego mieszkańca pana Aleksandra. Nasze dzieci nawet miały w ramach lekcji takie zadanie, żeby szukać cichociemnego. On tutaj na osiedlu bardzo często przesiadywał na jednej konkretnej ławeczce, więc jak nastąpił
czas podejmowania decyzji, to myślę, że te dwie okoliczności się zbiegły i dlatego jestem ja tutaj. >> A wcześniej miała pani okazję poznać pana Aleksandra? Yyy miałam yyy to szczęście dwa razy być obecna na konkursie poświęconym cichociemnym, gdzie yyy uczniowie przeze mnie przygotowani zajęli raz drugie, raz trzecie miejsce. No i mieliśmy w ramach nagrody właśnie spotkanie z panem Aleksandrem. Tak, miałam możliwość go spotkania osobiście. >> Jakie to było uczucie spotkać go? No to jest niesamowite, że ma pan do czynienia z osobą, która tak naprawdę ani przez
minutę nie dawała do zrozumienia, że jest jakaś wyjątkowa. To był bardzo zwykły, niesamowicie otwarty i serdeczny człowiek. Myślę, że tym zyskiwał właśnie, a dzisiejsza uroczystość tylko potwierdza właśnie sympatię tych wszystkich ludzi do jego osoby, więc ja myślę, że on był po prostu Aleksandrem Tarnawskim, bardzo
bliskim wszystkim, którzy go dzisiaj tutaj upamiętnili, ale bardzo prostym człowiekiem, skromnym na pewno. No i myślę, że wpisuje się w mój obraz patriotyzmu. Jestem radnym dzielnicy Wojska Polskiego. Mieszkam tutaj na tym osiedlu ponad 40 lat. Yyy i właśnie zrodził się pomysł stworzenia yyy muralu pamięcego
yyy pana yyy pułkownika Aleksandra Tarnawskiego tutaj na jednym z budynków wymiennikowni Pecu jestem inicjatorem też yyy założonej zrzutki y na portalu, gdzie obecnie mamy 10000 zł, prawie potrzeba jeszcze 25, żeby rozpocząć te pracę i zrealizować mural na naszym osiedlu tutaj, żeby upamiętnić pana Aleksandra, który niedaleko tutaj mieszkał, mieszkał na Gagarina. Często tutaj na to osiedle przychodził, szczególnie lubił przychodzić do tej księgarni pana Grzesia, która niestety została już zamknięta, ale sentyment został. >> A skąd pomysł, aby właśnie teraz wykonać ten mural?
>> Pomysł się Pomysł się zrodził w tamtym roku. Chciałem coś zrobić na naszej dzielnicy tutaj wojska polskiego, coś związanego z wojskiem, bo tutaj za ulicą mamy jednostki Agat. y szósty szósty desantowietrzny y batalion. Y miało być to coś innego, ale dowiedziałem się, że szkoła ta, która tutaj jesteśmy będzie miała imię nadane, jest pomysł wtedy. No i na początku tego roku radni miasta Gliwice podjęli decyzję, że właśnie będzie to pana pułkownik Aleksander Tarnawski.


