Łucja Siedlik | Tygodnik Kulturalny

10 marca 2026 · 36:30 · Obejrzyj na YouTube

W „Tygodniu Kulturalnym” wywiad z kierowniczką literacką Teatru Rozrywki – Łucją Siedlik. W rozmowie można usłyszeć o tym, jak w teatrze dba się o słowo oraz jaką drogę musi przejść scenariusz – od pomysłu w głowie dramatopisarza aż po słowa wypowiadane przez aktorów na scenie. To rozmowa pełna teatralnych ciekawostek, która pozwala lepiej zrozumieć, że teatr to nie tylko aktorzy i to, co widzimy na scenie, lecz także praca wielu osób, które swoimi talentami współtworzą każdy spektakl. Zapraszamy do obejrzenia odcinka.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

Dzień dobry państwu w kolejnym odcinku Tygodnika Kulturalnego. Dzisiaj nie wyjdziemy nigdzie, nazwijmy to, na miasto, a zostaniemy w naszym studiu troszeczkę inaczej urządzonym, ponieważ będziemy tutaj rozmawiać o kulturze. Moim dzisiejszym gościem jest Łucja Siedlik. Dzień dobry. Dzień dobry. która jest bardzo wykształconą kobietą,

ma wiele talentów, ale będziemy je odkrywać stopniowo w toku naszej rozmowy. A zaczniemy sobie od tego, gdzie teraz Łucja pracuje, bo jest kierownikiem literackim w Chorzowie w Teatrze Rozrywki. I znalazłem taki cytat. Jeżeli chodzi o stanowisko kierownika literackiego, to Polskie Radio napisało, że to osoba, która najwięcej czyta i najwięcej się wtrąca. Czy tak to wygląda? H, wydaje mi się, że dużo zależy od tego, jak wygląda struktura organizacyjna w teatrze. To znaczy, no oczywiście różne teatry są ustrukturyzowane na różne sposoby. Akurat u nas jest tak, że dyrektor artystyczną i no taką główną naczelną jest pani Aleksandra Gajewska, więc to ona ma decyzyjny głos w większości spraw. No ale oczywiście są takie osoby jak ja czy kierownik muzyczny, które troszkę się wtrącają. Jasne. No i oczywiście kierownika muzycznego

interesuje przede wszystkim ta warstwa muzyczna. Mnie interesuje głównie słowo. Natomiast czy jestem osobą, która się najbardziej wtrąca tego nie wiem. Trzeba by pewnie zapytać osoby, z którymi współpracuję. Dobrze, to powiedz mi dokładnie na czym twoja praca polega. Jasne. No to ona się składa z takich kilku obszarów. Jeden z nich to jest coś w rodzaju takiego organu doradczego dla dyrekcji. To znaczy jeśli dyrekcja dostaje jakiś nowy tekst, coś co nie

było jeszcze u nas wystawiane, a wiadomo jakby teatry wystawiają nowe sztuki zazwyczaj premiery, no staramy się nie odgrzewać kotletów, jak to jest dobre. Tak, to jest to jest oczywiście takie nasze założenie. Yyy, czasami trafiają teksty autorskie, czasami trafiają teksty, które już gdzieś były wystawiane, ale na przykład są nieco zapomniane. I wtedy dyrekcja yyy wysyła do mnie taki taki tekst i prosi o opinię. Są też takie sytuacje, kiedy teksty powstają dla nas. To miało miejsce przy naszej ostatniej wrześniowej premierze w Wilczym Księżycu i to jest taka sytuacja, w której ja rzeczywiście mogę wtrącić swoje trzy grosze, coś zasugerować,

poprosić autorkę bądź autora tekstu o wprowadzenie jakichś zmian. Yyy, natomiast yyy no realnie jest tak, że jednak yyy dyrekcja ma ostatnie zdanie, ale też artyści to jednak oni proponują yyy swoją wizję i nie możemy do końca się im aż tak mocno wtrącać. Więc to jest taki ciekawy balans w zasadzie pomiędzy tym pomiędzy braniem odpowiedzialności przez teatr za to co jest przez teatr wystawiane, bo oczywiście tą odpowiedzialność bierzemy, zapraszamy widzów do siebie, więc musimy proponować w zasadzie to co jest najlepsze, ale z drugiej strony no oddajemy pewną autonomię twórcom, więc no to są takie pozycje negocjacyjne często i gdzieś tam pośrodku.

No ale to jest jeden obszar. Drugi obszar to jest komunikowanie, komunikowanie się przede wszystkim z naszymi odbiorcami i opowiadanie o tym, co w teatrze prezentujemy. To znaczy, jeśli mamy premierę, moim zadaniem jest to, żeby dowiedzieć się o niej jak najwięcej. A więc wracając do tego początkowego cytatu, rzeczywiście jest tak, że kierownik literacki to jest ktoś, kto dużo czyta i grzebie. No bo jedna rzecz to jest oczywiście scenariusz, a druga rzecz to jest próba obudowania tego scenariusza różnymi kontekstami. No i rzeczywiście to jest można wpaść czasem w taką króliczą norę i po prostu szukać w nieskończoność.

Natomiast po to, żeby ta opowieść o spektaklu, który wystawiamy była jak najbardziej interesująca, no moim moim zadaniem jest to, by ją maksymalnie ciekawie obudować i i maksymalnie ciekawie przedstawić. Więc przygotowuję opisy spektakli. Yyy, przygotowuję też taki powiedzmy zestaw punktów odniesienia dla działu promocji, który potem sobie wykorzystuje te treści w mediach społecznościowych yyy i w innych kanałach komunikacyjnych. Yyy, a oprócz tego przygotowuję takie małe prezenty dla widzów, to znaczy programy spektakli i robię to we współpracy z grafikiem. To znaczy ja mu przygotowuję treści, grafik to pięknie obudowuje. M to jest taki rodzaj dialogu twórczego, gdzie też różne różne interesy są wyważane, no bo wiadomo, że ja bym chciała napakować jak najwięcej treści, a grafik jednak dba o

to, żeby te treści były możliwie czytelne. I ostatnia z ostatni z tych obszarów to jest aktualizacja treści na stronie i to też jest takie działanie we współpracy z działem działem promocji. Tutaj się wzajemnie wspieramy, no i staramy się, żeby nie było jakieś informacji sprzed 30 lat na stronie, tylko raczej takie, które są jak najbardziej zaaktualizowane, nawet jeśli dotyczą tego, co się działo 30 lat temu. Okej. A powiedz mi, bo kierownikiem literackim jesteś od zeszłego roku. Zgadza się. To ile tekstów już przerobiłaś?

Masz na myśli tekstów w kontekście scenariuszy, jakie do ciebie przyszły, że coś tam redagowałaś? Mhm. No to trudno bardzo policzyć. W przypadku zeszłorocznej naszej premiery rodziny Kerwoodów na przykład sporo tego było. No podejrzewam, że z jakieś pięć takich artykułów naukowych, z trochę takich treści publicystycznych w internecie. Tak, w przypadku Wilczego Księżyca to było jeszcze bardziej skomplikowane, bo to jest taki tekst, który

ma w sobie bardzo dużo różnych odniesień i do popkultury. A kto go napisał? Zuzanna Bojda, to jest taka dramaturzka, która współpracuje z reżyserką tego spektaklu Agatą Puszcz. E, no i to jest taki spektakl, w którym mamy i odwołania do słowiańskich wierzeń, i do historii wampirycznych, i do cykli księżycowych i

astrologii, jeszcze trochę do filmu, do takiej estetyki filmowej, trochę postapokaliptycznej, może trochę jak Blade Runner troszeczkę. Tak. Ja tak trącę, że miałam przyjemność obejrzeć ten spektakl i właśnie moja pierwsza myśl jak to oglądałam, że troszeczkę czuję taki klimat zmierzchu. M tak oczywiście. No to historia miłosna w ogóle. Kiedy będzie jeszcze wystawianów? Nie pamiętam kiedy dokładnie, ale niedługo. Wiem, że niedługo. I też zresztą wczoraj otrzymaliśmy taką miłą wiadomość, że odtwórczyni głównej roli

żeńskiej, czyli Irena Michalska i odtwórca głównej roli męskiej Mateusz Sawiel zostali nominowani do złotych masek, jak również choreograf Tobiasz Sebastian Berg. Także tak, spektakl został doceniony. No i tak praca kierownika literackiego przy tym spektaklu była o tyle o tyle takim grzebaniem w różnych różnych zakamarkach, że tych kontekstów było po prostu bardzo dużo. Więc tutaj nie powiem panu ile przewertowałam przewertowałam różnych właśnie tekstów

naukowych, nienaukowych, tekstów takich z pogranicza h nie wiem jak to określić za bardzo takiej pop astrologii, bo trudno znaleźć coś takiego konkretnego na tematy astrologiczne, takiego naukowego. To raczej jest taki temat rozdmuchiwany w różnych lifestylowych magazynach, ale też się przydaje oczywiście takie spojrzenie. No więc było tego sporo, naprawdę nie powiem panu ile, ale długie godziny no spędziłam nad szukaniem i docieraniem do czegoś, co będzie wartościowe dla widzów. Rzeczywiście Wilczy Księżyc to jest ciekawy przykład, bo autor scenariusza, autorka jeszcze żyje.

Nie wiadomo, czy to dobrze, czy źle, zakładam, że dobrze. Tak, ale przy twojej pracy, gdzie ty jednak no na pewno w jakimś stopniu oceniasz ten scenariusz, wprowadzasz pewne zmiany, jak to się podobało autorce? Czy zawsze jest na to zgoda, czy jest dyskusja między wami, czy jej się to podoba? Mhm. Jeśli chodzi o kontakt z autorką, on miał miejsce przede wszystkim, parem się przed premierą, nie pamiętam dokładniej daty, ale mieliśmy takie wspólne spotkanie ze wszystkimi realizatorami i to było spotkanie po tym, jak zapoznaliśmy się z pierwszą wersją tekstu, bo on jednak dosyć mocno ewoluował i i to był taki moment, w którym rzeczywiście miałam sporo pomysłów czy takich sugestii dotyczących kierunków.

No i starałam się je przedstawić. y czy autorce scenariusza się to podobało czy nie, trudno mi powiedzieć. Yyy natomiast y starałam się na pewno jej nie narzucać czegoś za mocno. To znaczy wiadomo, że to nie jest moja sztuka, tylko jej sztuka, nie? Więc jedyne co mogłam to sugerować sugerować jakieś tropy czy kierunki. E i później jak y jak

otrzymaliśmy kolejną wersję scenariusza y i zapoznawałam się z niektórymi częściami, które się zmieniły w stosunku do tego, co było na początku, to w niektórych momentach miałam takie poczucie, że czegoś jest może za dużo, a czegoś trochę za mało. Więc było parę takich momentów, których zasugerowałam autorce, że może fajnie by było wrócić do czegoś, co zostało wyrzucone, bo wydaje mi się, że teraz wid nie będzie za bardzo wiedział, dlaczego coś się dzieje na scenie. yyy i yyy no nie

słyszałam głosów protestu yyy i rzeczywiście coś tam zostało uwzględnione. Także podejrzewam, że to zależy, że dużo zależy od tego, z kim bezpośrednio się współpracuje. W twoim doświadczeniu zawsze szło to tak gładko, czy jednak były jakieś przeszkody? Moje doświadczenie jest krótkie. Yyy pracuję od 2024 roku, więc na razie na

razie to są dobre doświadczenia. No ale zobaczymy, zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Okej, to przejdźmy sobie teraz do teatru. metaforycznie mówiąc, widzowie widzą najczęściej aktora, słyszą o reżyserze, o scenarzyście, może coś tam z kostiumami, kostiumami. Natomiast y w

osobach, które realizują spektakl często osobno wymienia się dramaturga, dramatopisarza, a teraz jeszcze siedzi tutaj kierownik literacki. Czy to są trzy osobne funkcje, synonimy, czy oni się uzupełniają, czy yyy faktycznie przy każdym spektaklu są trzy osobne tego typu osoby yy, które ze sobą pracują. No to jest bardzo y dobre pytanie i w ogóle ciekawy problem, bo nie, to nie zawsze tak jest, że są te trzy różne osoby. W ogóle sama rola czy sama figura

dramaturga to jest taka figura mocno dyskutowana w środowisku teatralnym. No część krytyków czy badaczy teatrów takich zwłaszcza y o długim stażu funkcjonowania w tej w tej dziedzinie podchodzić w sumie sceptycznie do do roli dramaturga. No bo jakby nie patrzeć to reżyser zazwyczaj brał pełną odpowiedzialność za to w jaki sposób tekst zostanie odczytany i w jaki sposób ułoży się cały przebieg dramaturgiczny spektaklu. To znaczy gdzie no gdzie będziemy mieć jakieś punkty kulminacyjne, punkty odpuszczenia, jaki będzie rytm w ogóle całego tego teatru.

Tak. Umiesz podać definicję kim jest dramaturg? Czy umiem podać definicję kim jest dramaturg? E, albo jego zadania. Nie umiem podać definicji, natomiast jego zadania moim zdaniem są płynne z w zależności od tego, jak realizujemy tekst. To znaczy jeśli yyy jeśli na deski sceniczne yyy przekładany jest czy wprowadzany jest yyy tekst, który był pisany na scenę i jest yyy po prostu realizacją dramatu yyy w taki yyy powiedzmy klasyczny sposób, to znaczy nie dąży do jakiejś dekonstrukcji tekstu, tylko jest raczej taką wierną realizacją, to wydaje mi się, że dramaturg nie jest jakoś szczególnie potrzebny. To znaczy, y, wydaje mi się, że w tym momencie jednak ta, e, warstwa

interpretacji tekstu należy do reżysera. Natomiast, e, to nie jest jedyny przypadek. To znaczy y reżyserzy dzisiaj bardzo często sięgają do do tekstów klasycznych bądź mniej klasycznych, ale starają się je dekonstruować, dopisywać do nich różne e różne nowe wersy, różne konteksty czy

zostawiać z innymi tekstami i w zasadzie tworzyć nowy tekst. I to jest taki moment, w którym dramaturg, tak mi się wydaje, yyy, jest potrzebny, bo to jest wtedy osoba, która de facto pisze nowe teksty. To znaczy jakby nawet z składa albo pisze samodzielnie coś, co jest wypadkową połączenia tych różnych tekstów, które do których sięga reżyser. No i właśnie dramaturg. Yyy, więc powiedziałabym, że yyy, że taka definicja dramaturga, no to to jest ktoś w rodzaju yyy pisarza, ktoś yyy ktoś y w

rodzaju takiego patchwera, to znaczy kogoś, kto łączy te różne różne skrawki i nadaje im jakąś taką yyy wspólną literacką część. Ale jest też bywają też inne sytuacje. To znaczy bywają też takie sytuacje, w których reżyserzy postanawiają przełożyć na na scenę teksty, które w ogóle nie były tak pomyślane, to znaczy na przykład teksty historyczne albo eseje, albo albo no nie

wiem, książki po prostu. I wtedy zadaniem dramaturga jest no jakiś rodzaj takiej kondensacji tego tekstu oryginalnego, bo to czasami mogą być książki po 500 stron, nie? e i po prostu przetworzyć tą formę, która była formą do czytania na formę sceniczną. E i jest jeszcze jeden moment, w którym dramaturg jest potrzebny. To znaczy moment, w którym dramaturg jest też autorem własnego tekstu. Tak jest. Czyli jest też dramatopisarzem wtedy i taka sytuacja miała miejsce w przypadku Wilczego Księżyca właśnie, to znaczy dramaturzka i autorka tekstu. To były to była jedna

osoba właśnie Zuzanda Boa. Jej rola wyglądała w praktyce tak, że przede wszystkim ten tekst napisała i później była obecna na próbach, ale nie ingerowała już tak bardzo w w swój tekst i nie ingerowała już też tak bardzo w wizję reżyserską Agaty Puszcz. Natomiast teraz niebawem, bo 13 marca w naszym

teatrze odbędzie się premiera tekstu nawiedzony toster pani Waterson i to też jest sytuacja w którym w której mamy autorkę tekstu i dramaturzkę Małgorzatę Margaritę Więkowską i to jest zupełnie inna sytuacja, bo praca przebiega zupełnie inaczej. To jest taka praca procesowa, gdzie

gdzie wszyscy realizatorzy i aktorzy są w takiej strukturze horyzontalnej. W zasadzie oni są wszyscy równi i i spektakl tworzy się na bieżąco. To znaczy tekst, który otrzymaliśmy parę miesięcy temu jako tekst Małgorzaty ewoluował teraz bardzo. Więc Małgorzata rzeczywiście jest obecna na próbach. Małgorzata cały czas wymyśla w ogóle nowe nowe frazy,

które później e aktorzy wypowiadają. Współpracuje z nimi bezpośrednio i ten tekst bardzo ewoluował od od początku. Więc ta rola jej tutaj jest y no jest bardzo istotna, bo ona w zasadzie ten tekst przepisuje na bieżąco. To znaczy gdyby nie ona, no to reżyser po prostu realizowałby ten tekst, który który przyniosła na początku, nie? Ale dzięki temu, że ona no jest aktywna w tym procesie i jest w stanie odpowiadać na potrzeby, inspiracje wszystkich uczestniczących w tym procesie twórczym, no to jest w stanie ten tekst zmieniać. Wspomniałeś, że przy Wilczym Księżycu ty wcześniej jeszcze dawałeś swoje uwagi, czyli upraszczając ten łańcuch zawodowy, tekst trafia do kierownika literackiego, potem ewentualnie do dramaturga, który przy okazji może być dramatopisarzem.

tekst. Może tak. Na razie w naszym teatrze były tylko takie sytuacje, w których dramaturg był też dramatopisarzem, więc okej, więc no wychodziło to od tej osoby, po czym trafiało do mnie, po czym wracało do tej osoby. Tak. W sytuacji, w której y mielibyśmy

tekst adaptowany przez dramaturga, to pewnie byłoby tak, że dostalibyśmy ten ten tekst. trafiłby rzeczywiście do mnie, ale jednocześnie dramaturg też bym też by na nim pracował jednocześnie, więc trudno mi powiedzieć jaki czy jest jakiś taki łańcuch kolejności. Nie, nie wiem. Na chwilę odbijemy. Wiem po małym researchu, że jesteś po

filologii angielskiej. Zgadza się. Więc czy lubisz Szakespeara? Jasne, jasne, lubię Szakespeara. Tak, bo ostatnio właśnie wspominałem przyjacielowi, który książek za bardzo nie czyta o tym, że będę miał właśnie taki wywiad i on powiedział, że jedyne co z teatru wyciągnął to jedno zdanie i oczywiście to być albo nie być. Więc

dlaczego by nie być? Tak. Dlaczego właśnie to małe, bardzo proste zdanie, przecież tam nie ma nic patetycznego, nic metaforycznego i poetyckiego, jest tak dobrze znane według ciebie ludziom? H nie zastanawiałam się nad tym nigdy, więc nie mam tej kwestii zresearchowanej, natomiast nie wiem czy czy miałeś okazję na to trafić, ale jest takie nagranie zrealizowane niedawno przez jeden z z brytyjskich teatrów, nie pamiętam dokładnie który. Mhm. Ale to jest takie powiedzmy półkabaretowe nagranie, gdzie y wszystkie tuzy brytyjskiej sceny teatralnej po kolei wychodzą e i yyy

przedstawiają ten słynny monolog i zastanawiają się nad tym, gdzie w tym zdaniu to be or not to be postawić akcent. I to jest chyba z siedem osób i każda z tych osób przedstawia swoją wersję tego zdania. Więc być może to jest klucz. Być może chodzi o to, że to jest zdanie wieloznaczne, tak? Że ono nigdy, w zależności od tego, jak się je odczyta, nigdy, no nigdy nie jest dane raz na zawsze. Być może otwiera po prostu pole do A gdzie ty byś położyła akcent? M chętnie wrócę do tego pytania, ale musiałabym się nad tym dłużej zastanowić. Okej. No okej, dobrze. To wróćmy jeszcze do działania teatru. Kiedy kończy się tak naprawdę twoja rola? Czy jak próby trwają, aktorzy są już na scenie? Czy ty jeszcze gdzieś tam się przewijasz, aby dołożyć swoje dwa grosze?

Oczywiście wpadam cały czas. Może to jest, może to jest prawda tego zdania, gdzie y z samego początku naszej rozmowy, że kierownik literacki to jest ktoś, kto się wtrąca. Rzeczywiście jestem obecna na próbach często. To wynika z tego, że jeśli chcę komunikować się z widzami i komunikować rzeczywiście to, co przygotowujemy, no to muszę wiedzieć, jak przebiega praca, jaki jest klimat spektaklu, bo też m często jest

tak, że coś co czytamy możemy zinterpretować w jakiś sposób, a oczywiście to co się potem dzieje na scenie to jest zupełnie coś innego, więc m więc muszę weryfikować też swoje wstępne założenia dotyczące tego tekstu, który realizujemy. Więc tak, jestem cały czas, może nie cały czas obecna, ale wpadam regularnie oraz jestem na próbach generalnych, więc w chwili, której też jest tak, że mam poczucie, że coś nie gra pod względem językowym, no to zgłaszam te zastrzeżenia również. Ale pracujesz w takim teatrze, gdzie równie ważna jest muzyka, tak? A jako skrzypaczka na muzyce się znasz, więc powiedz mi, bo w repertuarze macie i na przykład Kwoodów, czyli spektakl bez śpiewania i musicale. Więc powiedz

mi, jak różni się praca nad takim typem spektaklu i nad takim typem? Oj, diametralnie oczywiście. Musicale to jest w ogóle takie przedsięwzięcie bardzo szerokie. To jest taka wielka machina, która no łączy w sobie taniec, śpiew i słowo oczywiście. Więc same próby, nawet pierwsze próby wyglądają zupełnie inaczej, no bo po prostu nagle gromadzi się przy jednym stoliku tłum osób. Mhm. A w przypadku spektakli takich, które

mamy w swoim repertuarze, czyli przede wszystkim farsowych, bo bo jeśli chodzi o spektakle nie musicalowe, to to co prezentujemy, to są głównie głównie farsy. M obsada jest po prostu mniejsza, więc pracuje się tylko nad no nad tą warstwą sceniczną w sensie aktorskim, a

nie pracuje się nad warstwą muzyczną, nie? W przypadku tych musicali to jest tak, że osobne próby są przeznaczane na na tą warstwę muzyczną, osobne na warstwę aktorską, a później jedno z drugim się łączy. No bo wiadomo, że musical finalnie jest symbiozą. No plus jeszcze oczywiście próby dla tancerzy i wszystkich innych osób, nawet nietancerskich, które które też tańczą. Okej, ale to jest w takim wypadku musical to wielka machina, jakby nie patrzeć. Czyli pewnie jest kilku kierowników, bo jest taniec, jest śpiew, muzyka i pojawia się też te słowo. Czy

zdarzają się tutaj jakieś małe kłótnie, bo ktoś chce przeforsować, nazwijmy to, swój dział? Mhm. Yyy, wydaje mi się, że te takie punkty yyy jakiegoś może zgrzytu czy napięcia y jeśli się pojawiają, to przede wszystkim wynikają z kwestii organizacyjnych, bo yyy czasu jest mało, prób jest dużo, jesteśmy teatrem repertuarowym, więc jednocześnie pracujemy nad kilkoma tytułami jednocześnie. No i to jest yyy bywa

trudne, bo yyy aktorzy i i członkowie baletu i wokaliści muszą się przemieszczać często i mentalnie i fizycznie między różnymi y różnymi obszarami, różnymi tytułami. Yyy więc czasami no ktoś mógłby chcieć więcej czasu poświęcić na wokal, ale jednocześnie

przez to zawiera czas na szlifowanie tańca. Więc takie sytuacje się rzeczywiście zdarzają. Natomiast no finalnie wiadomo, że że w musicalu wszystko musi być dobre. To znaczy nie może być tak, że jest nie wiem, że muzyka się zgadza, ale taniec kuleje. Więc więc wiadomo, że ostatecznie trzeba dojść do jakiegoś jakiegoś porozumienia. Wiem, że w teatrze teraz pracujecie nad musicalem

światowej sławy Peter Ju w przypadku tak głośnego tytułu, bo nie ma co ukrywać jest to głośny tytuł, który na pewno przyciągnie wielu widzów. Jak wygląda twoja praca? Bo wiele osób, które przyjdą, y to mogą być lojalne osoby dla tego musicalu, które może gdzieś już go oglądały, może znają filmy, wiedzą na pewno jak ten scenariusz w ich oczekiwaniu powinien wyglądać i czy ty wtedy też dokładasz swoje zdanie, czy mało starasz się nie tykać tego scenariusza. W przypadku Beatle Juice sytuacja jest taka, że to jest koprodukcja z teatrem Syrena i w teatrze Syrena ten spektakl

już był zrealizowany. Więc w zasadzie nasza premiera jest może nie przełożeniem jeden do jeden tego co było w syrenie, bo tego się nigdy nigdy nie da zrobić. To znaczy jednak inne inne możliwości sceniczne, takie techniczne, yyy, inni aktorzy, inny na pewno y klimat po prostu pracy m

jest u nas, inny jest w syrenie, więc y więc tutaj nie będzie to na pewno dokładnie ten sam spektakl, natomiast y w większości, znaczy w jakimś tam procencie wysokim, myślę, to rzeczywiście będzie to przedstawienie, więc ja tutaj nie mam już za dużo do za dużo do ingerowania. Tekst jest w ogóle świetny. naprawdę, jakkolwiek jestem fanką yyy oryginału, to znaczy tej wersji filmowej, o tyle musical no jest naprawdę równie świetny i i w wielu wielu miejscach

dotyka takich naprawdę głębokich yyy kwestii dotyczących yyy przemijania, dotyczących radzenia sobie ze stratą. No przeciekawy i w zasadzie też takiej radości życia. Wydaje mi się, że to jest coś takiego, co można wynieść z tego spektaklu przede wszystkim. A masz jakiś swój ulubiony spektakl? Czy mam swój ulubiony spektakl? Nie mam swojego ulubionego spektaklu, ale Beitle Jul zdecydowanie jest takim tytułem, który który jest fascynujący. Naprawdę jest jednocześnie zabawny, jednocześnie przegięty, a jednocześnie też taki bardzo łagodny i czuły. Okej.

Biorąc jakiś tekst na warsztat, czym się kierujecie? Czy myślicie o tym, żeby sprzedać ten spektakl, żeby było jak najwięcej biletów, pieniędzy z tego? Czyli myślicie kategorią co spodoba się ludziom, czy myślicie co wy możecie dać ludziom? Mhm. To to też jest dobre dobre pytanie i no to wydaje mi się, że to zawsze jest jakiś rodzaj balansu pomiędzy tymi tymi

czynnikami. To znaczy z jednej strony jako teatr instytucjonalny naszym zadaniem jest proponowanie widzom tego co uznajemy za wartościowe. I w przypadku Beatle Juice yyy w sumie w przypadku Beatle Juice jest tak, że tutaj yyy to jest zarówno tekst wartościowy yyy jak i tekst popularny, więc w sumie to jest taki ideał dla teatru muzycznego. Yyy więc y więc tak

natomiast yyy oczywiście yyy musimy brać pod uwagę też pewien rodzaj przyzwyczajenia naszych widzów do do konkretnego y do konkretnego stylu opowiadania yyy teatralnego. Więc to też jest czynnik, który który jest brany pod uwagę. Ale na przykład wilczy księżyc był rodzajem no eksperymentu. To znaczy to był tekst, który no powstał dla nas. Także była to taka próba, próba pokazania czegoś, czego jeszcze nie znamy i i próba w zasadzie weryfikacji jakie mamy siły, jaki mamy potencjał twórczy w w przedstawieniu nowych rzeczy, a niekoniecznie spektakli licitacyjnych. muszę dopytać. Padło odważne słowo eksperyment.

Eksperyment. Tak. A eksperyment może się udać albo nie udać. Jak było w tym przypadku? Wydaje mi się, że musical to jest bardzo trudna forma i wydaje mi się, że udało się częściowo, ale nie do końca. To znaczy nie mam takiego poczucia, że to jest spektakl wybitny, że to jest spektakl, który rzeczywiście coś w widzach zmieni, poruszy.

Myślę, że jest dosyć atrakcyjny wizualnie, to znaczy ja na przykład jestem fanką świateł w tym w tym spektaklu. Bardzo bardzo dodają takiego ciekawego klimatu. Bardzo jestem szczęśliwa, że odkryliśmy Irenę Michalską, która która świetnie się sprawdziła też w tym spektaklu. Natomiast czy to jest eksperyment udany czy nie, powiedziałabym, że pół na pół.

Okej, dobra. Wyjdźmy na chwilę z Chorzowa i chyba w sumie już tam dzisiaj nie wrócimy. W Polsce jest dużo teatrów. Pewnie w kilku byłaś, jak nie kilkudziesięciu. Powiedz mi, czego w tych czasach potrzeba w teatrze? Jakieś, jakich tekstów? Czy ten poziom jest odpowiednio wysoki? Poziom tekstów? Tak, to zależy po jakie sięga. Natomiast y

czego co powinniśmy w teatrze prezentować, wydaje mi się, że m że nie ma takiej instytucji, która powinna teatrom cokolwiek narzucać. To znaczy nie wydaje mi się, że powinno być tak, że pewne tematy są forsowane, a pewne pewnych się unika. Podobnie z formami wypowiedzi. Myślę, że że akurat y te czasy, w których żyjemy, to jest to

są takie czasy, w których y mamy bardzo dużo różnych możliwości wyrazu. M to znaczy są twórcy, którzy świetnie się odnajdują w teatrze eksperymentalnym, są twórcy, którzy świetnie się odnajdują w musicalu, są twórcy, którzy lubią sięgać po klasykę i tacy, którzy najlepiej się czują w teatrze publicystycznym. I wydaje mi się, że podobnie jest z odbiorcami. To znaczy, że są tacy, dla których najbliższa jest ta wrażliwość musicalowa właśnie, a są tacy, którym są

jakoś najbliższe kwestie społeczne. I wydaje mi się, że kluczem jest to, żeby każdy teatr miał jasną linię programową. To znaczy, żeby było tak, że ten wielogłos ma szansę rzeczywiście zaistnieć w jakiejś takiej najlepszej formule. To znaczy myślałabym raczej nie o tym, jakie yyy jakie tematy czy jakie

formy wyrazu powinny być yyy upowszechniane, promowane czy faworyzowane, a raczej myślałabym o tym jak yyy jak działać, by każdy z artystów i każdy z teatrów właśnie był miał możliwość rozwijania się w tej właśnie swojej formie. To znaczy, jeśli mamy teatr jest teatrem musicalowym, myślę, że to, że to jest miejsce, w którym rzeczywiście musical powinien być na pierwszym miejscu oczywiście i w którym ten musical powinien być przedstawiany jak najlepiej. M mamy miejsca, w których y w których prezentuje się przede wszystkim teatr eksperymentalny i myślę, że to powinno być miejsce dla osób, które szukają tego teatru i które są świetne w tym teatrze. No bo jest taki frazes, oczywiście, że jak coś jest dla każdego, to jest dla nikogo. I wydaje mi się, że rzeczywiście tak jest. To znaczy myślenie o każdej z instytucji jako

instytucji wyrazistej i z jasną linią programową to jest też możliwość y m takiego sieciowania całego środowiska teatralnego. To znaczy to jest taka sytuacja, w której jest miejsce dla każdego, ale nie wszyscy robią wszystko. To znaczy dzięki temu teatry mogą ze sobą współpracować, ale też nie wchodzić sobie w drogę. Okej, to już na sam koniec zapytam cię, czy masz dla naszych widzów jakieś teatralne polecajki? No oczywiście, przede wszystkim no w naszym teatrze bardzo zapraszam na nawiedzony toster pani Waterson. O czym będzie ten toster? Toster. O czym będzie?

Jeszcze nigdy nie słyszałam o nawiedzonym tosterze. To prawda. Nawiedzony toster to jest sprawa niecodzienna, ale spektakl w zasadzie opowiada o codzienności, tylko że w krzywym zwierciadle. To znaczy to jest taka nieco absurdalna wizja, w której świat y

czas w zasadzie czas stanął w miejscu. Nie wiadomo dlaczego za bardzo. Ja myślę, że dlatego, że jest mu wygodnie po prostu. I no myślę, że nie jeden człowiek chciałby zatrzymać się w miejscu. Nie jeden, to prawda. Chociaż z drugiej strony jak się utknie w takim niewygodnym miejscu to ciężka sprawa, nie? E, no ale dlatego trzeba znaleźć piękną chwilę. Trzeba znaleźć piękną chwilę. Dokładnie. Nie wiem czy w tym spektaklu ta piękna chwila jest dla każdego akurat. To znaczy, czy każdy z bohaterów spektaklu został złapany w tej swojej najlepszej rzeczowej chwili. Niemniej yyy to jest spektakl o współczesności i o tym chyba,

co nas dzisiaj dotyka w w kontekście technologii i w kontekście świata, który nam się coraz bardziej y tabelkuje, może tak, w którym rola korporacji jest no coraz większa, w którym jesteśmy często zmuszani do wykonania bezsensownych zadań tylko wznie dlatego, że ma się coś zgadzać w jakiejś tabelce. M jednocześnie to jest spektakl o pokoleniu osób młodych realizujących yyy to przedsięwzięcie przede wszystkim, czyli yyy no pokolenia 20latków przede wszystkim. To jest zresztą debiut reżyserski i dramaturgiczny. Yyy i to jest trochę opowieść właśnie o tym yyy dlaczego również oni stoją w miejscu. To znaczy dlaczego jest tak, że w zasadzie jest im trochę wygodnie, ale z drugiej strony chcieliby zmiany. No więc tak myślę, że to jest taki spektakl dla każdego, kto się zastanawia nad tym co z nami będzie, czy przeżyjemy, czy

sztuczna inteligencja nas zje, czy ciekawa tematyka, tylko cały czas mnie zastanawia, gdzie tamten toster. Gdzie ten toster? No dobrze, dobrze, już wyjaśnię. Otóż toster to jest dar ojczyzny za poniesione straty dla głównej bohaterki spektaklu, czyli pani Waterson, która w bliżej niesprecyzowanym konflikcie zbrojnym traci wszystkie kończyny. Okej. I te kończyny zostają yyy uzupełnione takimi yyy

odpowiednikami metalowymi. Yyy sponsoruje to wszystko y firma Janusz Cybernetyka Eksportowa. Wow. Tak. Tak. Więc prywatny przedsiębiorca. No ale lekko z prywatnymi przedsiębiorcami akcja w Polsce. Tak. Mimo nazwiska bohaterki. Tak, tak. Tak. Mimo nazwiska bohaterki.

No i tak. No i ten toster jest nagrodą dla pani Waterson i pani Waterson wierzy w to, że w tym tosterze zamieszkała dusza jej zmarłej partnerki, z którą była połączona telepatycznie. Ciekawe. Myślę, że nasi widzowie muszą to zobaczyć. Też mi się tak wydaje. A coś poza Chorzowskiego polecasz? Co poza Chorzowskiego? Mm

miałam okazję być w Operze Krakowskiej na spektaklu Bona Forca w reżyserii Michała Znanieckiego. M to o tyle jest y miła okoliczność, że Michał Znaniecki z nami współpracuje dosyć regularnie. Między innymi jeszcze z tych tytułów, które gramy, to Zakonnica w przebraniu w jego reżyserii. A Bona to jest no oczywiście opowieść o królowej Bonie, ale przedstawiona w bardzo ciekawy sposób. y z muzyką

takiego współczesnego kompostora Zygmunta Krausego, który no któremu udało się stworzyć y we współpracy pewnie z z reżyserem y taką taką formalną całkę, która się bardzo ze sobą uzupełnia. To znaczy tam jest tak, że muzyka współgra z oczywiście ze słowem, co jest naturalne w operze, ale oprócz tego, że ze słowem, to jeszcze z ze scenografią, bo scenografia pełni rolę aktywną, to znaczy jest regularnie przesuwana i podnoszona

i gestem teatralnym, tańcem, czymś takim, co nie jest wypowiadane słowami. Więc to jest bardzo ciekawy formalnie spektakl. Wydaje mi się, że tak tytuł, który warto zobaczyć. Chociaż widzowie często stronią od muzyki współczesnej, ale tutaj myślę, że spokojnie można się to wybrać. Nie jest to taka bardzo awangardowa, nieprzyjemna i dziwna muzyka współczesna, tylko jednak coś takiego, w czym myślę, że każdy wid się może odnaleźć. Moim gościem była Łucja Siedlik z Chorzowskiego Teatru Rozwki. Dziękuję bardzo. Dziękuję.

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo