Koncert w ruinach domu przedpogrzebowego | Tygodnik Kulturalny
Muzyka wybrzmiała w pięknym miejscu, pełnym historii. W ruinach domu przedpogrzebowego na starym cmentarzu żydowskim odbył się koncert, podczas którego zgromadzeni mogli usłyszeć muzykę poważną. Utwory pochodziły z trzech epok muzycznych i były wykonywane na pianinie oraz flecie. Nie była to jednak uczta wyłącznie muzyczna, ponieważ koncert połączono z wernisażem „Za Szmaragdowymi Drzwiami”, na który składa się cykl obrazów autorstwa Małgorzaty Tomczonok. Po wydarzeniu odbył się krótki spacer historyczny po cmentarzu. Całość przebiegła w serdecznej atmosferze, sprzyjającej rozwojowi, integracji i ukulturalnieniu uczestników.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[muzyka] Dzień dobry państwu. Witam państwa. Witamy państwa na pierwszym w tym roku koncercie w ruinach domu przedpogrzebowego. Koncercie, który swoją historią nawiązuje do koncertów organizowanych przez gminę synagogalną przed II wojną światową. Koncerty te odbywały się od połowy wieku XIX. Były to koncerty organizowane przez chór synagogalny oraz orkiestrę synagogalną.
chór, który był, co warto podkreślić, trzecim najstarszym chórem w mieście. [muzyka] Co tutaj dzisiaj się odbyło? Dzisiaj mieliśmy tutaj koncert pamiątkowy, koncert nawiązujący swoją przeszłością do koncertów gliwickiej gminy synagogalnej. Był to koncert pierwszy w tym roku, który był takim przekrojem muzyki klasycznej od muzyki barokowej po muzykę romantyczną. Czy takie miejsce jak cmentarz jest dobrym miejscem na spotkania kulturalne? Myślę, że jak najbardziej. Nasze wydarzenia odbywają się w ruinach domu przedpogrzebowego, czyli nie bezpośrednio na cmentarzu, ale stąd już jest bezpośrednie na cmentarz wejście.
Myślę, że jak najbardziej, ponieważ naokoło nas pochowane są jednak osoby, którym w znacznym stopniu zawdzięczamy rozwój tego miasta. Zatem przychodząc na takie wydarzenia poznajemy część tej kultury, ale również jesteśmy w jakiś sposób potrzymać pamięć o tych osobach. Dużo dzisiaj mówiło się o renowacji. Proszę opowiedzieć, od kiedy się zaczęła. Tym cmentarzem społecznie opiekuję się z wolontariuszami od pięciu lat. Wcześniej bywały tutaj inne stowarzyszenia, grupy wolontariuszy, ale gdzieś to tej próby czasu nie wytrzymywało. My tutaj przez 5 lat już działamy i jeszcze troszkę tutaj na pewno planujemy być. W tym czasie udało nam się poddać pracom renowacyjnym, naprawczym kilkadziesiąt nagrobków. Liczymy, że to już może być nawet około setki, ponieważ dosyć późno późno zaczęliśmy liczyć te te nagrobki,
ale jest to już całkiem sporo. Czy jest coś, do czego dążycie? jakiś cel. Tak, na pewno nam się marzy doprowadzenie tego cmentarza do stanu takiego, jak on wyglądał na przełomie wieku XIX i X, czyli tych 120, 130 lat temu. Chcielibyśmy także, żeby to miejsce było rozpoznawalne na mapie Gliwic. Chcemy także, żeby to miejsce [muzyka] było takim punktem, gdzie można się spotkać z tą przyszłością miasta, gdzie nawet jeżeli się czegoś nie wie, chciałyby się poznać na przykład historię domu, w którym się żyje, to po to my tutaj jesteśmy, żeby właśnie pomagać.
Czy cmentarz już całkowicie zatracił swoją funkcję religijną? W Gliwicach nie mamy już żadnego potomka [muzyka] tych przedwojennych gliwickich Żydów. M zasadzie w całej Polsce my już tych potomków gliwickich, żydów nie posiadamy. Ci ludzie częściowo wyjechali
jeszcze w okresie międzywojennym. Następnie w roku 1942 w kilku akcjach deportacyjnych większość gliwickiej społeczności żydowskiej została wymordowana. Wobec tego to miejsce nie pełni już takiej funkcji jak pełniło przed II wojną światową. Ostatni pochówek miał tutaj zresztą miejsce w roku 1937. Zatem żadnych nowych pochówków już tutaj nie będzie. Rodzin na miejscu już tutaj nie mamy. Jak już ktoś przyjeżdża, [muzyka] to jest to sporadycznie raz na kilka lat. Dlatego też staramy się temu miejscu nadać nową funkcję łączącą oczywiście godność i pamięć tego miejsca, ale [muzyka] także by mogło ono posłużyć wszystkim naszym mieszkańcom.
Czy jakieś wydarzenia są zaplanowane w najbliższym czasie? Yyy, tak już myślimy nad kolejnym koncertem, który byłby w czerwcu. Byłby koncert upamiętniający właśnie [muzyka] te akcje deportacyjne, ale również na czerwic planujemy spacer historyczny po cmentarzu. Ah
[muzyka] to zacznijmy od tego, jak doszło do tego, że tutaj koncertowaliście. y no powiedzmy bardzo dobrze się zaprzyjaźniłem z panem Sewerynem Botorem i gdzieś jak pokazał mi to miejsce po raz pierwszy bardzo mnie zaintrygowało, prawda? No bo to jest taka kompletnie inna rzeczywistość gdzieś w obrębie miasta więc od razu gdzieś mi tak coś kliknęło w głowie, że może by to wykorzystać nie tylko jako taka nekropolia, ale i też jako miejsce spotkań, miejsce wydarzeń kulturalnych. Więc tak jakoś Czy twoja historia wyglądała tak samo? Moja historia była taka, że Jasiu do mnie napisał, ale zgadzam się z Jasiem, co powiedział, że rzeczywiście cmentarz również można potraktować jako miejsce, gdzie można
odbywać spotkania kulturalne. W ogóle tutaj bardzo dużo można się nauczyć właśnie, jeżeli chodzi o kulturę, o historię. Tak więc bardzo się cieszę, że mogliśmy troszeczkę, nie chcę tak źle zabrząć, ale ożywić tutaj troszeczkę ten cmentarz muzyką naszą. Powiedzcie
mi, bo muzyka klasyczna kojarzy mi się z filharmonią albo innymi wielkimi salami. Tutaj przestrzeń jest inna. Czy to dobre miejsce na granie, czy przeciwnie? Wydaje mi się, że bardzo dobre miejsce na granie, bo bardzo wiele osób, które tutaj przychodzą, jakby nie ma nie mają na co dzień kontaktu z taką muzyką właśnie przez to, że jest grana w takich wielkich gmachach, które nam się poważą, kojarzą z jakąś taką powagą, skostnieniem. A tutaj powiedzmy przychodzimy, mamy okazję po prostu sobie po prostu przyjść, po prostu [muzyka] usiąść, posłuchać i też dla nas jest to zupełnie inny anturaż, może mniejszy stres. Y, więc dla osób, które
chcą może zacząć przygodę z muzyką poważną, myślę, że to jest bardzo dobre miejsce. Jak oceniasz akustykę? Zaskakująco. Naprawdę byłam, byłam mile zaskoczona tą akustyką. Bardzo dobrze mi się grało. Dźwięk się niósł. Być może to też te mury tutaj robią swoją robotę, bo
jednak [muzyka] został ten dźwięk. On się tak nie rozprzestrzenił na zewnątrz. Jejku, mówię teraz jak inżynier, przepraszam. Ale tak, ściany jednak jeżeli mamy ściany, to rzeczywiście [muzyka] po prostu ten dźwięk gdzieś się odbije od tych ścian, on do nas wróci. Tak więc my jesteśmy y tutaj troszeczkę
jednak wspomagani tymi ruinami. To powiedzcie mi coś na temat repertuaru. Czy wy go wybraliście? Czy zostaliście poproszeni o wykonanie jakichś utworów? Sewerin zawsze daje mi całkowicie wolną rękę, jeśli chodzi o repertuar. Yyy, tam mieliśmy swego czasu pewne dysputy na ten temat, natomiast już wszystkie powiedzmy konflikty są zażegnane. o konflikty, tak? Bo na początku jakby wiadomo, chcemy też
poniekąd ożywić to miejsce, ale i też uszanować jego charakter, więc na pewno nie zagralibyśmy tutaj muzyki, powiedzmy, niestosownej, no jakiejś rozrywkowej czy nie wiem, Kankana, więc raczej starałem się dobierać muzykę pod kątem muzyki religijnej, raczej takiej stonowanej, poważnej, co już powiedzmy powoli przełamujemy w ramach powiedzmy tak szerzej pojętej muzyki poważnej. Yyy, no ale taki był początek, prawda? I też z tego początku yyy zrodziła się w ogóle ta idea, żeby ożywić, tutaj możemy już użyć tego słowa pełnoprawnie, ożywić twórczość Lewisa Lewandowskiego, bo tak naprawdę yyy no na próżno szukać na YouTubie tych wszystkich psalmów. Są oczywiście jakieś wykonania na chór, na jakieś rozstrojone organy, natomiast powiedzmy to jest mój trud, że gdzieś znalazłem te nuty.
Możemy sobie nawet tutaj zobaczyć. One są w bardzo takim y w takim ciekawym stanie. Tutaj mamy wszystkie inskrypcje po hebrajsku, a muzyka jest zaskakująco jakby ogólnoeuropejska. Także gdzieś po prostu przepisałem te partie wokalne, tak jakby to powiedzmy śpiewał kantor czy chór. Przepisałem to na czyf flet, czy wcześniej skrzypce z fortepianem. No i dzięki temu w ogóle możemy poznać tę twórczość, bo jest to coś powiedzmy nowego. To ile czasu zajęło wam aby się przygotować na dzisiaj? Jedną próbę d i pół godzinną mieliśmy. Mhm. Ale to my też jesteśmy już na tyle profesjonalni, że jednak przychodzimy po pierwsze przygotowani, po drugie bardziej szlifujemy i tak naprawdę bardzo ważnym w wykonaniu, w duetach, w ogóle we wszystkich zespołach, gdzie gra więcej niż jedna osoba, jest kontakt wzrokowy, pewne mikroruchy, które się
wykonuje i tutaj jednak musimy mieć taki niewerbalny dialog między sobą. Powiedziałeś, że przechodzicie przygotowani, więc ile czasu prywatnego, czy osobistego, czy po prostu wcześniej zajęło wam, aby się tego nauczyć? To jest bardzo dobre pytanie, bo myślę muzycy, no nie wiem, to oczywiście nie jest mój jedyny repertuar, jaki aktualnie jestem proszony wykonywać, także kiedykolwiek mam jakiś wolny czas, to ja po prostu sobie układam te wszystkie moje obowiązki. Ciężko stwierdzić. Natomiast yyy no powiedzmy tydzień. Tydzień, no ja chyba tak samo. No tydzień myślę chyba najbardziej wymagający był Mozart, przynajmniej dla mnie. [śmiech] To jeden z najbard koncert na flet. Tak, jeden z najważniejszych chyba w literaturze fletowej koncertów i jeden z najbardziej znanych tak naprawdę wszystkie trzy koncerty, chyba Mozart
trzy koncerty na Flet, jeżeli dobrze wiem, napisał G, Dur i właśnie Cedur na flet i harfy. No to myślę, że w literaturze muzycznej to jest taki obowiązkowy utwór i myślę, że przynajmniej przez któryś koncert Mozarta każdy flecista powinien przejść. Akurat mi trafiło na flet i harfę. To takie pytanie, czy wy kiedy już wykonujecie, już umiecie to robić, skupiacie się [muzyka] na takim technicznym wykonywaniu, czy jednak ważne tutaj są jakieś emocje, interpretacje, jak to u was wygląda? W sensie myślę, że dobry muzyk powinien mieć oba te pierwiastki na wodzy, że tak powiem. Też moją filozofią jest to, że techniczne przygotowanie daje nam swobodę w graniu, bo jeśli nie musimy się bać o to, czy ja trafię, nie trafię, to wtedy dopiero mogę pomyśleć o tym, żeby to, żeby coś opowiedzieć, a niekoniecznie właśnie martwić się o
takie technikalia. Siebie nam kiedyś jeden nauczyciel ze szkoły muzycznej powiedział, że pomylić się jest pomylić się jest rzeczą ludzką, więc jeżeli się pomylisz, to idziesz dalej. Ale w muzykowaniu yyy to jeżeli chodzi o muzykalność właśnie o taką prowadzenie melodii i tak dalej, to to jest coś co nie jest nabyte. To jest tak w dużej mierze wrodzone. Ty musisz to czuć. Musisz rozumieć muzykę. Musisz rozumieć gatunek i styl, w którym grasz. Yyy i to jest coś, czego [muzyka] się jednak nie nauczysz.
[muzyka] Zagrani [aplauz] dla państwa Dawia Korzuk Jan B, [aplauz] ale nie są to nasi jedyni dzisiejsi. Zapraszamy Małgorzatę Tomczono, ponieważ Małgorzata Tomczonok jest autorką wszystkich prac, które nam dzisiaj tutaj towarzyszą. Dzisiejszy koncert to również jest pewnista. [aplauz] Jak doszło w ogóle do tego, że tutaj ta wystawa powstała? Przy obrazach zawsze są karteczki, gdzie często jest napisane, co ciebie motywowało, inspirowało do malowania, więc mam wrażenie, że już wcześniej tutaj w jakiś sposób byłaś, a potem te obrazy powstały. Więc jak to było?
Tak, na początku byłam wolontariuszką tego cmentarza. Pomagałam w odbudowie domu przedpogrzebowego i właśnie podczas takiego przenoszenia cegieł wpadłam na pomysł, żeby zacząć malować tę przestrzeń. I od pierwszych takich obrazów przedstawiających cmentarz wyszłam dalej i zaczęłam malować Gliwice. I tak powstała ta wystawa. A coś cię zmotywowało do samego wolontariatu?
chęć poznania historii, która jest bliska terenu, który się wychowałam i takiego właśnie odbudowywania tego, co buduje tą historię i co jest dla mnie bardzo ważne. To chwila na technikę, to znaczy jak jaką metodą malowałaś i ile czasu ci zajęło przygotowanie całej wystawy? Malarstwo to jest głównie akryl, jeden linoryt i akwarele. Zajęło mi to od
w 2025 powstała część prac, a skończyłam tak naprawdę 5 dni temu odbijając Linorytet. Wow. Przez jaki czas będzie można podziwiać tę wystawę? No tutaj dachu nie ma, więc pewnie będzie to zdejmowane, żeby pogoda nie zaszkodziła. No dzisiaj jakoś do popołudnia będzie wisieć, a później będę szukała kolejnego miejsca, żeby je na dłuższy czas zostawić do oglądania. No w tym miejscu idealnie się to komponuje. Czy będą jeszcze okazje, żeby tutaj to zobaczyć? Na pewno ja bardzo chętnie współpracuję z starym cmentarzem żydowskim i też towarzyszący temu koncerty no są prawdziwie no magicznym przeżyciem, jeżeli jest to połączone.
To może mogłabyś opisać proces twórczy przy jakimś z obrazów, co cię akurat tnęło? Jaki jest twój może ulubiony obraz, motyw na nich? No to możemy ten obraz, przy którym stoimy, to jest obraz pokazujący poranek tutaj na tym cmentarzu. Czy widziałaś go faktycznie? Seweryn widział i wysłał mi zdjęcie i byłam zachwycona po prostu jakby tym atmosferą, która tutaj jest o poranku. Ja osobiście wtedy tutaj nie byłam, ale bardzo chciałam to przedstawić. Bardzo mi się podoba łączenie właśnie takich motywów, takiego nowego początku w czymś, co wydaje się już taką ruiną i takie łączenie właśnie tego, co przemija z tym, co jest nowe. To jest dla mnie takie bardzo inspirujące. No też bardzo często maluję przy muzyce, więc muzyka jak się pojawia także w trakcie wernisażu, no to to jest dla mnie naprawdę piękne.
A nie masz problemu, żeby też samą siebie umieszczać na swoich obrazach, bo chyba dwa tam takie wiszą. Tak, jestem na dwóch obrazach. z tej wystawy. No jakby najłatwiej jest siebie namalować. [śmiech] To już na sam koniec prawie. Powiedz mi proszę, jakie emocje ci towarzyszyły przy samym malowaniu, bo coś bije od tych obrazów, a co dokładnie? Myślę, że taki zachwyt nad pięknym, ciekawość i poszukiwanie właśnie czegoś takiego
nieuchwytnego, co mogę właśnie poprzez pracę pokazać. te emocje, uczucie. Dużo jest takiego tajemniczości, takiego nowego początku, jakiegoś nadejścia, czegoś pięknego. No ja jakby inspiruję się tym, co jest dookoła mnie i to jest dla mnie naj To jeszcze wróćmy na moment do samego początku. O co zapomniałam zapytać, to znaczy nazwa wystawy i skąd się wzięła nazwa wystawy? to jest za szmaragdowymi drzwiami. Wzięła się od tego, że namalowałam drzwi na ruinę domu przedpogrzebowego właśnie w kolorze szmaragdowym, bo kiedyś tutaj były takie drzwi oryginalnie w podobnym kolorze.
No i cała ta wystawa miała być takim zobrazowaniem tego, że ja te drzwi w jakiś sposób otwieram i zapraszam wszystkich, żeby zobaczyli kliwice moimi oczami i mój. Czy te szmaragdowe drzwi mają jakiś symbol? być może [śmiech] tak mają symbol. No jest to jakby dla mnie jest to symbol zmiany i takiego właśnie wejścia w
w taki no przyjścia do ludzi, wejścia, pokazania się też z tym kim jestem, co robię. No też dlatego też powstał Linorytm [muzyka] 2026, bo to był dla mnie taki rok, w którym ja zaczęłam się pokazywać ludziom i wychodzić ze swoją sztuką. [muzyka] Ah.


