Kazimierz Wiśniak | Rozmowa Dnia

25 grudnia 2025 · 39:40 · Obejrzyj na YouTube

W dzisiejszym odcinku wyjątkowy gość - Kazimierz Wiśniak - legendarny artysta, malarz, grafik, scenograf i jeden z założycieli Piwnicy pod Baranami. Wywiad odbył się w Lanckoronie, czyli w miejscu, z którym Kazimierz Wiśniak jest mocno związany, o czym opowie w wywiadzie. Podczas wywiadu będziemy mogli usłyszeć o początkach w Krakowie. O tym jak Pan Kazimierz zaczął tworzyć dla gazety ,,Przekroju", oraz opowie o powstaniu Piwnicy pod Baranami.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

[muzyka] Radio Ekspertów i Pasjonatów. [muzyka] Kazimierz Wiśniak, człowiek historia można by powiedzieć, ale przede wszystkim pierwszy anioł Landsk korony. Panie Kazimierzu, wypadałoby zacząć od początku, czyli urodził się pan w Łodzi, co było dalej? No w Łodzi właśnie jak ja do tej landorony trafiłem to się z Łodzi zaczyna wszystko, ponieważ tata mój lubił se czytać stale czytał

taką książkę Ambrożego Grabowskiego Opis miasta Krakowa jego okolic. Taka książka wydana w 1800 tam którymś 22 chyba roku. A ja miałem yyy swoje te ten palskiego elementarz, co tam już umiałem czytać, bo przed wełną to już chodziłem do pierwszej klasy szkoły powszechnej, ale mnie kusiła ta książka Co tata czyta. stale ten Kraków i ona miała bardzo ładne obrazki kolorowe ryciny

takie litografi chyba ręcznie kolorowane akwarelą przedstawiały Krakowiaków z okolic Krakowa w różnych strojach tych swoich sukmanach tych to to mi się to podobało >> i Krakowem tak się pan zaraził że potem były studia w Krakowie >> i w tej książeczce też był Taki krótki rozdział lamskora, co mnie już wtedy tak zastanawiało.

No i tata mi wyjaśnił, no że toż to jest taka pod Krakowem miejscowość, ale dlaczego to ojciec czytał? Bo stale obiecywał, że musi nas wszystkich, całą rodzinę zabrać. Musimy pojechać z Łodzi do Krakowa, żeby zobaczyć groby królewskie, kościół mariacki. Wszystko wiedział z tej książeczki po prostu, bo to taki przewodnik po Krakowie Ambrożyk Grabowskich.

A mnie coś ta Landsk korona ja taka nazwa dziwna jakaś. No ale tata mi tam trochę to wytłumaczył i później ojciec mi dał tą książeczkę, bo widział, że mnie to tak wciąga, ale to już po wojnie. Ja z tą książeczką zawsze se jeździłem. No i tak też marzyłem o tym Krakowie. Kraków, Kraków, Kraków i L Korona.

Jeszcze dziwne, bo jak skończyłem w Łodzi yyy technikum budowlane, to mocą nakazu wtedy otrzymywało się pracę, ministerstwo tam gdzieś kierowało, gdzie akurat był potrzebny technik budowlany. No i mnie wypadło, że mnie skierowali do Gubina nad Nysę Łużycką. Tam mieszkałem w koszarach z żołnierzami. Miasteczko zbombardowane całe. A tam

moim zadaniem było majster przyjechał z Poznania. Mamy budować dla żołnierzy, tych oficerów i ich rodzin kinoteatr, bo oni nie mają żadnego, tam nie było takiej sali, żeby można filmy było wyświetlać >> i w ciągu roku zostało to zbudowane, żeśmy tam pilnowali to i było otwarcie, uroczyste.

No i wtedy ja już się z Lamskoroną pożegnałem, bo uważałem, że spełniłem tam swoje zadanie i i minął ten obowiązek tyle i tyle lat pracy, ale stale mówię Kraków jednak jako studia, że jednak ja chcę studiować, no ponieważ moja rodzina by była w stanie pokryć studiów w Krakowie, a ja

Kraków, bo ja chciałem zgodnie z tym, że skończyłem technikum budowlane studiować w Akademii Sztuk Pięknych, bo rysowałem, czułem, że mam do tego taki dryk, a w Łodzi nie było takiego wydziału, a ja wybrałem się architekturę wnętrz. No i właśnie zdałem egzamin tu świetnie w tym Krakowie. Przyjęli mnie

i ale jeszcze wracając do tego Gubina tam znowu się lamskorona w tym Gubinie odezwała. Mianowicie w tych koszarach był on był nie wiem jaką on miał rangę porucznik chyba, >> oficer jakiś >> miły facet taki. Myśmy się tak zaprzyjaźnili. No i ja mówię tam do Krakowa chcę na

studia może kiedyś mi się on do Krakowa, ja tam spod Krakowa jestem i zobaczył tą moją książeczkę, którą ja woziłem z sobą i tam właśnie ta L korona. Ja mówię no to on mówi przecież to ja pod Lansk koroną mieszkam czyli ta Lorona już była takim przeznaczeniem od początku już co jakiś czas się odzywa. No i później jak już zacząłem studia w Krakowie, no to tam z Krakowa

jeździłem sobie na wakacje na na ten nad Dunajec. Tam przełom Dunajca jak jest tak od czosztyna kaweczek moi znajomi z akademii tak Krysia Zachwatowicz tam jeszcze ze swoim chłopakiem oni m po co tam jedziesz tak daleko jak tu mamy blisko land z koronę

no i kiedyś tak mnie namówił to przyjechałem pierwszy raz autobus był z Krakowa wtedy z napisem N korona końcowa stacja Wsiadłem, przyjechałem, wysiadłem i i sam byłem zdumiony, gdzie ja nagle, bo ten autobus się zatrzymał w rynku, a rynek wtedy to była taka łąka z kwiatkami. Mlecze pamiętam rosły, bo to ciepło było. >> Rynek, który wcale nie wyglądał rynek jak >> nie, bo się krowy pasły, jakieś kozy, kury chodziły. Ale mówię, taki plac duży i te domki dookoła. No i tam później podszedłem do tych domków. One wszystkie tam kobity bieliły, niektóre te domy odświeżały tak

na biało i mi się ta lanc korona spodobała. No i właśnie a Krysia Zachotowicz jeszcze mówię: "Jakbyś chciał tam się zatrzymać to idź, tam będzie pensjonat, zamek się nazywa i tam blisko od rynku tam będziesz miał pokój". No i ja tak zrobiłem i tam se wynająłem ten pokój.

piękny widok z balkonu na taką południową stronę, na te wzgórza śliczne i tam już zacząłem pokochałem tą lans koronę i tak zawsze już tu przyjeżdżałem i w końcu był moment, gdzie se kupiłem ogródek też tam na tej górce domek wybudowałem, mieszkałem w nim chyba z 30 lat.

Może bym dalej mieszkał, tylko miałem zawał serca i ten lekarz mów, wie pan co? Bo pytał mi się gdzie ja tak se odpoczywam, gdzie ja wyjeżdżam. Ja mówię, no tu dolam z korony. On to niedobrajscowość jest dla pana, bo dla sercowca, bo tam stale trzeba albo pod górę iść, albo w dół. I to męczące

to nie ja się trochę przejąłem tym i ten dom sprzedałem wtedy. >> I zamieszkał pan w Krakowie? >> No ja w Krakowie zawsze miałem mieszkanie, a tu to taki letni dom. Właśnie w tej landoronie to przed sprzedażą tego domu ja se tu malowałem dużo wtedy, bo to z natury mogłem se tam wyjść na taki tarasik i wszystko sobie z natury i później tam zmieniałem tylko raz >> plener jak marzenie >> tak raz o zachodzie słońca raz nocny te

różne takie wprowadzałem postacie także tu a już jak przestałem tu mieszkać to już koniec malowaniem To już nie mam tego. Lubiłem zawsze w naturze malować. O, czyli nie malował pan w studio, tylko zawsze zawsze zawsze lubiłem, żeby coś zacząć to, co widzę, >> a później se zmieniać. Ja tam se już jak

przecież byłem scenografem, to wiedziałem sztuczne światła, jak to tam na scenie się oświetla. To mówię, tu sobie też sam podświetlę czy z tej strony, czystej i wprowadzałem taki zawsze sztafarz jakiś, jakieś postacie, żeby coś tam się działo. To się podobały te obrazy i

ludzie je chętnie kupowali. Żadnego nie mam oryginału z sobą. >> Poszły w świat. Nawet w tej sali tylko chyba jeden wisi tu gdzieś mój, a reszta to to wszystko takie zbieranina. Panie Kazimierzu, chciałbym zapytać pana o pańską przygodę z tygodnikiem Przekrój. >> Jak to się zaczęło, bo potem był pan autorem komiksu, który przekrół i drukował. >> Tak. To Szaszkiewiczowa. >> Proszę nam opowiedzieć. >> To było tak. Ja jeszcze byłem na studiach właśnie na tej architekturze zewnętrz i tam mieliśmy bardzo dobrego

się nazywał Paczowski asystenta, który tam, bo tam profesor aż na jakiś czas zaglądał, a tak to ten asystent głównie nad nami czuwał. No i raz tam mówi: "Co pan tu rysuje? mieliśmy zadanie zaprojektować chyba wnętrze jakiegoś sklepu z półkami lada, no takie zadanie

i on oglądał te moje szkice tego tego co co tam wymyśliłem jak to sklep powinien wyglądać, ale on widać coś mu to nie nie co ma pan w tej teczce tam obok leżała taka wypchana widział, że tam papiery jakieś, a ja mówię, że to takie moje rysunki różne, że ale że tam nie ma projektów, a niech pan pokażę.

No i on to wziął sobie tak z bardzo mu się to widocznie spodobało, bo poprosił mnie czy on mógłby to, czy ja mógłbym mu to pożyczyć. Za parę dni on se by przejrzał spokojnie w domu. On mi to oddał później. Nie, przepraszam, nie, właśnie nie oddał, tylko za parę dni ja miałem telefon

od kogoś z przekroju, żebym się zgłosił do redaktora Mariana Alego do przekroju, że on będzie czekał na mnie. I ja tam poszedłem, znałem przekrój, bo to zawsze była ta zielona gęź. Gałńskiego, tamte teatrzyki jakieś, te właśnie ta zielona gęś i wierszyki różne jego i

bardzo lubiłem czytać. No więc ale mówię kurczę idę tam do tego przekroju co oni tam trochę się tak bałem trenę miałem wszedłem na górę a tam już ta pani sekretarka oj pan redaktor Marian czeka na pana i tam za chwilę się otworzyły drzwi od redaktora Mariana Eegoo

piesek wybiegł ten fafik słynny taki tam trochę to mnie obąchał, później wrócił znowu. No i wszedłem. No i Aile siedział za biurkiem. Stos tam różnych takich miał obłożony tym i mówi wyciągnął mó mam tu pana taką teczkę co pan Paczowski nam dostarczył

i tak się zdumiałem bo to tak >> bez pańskiej zgody. No nie, ale że w ogóle, że to tu się znalazło w przekroju i Mar i ten Marian Naile mówi: "Świetne te pańskie rysunki, chcielibyśmy drukować je". Mówi, że dużo nie płacimy, ale studentowi to każdy grosz się przyda.

są dosłownie jego słowa, co myślę tak znać zafne. >> I zaraz się ukazała taka pierwsza seria tych moich rysunków, co wywołało to no zdumienie w akademii, że ja jeszcze studentem byłem i profesorów i studentów, że nagle moje rysunki przekroju. No to skąd to to ojej

i później A ile co tydzień drukował jakieś tam wyciągał co ciekawsze >> one były jakieś specjalnie opisywane >> nie tylko przy pierwszym mnie przedstawił że przedstawiamy coś tam czytelnikom nowego rysownika przekroju i tu z jego rysunków cykl chyba to się nazywał rower takie różne rowery narysowałem

i i później i od tego, że tak powiem, ludzie mnie gdzieś poznali jako rysownika od razu w całej Polsce, bo przekryw był rozchwytywany, >> takie krakowskie pismo dobre. No i od tego, że tak powiem Aha. I później Piotr Skrzynecki, z którym ja się świetnie znałem, bo przecież zakładaliśmy tą piwnicę pod Baranami, to mniej więcej te same czasy są.

Mówi: "Wiesz co ty, a ile ci zamieszcza w przekroju tam te rysunki twoje?" A byśmy zrobili taki komiks. Ja już aż się wystraszyłem. No że Piotr pisał, a ja rysowałem te obrazki. On scenariusz robił i no i m zanieś to aile może to by nam wydrukował. No to ja mówię, wiesz co Piotr to jeśli tak to może zróbmy parę odcinków, bo to tak jak jeden. No to tak jakby za mało, żeby on

wiedział, że to kontynuacja będzie. No myśmy tak zrobili. No ja z tym poszedłem z wielką tremą do tego Aego, bo to tak mówię tak trochę może nie wypada, no że mia nagle z jakąś propozycją tam taką, ale by widocznie mnie cenił, jakoś lubił popatrzył na to, co mu dałem ten komiks

taki jak to komiks, takie co >> w tych dymkach zó napisy tam się pokazywały to się nazywało >> szaszki Kiewiczowa albo ksylolit w jej życiu coś takiego o takiej pani Szaszkiewiczowej żyjącej w Krakowie i Aile chyba on miał dobrą jakąś intuicję wspaniały był redaktor on coś

od razu wyczuł że to będzie strzał w dziesiątkę że tak powiem dla przekroju i wziął ten komiks mówił żeby robić dalsze odcinki. On będzie to drukował. >> Przez przez ile lat drukowane były w przekroju te komiksy? No to co tydzień może to to nie pamiętam ile to dość dużo

tych odcinków było. W każdym razie później wiem, że widocznie jakieś listy zaczęły przychodzić może takie i krytyczne, no różne, jak to od czytelników, że a ile wezwał Szaszkiewiczową tą żyjącą, że to nie postać fikcyjna tylko prawdziwa i mieszka w Krakowie. i zrobił

z nią wielki wywiad. Połączył to z tematem autostop, bo wtedy akurat jakby taka wchodziła moda na to, to przyszło gdzieś z krajów zachodnich, że można nie mając pieniędzy zatrzymać samochód >> przy szosie, jak zachować się o i jak poprosić, czy by nie podbóz kawałek.

No i on zrobił taki szaszkiewiczową wziął swojego jakiegoś fotografa i wziął Szaszkiewiczową z dziećmi jak ona autostopem zatrzymuje samochody, bo gdzieś z Krakowa chcą jechać nad morze. Cały reportaż taki był właśnie jak można korzystać nie mając samochodu z usługi

takiej. takiej no przypadkowej i to bardzo ładne było i ludzie zaczęli korzystać z tego, tam później jeszcze były jakieś inne artykuły na ten temat. No więc ta Szaszkiewiczowa, tym bardziej ona uzyskała taką czytelność, jeśli chodzi o ten komiks mój. No bo się okazało, że jest taka kobita, >> co ma synów dwójkę. No i też, że to jest takie prawda, ale

powiedziana tak komiksowo. >> Panie Kazimierzu, teraz następne hasło. Piwnica pod Baranami. >> To wszystko tak zbliżone lata. Tak. Piwnica pod baranami. No to było 56 rok. 1956 rok, czyli no ile? Prawie no tak 10 lat po wojnie. No i ta młodzież, zwłaszcza szkół artystycznych w Krakowie, ona się częściowo znała. myśmy się

znali, a to głównie dotyczy mężczyzn, chłopaków, studentów z tego powodu, że wtedy jednym z przedmiotów było takie, to się nazywało studium wojskowe, czyli trzeba było się tam stawić na uczelni i tam przebrać się w takie takie niby uniformy, buciory jakieś

>> i udawać żołnierzom. Tak. I udawać żołnierzy i gdzieś nas gonili tam na błonia czy gdzieś na pasternik nad poligon, no że tam trzeba było paść, czołgać się pod jakimiś drutami, no z karabinem i strzelać. Fajne to były ćwiczenia, takie trochę taka jakby taka zabawa w przygodę jakąś.

Oczywiście tam pod takim reżimem wojskowym. Ale aha i ponieważ każda uczelnia z tych artystycznych miała niewielką ilość studentów na danym roku, więc postanowiono to kuratorium, nie wiem kto to tym zarządził, żeby te wszystkie uczelnie zebrać razem iż i wtedy to tworzy taką kompanię takich studentów szkół artystycznych. W związku z czym myśmy już jako studenci znali się z muzykami,

plastycy i z studentami szkoły teatralnej, z tymi przyszłymi aktorami. Wtedy ja poznałem Krzysia Pędereckiego na przykład, któryś był na no w szkole muzycznej, >> ale tam chwilę później to zaczęli nagle Krzyś nie przyszedł, a to ten znowu ze głównie z tej szkoły muzycznej, no bo

poszli tam do swojego rektora błagać, żeby ich zwolnili z tych tych studi, bo nie mogą później grać na fortepianie, bo mają ręce jakieś takie po tych ćwiczeniach zesztywniałe. No i oni zostali zwolnieni z tych ćwiczeń, ale ich wtedy już właśnie tego Krzysia Pendereckiego to pamiętam

i wtedy też ci wszyscy, co jeszcze tak jak się spotykali na tym studium wojskowym, znaliśmy się z tych szkół artystycznych, studenci marzyli, żeby mieć w Krakowie jakieś takie miejsce, żeby nie tylko Tylko z okazji studium wojskowego, że my się spotykamy, tylko żeby wieczory spędzać o takie >> w miłym towarzystwie artystycznym, >> żeby tam ktoś właśnie zagrał tak jak Krzysio Pędreczki na fortepianie.

No i okazuje się jakimś dziwnym trafem znalazła ta piwnica pod baranami. To dzięki takiemu rzeźbiarzowi chromemu. Chromy rzeźbiarz słynny krakowski, który asystował swojemu profesorowi Hodyowi. To był taki hodł profesorem specjalistą od historii sztuki i co tydzień on dawał takie odczyty

publiczne w domu kultury w Krakowie, w pałacu pod Baranami. Bo to był dom kultury wtedy i codziennie z epidioskopem ten asystent właśnie ten chromen puszczał mu odpowiednie tam reprodukcje. Ja profesor objaśniał tam opowiadał o impresjonizmie o tych poszczególnych tych malarzach. Wtedy nie było książek jeszcze, żadnych albumów, więc tam tłumy chodziły. Tam czasem nie można było. To >> była jedyna okazja, żeby zobaczyć. >> Tak, bo to takie aż wszyscy taka

zresztą trochę sztuka zakazana jeszcze była, bo w Polsce obowiązywał ten realizm socjalistyczny, tak raczej, żeby malować przodowników pracy, ludzi przy pracy, tam jakieś kobity przy tokarkach. No takie tematy z taką dokładnością, >> taki naturalizm jakby, a tam to

francuskie malarstwo, to myśmy gębę rozdziewiali, bo pierwszy raz się widziało w wyświetlaniu, bo chodzesc miał dbał tam jeździł do Francji i se przywoził takie albumy, a tu nie było nigdzie. No więc to tak. Aha. I wtedy oni przez to, że co tydzień mieli to odczyty w tym domu kultury, w tym pałacu pod Baranami,

widocznie tam rozmawiali z dyrektorem, że tu młodzież marzy, żeby mieć jakiś taki kąt. Tamten taki pamiętam, on się nazywał Grzyb, dyrektor tego domu kultury. Tak to my no my mamy taka w sąach takie piwnice tylko wielki śmietnik bo tam i koks jest i jakieś kartofle do stołówki

jakieś połamane meble jeszcze jakieś poniemieckie jakieś takie tam resztki takich dekoracji jakich okoliczościowych no to by musieli to wszystko sobie >> zagospodarować >> wyrzucić no gdzieś tam wywieźć spalić No i tam uporządkować to >> i tak się stało. >> I tak się stało. I wtedy tam Biesiodymny taki

z Akademii Sztuk Pięknych i ten Chromy zaczął pomagać. Nawet Penderecki przyszedł, ale później oczywiście pierwszy dzień zobaczył, że znowu rączki. No to nie nie podziękował. Ale dużo ludzi tam pomogło i wreszcie te piwnice zostały oczyszczone. No to się nagle okazało, że to olbrzymie są jakieś lochy. Światło nie było tam

światła, ale znaczy były przewody tylko nie działały, bo tam jakieś poprzerywane. Więc myśmy tak błądzili ze świeczkami po tych lochach. Co jeszcze to działało na wyobraźni i kominek też był, no to część się paliło takich starych krzeseł drewnianych to na tym kominku to wtedy to tak więcej światła tamtej dużej sali, bo jeszcze od tego kominka takie szły na strop, na te takie ogniki

wyglądało trochę Tak niesamowicie jakaś takie dla czarownic takie. No i tam się zaczęły tak powoli jak już czystość nastąpiła w tej piwnicy. Otwarcie takie było. >> Ktoś wymyślił to akurat w maju. Ja pamiętam dokładnie, że było to otwarcie takie. Pierw był 1 maja. No więc te te słynne pochody, uczelnia szły, studenci.

Później pierwsze po wojnie Juvenalia były zrobione w tym 96 roku właśnie w maju. I tuż po tym myśmy otworzyli tą piwnicę, żeby pokazać, że to można się tam spotykać. Nie było jakiegoś programu, że jakiś kabaret. Nie, nie tylko takie >> spotkania towarzyskie >> młodzieży artystycznej, >> ponieważ tam w piwnicy jeszcze był taki nieprzyjemny zapach trochę takiej wilgoci, taki no że to tak wilgoć to od tego wiecznego zmywania tej

to była wybrukowana podłoga kamieniami tam no zawsze od tego osadu i ale ktoś wpadł na pomysł i narwał gdzieś przyniósł z ogrodu gdzieś takie wielkie naręcza bzuch i były tam wiadra od zmywania tych podóg napełnieni świeżą wodą i te te bzy powstawiali jedno wiadro w jednej sali drugie wiadro z brzem w drugiej w trzeciej tam i ten

bez przewalczył ten nieprzyjemny zapach nagle taka świeża bń Bzu, to aż była no coś takiego, świeżość taka weszła do tych lochu, ludzi dużo przyszło. No i tam ktoś, wiem, że jakieś wiersz ktoś zarecytował ze szkoły teatralnej, coś takiego. Niby, że tak

młodzież zaczyna działać. A później to na prośbę Pendereckiego dyrektor domu kultury dał fortepian. Parę tych instrumentów było na górze. Dał, znieśli, musieli tam rozkręcić te nogi, odkręcić, bo to wstawić to do piwnicy. To wiem, pamiętam, widziałem to, jak ci tragarze się namęczyli, żeby

to tam wnieść późnie znowu musieli te nogi wkręcić, ustawić. No to Krzysia Penderecki dał jakoś wieczoru taki swój wieczór przy fortepianie. To co on tam już nauczył się w szkole. Dużo ludzi przyszło i to się bardzo podobało taki komer taki takiej scenerii niezwykłej

przy świecach. Bardzo to nastrojowe, takie tajemnicze. No i ci ludzie wymogli, żeby to powtórzyć. No więc to tam znowu na drugi dzień znowu Krzysio i wtedy Krzysio zaczął grać, ale mówi: "O, rozstrojony jest portypian". No to znowu wezwaliśmy z góry tego

stroiciela tam z domu kultury. Przyszedł na dół, otworzył tam, posprawdzał. Mówię: "Panowie, co wy tu robicie? Przecież ja bym musiał tu codziennie ten fortepian stroić, bo tu to nie są warunki, żeby na fortepian ta piwnica. Wilgoć jest jakaś tam taka fortepian warunki absolutnie nie do przyjęcia dla instrument i to Penderecki nawet nie przewidział tego, ale Penderecki zrozumiał no i mówi

tak i fortepian wynieśli już na dobre. Później tam za jakiś czas to dali nam takie pianino trochę rozstrojone, które chyba może i do tej pory tam stoi, ale tego to no tam może raz tam nastroili, a to tak jak gra, to gra, to tam se pianista poradzi. No i takie są takie były początki piwnicy pod Baranami. >> A jeszcze były to, że młodzież faktycznie z tych, bo plastycy z

Akademii Sztuk Pięknych zaczęli robić wystawy tam takie w tym oświetlnym leniu takim świeczkowym. Później były muzyczne właśnie takie popisy różne śpiewali. Ktoś ładnie tam na ustnej harmonijce grał. No i później takie też od strony tej szkoły teatralnej deklamacje różne, takie popisy, no jak to tam muszą przyegzaminach to to było wszystko pokazywane i to się strasznie podobało. Czy wiedzieliście wtedy, że jesteście taką awangardą artystycznej młodzieży? Mieliście taką świadomość w tamtych czasach? Nie tylko myśmy już wiedzieli, bo znane

było słowo egzystencjalizm. Myśmy zrozumieli trochę o co to chodzi. No i takie echa były z Paryża, że tam też w jakiejś piwnicy żyje Greko, śpiewa na gitarze, ubrana w czarny swetr. Co to jest? Egzystencjaliści. No że to taka młodzież, która przeżyła wojnę tak jak i my tu

i każdy przeżył inaczej tą tragedię wojenną i coś już ta tragedia zbliżała ku sobie, żeby tak jakby gromadzić się, że o ja jeszcze żyję, ten żyje, ten żyje. Ale nigdy nie było wspomnień. O, raczej się nie mówiło o tym. >> Raczej się patrzyło w przód niż >> w przód, żeby się bawić i cieszyć się, że żyje człowiek, a nie

wspominać te trudne czasy okupacji. I to podobnie było właśnie w Paryżu. I to słowo ta egzystencjalizm, no to to tego egzystencji, że jestem, nie? Takie jakby podkreślenie. Jestem, jestem i to. A myśmy się też tu w czarne swetry ubierali, głównie ze względów praktycznych. No bo ta piwnica, kominek to tak zawsze tam gdzieś się oparł i już widać. A czar na czarnym to

tak nie było tego widać. I >> i tak i takie były >> a później o taka znalazła się taka Joasia Olczakówna córka znanej takiej literatki. tej Hanny Mortkowicz Orczakowej, która mówiła: "Słuchajcie, to to tu co się tak ze szkoły teatralnej z tej z tej popisujecie, zróbmy wybierzmy co najlepsze, co tam kto uważa

jakiś taki swój popis. zebrać to i zróbmy taki kabaret z tego. Znaczy trudno to złam nazwa, może kabaret, ale no żeby to pokazać publicznie z konferancjerem, >> który od początku był Piotr Skrzyne, >> nie właśnie na początku był Mariusz Chwetczuk i taki Krzysiek, on się Zrałek

nazywał, ale później zmienił nazwisko na Pankiewicz, student scenografii ze szkoły teatralnej Akademii Sztuk Pięknych. Oni to prowadzili i któregoś dnia wiem, że ten Chwetczuk miał prowadzić, ale coś mu nie wypadło widocznie ważnego i że nie przyszedł, a tu pełna sala. A myśmy se nie wyobrażali jak bez konferansjera, bo to tam po kolei trzeba wzywać i coś powiedzieć. I wtedy z publiczności ktoś się odezwał. Tu Piotr Skrzynecki siedzi, on wam to poprowadzi. I tego Piotra Skrzyneckiego

wypchali na scenę. Myśmy wiedzieli, że jest taki Piotr, bo on do nas tam zaglądał, tylko nie widzieliśmy go w roli konferansjera, bo on strasznie se plenił. On tak mówił niewyraźnie. No to nie taki to nie, ale tu z braku laku no nagle wyszedł ten Piotr się tam kręcił, śmiał się i mówi. No i zaczął mówić oczywiście mylił se wszystko, co tym bardziej się podobało publiczności. Dostawał wielkie brawa za to, za te swoje wpadki różne takie. No i tak

powoli ten Piotr został. Raz jeszcze wiem, że publiczność zawsze tak hałasowała przy tym Piotrze, śmiała się i czasem on miał już jak wchodził takie wielkie brawa, bo ludzie czekali znowu co on tam takiego albo w czym się pomyli, >> czym się pomyli. >> I ktoś mu dał dzwoneczek, bo bo mówi, że

on nie może mówić, bo tak nie >> hałasują słabo, bo tak rozgadana ta publiczność. A mówi: "Jak zadzwonisz to się zrobi cicho." I faktycznie i cisza i tak już został ten dzwonek z Piotrem. >> A potem na zakończenie zawsze Piotr Skrzynecki mówił: "Ukochajcie artystów". Pamiętasz? >> Tak, [śmiech] tak, tak, tak. >> Panie Kazimierzu, musimy tutaj postawić kropkę na dni. Niestety, ale nasi widzowie poznali jak

się zaczynała przygoda piwnicy pod Baranami. Mam nadzieję, że kiedyś będzie nam dane naszą rozmowę kontynuować. Za dzisiejsze spotkanie z naszymi widzami bardzo serdecznie dziękuję. >> Kazimierz Wiśniak, człowiek historia, pierwszy anioł Land z Korony był naszym i państwa gościem. Bardzo dziękuję i jak to mówił Piotr Skrzynecki, kochajcie artystów.

>> [muzyka]

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo