I Festiwal „Kurtyna w górę”, | Tygodnik Kulturalny

10 marca 2026 · 20:50 · Obejrzyj na YouTube

A w Tygodniu Kulturalnym będziemy wspominać wybitnego aktora Wojtka Pszoniaka. W ten weekend odbył się festiwal „Kurtyna w górę”, który był pod patronatem Pszoniaka. Wydarzenie odbyło się w Centrum Kultury Studenckiej Mrowisko i było prawdziwym świętem teatru. Każdego dnia można było oglądać tam spektakle, a szczególnie monodramy. Odbyło się także spotkanie z autorką biografii Pszoniaka, jego żoną i przyjaciółmi, na którym aktor był wspominany. Zapraszamy Państwa na relację z tego wydarzenia.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

[muzyka] W najnowszym tygodniku kulturalnym zapraszamy na pierwszą odsłonę festiwalu Kurtyna w górę. W tym czasie Centrum Kultury Studenckiej Mrowisko oferowało bogaty repertuar spektakli, szczególnie monodramów. Wydarzenie zostało poświęcone Wojtkowi Przoniakowi, wybitnemu aktorowi z Gliwic. Jak to się stało, że to wydarzenie odbywa się w mrowisku? Posłuchajmy organizatorów. Powód jest prozaiczny. Są dwa powody. Po pierwsze, [muzyka] Wojciech Przoniak pracował na Politechnice Śląskiej. Był w studenckim Teatrze Poezji Step,

czyli [muzyka] w teatrze również związanym z Politechniką Śląską. na mrowisko, wiadomo, Politechnika Śląska, więc to pierwszy powód, że no jednak troszeczkę wróciliśmy na miejsce, w którym z którym związany był Wojciech Przoniak, a po drugie pan Piotr Muszyński, który przyszedł, zaproponował

stworzenie tego festiwalu, po prostu z nami współpracuje. Jak wyglądała inicjatywa powstawania tego festiwalu? Zgłosił się pan Piotr i i co było dalej? Pan Piotr, tak jak już mówiłam wcześniej, współpracuje z nami. Zrobiliśmy już kilka projektów wspólnie

i jak jest przyjacielem Wojciecha Przoniaka i jakby spotkał tutaj, spojrzał na tą przestrzeń. Współpraca układa nam się dobrze. Wiedział, że no doskonale wiedział, że że Wojciech Przoniak jest związany z Politechniką i tak po prostu pomyślał, że może zróbmy taki festiwal. Ja nie trzeba było mnie przekonywać bardzo, bo ja po pierwsze uwielbiam pana Wojtka Przoniaka, uwielbiam Tadeusza Różewicza i po prostu to połączenie to ja nie zastanawiałam się, nie wiem, sekundy. Dobrze, mrowisko, jest scena, jest widownia, ale czy były jakieś wyzwania organizacyjne, żeby tutaj to wszystko sprowadzić, a przede wszystkim wykonać te spektakle?

No wyzwania zawsze są, ale myślę, że poradziliśmy sobie z nimi dobrze, że publiczność jest zadowolona. Wczoraj po wczorajszym spektaklu wczoraj mianują mnie Hanka, ludzie wychodzili wzruszeni, płakali, śmiali się. Dzisiaj [muzyka] jesteśmy właśnie w trakcie spotkania z przyjaciółmi Wojciecha Przoniaka. Zresztą poznałam, udało mi się poznać pana Wiesława Gawrysia, który był bardzo związany z Pzoniakiem i

właśnie teraz opowiada o historiach związanych i z ich młodości. No jakby wszelkie trudności jakiekolwiek jeśli były, to nie były to trudności, których nie można było pokonać. A myślę, że mrowisko jest już na tyle też znane środowisku tutaj gliwickiemu, że

kojarzone już jest też troszeczkę z teatrem i publiczność mamy swoją stałą, która przychodzi do nas wiernie, więc wszelkie takie przeciwności, które były, to pokonaliśmy już wcześniej, więc ja myślę, że nie włoską komedię delate. Graliśmy w maskach, improwizowaliśmy na scenie. Jeździliśmy po wsiach, po małych miasteczkach. Występowaliśmy na przeglądach harcerskich i na festiwalach. [muzyka] Trafiliśmy nawet do Warszawy, do teatru Buffo. Czy doświadczenia komediowe upewniły cię, że teatr to jest to? W takim

sensie, że po jakimś czasie zatęskniłem za czymś naprawdę artystycznym. A tutaj goście, widzowie byli z zewnątrz, czy właśnie głównie przybyli uczniowie Politechniki? Publiczność była mieszana. Widziałam no wczoraj, czy teraz dziś, czy na wcześniejszych spektaklach trochę seniorów, bo myślę, że też to pokolenie takie jednak nie wiem 40 plus 50 plus bardziej pamięta pana Wojciecha Pszoniaka, ale wbrew pozorom było całkiem sporo młodych ludzi. Może nie do końca znają tego aktora, ale myślę, że poznają dzięki temu festiwalowi, że zaczną chodzić do teatru, tak jak wczoraj powiedziała pani Greżyna Bułka, że no żeby co by wstydu nie było po

prostu. Fundacja Kurtyna w Górę, festiwal Kurtyna w górę. Skąd ta nazwa? I taką nazwę przyjęła nasza fundacja. Ona jest ściśle związana no z patronem naszym. przyjacielem, którego wspominamy, któremu jest ten festiwal poświęcony, gdyż on był aktorem i i otwieramy kurtynę z jego udziałem. To właśnie dlaczego pan Przoniak został wezwany na patrona i tego festiwalu i samej fundacji? Dlatego, że on on tą jakby za jego życia ta fundacja

powstała. Była to fundacja, która miała na celu właśnie promowanie zjawisk, ważnych zjawisk w teatrze, wspomagania młodych twórców, y też protokowania spak teatralnych. No niestety choroba zabrała nam Wojtka. tego świata. y i postanowiliśmy po latach y jakby

spróbować stworzyć wydarzenie, które będzie jemu dedykowane. I od początku nam się wydawało, że jedynym miejscem do tego, które takim wydarzenie się może odbyć jest właśnie Gliwice, bo te miasto sobie, te miasto sobie ukochał, te miasto było jego, można powiedzieć, miastem rodzinnym. Mimo że urodził się we Lwowie, to naprawdę od półtora roku, jak miał to przyjechał do Gliwic i tutaj ukończył szkołę, dzieciństwo, spędził aż

do studiów w Krakowie. A pan odpowiadał za dobór spektakli na festiwal. Czym się pan kierował? Znak jakości. znak jakości, czyli spektakle, które są o czymś, opowiadają jakąś historię, yyy, nie są może do końca łatwe i przyjemne, ale są jakąś wartością, którą ludzie zabiorą z sobą do domu i które zostanie w nich dłużej,

które mają dobry tekst, są świetnie zagrane i są, tak jak powiedziałem o czymś. Wciąż jestem twoim mężem, więc sugeruję, abyś to ty wniosła sprawę o rozwód. [muzyka] Ja oczywiście pokryję wszystkie koszty. Daj znać, czy potrzebujesz jakichś pieniędzy, a natychmiast zasilę ci konto. Czy wszyscy twórcy ochoczo zgodzili się przyjechać do Gliwic, czy jednak te rozmowy były ciut trudniejsze? Y, no właśnie nie, my pamięć o Wojtku jest bardzo żywa, jest obecna i nawet było

takie, że dla Wojtka, dla jego osoby to są były plany zmieniane po to, żeby się dopasować, y, żeby tu przyjechać. między [muzyka] innymi Robert Więckiewicz, który ma plan filmowy na te dwa dni, kiedy tu przyjedzie, zrenował zajęć filmowych, żeby być obecnym na tym wydarzeniu. A czy w przyszłości jest szansa na kolejne edycje tego festiwalu? Trudno powiedzieć, bardzo byśmy chcieli, bo taką nie robimy to po raz tylko

dlatego, żeby raz zrobić i się rozejść. Yyy wydaje mi się, że dorobek yyy znaczy wydaje mi się, jestem pewny tego, że dorobek Wojtka Pszoniaka, jego wkład w polską kulturę jest tak duży, że jest z czego czerpać i jakby może wiemy, że że taki festiwal yyy miałby swoje miejsce w życiu kulturalnym Śląska i Gliwic. Mam mamy nadzieję, że

uda nam się takie edycje w przyszłości też realizować. To jest już yyy trochę pytanie nad wyrost, ale ale oczywiście myślę, że na tyle [muzyka] są teraz takie dobre emocje yyy i taki mamy dobry odzew, że wierzę w to bardzo głęboko. Zresztą od początku wierzyłem w to, że te nasze działanie będzie miało, że to będzie długoterminowy projekt, że to nie będzie na raz.

[muzyka] Ale ten Wojtek no zagrał się na śmiecie, że jest, że zna język. No i tak sugestywnie to wszystko się odbywało. On od dosłownie zgadywał, co ten mówi. On mu coś tam w dodatku ten Klodził, uroczy człowiek, ale bez ekspresji żadnej. Tak, żadnych gestów, żadnych. Taka kamienna twarz i tam Wojtek coś tam, coś tam, coś tam, coś tam. A ten kurczę co on chce? Czy mam iść w prawo

czy w lewo? Co on idzie? Idzie w lewo. Tamten mówi: "Nie, nie, no, no Wojtek i [muzyka] coś tam coś." Aha, to znaczy, że mam iść teraz spuj w prosto. No i tak dalej. Pani Barbaro, jaka była pani reakcja, gdy dowiedziała się pani, że ten festiwal się odbędzie i będzie poświęcony pani mężowi? To znaczy po prostu ucieszyłam się, bo to jest tak, że jak ktoś odchodzi,

to potem jednak dość szybko się o nim zapomina, bo przychodzą nowi nowi wspaniali, ciekawi artyści i i zawierają już to miejsce. Tak, to jest naturalne. Natomiast też był taki spóźniony wieczór pożegnalny dla Wojciecha Przoniaka w Teatrze Polskim w Warszawie i ja poprosiłam wszystkich na końcu, żeby go wspominali, bo to jest jedyna jedyna szansa, żeby mu żeby on tu z nami

był. Dlatego dzisiaj to jeszcze w dodatku te filmiki, te opowieści to nie było coś, czego ja nie znałam od przeciwnie, bo po prostu żyłam z tym tak i wiedziałam od początku jak to się odbywało, jakie było jego życie, jakie były potem jeszcze nasze wspólne życie. Ale w każdym razie to za każdym razem jest tak taka [muzyka] wielka przyjemność i prawdziwe przeżycie, no które muszę sobie teraz to wszystko w środku poukładać, żeby potem już móc znowu żyć takim życiem no codziennym, normalnym. A proszę mi powiedzieć, czy życie obok tak

wielkiego artysty, który już osiągnął sławę za życia, było proste jako małżonka? To znaczy on miał jedną, mój mąż miał taką mądrość, że on uważał, że że scena to jest scena, tak? film, jego praca w filmie i w ogóle jako aktora jest to jest jedna rzecz, a potem żeby móc oddychać normalnie, musiał się zanurzać w normalnym życiu, dlatego uwielbiał gotować i on to robił naprawdę z całym takim no oddaniem. Tak. [muzyka]

Wszystko co robił było takie bardzo intensywne i i ja z tego korzystałam tak. No po prostu miałam ciekawe życie przy nim i tyle rzeczy się działo i tak żeśmy jakoś wspólnie sobie to wszystko układali. Naprawdę to było coś takiego, znaczy to co było trudne, bo było też trudne, były te momenty, kiedy on na przykład wchodził w jakąś rolę. Tak jak ja go poznałam, to była dla mnie taka

niespodzianka, nieprzyjemna, bo nagle on się stawał trochę innym człowiekiem. Tak, chociaż to było, to był ten sam człowiek, ale inny. Siedział jakiś Robespier, taki sztywny jakiś przy stole, nie odzywał się. Czy czy się odzywał tak jakoś, nie pozwolił jakbyś tak się zbliżyć do siebie. No ale to było trudne. A potem

właśnie przez to, że on wiedział, że też mu czasami, żeby wyjść z takiej roli, która była od niego oddalona, od jego prawdziwego charakteru, to to właśnie to normalne życie mu w tym pomagało. Tak. On na przykład dlatego jak y jak grał w teatrze Robiera w sprawie Dantona

to potem przychodził do domu i od razu szedł do teatru. Nie do teatru tylko do kabaretu. Do kabaretu pod egidą. A uwielbiał kabaret i w tym kabarecie on się on się stawał z powrotem sobą szybciej niż właśnie ten Robiec pierztywny taki. Tak. I i to było też no

i to było no myślę, nie wiem jak inne żony aktorów, ale też są no są momenty trudne, tak? Bo się, bo się też dzieli te stresy i i przeżycia różne, nie zawsze są [muzyka] takie różowe. Tak więc no ale to myślę, że po prostu nie mam naprawdę na co narzekać. A czy sądzi pani, że

ta postać powinna kojarzyć się z Gliwicami? To znaczy dla mnie tak, ale to jest tak jak [muzyka] on mi się kojarzy również z Paryżem, tak? Czy czy z Warszawą, której on mniej lubił Warszawę, chociaż mieszkamy w pięknym miejscu i zawsze tam były też ciekawe rzeczy i przeżycia się zdarzały tam. Natomiast

Gliwice to jest jeszcze co, bo to jest cała jego młodość i tak jak tutaj mieliśmy okazję zobaczyć, tak na tych filmikach i w tych wspomnieniach wysłuchać, że on tu on tu się tworzył jako aktor, zaczął się spełniać jako aktor taki [muzyka] no taki nie wiadomo dlaczego ktoś to ma, a ktoś a inni tego nie mają. To to takie no ten dar taki,

prawda? Yyy i w tym sensie Gliwicy. A jaka rola pana Wojtka najbardziej wbiła się pani w pamięć? On miał tego tyle. To już od razu mówię, bo mam te takie akurat to się złożyło, że tak się złożyło, że te filmy Wajdy, w których on grał, te takie ważne filmy, w których on był, no miał, no po pierwsze Ziemia Obiecana, tak? Po drugie, Robier, gdzie był zupełnie inny, tak? Tak jak ten [muzyka] Moryc Welt, taki rozbiegany, no taki właśnie bardzo Wojtek właściwie w jakimś sensie.

A Robier nagle on musiał się nauczyć tego [muzyka] zamykania, pochodzenia inaczej, mówienia inaczej i w ogóle nie miał ekspresji takiej jak ma zwykle. Więc [muzyka] to było też to było przeżycie dla mnie i no i w ogóle dla niego i wszyscy bardzo doceniają tę rolę. No i również Korczak. Korczak,

który uważam, że jest pięknym filmem i nie był do końca zrozumiany na zachodzie, bo bo to był przez tę przez to zakończenie takie właściwie to było takie nasze katolickie, [muzyka] tak że się idzie do raju. tego nie ma, ale ale to było to była wizja Wajdy i to było piękne, bo intencja była piękna. [muzyka] Tak. To zapytam w imieniu młodego pokolenia, czego my możemy się nauczyć od takiej postaci, jaką był pan Wojtek? Ja myślę takiej autentyczności, bo on miał [muzyka] on miał takie ciężkie doświadczenia. On on nigdy nie kłamał. On zawsze, on

zawsze starał się być sobą i on miał rzecz taką, [muzyka] którą uważam jakoś to musiało być trudne i w jakimś sensie może za to płacił, bo bo to był stres. To znaczy, że on niczego nie [muzyka] Ja jestem psychologiem i wiem, że jest coś takiego jak mechanizmy obronne. Po to, żebyśmy mogli w ogóle istnieć, normalnie myśleć i i funkcjonować.

[muzyka] No mamy te to mechanizmy obronne, które polegają na tym, że jeżeli coś bardzo zagraża naszemu ja, naszemu ego, no to możemy to albo nie wiemy, to się dzieje podświadomie czy nieświadomie, że że to się albo tłumi, tak, albo [muzyka] nie zwraca się, albo próbuje się zapomnieć, albo się przykry czymś innym,

a on nie, on wszystko, co mu się zdarzało nieprzyjemnego, również trzymał w sobie, bo to mogło mu się przydać do jakiejś roli i on to potem wyciągał. On potrafił to robić, że czy to go nie niszczyło, jak on to tak trzymał w sobie? No a on uważał, że nie, że on funkcjonuje i on jest taki właśnie, że takim aktorem, że on się cieszy, że może zawsze prż na przykład

opowiada zresztą o tym w że jaki to by jaka to była sztuka, no właśnie biesy. I on jak pracował nad tą rolą, mówi: "Musiałem poszukać w sobie zła prawdziwego, bo ten, no bo to były biesy, to było, to był ten wierchowieński, który wszystko nakręcał i w zimnym takim, y,

no jak to powiedzieć, bo on był był był miał duży temperament, ale to było wszystko wykł z zimną krwią. z zimną. O i on to i on mówi: "Musiałem poszukać w sobie zła". No to no to jak to jest to na ogół [muzyka] właśnie to, co co człowiek kiedyś uznawał, że zrobił źle właśnie odpycha, przykrywa na nie pamięta,

naprawdę zapomina. Tak. A on to i on sobie przypomniał. Mówię: "Byłem chłopcem. Kiedyś przyprowadziłem koleżankę do domu po 10:00 czy jakoś tak to było wieczorem. No ale to było takie naturalne. No przyszedł z koleżanką, chciał jeszcze pogadać czy coś takiego, miał swój pokój i mama bardzo źle się zachowała. bardzo źle to że porządna dziewczynka nie

przyjdzie do żadnego chłopca o tej porze i tak mu to jak już ta dziewczynka poszła i tak mu wierciła dziurę w brzuchu że on mówi że wziął co to było magnetofon chyba wtedy taki ciężki i mówi i chciał rzucić mamę żeby ją zabić po prostu

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo