Dyrektor Muzeum w Gliwicach - Leszek Jodliński | Rozmowa Dnia
Zapraszamy do „Rozmowy Dnia” z dyrektorem Muzeum w Gliwicach — Leszkiem Jodlińskim. To człowiek na właściwym miejscu, który już wielokrotnie pełnił funkcję dyrektora placówek kultury. Zawsze wykazywał się skutecznością w zarządzaniu, dlatego śmiało można powiedzieć, że pod jego kierownictwem Muzeum w Gliwicach działa bardzo sprawnie. W wywiadzie można dowiedzieć się więcej o działalności muzeum, a także o atrakcjach przygotowanych z okazji Nocy Muzeów.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
Radio Ekspertów i Pasjonatów. Adam Żak. Witam bardzo serdecznie. W naszym studio gości, dyrektor muzeum w Gliwicach Leszek Jodliński. Witam serdecznie. Dzień dobry. Witam pana, witam słuchaczy. Panie dyrektorze, przede wszystkim gratuluję, bo w zeszłym roku, kiedy obejmował pan stanowisko dyrektora, było
taka adnotacja była, że do końca marca tego roku i jest pan dalej dyrektorem hiphura. Może z powściągliwą radością przyjmę te gratulacje, a także dlatego, że to jest jednak także spore wyzwanie. rok pozwolił, mam nadzieję, tak to przyjmuję i oceniam władzom, zarządowi miasta, radnym także
w jakim stopniu przekonać się na ile to, co jest robione w muzeum. Będę zawsze podkreślał, nie z racji tego, że tak wypada i tak powinienem, to jest praca zespołowa, więc udało się temu zespołowi, moim zdaniem wypracować wiele projektów. E, prawie mogę nieoficjalnie powiedzieć, że jeden z nich będzie niedługo nagrodzony nagrodą marszałka województwa śląskiego, ale że nie wiem, że wiem, więc na razie niczego nie powiem. Okej. To jest chyba w jakimś sensie także sygnał i dowód na to potwierdzenie może, że to co było robione zyskała probatość, zainteresowanie.
Traktuję to jako rodzaj docenienia, ale także dodatkowego wyzwania. Niemniej trzeba przyznać, że kiedy na przykład był pan dyrektorem muzeum w Bytomiu, to frekwencja podniosła się o 100%, a może i więcej. No chyba więcej nawet. I to oczywiście gdyby porównać do Gliwic, bo jeśli tego dotyczy toż to pytanie, to jest utrzymanie frekwencji z minionego roku. To jest myślę niezła sytuacja. Faktycznie, zarówno kiedyś Katowice jak i Bytom oznaczały, bym powiedział skokowe, takie dramatyczne wzrosty frekwencyjne. Oczywiście ktoś powie jak to wytłumaczę to oznaczy, że jednak szukam pewnego rodzaju alibiato, czy w Gliwicach musi być podobnie. Te sytuacje za każdym razem są kompletnie nieporównywalne.
Czym innym jest jednak z całą miłością do moich, podkreślę to, rodzinnych Gliwic. mówienie o frekwencji w takim mieście jak Katowice, które przy okazji nocy muzealnej gromadzi naprawdę tysiące także mieszkańców tych, którzy przyjeżdżają. To też się oznacza pewną zmianę pewnych tendencji na rynku tej oferty kulturalnej. Ona bardzo ciekawie ewoluuje i możemy się tylko cieszyć, że wciąż my spotykamy się z zainteresowaniem zwidzających i naszych odbiorców, bo są prowadzone bardzo ciekawe badania. Nie będę naszych słuchaczy tym zanudzał, ale to czy nawet jeśli będziemy mówili za chwilę o Nocy Muzeum, spędzę czas z rodziną, pojadę do Przysłowego Lasu
uprawiając turystykę aktywną czy czy innej formy, czy wybiorę się do kina, teatru, będę coś innego robił. To są dzisiaj wybory konsumenckie, tak należy na to popatrzeć. I oczywiście muzea i to nie dotyczy tylko muzeum gliwickiego, to jest jasne, stają naprawdę do, bym powiedział, ona nie jest zażarta w sensie form, ale do takiej bardzo autentycznej konkurencji odbiorca, jego uwagę. To, że przygotowujemy coś w formie bezpłatnej nie jest w ogóle kryteriem istotnym tak naprawdę, bo walczymy o jego czas i wszyscy chyba wiemy, że to jest zasób, co do którego traktujemy go z coraz większą powagą i bym powiedział troską. Zależy nam na tym, żeby nic z tego czasu nie uronić.
No i oferta muzeum za każdym razem jest taka, żeby w jakimś sensie wygrać ten swoisty wyścig o uwagę i ówczas zainteresowanych. Wspomniał pan dyrektor o nocy w muzeum. To będzie teraz wydarzenie bardzo szczególne, bo to jest taka kumulacja zwiedzających. Yyy, z
jednej strony można by powiedzieć, dlaczego za darmo, bo przecież to są wszystko darmowe wizyty zwiedzających miłośników historii yyy muzea, a z drugiej strony no to dobrze, że jest taka możliwość, żeby sobie przyszli i za zupełne free zwiedzili to, na co na co dzień nie mają możliwości. To prawda. I to jest zawsze pewien dylemat muzalników. Nie będę tu odkrywczy też twierdząc, że czasami pojawiają się podczas takich projektów generalizując tak różnego rodzaju monety, żetony, coś co jest symbolicznym rodzajem docenienia trzymając Ewangelii niemalże talentów muzealników i tym talentem czasami się płaci, ale my wychodzimy z prostego założenia i pewny wracamy do pewnych korzeni nocy muzeów.
Bo nawet ten program, choć bardzo bogaty, jest jednak w jakimś sensie powściągliwy, bo chcemy właściwie wrócić w tym sensie do korzeni, jakim jest pełna dostępność oferty muzealnej, tego jednego wieczoru i części nocy, która znowu stawia przed zwiedzającym jedynie pytanie, czy chcę i mam czas na to, żeby to coś, co jest mi oferowane poznać, brać w tym udział, poczuć ducha wspólnoty, bo to jest ten fenomen takich projektów, że choć Chcemy sami osobiście
jakoś doświadczać tego, to jednak w grupie ze znajomymi, z rodziną i jakkolwiek zabrzmi to tutaj, ale w to głęboko wierzę, misyjność instytucji muzealnych to jest to, co z chwilą kiedy jesteśmy opłacani przez podatnika, kiedy naprawdę nie ponosimy tych kosztów, czym innym są czasami wystawy czasowe, to też chcę tu podkreślić, bo czasami tam opłaty się pojawią, bo po prostu to jest zupełnie inny projekt, tak? Znaczy on czasami też jest minimalizowany, ale powiedzmy nie wykluczam takiej sytuacji. Ale co do istoty można powiedzieć jesteśmy po to, żeby o przeszłości, o pamięci, o doświadczeniu tego, co było, jak to nas kształtuje, jak na ile to jest interesujące, na ile wpływa nasze życie, opowiadać bez końca i w tym rozumieniu za darmo, mając nadzieję, że to będzie docenione. Jest nam zawsze bardzo miło,
jak słyszymy słowa dziękuję, jak słyszymy, że to miało sens. Jestem mile zaskoczony. To częste stwierdzenie, co jest tym wyzwaniem, że właśnie tych osób przychodzących do muzeum było jeszcze więcej. Natomiast tak, ta dostępność jest pewnym zobowiązaniem, które nakłada na nas budżet. yyy w każdym przypadku czy to państwo, bo niektóre projekty są grantowymi projektami. Wystawa yyy prezentująca chociażby rodzinę Beksińskich jest takim projektem, gdzie bardzo duży udział w yyy stworzeniu właściwie tych zdjęć, ich wyprodukowaniu yyy w sensie zreprodukowaniu y to grosz
publiczny ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Czy jest to i głównie lwia część tych środków to grosz samorządowy? On jest dla nas zobowiązaniem i w żaden sposób nie boli nas to, jeśli nawet używać takiego określenia, że to jest za darmo. Jesteśmy zapłaceni, po to jesteśmy, choć oczywiście też będziemy czasami stawiać i stawiamy wymagania. bezpłatnie nie oznacza, że za każdą cenę
zbliżenie do obiektu, bo my z kolei już za to ponosimy pewną odpowiedzialność, nie oznacza, że niebezpiecznie, lecz bezpiecznie zwiedzamy. Zwiedzamy tak, żeby ten, kto przyjdzie po nas tygodnia, ale też za rok, za 10 lat i za 100 lat, mógł to samo zobaczyć. Yyy, a więc oczywiście to jest pewien rodzaj domniemania, że wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu uczestnikami tego samego procesu. My cieszymy się mogąc to pokazywać, o tym opowiadać. Oczekujemy, mamy nadzieję, że ci, którzy przyjdą, będą rozumieli, że są właścicielami, współwłaścicielami czegoś, co chwilowo należy do nas, a za jakiś czas przejmują to przejmują to kolejne pokolenia i powinniśmy się starać, żeby to była rzecz, która nie dozna żadnej, nie wiem, uszkodzenia, straty. A więc jak najbardziej tak, zapraszamy. Jest mnóstwo zresztą atrakcji i znowu takich
elementów, które powiedzmy, że pewnie mają skłonić przy tym zastanawia się czy do cioci na imieniny, czy do muzeum na noc, muzeów, do cieci na chwilę, a potem do nas i tej wersji się trzymajmy. Dla muzealników to duże wyzwanie, żeby poświęcić nie tylko dzień, ale również noc. Ale może to przysłowiowe słowo dziękuję, o którym pan wspomniał, rekompensuje ten ten wysiłek, przynajmniej trochę. Yyy, ja życzę, żeby jak najwięcej dostawek było używanych i
żeby yyy co zresztą widać po spotkaniach w Muzeum Gliwickim, że te tłumy jednak y walą jak po świeże bułeczki. Oferta gliwickiego muzeum jest niezwykle szeroka. Jak się państwu udało tak rozwinąć skrzydła? Powiedziałem dzisiaj już wiele o zespole al próbowałem powiedzieć. To faktycznie jest praca zespołu i to co przygotowujemy na 16 maja, gdy będzie Noc Muzeów, to proces, który tak naprawdę rozpoczął się kilka miesięcy wcześniej. Żeby było łatwo, prosto i przyjemnie, oznacza to nieskończone. Mówiąc językiem, który dzisiaj ze względu na różne zdarzenia też jest aktualny.
Wymaga to może nie dużo krwi, ale potu to na pewno. A więc przygotowania, zastanowienia się, snucia różnych scenariuszy, zaczynając od tego, czy będzie padało, czy nie, to to jest jakiś także wyzwanie, które stawiamy przed sobą, gdy na przykład chcemy uruchomić kawiarnię plemenerową w ogrodzie Wilikaro, bo taka będzie i mam nadzieję, że opatrzność i wszystkie inne warunki pogodowe nam będą w tym sprzyjały.
bogata oferta to myślę rozumienie tego, że wokół nas jest bardzo wielu narratorów historii, tych którzy znają się na tym i przeszłości, przepraszam generalizując, bo to różne dziedziny i zainteresowania, którzy znają się na tym w sposób czasami wprost i wyłącznie naukowy, badawczy i mamy takich akademików, takie spotkania chociażby jak wykłady profesora Piotra Boronia. Zawsze żartuję, że choć urodzony w Bolesławcu to właściwie zna te Gliwicy lepiej niż prawdopodobnie 99%
populacji naszych mieszkańców, zwłaszcza w zakresie wieków średnich i historii nowożytnej, ale także przechodzenie do takich spotkań, które są czymś, na czym mnie niezwykle zawsze zależało. już pewna tradycja i może sukces frekwencyjny, o którym pan wspominał na początku w innych muzeach, żeby to by były też opowieści pasjonatów historii.
Pani Małgorzata Lichecka, która prowadzi u nas chociażby spotkania poświęcone ludzkim losom społeczności żydowskiej Gliwic, jest takim przykładem pasjonatki osoby, która poświęciła temu wiele uwag i pisała, opowiadała i na której wykłady dzisiaj gromadzą się, no chyba mogę tak powiedzieć, tłumy albo liczne rzesze odbiorców. A to przykład tego, że chcemy także sięgać po tych, którzy będą opowiadali z pasją. To nie znaczy, że gorzej o tym mówią, mniej fachowo. Broniłbym, że absolutnie nie, ale oczywiście z z punktu widzenia pewnych innych ambicji i potrzeb dzielenia się swoją wiedzą. To także relatywnie dużo wystaw czasowych i znowu wracam do zespołu. Duże zrozumienie, potrzeba tego, żeby w jakimś sensie no kształtować zróżnicowane zainteresowania naszej publiczności. Ja zawsze żartuję, że te
najtrudniejsze wystawy pani Monika Michnik, która mam nadzieję może mnie usłyszy albo usłyszy, uśmiechnie się słyszące słowa. A więc od trudnych na przykład archeologicznych, nie trudnych, bo one są nieprzystające do wiedzy i nie wiem wrażliwości odbiorców, ale troszkę wymagają innego przygotowania, uruchamiania wyobraźni. są troszkę w jakimś sensie oparte na tym, żeby próbować dostrzec urodę i wiedzę, urodę przedmiotu, ale też wiedzy, która za tym stoi, ogromnego wysiłku, po pozornie łatwiejszej. Znowu jak mówię, że pozornie to z pełną świadomością takie jak chociażby ta poświęcona historii kawiarni czy to Krakowa, Lwowa czy
Gliwic, bo z jednej strony temat pozornie oczywisty i taki o którym wiele byśmy mogli być może tak nam się może wydawać, wiele sami opowiedzieć, ale jednak gdy sięgamy do przedmiotów, historii, narracji to okazuje się, że jest niezwykle bogaty i i właśnie tak fascynujący, że wymagający szerokiej kompetencji, bo to projekt, jak się okazuje w tym przypadku wymagający sięgnięcia po także wiedzę i kompetencje kuratorek z Muzeu Narodowego
w Krakowie. Więc jak gdyby projekt, nazwijmy to, dwóch placówek, no jak na opowiedzenie o historii kawiarni, całkiem spora mobilizacja sił i środków. Ktoś by powiedział. Myślę, że gdyby zastąpić tych narratorów urządzeniami technicznymi, które przez przycisk odtwarzają, to to by zupełnie straciło na wadze wydarzenia. Ucieszę
pana jedną krótką, bardzo krótką anegdotą. Gdy byłem swego czasu zawodowo w muzeum dla osób niewidomych we Włoszech to okazało się, że w muzeum przez pewien czas istniały klawiatury, przyciski i rodzaj takich przewodników, których które znajdowały się w ręku niewidomych, ale one nigdy te przewodniki nie odpowiadały na ich pytania. zarzucono to, wyrzucono i i znowu przewodnik, osoba towarzysząca okazała się tym kluczem do powrotów tych osób do muzeum. Więc absolutnie jest tak jak pan mówi. Noc muzeów przed wami i przed nami też jako widz jako przed widzami
zwiedzającymi muzea. Co szczególnie poleciłby pan w nocy muzeum w Gliwicach? Zacznę od rzeczy nieoczywistej, czyli zapraszam do radiostacji gliwickiej. Ktoś powie: "No ale to jest oczywiste." Nie, nie jest oczywiste, bo pokażemy tam coś, co no zaryzykuje. A myślę, rozmawialiśmy wcześniej, pan i ja doskonale pamiętamy, a ja pamiętam też ten klimat, nie wyklużam, że i pan, siedzenia w głębokich fotelach klubu międzyj prasy i książki. Najpierw przy ulicy Marcina Strzody, bo od tamtej było wejście, potem w rynku głównym czy rynku
naszym gliwickim pod numerem C. Yyy, a znajdowały się też tam tablice z autografami tych, którzy no trochę jak te meteoryty yyy i i zwiastuny sławy, ówczesnej celebryci, choć takich nie nazywaliśmy, przybywali do Gliwic i spotykali się z nami. Opowiadali o świecie dalekim, fascynującym. Tych tablic jest sześć, w tym najnowsza, czyli najmłodsza z tych zachowanych. Pokażemy je gliwiczanom. Myślę, że niejeden zwiedzający uroni łzę, może wzruszenia, emocji, wspomnień. opowiemy o samym także piku tamtejszym ówczesnym,
bo to fantastyczna realizacja architektoniczna. Pokażemy zdjęcia. Empik gliwicki czy minorowy klub książki i prasy należałoby powtarzać do znudzenia, ale to długa nazwa. e, był przedmiotem zainteresowania ówczesnych architektów, bo był fantastycznie zaprojektowany do ostatniego mebla, który znajdował się w tym pomieszczeniu. A jako rodzaj deserów w tym wszystkim ci, którzy lubią słuchać historii, które znają albo wydaje mi się, że znają, będą oprowadzeni po wystawie stałej. Ale ten element klubu i pamięci tamtych spotkań, anegdot na temat osób, których autografy zobaczymy, a naprawdę jest to plejada ówczesnej kultury, nauki, biznesu, tak byśmy można nazwali i innych aktywności uznawanych wówczas za atrakcyjne typu
teleteturniej wielka gra na przykład, myślę doświadczą czegoś niezwykłego. będzie o co dbamy od jakiegoś czasu, bo to będzie już trzeci od objęcia przeze mnie dyrekcji muzeum koncert w domu pamięci Żydów grnośląskich o godzinie 20:00. Zawsze dostosowujemy te koncerty
do charakteru miejsca, do tego, żeby ta muzyka pokazywała, że nawet tak w jakimś sensie trudny obiekt może być miejscem skupienia, refleksji. Odsyłam do afisza i plakatu, ale jeśli powiem, że ktoś pochodzi z Wilamowic i trochę śpiewa w tamtym języku i trochę nawiązuje do kultury tamtej bardzo już malutkiej społeczności języka wiolamowickiego, no to myślę, że mam nadzieję, przynajmniej, że zaintrygowałem i zachęciłem. Odbędziemy nie ruszając się z Gliwic wyprawy po Rzymie. Yyy, muzeum jest spadkobiercą
kolekcji grafic Jamb Battisty i Piraneziego. Yyy i te widoki tym razem w wyborze wyłącznie rzymskim będzie można zobaczyć zarówno w Ilaro, jak i właśnie w domu przedpogrzebowym. Yyy, to jest dobra okazja do tego, żeby w jakimś sensie zobaczyć, że ten ten nasz pęd ku światu
istniał zawsze, a posiadał też i posiada fantastyczny, a w tym przypadku wybitny. Niewielu było grafików, którzy mogliby ustępować Piranezjemu. Będzie można po prostu to zobaczyć i docenić fakt tego, że w muzeum w Gliwicach, zawsze podkreślam nietypowym muzeum, mającym pięć oddziałów i właściwie zachowującym się trochę jak muzeum narodowe w obrębie małej społeczności gliwickiej. gdyby używać takich skrótów, znajdują się tak fantastyczne skarby kultury. Villa Caro będzie kawaarniana, będą zapachy kawy, herbaty, przypomnienie tego, co się działo w ówczesnych kawiarniach także w formie rekonstrukcji historycznej, starannej w mojej ocenie i także w tym sensie dobrej, interesującej poznawczo.
No i oczywiście wypraw do wszystkich kawiarni, o których wspominałem, tej typowej gliwickiej, którą reprezentuje tutaj kawiarnia Sznapki, ale także do tej chociażby szkockiej, gdzie jak pamiętam i to jest wspomnienie miłe mem sercu, mój wykładowca, nauczyciel z piątego LOO przypominał, jak to lwowscy matematycy na serwetce popełniali formuły matematyczne. Tak, niektóre z tych przedmiotów z tej kawiarni też będą do zobaczenia. Yyy to taki pozytywny rodzaj miszmaszu pamięci, kultur i wspomnień. No i żeby ładnie to domknąć yyy Zamek Piastowski z najnowszą wystawą poświęconą kurhanom, ale także zajęciom dla dzieci yyy i oddział odlewnictwa artystycznego, gdzie taki akcent bardzo współczesny, artysta doceniany z dorobkiem, profesor Krzysztof Nicz. jego pracę w wyborze
prac tych najbardziej znaczących przypomnijmy w tym miejscu opowiadając oczywiście o żeliwie odlewając te formy pokazując jak to wyglądało mogąc w jakimś sensie także pobawić się w rodzaj nowoczesnej interpretacji tego, czym jest forma którą która powstaje z niczego. Stoi za tym kreacja artystyczna. My tej kreacji już nie musimy popełniać, ale tym tworzym tworzywem możemy się bawić. To wszystko w atmosferze małego konkursu. Rzecz najnowsza nawet nie znajduje się na naszym afiszu, czyli dla kilkudziesięciu, nieco więcej osób przygotowaliśmy smakowity deser sznapki.
Ale trzeba będzie odpowiedzieć na kilka, powiedzmy, że nie najłatwiejszych pytań. One będą wymagały przejścia się po wszystkich tych miejscach. A czasu braknie. Czasu może braknąć albo ktoś będzie szybszy. No nie wiem, to jednak są pewne odległości. Wszyscy wiemy, że ta wyznaczając może te najbardziej odległe punkty, jakim jest radiostacja i oddział odwiństwa artystycznego, to spory spacer, bieg i nawet jazda rowerem, ale też po to, żeby się trochę bawić, bo jednak to jest ten element, który chciałbym podkreślić. Ta noc ma służyć przedkim dobremu spędzeniu czasu, bo
ucząc się możemy nie rezygnować zabawy. Zabawa niczemu nie przeszkadza. w sposób popularny tak naprawdę ma nas zainspirować. To jest dla nas, jak mówiliśmy już i będąc nieco poważnym w tej sprawie, jeśli po takim zdarzeniu pozostaje jeden element pytania sobie: "Dlaczego wiem za mało albo co chcę wiedzieć więcej, co mnie zainteresowało, jesteśmy w tym zachwyceni i ta noc też temu ma służyć. Ja życzę, żeby wszyscy czuli niedosyt po tej nocy i czekali już na następną". Jesteśmy tu zgodni. Ile słyszałem, że ktoś nie zdążył, nie mógł. mówiłem, przepraszam, zapraszam za rok lub następnego dnia, bo właściwie część tych rzeczy będzie można też zobaczyć.
Na koniec jeszcze krótkie pytanie, panie dyrektorze, czy w porównaniu z poprzednimi nocami muzeów macie jakieś doświadczenia, coś poprawiacie, czy już macie ustawioną sztampę i idziecie do przodu? Szampa byłaby zabójcza. Mhm. W związku z powyższym nie. Raczej ten powrót do korzeni jest tym hasłem, o którym dzisiaj mówimy. Chcemy uczynić także to ten moment, ten dzień ważną okazją do tego, żeby jeśli kogoś, no zabrzmi to może bardzo poważnie, nie stać, nie może czasami, bo brak mu czasu, czasami może też środków. Mamy świadome, że żeby przyjechać do muzeum trzeba opłacić bilet. Mamy wszystkie oczywiście zniżki, karty mieszkańca i tak dalej, i tak dalej, ale chcemy, żeby to był czas, kiedy każdego stać na możliwość bycia z nami w muzeum. I to jest wydaje mi się, ten związany z tą misją ważny element. I oczywiście nie
popadamy w sztampy, także w tym sensie, że ta noc jest z definicji jednak niepodobna do innych. Nawet zaczę od takiego drobnego szczegółu, też przyjętego z zadowoleniem czy ze zrozumieniem przed kim przez zespół. Pracujemy tym razem do 24, nie do 23:00. Ta noc jest faktem i faktycznie ci,
którzy będą chcieli z nami spędzić cały ten czas, no pójdą spać już w niedzielę. Zakrzywiacie czasoprzestrzeń. Tak to w muzeum jest możliwe fantastyczna pułęta tego, o czym rozmawiamy. To jest coś niezwykłego i chyba można doświadczyć tego wyłącznie w muzeum. To prawda. Wyczerpaliśmy czas naszego spotkania, ale nie wyczerpaliśmy zagadnień i pytań, które jeszcze mi się tutaj zrodziły. Ja już dzisiaj sobie pozwolam zaprosić pana dyrektora na kolejną rozmówkę. Jeśli się uda, znaleźć trochę czasu dla naszej redakcji. A tymczasem życzę udanej nocy w muzeach.
Życzę ją nam wszystkim. Dziękuję bardzo za spotkanie. Dyrektor Leszek Jodliński był naszym i państwa gościem. Dziękuję za uwagę. He.


