Bar teatralny | Cech Rzemiosł Różnych
🔥 To miejsce ma duszę! 🔥 Bar Teatralny w Gliwicach to nie tylko lokal z jedzeniem – to kawał historii miasta, wyjątkowy klimat i ludzie, którzy tworzą tę atmosferę każdego dnia. 🥣🍽️ W naszym dzisiejszym materiale w TV Imperium pokażemy kulisy tego kultowego miejsca, opowiemy o jego codzienności i o panu Tomku – gospodarzu baru, który od lat dba o to, by każdy gość czuł się tu jak w domu. 🎥 Jeśli lubisz dobre, lokalne historie i miejsca z charakterem – koniecznie oglądaj program! A po emisji… wpadnij i przekonaj się sam, dlaczego Bar Teatralny ma tylu wiernych fanów. ❤️
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[muzyka] Są takie miejsca w Gliwicach, które zna chyba każdy mieszkaniec naszego miasta. Jednym z nich jest usytuowany na rogu ulicy Kościuszki i Zygmunta Starego bar teatralny. Od 1989 roku właścicielem tego baru jest pan Tomasz. Poznajmy go bliżej oraz zobaczmy, co można tutaj pysznego zjeść.
Jesteśmy w legendarnym, można powiedzieć, barze teatralnym z nazwy miejscu, które znają wszyscy gliwiczanie. Myślę, że nie tylko gliwiczanie, bo przygotowując się tutaj tego programu znalazłem w Internecie dużo informacji o tym, że tu znane postacie jeśli chodzi o ze świata okularnego były. Panie Tomaszu, zanim
przejdziemy do tego, jak pan to robi, że jak wy to robicie, bo to jest całą załogą oczywiście, że ściągacie tutaj wszystkich ludzi, wszyscy chwalą, zapytam jak to się stało, że człowiek, który nie skończył Politechnikę Śląską, budowlaniec został specjalistą, także powiem od właśnie takiego takiej działalności.
Ja skończyłem studia w 77 roku, zacząłem pracę w kombinacie budowlanym. W 81 zrobiłem uprawnienia budowlane w nadzorach i chciałem prowadzić działalność na swoją rękę, ale w tym czasie trzeba było mieć zgodę od władz cechu i gminy miasta, żeby powstał taki warsztat prywatny i dostałem trzy razy pod rząd odmowę i w
tym czasie z bratem młodszym otworzy postanowiliśmy troszeczkę zmienić przysposobienie zawodowe i rad przejął picernie na ormowców dawnej te obecnej krutniczej ten ta instytucja już teraz nie istnieje ale prowadziliśmy ją od 84 do 89 w 89 [muzyka] ja przejąłem tutaj ten bar i no i teraz w maju będzie 38 rok jak działamy tutaj
jeżeli chodzi o o budowlankę w dalszym ciągu prowadzę jakieś nadzory budowlane, ale malutkie już nie jest to tak jak na początku było i to chyba wszystko. Tak żeśmy rozpoczęli to wszystko. No to taka krótka historia, ale my ją rozwiniemy, bo jestem ciekawy właśnie tej pizzy. To lata 80 to pizza była tutaj w Polsce raczej takim, bym powiedział, nieznanym produktem, więc skąd się wziął pomysł wtedy na picernie? Czy czy nie wiem, był pan specjalistą od robienia pizzy? yyy tam yyy yyy jeżeli chodzi o ten yyy lokal yyy na ulicy Krupniczej yyy wtenczas on był wyposażony w takie pierwotne piece yyy
do robienia pizzy. To znaczy to nie były takie typowo węglowe, ale były to piece, które można było w nich piec tą pizzę. A ponieważ brat trochę miał ze strony swojej żony rodzinę w Szwecji i tam miał te te różne przepisy kulinarne, no i postanowiliśmy robić tą pizzę. To pizza była bardzo popularna. Nie była to tej wielkości co teraz, bo to była średnica około 20 cm. Te takie placki picowe, ale tych piz
sprzedawało się około 1000 dziennie. No potem społem nie chciało właśnie przekazać całkowicie na własność tego lokalu. Dlatego była tam myśl, żeby przejąć inne lokale. Brat wtenczas wziął arkady pod opiekę, z których później trzeba było zrezygnować, a ja tutaj wziąłem ten bar teatralny. A pizza była bardzo, mi się wydaje, bardzo znana, bo do tej pory klienci, którzy tutaj przychodzą proszą o przepisy na ciasto czy na farsz, który też był robiony praktycznie z niczego, bo to były początki pieczarek, początki jak nie było pieczarek, to trzeba było grzyby leśne kupować gdzieś sery się kupowało w Skoczowie, mąkę się kupowało tam na ulicy Dolinkowskiego były młyny, także to były To nie było takie proste. Samemu trzeba było mieszanki ziołowe zrobić, dodatki do piz i tak to prowadziło się tą działalność. Nie tak jak teraz, że
kupujemy gotowe kulki i pieczemy. Przejdźmy teraz może jeszcze też do historii, bo tu gdzie dziś jesteśmy bar teatralny to było zupełnie inne miejsce. Istniało chyba zawsze. Natomiast proszę mi powiedzieć co było zanim tutaj ty przyjąłeś. Była taka sytuacja, że prowadziło to z połem gliwickie. No był to dlatego tylko się zdecydowali, żeby przekazać to aentowi, no bo był to bardzo nierentowne dla Społem. Z chwilą, gdy myśmy to przejęli, jak zobaczyłem tę dokumentację, no to wtenczas powiedziałem, dlaczego to było nierentowne, bo było tutaj zatrudnionych 11 osób. Jak ja to przejąłem z Anią,
którą cały czas prowadziłem tą działalność, to myśmy w dwójkę po prostu nie mieli co robić, bo do godziny 11, 12:00 przydziałowy z garmażerki towar się sprzedał. A do godziny 17:00, 18:00 jak był lokal otwarty, praktycznie tylko było ciemne piwo, bo był był zakaz normalnego piwa, no i orężada i nic więcej. Dlatego
ten w późniejszym etapie zaczęliśmy wprowadzać właśnie te te te różnego rodzaju gulasze, bigosy, gołąbki, ale to wszystko było wykonywane już tutaj na miejscu, nie zgarmażerki, nie mieliśmy specjalne zezwolenia, tak samo, bo to wszystko się wiąże cały czas z odpowiednimi zezwoleniami, że można było po coś jechać, że można było to produkować, że można było to sprzedawać i receptury
które trzeba było zatwierdzić. I dlaczego bar teatralny? Dlaczego taka nazwa? Teatralny zawsze ja tam próbowałem to rozszyfrować, ale tak jak tu mi opowiadał jeszcze pan Ptak, który był artystą operki śląskiej, on tutaj też przebywał bardzo często już jak myśmy to prowadzili z takim swoim kolegą Stanisławem, że po występach bardzo często tutaj przychodzili [muzyka] do baru, bo osiedle, które teraz istnieje, to tak zwane osiedle operetka Śląska. W tenczas ono chyba powstało w latach 70, ale przedtem właśnie to był taki deptak, który bezpośrednio prowadził do operetki
śląskiej. I ci panowie, nie tylko ci panowie, ale w ogóle całe towarzystwo, to bractwo z operetki z tego teatru przychodziło tutaj i mi się wydaje, że tak jak pan Ptak mówił, że to nazwa stąd przechodzi, bo jak on tutaj zaczął przychodzić, to też już to był bar teatralny. Dzisiaj też przychodzą artyści z teatru miejskiego, bo to już jest teatr miejski na na obiadki. Bardzo często przychodzą tutaj aktorzy, którzy są z Polski. Był tutaj pan Damienski, był tutaj pan Peszczek z córką. No ale takim najbardziej ulubionym moim klientem z takim, który jest bardzo znany, bardzo często jak przebywał w Gliwicach był pan Włodzimierz Lubański. Tutaj przychodził zawsze zamawiał jeszcze potem na na
wyjazd swój jeszcze pierogi na drogę. Bardzo dużo się przewinęło tutaj na początku, jak jeszcze istniała jako operetka śląska i i to to bardzo dużo tutaj bardzo często przychodzili po próbach czy przed próbami artyści. Teraz mi się wydaje, że jest bardzo mała grupa tych stałych takich
aktorów, którzy tu są zatrudnieni. Bardziej to są takie teatry przyjezne chyba tutaj, bo tu jest bardzo malutka grupka tych tych tych tych tych, bo nieraz idę na to przedstawienie, to tam wiem, że to jest ta osoba czy tamta, ale ale rzadziej już tutaj przebywają. Oni mają tak samo swój bufet też na terenie operki. Prowadzi pan ten lokat od 1989
roku, więc to jest mnóstwo czasu. Czy jest jakiś mieszkaniec Gliwiec, który do pana nie zawitał? Ma pan taką wiedzę? Trudno mi powiedzieć, bo nie nie prowadzimy żadnej księgi takiej obecności czy czy coś, ale no bardzo dużo osób ten ja na wszelki wypadek jak idę już ulicą i widzę, że jakaś twarz, którą powinienem znać, to na wszelki wypadek mówię dzień dobry, żeby nie było, że że się nie ukłoniłem czy coś, bo no bo trudno rozpoznać każdą twarz, która tutaj y była, przewinęła się przez lokal. Ten lokal chyba ma duszę. Tak, tak, takie mam wrażenie, no że jednak tutaj jak się wchodzi, to to czuć coś takiego innego niż tylko po prostu jeden z wielu barów. Czy ja mam rację?
Y przede wszystkim tutaj y 70% załogi to jest załoga stała, która jest o bardzo dużym stażu po 20, po 15, po 25 lat. Niektóre osoby już teraz w tym roku będą miały 30lecie pracy. Tak jak Ania, która odeszła w zeszłym roku, to miała ze mną pracowaliśmy 41 lat i poprzez jakieś spotkania, wyjazdy, mieliśmy wspólne wycieczki, ten trząs załogi jest bardzo zintegrowany, mi się wydaje zżyty i to powoduje to, że no że już wewnętrznie
jest jakiś taki nastój rodzinny i i ten, że to nie, że to jest wszystko robione z jakąś pasją i z sercem, a nie tylko tylko na zasadzie, że trzeba przyjść 8 godzin, odpracować, podać i do widzenia. Zresztą my w ogóle wychodzimy z założenia, że trzeba ten produkt dany wykonać tak, żeby jedząc samemu, żeby być zadowolonym, żeby to smakowało, nie? A musi smakować, bo też jesteście w pewnym sensie zaprzeczeniem powiedzmy niedrogiego baru, bo tu ceny nie są wygórowane. Wy towar bierzecie z najwyższej półki. To jest towar wysokiej jakości. Tak, ten towar jest brany z hurtowni mięsa. To nie jest z jakiś supermarketów tych dużych sklepów, tylko naprawdę są to ubojnie czy hurtownie mięsa, które
prowadzą dobrej jakości te produkty. Nawias mówiąc teraz cały czas jest mięso fileta z kurczaka jest w granicach 20 zł. My za to mięso, które przychodzi z takiej specjalistycznej hurtowni z Bielska to płacimy 26 zł za kilogram. Ale jest to naprawdę super filet z kurczaka i tak samo od dłuższego czasu już jest tak wątróbka podroby te
z kurczaka tak samo i to widać od że duża większa sprzedalność jest tej wątróbki no bo naprawdę jest smaczna to tylko jeden z przykładów jak ja proszę żonę żeby zrobiła gołąbki czy pierogi to może się nasłuchać bo to trwa parę godzin wy to robicie podejrzewam w tysiącach egzemplarzy wszystko się tu powstaje tutaj na miejscu. Wszystko co tutaj jest podawane jest robione na miejscu. Wszystkie zupy, wszystkie pierogi, gołąbki. To tylko że po prostu
są to w pewnego rodzaju technologie i ułatwienia, które pomagają w tym, żeby to jak najszybciej zrobić. No tak samo jak yyy no przydaje się organizacja i ergonomia pracy, którą miałem na studiach, żeby to jak żeby nie tracić czasu na to czy na tamto i jest naprawdę bardzo bardzo duża w ten sposób wydajność. Staramy się przede wszystkim tak samo robić, żeby ten smak utrzymać,
żeby żeby gołąbki były gołąbkami. Te, które klient tutaj był na przykład tam z Wrocławia i kosztował je 5 lat temu, że przyjedzie jeszcze raz kosztować te gołąbki, żeby one smakowały podobnie, a nie za każdym razem inaczej to żeby to wyglądało. To może być trochę różnicy, jeżeli to będzie wiosna, że jest młodziutka kapusta i no i na przykład jesień, gdzie jest stara kapusta. No ale to jest związane z samym produktem, który tam jest. Ale ale te receptury, to wszystko farszu czy coś, to cały czas mamy ten sam tą samą recepturę i tak samo smakuje. Mnie się tak wydaje.
Zresztą klienci tak samo mówią. To kto to sprawdza smakowo? Szef, czy macie tutaj degustatora? No osoby, które które no ja mam takiego w ogóle nosa do tego, żeby złapać, wyłapać to, co jest ten to dziewczyny mówią, że mam albo pech, albo szczęście, że zawsze coś tam wyłapie, że czegoś tam albo zabraknie, albo coś y jest niewykończone odpowiednio, ale ale właśnie tak jak powiedziałem, że te dziewczyny, które już tutaj mają bardzo duży staż, już mają mamy podobne te smaki, a te, które dziewczyny nie miały miały inny smak, to już się zdążyły przedstawić na nasze kulinarne, bo były takie próby, że że ktoś tam te swoje smaki zaczął wprowadzać, ale ale szybko żeśmy wyprostowali to wszystko, nie?
Rozmawialiśmy o jedzeniu, o przepisach. No przyznam tutaj, że te kubki smakowe coraz bardziej i wyobraźnia pracuje. Natomiast bar twój to ty też w wielu akcjach takich charytatywnych uczestniczysz. Z tego co wiem to bywam na różnych imprezach i zupkę mamy z baru teatralnego, jak jest y jak jakaś fundacja organizuje coś tego, kolorowe skarpetki czy coś, więc też coś powiedz o tym, no bo domyślam się, że chętnie bierzesz takim udział i to nie ma celu marketingowego, reklamowego. Po prostu mi się wydaje, że że że nie ma, bo to chodzi o to, że że że rzeczywiście, żeby się zaangażować z potrzeby serca, a nie z potrzeby jakiejś reklamy, bo tą reklamę my mamy.
Mi się wydaje, że przez te wszystkie lata działalności odpowiednią markę renome mamy w Gliwicach. A dużą frajdę przynosi to jednak, że się pomaga właśnie tym te kolorowe skarpety, które ta organizacja, która jest, to się często pomaga. jest yyy firma taka jak yyy niewidomy Glob Throtter, który też często z nami współpracuje i jest hospicjum, którym kiedyś jesteśmy dostarczali normalnie jedzenie, ale teraz to tylko tak okazyjnie świątecznie, gdzie te nasze wyroby takie typowo świąteczne są. No i tak samo
różne inne organizacje co jakiś czas tam proszą o jakąś zupkę czy coś związaną z jakąś działalnością. Przejdźmy teraz może do cechu rzemios różnych, bo ty jesteś członkiem cechu. Powiedz, co ci ten cech daje? Daje to to takie wspólne przebywanie razem ze sobą, tych wszystkich rzemieślników i to wszystko. Wszyscy rzemieślnicy, Gliwicey to już coraz starsi są. Coraz mniej osób, które są
młodymi adeptami jakimi jakieś tam działalności wstępuje do cechu. Jest coraz mniej tych ochotników, którzy szkolą młodzież y żeby odpowiednio ten zawód wykonywać. No tutaj jeżeli chodzi o bar, no to my mamy zawsze co roku jakiś trzech, czterech uczniów, którzy przystępują później do tego egzaminu cieladniczego, ale tak po tych spotkaniach, które odbywają się w cechu,
czy sprawozdawczo-wyborcze, czy takie w ogóle widać, że coraz mniejsze jest zaangażowanie i dzieci, młodzieży, rodziców do tej pracy. Każdy chciałby być od razu prezesem, dyrektorem i żeby mieć odpowiednie zarobki. Zresztą to widać jak przychodzi nowy jakiś pracownik, który miałby być pracownikiem. Przychodzi spytać się czy jest praca. No tak, możemy wziąć na okres próbny. A ile zarobię? No jak ja mogę określić ile zarobię, jeżeli ja w ogóle tego człowieka nie znam. Nie wiem jak jak może wykonywać tą pracę, czy ta praca będzie ten Więc odpowiedź przede wszystkim brzmi tak, że można i 100 000
zarobić, tylko trzeba to wypracować samemu. Ile wy tych pierogów czy gołąbków sprzedajecie? Moż jest to jesteś w stanie określić? Ja wiem. No to to jest około 30, 40 po 20. No jest, mnie się wydaje, że jest koło 800 porcji pierogów różnego dziennie. No. No, w każdej porcji jest po osiem. No to można policzyć ile tego jest. To są to jest miesięcznie to są setki tysięcy. Tak. Tak. Tak samo jak jest około 25 30
kg gołąbków dziennie robionych, nie? No to tak samo można przeliczyć ile to ton rocznie czy tam miesięcznie wychodzi, bo jest 30. No to razy to jest 600 700 kg tych gołąbków y miesięcznie jest robionych, nie? Kto u ciebie pracuje? Może nie u ciebie, kto kto tutaj pracuje w ogóle? Kto tworzy ten bar i wymiń te osoby? Może tak z imienia i jaką funkcję pełną? No najbardziej taką znaną osobą to była
nasza Ania Świętej Pamięci, która zmarła w zeszłym roku i no ona pracowała najdłużej, bo myśmy to razem tworzyli, można powiedzieć, ale jest na przykład Jadziak, no imię jest prawdziwe Jola, ale my to nazywam, zresztą tutaj jest bardzo dużo osób, które ma swoje ksywy,
pseudonimy takie zakładowe, ale która teraz właśnie niedługo będzie miała 30 lat. Potem jest Ela druga zmianowa, która też ma około 25 lat. Jest Żanetka, yyy, jest Kasia, które mają ponad 20 lat pracy, jest y Agatka, jest Kasia na Kasie, y ta krótko taka szczerzeona w okularkach. To jest moja pierwsza uczennica, która cały czas była uczennicą i cały czas do tej pory pracuje. No ja, więc ona też ma już chyba 25 lat tutaj pracy.
No chłopcy tutaj się zmieniają bardzo, ale to jest związane z tym, że że mają jeszcze cały czas bujną młodość i i ten mieliśmy takiego jednego bardzo fajnego chłopaka, który porządnie to potrafił wszystko zrobić. No to był Łukasz, który wyjechał gdzieś na stałe i tam osiedlił się w Anglii. Ale al no i kto to był jeszcze? Y,
no potem jest pani Bożenka, która już tylko na pół etatu, tak, ten, ale też ma już około 30 lat pracy. No i jest też troszeczkę tej młodszej stażem załogi, ale która też już ma te po 15, 12 lat stażu. Tutaj chyba na na palcach jednej ręki wyliczę osoby, które mają staż poniżej pięciu lat czy sześciu. Nie no, chłopcy się zmieniają, ale to przeważnie jest tak, że bardzo dużo uczniów zostaje tutaj. Chłopcy,
którzy tutaj są, no to to wszyscy są uczniami. Byli byli uczniami. Jaka jest rola szefa? Moja rola, no polega na tym, żeby przede wszystkim zarządzić, żeby wszelkie punkty ogniowe zagasić szybko, coś brakuje to szybko wskakać w samochód i dowieźć, ale jednocześnie patrzeć, żeby cały czas można było mieć w ofercie wszystkie
produkty, żeby to nie było w ten sposób, że klient, który idzie i chce przyjść na na pierogi z brynzą na przykład, bo nie ma bryndzy, nie? Co klienta to obchodzi, że nie ma bręzy. Brędza ma być, bo on pół Gliwic przeszedł, bo chciał te pierogi skosztować. Zresztą idąc już już te kubki smakowe mu
pobudzają ślinotok do tych pierogów, a tu nagle nie ma tych pierogów. Dlatego że staramy się, żeby [muzyka] jednak ta oferta, która jest przedstawiana przez nas była w pełni podobnym smaku. Może się zdarzyć, że o godzinie tej p:ół do 5:00 już przed zamknięciem [muzyka] czegoś nie ma. No bo nigdy człowiek nie przewidzi to, bo to na początku mieliśmy tak, że jeszcze jak przychodzili tutaj wojskowi na badania, no to jak pierwszy wziął fasolkę po bretońsku, to cały pluton brał fasolkę po bretońsku i nagle nie było żadnej fasolki. A a nieraz jest tak, że że się przygotuje troszeczkę czegoś więcej, no i zostaje, bo bo ale teraz już mamy tak to opanowane, że że że potrafimy ocenić, że
w pewnym momencie widać, że w danym dniu coś słabiej idzie, więc w pewnym momencie produkcja jest wstrzymana, żeby to do godziny 5:00, 6:00 wszystko wysprzedać. No zapytam na koniec, bo latka lecą, niestety nam wszystkim przebywa. Jak widzisz przyszłość y baru teatralnego? Bo koszmarnie. No bo y córka moja y jest z
wykształcenia y polonistą. skończyła polonistykę i dziennikarstwo. A ponieważ widzi jak trzeba się poświęcić tej pracy, powiedział: "Tato, wybij sobie z głowy, żebym cokolwiek kiedyś w tym kierunku ci pomogła i robiła." Także jest jeszcze jeden powód tutaj, żeby to trudno przejąć, gdyż ten
lokal w dalszym ciągu jest w tymczasowym zarządzie gminy. Nie można tego lokalu wykupić. W takim razie co? Idziemy zobaczyć, co jest w ofercie. [muzyka] Tu jest gulasz z ozorków. Wygląda apetyt. Tu jest gulasz serc, też z marcheweczką i z serca drobiowe. Tak, serduszka drobiowe. Tu mamy tarczek, mięska. Tutaj mamy nogi z kurczaczka, łziec z indyka bez kości.
Tutaj mamy polędwiczki drobiowe z kurczaka w cieście naleśnikowym z przyprawami. [muzyka] Tu mamy rosołek. Klasyka na niedzielę. Klasyka. Tak jest. Tutaj mamy flaczki. Tomasza znam z okresu studiów. To jest 50 parę lat. najpierw sudywał automatykę za 2 lata, potem się przeniósł na budowlany. No potem pracował w kombinacie, gdzieś mieliśmy słaby kontakt, a potem jak bar utworzył, no to jestem regularnym jego yyy klientem.
Dzisiaj akurat nie widać tego, ale tu jest kolejka ani raz 20 i 30 osób, a w lecie na zewnątrz stoi doskonałe jedzenie. Ceny są bardzo przyzwoite. Natomiast chcę powiedzieć, że poza tym, że jest doskonałym restauratorem, to jest jeszcze filantropem i altruistą. W momencie kiedy spotkała mnie taka przykrość,
bardzo poważna operacja jelit, byłem trzy tygodnie w domu i on zadeklarował, że będzie mi stawiał do dyspozycji obiad dietetyczny, taki jak on, bo zna się na tym. No i problem był taki, że nie dowosiów, bo nie ma takiej floty. Więc zdeklarował się nasz przyjaciel wspólny Czesław Chlewicki, właściciel telewizji Imperium i dowoził albo on, albo ktoś z jego pracowników.
Często to bywasz? Bardzo często, kiedy nie ma akurat kolejki jak dzisiaj. To jest w ogóle cudowne miejsce. To jest miejsce, których już tak naprawdę na mapie nie ma. Pyszne jedzenie. Trzymają cały czas standard. Mimo tej pandemii, mimo tego wszystkiego. Naprawdę bardzo polecam. Człowiek się czuje tutaj idealnie. Właśnie robię jedzonko dla i moja żona właśnie kupuję zjeżonko dla mojej rodzinki, bo moja żona akceptuje tylko jedzenie właśnie z baru teatralnego, jeżeli już nie. Więc idziemy po nasze kolejne zestawy i bardzo mocno polecam to miejsce i te przesympatyczne panie.
Kochajcie w takim razie bar teatralny. Przebywajcie i smakujcie. Jak tutaj pan Tomasz zapewnia, jeszcze parę ładnych latek. Miejmy nadzieję sobie będzie będziemy można tutaj delektować się tymi potrawami, ale nie zwlekajcie. [muzyka]


