Agata Rakotny - menagerka niezwykłej Cechowni | Rozmowa Dnia
Dzisiaj w studiu zawitała Agata Rakotny - człowiek z niezwykłym doświadczeniem zawodowym, które popchnęło ją do stanowiska menagera w Cechowni. Podczas rozmowy możecie usłyszeć jaka była droga do powstania cechowni w tej postaci, w której istnieje obecnie. Poruszona została kwestia zapraszania artystów i jak wyglądają koncerty w tym klimatycznym miejscu.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[muzyka] Radio Ekspertów i Pasjonatów. [muzyka] Witamy wszystkich słuchaczy, witamy wszystkich telewidzów i wszystkich, którzy są z nami. A w naszym studiu jest dzisiaj Agata Rakotny. Dzień dobry. >> Dzień dobry. Cześć. Agata Rakotny przez ponad 5 lat kierowała działem marketingu i komunikacji w największym centrum szkoleń technicznych w kraju. >> Jejku, jaki ty jesteś przygotowany. >> Tak, sięgnąłem do źródła, czyli do twojego Facebooka. >> Okej. >> Z wykształcenia jesteś filologiem angielskim. Miss Agata. Zostańmy przy miss. >> Okej. A teraz wzięła się za y najtrudniejszą
przygodę swojego życia, czyli za gastronomię. >> Kurczę, no wszystko się zgadza. >> Wszystko się zgadza i tyle ja powiedziałem. Teraz będziesz ty się tłumaczyć, jak to się stało, że zrezygnowałaś z dobrej pracy i wrzuciłaś się w wirjżej niepewności. Kurczę, to jest wiesz co, to dość trudne pytanie, bo to ja nie wiem czy to do końca była taka moja świadoma decyzja, ale nie żałuję, żeby nie było. Po prostu firma, w której pracowałam, czyli ten największy, jak sam słusznie zauważyłeś, ośrodek szkoleń technicznych w Europie, EMT Systems, nasze centrum szkoleniowe przeniosło się do cechowni, o której pewnie też porozmawiamy. Yyy, my kształcimy
yym pracowników przemysłu. My jeszcze mówię, bo widzisz, czuję się związana cały czas z tą firmą. Zresztą yyy EMT Systems jest właścicielem restauracji cechownia i cechowni, więc poniekąd jest to jeden jeden organizm. I w związku z tym, że ci kursanci do nas przyjeżdżają na szkolenia, które trwają od trzech do pięciu dni, musieliśmy im zrobić, zapewnić jedzenie w cechowni. No więc zrobiliśmy stołówkę. Tam była przygotowana infrastruktura, bo tam wcześniej było GWSP, Górnośląska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości, chyba tak to się nazywało, >> więc jakieś tam zaplecze było, no ale tam trzeba było potężny remont przeprowadzić, a mam nadzieję, że mój prezes teraz się nie obrazi, ale rzeczywiście jak on coś robi, to nie ma półśrodków, więc bardzo dużo pieniędzy na to poszło. poszedł na całość i w pewnym momencie
stwierdziliśmy, że trochę bez sensu jest, jak już to miejsce zostało jakby przeorganizowane w taki sposób, że jest naprawdę piękne, piękne i bardzo dobrze wyposażone, żeby tego nie otworzyć na ludzi z zewnątrz, czyli poza stołówką do tej godziny 14:00, kiedy my karmimy naszych kursantów i naszych pracowników też, żeby od godziny 15:00 była to
restauracja normalnie funkcjon funkcjonująca dla ludzi z tak zwanej ulicy. No i tak się stało. Ale na początku wszyscy, ale to wszyscy znajomi, partnerzy biznesowi odradzali nam nie idźcie w gastro, nie idźcie w gastro. To jest najgorsze, co możecie zrobić w ogóle. Patologia, strasznie trudny biznes. W ogóle spłaci wam się to po, nie wiem, po iluś tam 20 latach jakieś takie straszne, straszne rzeczy. I nie ukrywam, że jakby posłuchaliśmy tej rady, więc szukaliśmy kogoś, kto się zna na tym, kogoś, kto będzie miał wizję, która będzie jakoś spójna z tym, co my chcemy zrobić z tego miejsca. I byliśmy już na bardzo zaawansowanym etapie rozmów z pewną panią, która zakochała się w tym miejscu i przyszła pandemia w tym momencie.
>> No tak. >> I oni zrezygnowali i później stwierdziliśmy, że kurczę, no to no to bierzemy się za to, zobaczymy, co z tego wyjdzie. No i dzisiaj jesteśmy trzy lata dalej. Jakoś to wychodzi, myślę. >> Ale skromność. Jakoś wychodzi, [śmiech] sukces za sukcesem, a Agata powie jakoś to wychodzi. Yyy, czyli to tak się
zrobiła taka samonakręcająca się maszyna, bo to wpierw były zupełnie inne plany i i zaczęło rosnąć, rosnąć, rosnąć jak dobre drożdżowe ciasto. >> O, jaka piękna analogia. Teraz i teraz już jest efekt, a efekt jeszcze będzie następny, bo to ja widzę, że się nie zatrzymujecie, ciągle jesteście. Krok do przodu, jeśli chodzi o zapotrzebowania. Y >> wiesz co, tak, coś w tym jest rzeczywiście. Yyy, myślę, że też jakby
klu tego sukcesu leży w tym, że to nie jest tylko restauracja. Powiem szczerze, że moim marzeniem od dzieciaka, dosłownie od dzieciaka było prowadzenie knajpy. Niekoniecznie restauracji, bo ja na jedzeniu się znam średnio oprócz tego, że lubię jeść naprawdę, ale żeby to był taki klub muzyczny z jedzeniem, z winem, z dobrą atmosferą, tak żeby nie było tam napinki, żeby każdy, kto przyjdzie, czy przyjdzie w klapkach i w krótkich spodenkach, czy w garniturze poczuł się jak u siebie, jakby to tak naprawdę przyświecało nam w tworzeniu tego miejsca. Czyli tam jakościowo wszystko się zgadza. Jest fajny dekor, panuje nad tym nasza cudowna pani architekt. Pozdrawiam Kasi serdecznie.
Wszystko z nią konsultujemy, jeśli chodzi o o sam wystrój. O jedzenie dba wspaniały, cudowny, naprawdę trafiło nam się jak ślepej kurze ziarno. Szef kuchni Daniel Trzemżalski, więc tam jest wszystko okej. Natomiast jeśli chodzi o wnętrze to na Aha, właśnie, bo wracając do tej pandemii, >> y zgłosił się do mnie niejaki Bartek Borówka, nie wiem czy czy kojarzysz człowieka, on robi takie koncerty domowe i wtedy jeszcze restauracja była jakby w trakcie tworzenia się, było miejsce trochę, to było tajne, nie? Chyba już teraz mogę mówić, nie? Mhm. >> Więc jakby nie ogłaszaliśmy tego na Facebooku, tylko gdzieś tam po znajomych i zaczęliśmy tam robić po prostu takie małe kameralne koncerty i kurczę tam się
>> myśląc o tym, że to się rozrośnie czy to >> właściwie nawet eksperyment w sensie, żeby coś się działo, żeby to miejsce gdzieś tam już zaczyna zaczęło istnieć w świadomości tutaj mieszkańców, ale jakby i muzycy, którzy tam występowali i ludzie, którzy zaczęli przychodzić mówili: "Kurczę, tu jest taki klimat fajny, no nie wiem, no może pociągnijcie to dalej". No więc zainwestowaliśmy w scenę, zbudowaliśmy scenę, zainwestowaliśmy w sprzęt nagłaśniający, >> w myśl tego, co powiedziałeś, że prezes nie robi półśrodkami. >> Dokładnie. Poszliśmy na całość naprawdę, naprawdę w w oświetlenie zrobiliśmy. W ogóle, bo to jest trudne pomieszczenie wbrew pozorom do nagłośnienia. Tam jest bardzo dużo betonu, szkła, ten są filary, które zaburzają gdzieś tam rozchodzenie się tej fali dźwiękowej.
Zrobiliśmy skan akustyczny pomieszczenia, pomogła nam super firma. No i tak to zrobiliśmy, żeby ludzie, którzy przychodzą na koncert mieli jak najwięcej komfort, największy komfort odbioru muzyki, ale też żeby muzycy, którzy grają na scenie też się słyszeli dobrze, bo to jest 3/4 sukcesu albo nawet 80%. Yyy powiem ci, że yyy ta ten
kierunek, żeby nie nie posługiwać się półśrodkami przynosił przynosi niesamowity efekt. Dlatego, że artyści, którzy są u was, a ja z nimi mam potem styczność >> często. >> Okej, >> jak mówią o cechowni, to w samych superlatywach. >> Ale to miło, kurczę, naprawdę. >> Także ja powiem szczerze, nie byłem jeszcze w cechowni. >> Nie, no nie wierzę. [śmiech] nie były mi to nie dlatego, że nie chciałem czy nie po prostu brakuje mi czasu. Doba jest za krótka, ale obiecuję sobie, że nadejdzie ten moment, kiedy ja wpadnę do cechowni zupełnie niezapowiedziany, gdzieś tam sobie w kątku siądę i będę się delektował i dobrym, pysznym jedzonkiem, a przede wszystkim dobrą muzyką. Zapraszamy >> yyy i i artyści niesamowicie opowiadają
jak to fantastycznie jest w tej cechowni i to nie jest jakiś odosobniony przypadek, bo gdyby tak było, to mówię: "No dobrze, znajomi Agaty albo coś", >> ale to są artyści, którzy do was przyjeżdżali >> i ponownie się pojawiają, czyli oni są już zaprzyjaźnieni niemalże >> poniekąd. Tak, tak, tak. Ale wiesz co, to też nie jest tak, że to weszłam ci w słowo, co nie? Przepraszam, bo ja mam takie tendencje. Y, bo ja jakby się z nimi, oczywiście, że nie ze wszystkimi, bo jakby z niektórymi łapie momentalnie vibe, jakby oni stają się z biegiem czasu moimi przyjaciółmi. Tak jak pewnie masz na myśli, knedelków kochan >> tak jak jakby ich poznałam przez to, że oni po prostu mi wysłali jako jedni tam z wielu swoją muzykę, chcieli zagrać w cechowni. Ja mówię: "Kurczę, super to jest". No nie i w ogóle super zabrzmi u
nas. Przyjeżdżajcie. No i gdzieś tam wiesz, zadziała się chemia. Często oni też u nas sypiają, w sensie u mnie prywatnie w domu, >> że mamy takie after party, słuchamy muzyki, rozmawiamy, jak są gdzieś dalej, nie? W sensie nie zgliwiz, no bo wiadomo, że wtedy nie ma takiej potrzeby, więc no i nie wiem, co chciałam powiedzieć, zgubiłam wodę. >> Nie szkodzi, ale jesteśmy cały czas w rozmowie na temat. Jeżeli ta muzyka do was tak wpadła znienacka, bo to pytanie, czy to była realizacja twoich zachcianek. Czy ty się podzieliłaś z twoim prezesem, że chciałabyś coś takiego zrobić i on przytaknął, okej, to robimy na całość.
>> Czy chciałaś troszeczkę poeksperymentować z tymi swoimi marzeniami? Jak to było? Wiesz co, tak jak mówiłam, gdzieś to się wydarzyło w taki sposób, że w trakcie tej pandemii zaczęliśmy, tak się to zadziało samo z siebie trochę, bo Bartek po prostu do mnie napisał, jakby prezes był na tych koncertach i on mówi: "Kurczę, to pasuje tutaj po prostu". Więc y nie mogę powiedzieć, że to jest spełnienie mojej zachcianki, chociaż spełnienie mojego marzenia na pewno, ale jednocześnie on poczuł, że ten dodatkowy aspekt muzyczny trochę takiego miejsca w Gliwicach są miejsca bardzo fajne, gdzie dzieje się ta muzyka. Ale jakby żeby to było na >> Ale to była głównie twoja inspiracja. To to nie było gdzieś tam burzy mózgów, że musimy coś dodatkowo jeszcze >> tutzej wiesz co wcześniej zbudowaliśmy w ogóle scenę na pierwszym piętrze i ona
cały czas jest tam nagłośniona, oświetlona, tylko tam jest byłeś byłeś w cechowni ogólnie wcześniej może tam jest bardzo wysoki taki strop kościelny, bardzo trudny trudna przestrzeń do nagłośnienia w sensie jakby to miał miałby zagrać pełny zespół w pełnym składzie z perkusją, basem i tak dalej, to jest masakra do nagłośnienia, bo jest po prostu mega pogłos. Więc gdzieś tam to kiełkowało wspólnie nam ta idea jakby wprowadzenia tej muzyki, w ogóle kultury, bo tam też mamy na galerię na drugim piętrze, gdzie wystawiamy prace lokalnych i nie tylko artystów. Yyy, w ogóle założyliśmy stowarzyszenie jako pracownicy yyy EMT Systems, które ma na celu właśnie animację kultury w cechowni, bo cechownia jest takim miejscem, sam budynek jest niesamowity i jakby chcieliśmy po prostu, żeby ten budynek służył mieszkańcom Gliwic, nie
tylko pracownikom, którzy nie wiem, godzina 16:00 w finito drzwi się zamykają i budynek nie żyje. On ma taki potencjał, że chcieliśmy go wykorzystać jakby szerzej. No i kurczę, to się udało. No i z tą muzyką uważam, że nie ma lepszego połączenia, nie ma lepszego mariażu niż dobre jedzenie, dobre wino. Możemy mówić o tym na antenie. Tak, może [śmiech] >> marki nie będziemy wymieniać. Nie, no nie. Jasne. I po prostu dobra muzyka. No kurczę, to się tak jakoś razem składa i
tworzy coś po prostu przeżycie dodatkowe, no nie? Tak mi się wydaje. Chociaż muszę zaznaczyć, że my w trakcie koncertów nie podajemy jedzenia i to jest bardzo ważne. >> Ale są tacy artyści, którym to nie przeszkadza. Na przykład Arek Skolik, nasz ukochany, który mieszka w Gliwicach, perkusista, >> który ma u nas swój cykl autorski, jazzowy z Colic Jazz Lounge, zaprasza różnych artystów znanych jazzowych z Polski i nie tylko. On mówi, że on w ogóle się czuje jak do nas wchodzi przychodzi jak w kawia ręce w Nowym Jorku i jemu to nie przeszkadza. Mogą nawet stać stoliki na scenie koło jego perkusji i ludzie sobie mogą jeść, że to, że to wszystko się zgadza. No ale >> no gdzieś tam w świecie tak to wygląda, >> tak? Aczkolwiek ja >> to my nie jesteśmy przyzwyczajeni w naszej w sferze kulturowej to jest takie
dziwne, że jak artysta to musi być artysta. >> Ale ja to trochę rozumiem, bo ja wolę, żeby ludzie już jak grają artyści, to żeby ludzie się jednak skupili na odbiorze jednak tej muzyki, a zjeść sobie mogą wcześniej. I nasi goście się przyzwyczaili. Oni wiedzą, że jak przychodzą na koncert, to nie przychodzą na godzinę 20:00, tylko na 18:00. Wtedy sobie tam właśnie zamawiają jakieś jedzenie, chillują się. A potem już się skupiają na muzyce. >> Pierw coś dla ciała, potem dla ducha. >> Tak jest. Tak jest. >> Macie jakieś takie sprecyzowane pomysły?
Ty jako menadżer oczywiście głównie zaprosimy tych artystów, a z tej półki, a taka muzyka niszowa to nie. A może coś innego? Jak to się tam? Wiesz co, to jest super pytanie, >> bo to wygląda tak, że rzeczywiście są artyści, na których mi szalenie nie zależy i których ja próbuję ściągnąć, ale to jest niewielki procent, powiem ci szczerze, z racji tego, że my nie dysponujemy takim budżetem, żeby ściągać, żeby spełniać rzeczywiście, żeby mogła spełniać swoje zachcianki, takie wiesz, nie? Ale na przykład robię tak, że patrzę jak grają zespoły na przykład zagranicy, na których mi zależy festiwale gdzieś w pobliżu Gliwic. y na przykład no w Katowicach to już jest trochę za blisko, bo oni mają zawsze takie zapisy w tych swoich umowach, że nie mogą na przykład w ciągu tygodnia grać za blisko w jednym
miejscu. Ale w Ostrawie jest taki fajny festiwal Colors of Ostrawa, który bardzo polecam. Jak ktoś nie zna, dla każdego coś miłego. Świet w ogóle jest świetne miejsce. I tam parę lat temu, chyba 2 lata temu, zagrał zespół Fofula z Daavem Smithem. To jest perkusista. To jest taki afrobitowo- jazzowy skład
z Londynu, ale tam są też muzycy z Senegalu i z Gambii. Ja ich uwielbiam. Dave Smith to jest perkusista, który grał z Robertem Plantem, więc takie duże nazwisko naprawdę. >> Ja i do niego napisałam po prostu, mówię: "Kurczę, co mi szkodzi?" Nie, ja już się nie boję wizać w ogóle. No [śmiech] serio, no bo najwyżej mi nie odpisz, nie? Co więcej się może stać. I on mi odpisał, że kurczę, że chętnie nie tylko musimy tam im zawieźć na lotnisko i załatwić instrumenty i to było mega wyzwanie, bo bardzo konkretne mieli zapotrzebowanie, zwłaszcza na gitarę basową, [śmiech] ale udało się. No i kurczę i zrealizowaliśmy to i to było w wakacje.
My teraz zazwyczaj wakacje koncertów nie robimy, bo no Gliwice umówmy się nie są jakimś no miastem turystycznym, więc ludzie raczej wyjeżdżają niż przyjeżdżają do Gliwic wakacje. Im mniej tych ludzi po prostu przychodzi na koncerty. Też dużo się w mieście dzieje dzięki właśnie Wiktorii między innymi darmowych dużo bardzo fajnych przedsięwzięć jest organizowanych, więc my zrezygnowaliśmy z tego, ale wtedy ten zespół Fofula zagrał i kurczę to było spełnienie moich marzeń. Więc rzeczywiście albo na przykład wariete albo trupa trupa moja ukochana jakby to ja ich gdzieś tam ścigałam ale w większości przypadków wygląda to tak że ja naprawdę w tej chwili dostaję kilka do kilkunastu propozycji tygodniowo i też mam tak >> to chyba też taka poczta pantoflowa się uruchomiła >> i jeden drugiemu mówi, że w cechowni to
to i piszą no dokładnie my też robimy jakby dużą uwagę przykładamy do tego, żeby materiały z tych koncertów były dobrej jakości i też szły w świat na tam w mediach społecznościowych i tak dalej, czyli robimy rolki fajne, które później artyści też chętnie udostępniają, więc masz rację, to na pewno tak działa i i no ja sobie przesłuchuję tego i po prostu to co czuję, że pasuje. Aczkolwiek też nie jestem zafiksowana na żaden gatunek muzyczny tak naprawdę poza tym co uważam, że po prostu nie pasuje do nas i też naszej publiczności się nie spodoba. Ale nie boję się takich rzeczy bardzo niszowych, bardzo awangardowych.
Był u nas na przykład Jzef Vanwisem, który zrobił ścieżkę dźwiękową do filmu, chyba on się nazywa polskie tłumaczenie, to jest tylko kochankowie przeżyją. Jim Jarmusza w ogóle dostał nagrodę w KAN za tą ścieżkę dźwiękową. To jest Holender. Lutnista chyba to się nie lutnik, prawda? Lutnista gra, który gra na lutni. >> Jezu, w ogóle taka niesamowita charyzmatyczna postać. Yyy, pamiętam, że do niego w ogóle nie można było wchodzić do garderoby przez przed przez godzinę przed koncertem, bo on po prostu chodził i się nakręcał >> tak jakby no nakręcał.
On w Riderze miał napisane, że w trakcie koncertu nie może być napisał no bar activities, żeby była totalna cisza, ale to był tak magiczny koncert. Nie było dużo ludzi, bo było ze 30 osób, ale wszyscy tam w ogóle no była taka cisza, że pierwszy raz chyba u nas w knajpie była rzeczywiście taka cisza, kawy nie można się było napić. No bo w ogóle z tą kawą to jest [śmiech] dziękuję moim kochanym pracownikom, którzy zawsze starają się zsynchronizować młynek do kawy w momencie, kiedy są brawa albo jest głośniejsze. Wiesz, bo to jest problem, nie? To są wyzwania takie, >> bo to jest właśnie, no to to jest wiesz ten bar i i z jednej strony to jest fajne, że jest tam taki delikatny gwar i hałas, a z drugiej strony no to nie jest filharmonia i jakby ludzie, którzy kupują bilety wiedzą, że to nie jest
filharmonia, ale też niektórzy goście mają czasami pretensje do innych gości, że na przykład oni rozmawiają. No i to są takie sytuacje, gdzie to wiesz, gdzie że gdzie ta knajpa z tym klubem muzycznym, który organizuje jednak ambitne rzeczy i to na to są jakby bilety, któ za które trzeba zapłacić pieniądze. Gdzieś tam te sytuacje musimy na bieżąco rozwiązywać. No i takie tam wyzwania. [śmiech] Y, >> czy jest jakaś jakiś gatunek muzyki, który no ze względu właśnie na waszych gości nie zaryzykujesz, nie sprowadzisz?
>> M, no jakby nie chcę zabrzmieć jakoś, wiesz, no na pewno w disco polo byśmy nie poszli w szlagry. Y, >> tak. >> I to chyba tyle, ale cała reszta No okej. I wiesz czego jeszcze na pewno nie zrobimy nigdy, chociaż ja bym chętnie to usłyszała, ale w tej przestrzeni to się po prostu nie sprawdzi. To nawet nie chodzi o gości. taka mega już jakaś ciężka muzyka metalowo-industrialna. Po prostu to nie zabrzmi. Jakby mimo tego, że ja bym czasami chciała takie rzeczy i czasami odmawiam z ciężkim sercem, to wiem, że to się nie sprawdzi po prostu. Nie. U nas >> z gliwickich artystów oprócz skolika wspomnianego przez ciebie, >> macie jakiś kontakt jeszcze z muzykami, którzy tutaj na miejscu mieszkają, tworzą?
>> Z okolic Gliwis jest na pewno KSN. Nie wiem czy kojarzysz. Oni gdzieś są chyba tutaj z Katowic i okolic, >> czyli generalnie szukacie gdzieś dalej. >> Nawet nie chodzi o to, że szukamy, tylko właściwie to, co do nas spływa. Ale ze Śląska dużo artystów u nas gra i i Bielsko-Biała Hania. Ja nie pamiętam skąd, z jakiego ona z miasta, nie wiem czy z Będzina, nie pamiętam. Przepraszam paniu, >> ona u nas grała dwa razy, a teraz no ja wiem, że jesteśmy już na nią za mali. To za chwileczkę, ale ja to poczułam od pierwszego momentu, jak po prostu ją zobaczyłam i usłyszałam, że za, że jakby jak jej teraz nie złapiemy, to już nigdy u nas nie wystąpi, bo to będzie fame na poziomie naprawdę nawet nie ogólnopolskim, tylko światowym. No i ona rzeczywiście się rozwija nieprawdopodobnie, ale za to mogę zdradzić, jeszcze nie
mamy konkretnej daty, ale jej brat 17letni Kuba Derej, pianista, kompozytor, zagrał u nas koncert we wrześniu przyszłego roku, także już się na to cieszę, bo to jest w ogóle jakiś fenomen, nie, że i ona, a ona ma 20 lat raptem i i Kuba wybitne talenty i wielkie osobowości, przy tym skromność. Yyy, tak. I oni też
gdzieś są tutaj z okaz przewidziani. Tak, tak. >> Przewidziani. Yyy, wróćmy jeszcze na moment do twojej pierwszej pracy. Już definitywnie zrezygnowałaś z niej, czy jeszcze jesteś tam połączona? >> Wiesz co, no to jest jakby ten sam budynek i i jakby ta sama grupa kapitałowa, że tak powiem, więc >> Ale głównie jesteś już z cechownią związany. Tak, tak jakby nie mam tam już umowy o pracę, ale mam tam przyjaciół cały czas i to też jest wiesz co, to jest taki system naczyń połączonych, więc to się wszystko gdzieś tam zazębia jedno z drugim. Yyy, ale generalnie, formalnie i i rzeczywiście faktycznie yyy już tam nie pracuję. Oczywiście te lata w w branży marketingu bardzo, bardzo, bardzo mi pomogły też tutaj. No bo kurczę, no żyjemy w takich czasach, że bez marketingu, no nie wiem, może być jakiś,
>> ktoś powiedział, nie ma cię na Facebooku, to nie żyjesz. >> No na Facebooku, a chyba nawet teraz bardziej już na wiesz na Instagramie. Dokład na Tiktoku. Przyznam się, że próbowaliśmy gdzieś coś zrobić, ale ja po prostu tego tak nie czuję, więc na tym TikToku nie działamy. Ale Instagram i Facebook bardzo mocno funkcjonują, bardzo mocno żyją. No i cieszę się, że ten, że to doświadczenie, które zdobyłam w firmie szkoleniowej, czyli branża totalnie zupełnie, zupełnie inna, gdzieś może zaprocentować teraz tutaj. >> Po tych trzech latach już w cechowni.
Nie żałujesz? Nie żałuję, chociaż powiem ci szczerze, że to jest to jest >> w dalszym ciągu wyzwanie. >> To jest to jest taki strasznie intensywny nawet nie styl pracy, tylko styl życia, bo to się ta praca się nie kończy, nie? Bo >> no menadżer nigdy nie kończy pracy. >> No dokładnie. I jakby to, że te imprezy,
które mnie nakręcają, czyli te jakby rzeczy okołomuzyczne, to jest jedno, ale oprócz tego są, wiesz, urodziny, komunie, wesela, które są super i bardzo mnie wspiera Madzia jakby w ogarnięciu tych tematów, ale wiesz, to są jakby najważniejsze sytuacje życiowe dla tych ludzi i oni mają bardzo duże oczekiwania, oni są zestresowani. My musimy zapewnić im taki spokój i poczucie pewności, że wszystko będzie okej. No i musi być okej. I jakby od strony organizacyjnej to jest kupa rzeczy do ogarnięcia, żeby wszystko ostatecznie wyszło dobrze. To są teraz wigilie firmowe, więc grudzień mamy bardzo intensywny, dlatego też w grudniu nie robimy koncertów, bo jednak to jest biznes i to się musi spinać i na czymś musimy zarabiać, bo my na koncertach jakby my się dzielimy zyskami z biletów.
Ja to teraz taką kuchnię zdradzam, ale myślę, że jakby też wszyscy o tym wiedzą, nie? My się z artystami dzielimy przychodami z biletów, ze sprzedaży biletów, z tego co nam zostaje pokrywamy za X na głoseniowca i tak dalej. Więc jakby na samych biletach totalnie raczej dokładamy niż niż No ale wiadomo, przychodzą ludzie, coś tam wypiją, coś tam zjedzą, więc to jest super. Natomiast wiadomo, że jak mamy zorganizować imprezę na, nie wiem, 120 osób wigilię firmową, no to to jest w ogóle zupełnie inny rodzaj pieniądza, że tak powiem, który przyjdzie, a jakby to się musi kręcić, no nie? musimy opłacić ludzi, a mamy strasznie dużo ludzi. Mamy 25 osób pracujących, słuchaj, w restauracji. To jest, to jest, wiesz, to jest dużo, nie, ludzi. I co?
>> Viwa, viwa cechownia. >> No. No i tak. No i czyli że intensywny styl życia i i pracy trochę też wiesz m czasami się spotykasz z bardzo dużymi oczekiwaniami ludzi gdzie na przykład czekają trochę dłużej na jedzenie bo my mamy dużą salę mamy 80 osób i już są pretensje wiesz co, jak myśmy pierwszy raz dostali jedynkę na Googleu jezu, ja pamiętam ja ctery godziny ryczałam i ja wiedziałam że to jest kretyńskie i że te jedynki siłą rzeczy będą wpadać. No nie, ale to jest takie coś, że całe swoje serce wiesz o co chodzi. Jakby robisz wszystko, żeby było dobrze, >> a zawsze się coś może zdarzyć nie tak, ale jakby ja nie mam jakby o to żalu absolutnie, tylko po prostu sama się na siebie irytuję, że tak mnie to dotyka.
Już teraz mniej, już tak. >> A może to konkurencja była? >> Nie, nie, nie, nie, nie. [śmiech] >> Wiesz jak? Myślę, że ten wiesz co, ten rynek gastro w Gliwicach jest dość taki y zaprzyjaźniony w sensie fajnie się mamy dobre relacje z różnymi innymi restauracjami, sami chętnie chodzimy. Czasami jest czasami tak jest, że jak na przykład goście do nas dzwonią i u nas nie ma miejsca, to my bardzo chętnie ich odsyłamy do konkurencji albo do zaprzyjaźnionej konkurencji, tak bym mogła powiedzieć. Więc nie, nie jest okej. >> Ale cechownia staje się coraz bardziej modna.
>> Ale fajnie naprawdę. To i to jest i to jest dobry objaw, że te trzy lata. Dlatego tak pytałem, czy te trzy lata dla ciebie to jest czas, który mimo wszystko był i jest niepewny, czy już jest pewniejszy? Tak. Stąpasz już >> znacznie pewniej na tym gruncie gastro. >> Zdecydowanie tak, bo to też dla mnie była zupełna nowość, więc ja się musiałam mnóstwa rzeczy nauczyć zupełnie od zera. A tam wiesz, od spraw finansowo, kadrowo behpowohowych,
że tak powiem. Ale wiesz co, też nam się ekipa ustabilizowała, bo na początku wiesz, wiadomo, że to jest zawsze takie szukanie, no nie. I to jakby >> no z początku musi być jakaś rotacja ludzi, którzy dotrą się później, >> tak, którzy się dotrą, którzy też razem stworzą zespół, który będzie chciał sobie pomagać na przykład, a nie wiesz o co chodzi, nie? No i też dla nas jest super ważna jednak chemia w pracy w sensie takim, że jakby musimy czuć, że zależy nam na tym, żeby ludzie, którzy przychodzą do pracy czuli się dobrze w pracy, ale oni też to muszą czuć, wiesz, nie? Więc >> tak, to musi być wzajemne. Więc wydaje mi się, że jesteśmy na takim etapie, że ja już na przykład jest duża impreza i ja oczywiście jestem na etapie jakby przygotowań i później czuję, że spokojnie sobie mogę wyjść, a wcześniej
tak nie miałam, więc trochę więcej już czasu dla siebie jestem w stanie wygospodarować, aczkolwiek to było wyzwanie jeszcze przez te pierwsze na półtora roku, dwa lata, a teraz już jest lepiej. No super ludzi mam w pracy. >> Niech się cechownia rozwija. Życzymy >> tego jako redakcja w imieniu naszych widzów i słuchaczy. >> Yyy grudzień będzie pracowity, ale po grudniu będzie dalej pracowicie, bo plany macie ambitne, więc udanych realizacji wszystkich artystycznych i nie tylko artystycznych przedsięwzięć na twoje ręce jako menadżera >> cechowni składam.
I bardzo dziękuję za wizytę w studio. >> Przemiło było. >> Agata Rakotny, menadżerka cechowni, była dzisiaj naszym i państwa gościem. Wszystkiego dobrego. >> Dziękuję wzajemnie. Wszystkiego dobrego.


