20 lat klubu IKS Jeźdźcy PreZero Arena Gliwice | Na Sportowo
Rok 2025 był wyjątkowy dla Integracyjnego Klubu Sportowego Jeźdźcy PreZero Arena Gliwice, który obchodził 20-lecie swojej działalności. Przez dwie dekady gliwicki klub rugby na wózkach, mający swoją siedzibę w PreZero Arenie Gliwice, nie tylko zapisywał na koncie kolejne sportowe sukcesy, ale przede wszystkim udowadniał, że sport może przełamywać bariery, budować relacje i realnie zmieniać życie. Jubileusz stał się okazją do wspomnień, podsumowań i rozmów o drodze, jaką Jeźdźcy przeszli – od pionierskich początków po uznaną markę w polskim sporcie osób z niepełnosprawnościami. O historii klubu, jego idei oraz najważniejszych momentach opowiada trener i założyciel Jeźdźców – Janusz Kozak. Podczas jubileuszu prezentowana była wystawa zdjęć autorstwa Jolanty Zygmunt-Więzik, która sportretowała sportowców z drużyny Jeźdźców na wózkach.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
Rok 2025 był wyjątkowy dla integracyjnego klubu sportowego Jeźdźcy Prizero Arena Gliwice, który obchodził 20lecie swojej działalności. Przez dwie dekady gliwicki klub ragby na wózkach mający swoją siedzibę w Priero Arena Gliwice nie tylko zapisywał na koncie kolejne sportowe sukcesy, ale przede wszystkim udowadniał, że sport może przełamywać bariery, budować relacje i realnie zmieniać życie. Jubileusz stał się okazją do wspomnień, podsumowań i rozmów o drodze, jaką jeźdźcy przeszli od pionierskich początków po uznaną markę w polskim sporcie Osób z niepełnosprawnościami. O historii klubu, jego idei oraz najważniejszych momentach opowiada trener i założyciel jeźdźców Janusz Kozak. Tak, no minęło, minęło szybko minęło te 20 lat z różnymi skutkami, sezonami lepszymi, gorszymi, ale ostatnie lata są dla nas
perfekcyjne. >> Co skłoniło cię, żeby zebrać tych ludzi i jeździć z nimi po stadionach, po boiskach, na wózkach? No to jest dość długi temat, ale odczuło się tak naprawdę od obozu fundacji aktywnej, gdzie poznałem osoby z niepełnosprawnością i pi lat później trafiłem do ośrodka nad niepełnosprawnych i tam było bardzo wiele osób z urazem grzenia okręgowego i sobie z kolegą postanowiliśmy, że sobie
założymy tam drużynę. No i tak od 2005 roku, dokładnie od lutego działamy, działamy w tym sporcie. Rozumiem, że początki łatwe nie były, bo przecież to wózki, sprzęt, wszystko, pewnie jakieś tam opory, nie wiem, prawne. >> No oczywiście no ten sport jest bardzo kosztowny i tak naprawdę bardzo drogi, bo nie tylko o wózki chodzi, ale o sprzęt dogania, czyli piłki, rękawice, taśmy, kleje, opony, dętki, szytki, to wszystko
kosztuje. A jeszcze tu nie było dla nas, ponieważ te osoby wychowywały się w domu opieki społecznej, więc ta mentalność i była ich była tutaj taka obniżona i i tak naprawdę no trudno było n dotrzeć albo ich przekonać, że sport może zmienić ludzi. >> Mi jest trudno sobie w ogóle wyobrazić co przychodzisz do takiego domu, mówisz: "Słuchajcie, chodźcie zrobimy drużynę sportową" i co oni na to? >> Znaczy ja tak zrobiłem, ja nie się pytałem, nie pytałem się ich, czy oni chcą. Ja tutaj narzuciłem taką moją paszę życiową, bo już 5 lat wtedy w tym sporcie funkcjonowałem i tak naprawdę chyba zaraziłem takim takim moim entuzjazmem i taką moją chęcią do do do
bycia bycia z fotosem. >> Te początki już w rywalizwacji sportowej były trudne, czy może odwrotnie? Czy może był taki entuziaz, że wszyscy bardzo chcieli? >> To myślę, że te pierwsze tam trzy, cztery miesiące były trudne, bo to była praca mentalna. Ale później jak zauważyli to ma sens nie tylko sportowy, ale to jest sens taki rozwojowy, taki ruch aptacyjny, no to już było trzeba zobaczyć, już bardziej ufali i bardziej szli w różne inne nasze pomysły. >> Domyślam się, że tu nie tylko chodzi o sport, ale też o to, żeby pokazać ludziom, że jednak warto żyć, że te życie ma sens i że może być nawet trochę kolorowe.
>> Y to na pewno. Bo sport daje nie tylko tą satysfakcję taką taką ze zwycięstwa u osób z niepełnosprawnościami, ale tak naprawdę daje wolność. Wolność pod takim względem wyjazdów, poznawania ludzi, poznawania świata, poznawania innych miejsc, boisk, sposobu nawet nawet
innego funkcjonowania innej osoby na wózku. Więc on daje taki waklarz możliwości osobie z niepełnosprawnością. >> I co takiego było, nie wiem, najtrudniejszego w tych 20 latach? Czy była był taki moment, kiedy chciałeś tym rzucić? Oczywiście był taki moment,
to było za chba po założeniu klubu sportowego, bo myśmy drużynę, drużyna powstała w 2005, ale klub sportowy jako taka instytucja prawna w 2012. No i tam się myśmy się już błykali z takimi problemami prawnymi typu sądy, ni sądy, ksy, statuty, działalność, że tak powiem, związana z pismem do różnych instytucji. No to już było, to było coś innego. No i dalej nas było tylko trzy osoby w tym całym działaniu. No i to było trudne i to w pewnym sensie przerosło nasze oczekiwania takie takie
ludzkie. No tak bym to powiedział. Czy w tej tym czasie mogliście liczyć na wsparcie innych ludzi, instytucji? Czy odczuwacie to? Czy czy może ciągle jest pod górkę? >> Dalej jest pod górkę. No to nie jest tak, że to jest piłka nożna lub inny sport osób pełnosprawnych. Dalej my się
błykamy takimi programami finansowymi, a to nie dlaczego żeby nie było, tylko mówimy jak jest, jak jest tutaj w Polsce. Sponsorzy bardziej chcą iść w stronę sportu pełnosprawnych niż z niepełnosprawnością. Yyy, więc tutaj yyy to jest to jest trudny temat. Naprawdę to jest trudny temat i ciężko ciężko tak naprawdę yyy
tutaj coś yyy więcej uzyskać już mamy. >> Dobra, zostawmy już te trudne tematy. Ponarzekaliśmy. Teraz przejdźmy do tych przyjemniejszych. Pierwszy sukces sportowy jaki był? Który? >> Nasz. Ogólnie jak powstała drużyna. >> Mhm. >> To był 2006 rok. Rok po, rok po tym, po wyjeździe, znaczy po powstaniu drużyny zebraliśmy środki finansowe i pojechaliśmy na turniej międzynarodowy do niemieckiej kolonii. Wtedy to był największy turniej na świecie złożony z czterech lig. Myśmy grali w tej lidze takiej Basic, taka najniższa i tam zrobiliśmy trzecie miejsce. To był taki pierwszy pierwszy sukces na arenie międzynarodowej. No i od tego zaczęły się takie trochę większe marzenia i tak naprawdę od tego zaczęły się takie inne plany, no i takie inny sposób trenowania.
>> No i za mną jest baner. Pisze mistrz Polski. A ten mistrz Polski to nie był raz. Pierwszy kiedy? >> Nie, nie pierwszy raz mistrz Polski był no pi lat temu. Pi lat temu. No pi pi pi pi pięciokrotnie z rzędu jesteśmy mistrzami Polski. E mówimy o tym sporcie parolimpijskim. jakby trzy pod rząd oczywiście i czterokrotnie jesteśmy mistrzami Polski w tej odmianie sportu jakby pięć. >> No to jak wy to robicie zawodnicy? Treningi, poświęcenie? >> No trenujemy, to chyba to jest to trenujemy i i gdzieś tam próbujemy wdrożyć tą pasję i i tak naprawdę próbujemy coś innego znaleźć, co zaskoczy polskie zespoły.
>> Twoi zawodnicy pewnie też trafiali do reprezentacji Polski. >> No tak, bo ich powołuję. >> Sam jesteś też trenerem, selekcjonerem. Tak, tak, tak, tak. >> No to też jest chyba miłe, że można tak w sumie od zera, bo pewnie od zera tych ludzi tutaj wychowywałeś, jeśli chodzi o sportowców. >> Y, tak, mam takiego rodzynka jednego, Łukasza Słabskiego, który przyszedł do naszego klubu y dość taką specyficzną niepełnosprawnością, dużą taką spastycznością. E, i jemu w Polsce kiedyś powiedzieli, że on nigdy nie będzie zawodnikiem, a ja zwiedziałem, że on będzie zawodnikiem.
On miał bardzo fajnie poukładany w głowie, że tak powiem i i taką mentalność i on dorążył do bycia jak najlepszym zawodnikiem i obecnie jest teraz czołowym zawodnikiem kadry Polski i czołowym zawodnikiem dwupunktowym w Polsce. >> Fajnie. To jest dyscyplina paraolimpijska, tak? Czyli jest szansa pojechać na igrzyska. >> Zawsze jest szansa, tylko w naszym przypadku to jest bardzo trudne, ponieważ myśmy w tym sezonie byli w dywizji A i to nas gdzieś tam dawało nam
szansę na turn kwalifikacyjny. Ale obecnie jesteśmy dywizji B, więc musimy najpierw awansować do dywizji A, później musimy się zakwalifikować do turnieju kwalifikacyjnego, zająć tam chba pierwszy z trzech miejsc i dopiero wtedy możemy myśleć o jakimś tam awansie na igrzyska paliie. Powiem szczerze, na tą chwilę jest to nierealne. >> No może jest to nierealne, ale po to są szczyty, żeby je zdobywać. >> Ale oczywiście zawsze zawsze zawsze chce się być na szczycie, bo tam jest mało miejsca tylko dla nas, dla siebie i w ogóle. Od kilku lat jesteście w Arenie Gliwica, w Priero Arenie Gliwice. To też chyba warto podkreślić, że znaleźliście tutaj taki dom, gdzie możecie no przynajmniej trenować i rozgrywać też zawody. W sumie >> dla mnie to jest nie są to magia, jak y tutaj nas traktują, y jak nas wspierają
i w jaki sposób oni do nas podchodzą. I rzadko naprawdę i to powtarzam rzadko spot spotykam takich ludzi, którzy okazują zawody sportowe albo są dyrektorami obiektów sportowych i pozwalają osobom z niepełnosprawnością trenować na właszym obiekcie. Rzadko. Tu jest wyjątek i dziękuję z góry, ale nie pluser za to, że możemy tu trenować. >> No to posujmy plany na kolejne 20 lat. Są już jakieś? Nie, najpierw trzeba zakończyć ten sezon, nie tylko klubowy, ale też kadrowy, a później, a później będziemy układać sobie plany klubowe. >> Ale tort dzisiaj będzie >> będzie i zapraszam i mam nadzieję, że będzie smakować.
>> Od trzech lat funkcję prezesa klubu pełni Ewelina Piszczek. Jak doszło do tego, że objęła stery jeźdźców i jakie wyzwania stoją dziś przed klubem? >> To akurat jest bardzo śmieszna sytuacja była, bo po prostu nikt nie chciał być prezesem, ale miałam miałam być tylko na chwilę. No i trochę się zasiedziałam. >> No ale to jest tak, że jak się zostaje, zaczyna się wkręcać, zaczyna się rozumieć jak to funkcjonuje, to chyba jest coraz łatwiej. >> Tak, teraz łatwiej. Zaznacząc, że już znamy coraz więcej ludzi, wiemy z czym do kogo można, można mówiąc kolokwialnie uderzyć, także no co nas łatwiej jest.
>> Masz tutaj ważną misję do spełnienia. Sama jesteś osobą jeżdżęczą na wózku. To jest drużyna jeżdżąca na wózkach. No myślę, że jednak możesz, masz prawo być dumna właśnie z tego, co robisz i z tego, że ciągniecie to ten wózek cały. Ja jestem dumna z chłopaków, no bo jednak te swoje granice przekraczają nie tylko na boisku, bo też pracują i zakładają rodziny i robią wszystko, co mogą robić poza poza boiskiem. Czy będąc prezesem jeżdżącym na wózku łatwiej ci rozmawiać właśnie, nie wiem, z potencjalnymi sponsorami, z ludźmi czy z organizacjami, gdzie szukacie wsparcia albo coś chcecie zrobić?
>> O ile nie ma schodów do danego miejsca jest y jeśli nie ma schodów, to jest łatwo. Znaczy łatwiej na pewno. No bo skoro prezes jeździ na wózku i prezes może być prezesem, no to zawodnicy też mogą wymagać od siebie, od innych więcej niż tylko bycia zwykłym niepełnosprawnym. A w naszym sporcie nie o to chodzi, żeby być zwykłym niepełnosprawnym, tylko żeby pr >> przełamywać swoje granice. >> Tak, dokładnie. Bo to jest w końcu sport. No to chciałem zapytać. Tutaj nie ma zmiłuj się na boisku. Tak. >> No nie ma zmiłuj się. No każdy każdy walczy o swój kawałek boiska, o swój kawałek, o swoje o swoje minuty i sekundy na boisku. E, dlatego też y jest
tam wystawa i założeniem y moim i pani fotograf y, która robiła te pani Ola, która robiła zdjęcia, założeniem było takie, żeby pokazać naszych zawodników, że to są zawodnicy ragby na wózkach. To nie są zwykli niepełnosprawni, którzy siedzą w domu i patrzą w telewizor, czy tam grają na komputerze i trzeba ich wiecznie pchać za wózek. Ale to są jednak porządni zawodnicy, którzy jednak no ponad piąty z rzędu zdobyli yyy międzynarodowe mistrzostwo Polski. Powiedz mi, co dzisiaj przygotowaliście z tej okazji? Co tutaj się będzie działo? >> No tak jak już wspomniałam, y mamy tam
wystawę zdjęć naszych zawodników. Tak, wystawione są wszystkie puchary od początku klubu, no bo jednak 20lecie klubu obchodzimy. Stąd ten, stąd to całe zamieszanie. Yyy, tak, o godzinie 18:10 będzie mecz pokazowy. Mamy trochę jedzenia, mamy jest co świętować, jest tort, także no fajnie, jakby dużo ludzi przyszło i z nami świętowało. >> Obchody jubileuszu oficjalnie otworzył wiceprezydent Gliwic Łukasz Gorczyński, który podkreślał, że klub Jeźdźcy jest mu szczególnie bliski, nie tylko sportowo, ale i społecznie. Jak lubi z jeźdźcy to znam już od lat. Nie chcę skłamać, ale myślę, że na pewno więcej niż połowę istnienia, czyli co najmniej 10 lat, a wydaje mi się, że jeszcze więcej.
I poza poza samym sportem, który jest tu najważniejszy, bo to są, bo to są zawodnicy, to jest sport z takiej najwyższej półki, to są mistrzowie Polski wielokrotni, to jest też, ale to nie tylko do trzy osób z niepełnosprawnościami. W ogóle sport może być narzędziem do takiej aktywizacji społecznej, zawodowej różnych grup. W tym przypadku mamy osoby z niepełnionprawnościami. Jest to sport też taki bardzo widowiskowy, moim zdaniem jeszcze wciąż niedoceniany. To znaczy nie ma aż tak dużo publiczności, jak mogłoby być, bo bo to się dobrze to się dobrze ogląda. yyy mam przyjaciół, którzy grali w tym y w tym zespole i KS Jeźcy. Y widziałem jak ten sport wzmacnia ich w byciu osobą, jak kształtuje charaktery, więc ja mogę tylko się cieszyć i trzymać kciuki, żeby taka inicjatywa jak ta była kontynuowana. Cieszę się, mają bardzo
dobrego trenera Janusza Kozaka. Prezesem jest Ewelina Piszczek, też też moja koleżanka też z Rady Sportu, zastępca przewodniczącego rady sportu. Także wspaniałe środowisko. No tutaj za plecami jest obiekt arena, gdzie gdzie trenują i grają zawodnicy ragby na wózkach. No wspaniała rzecz. >> Robert Rams był jednym z pierwszych zawodników jeźdźców i pozostaje nim do dziś. Jak zaczęła się jego przygoda z gliwickim klubem i co sprawiło, że trwa ona już 20 lat? Do ragby jak trafiłem, to znaczy dzięki obecnemu trenerowi IKS-u Januszowi Kozakowi i Mirosławowi Kapelanowi, którzy po prostu pojawili się w ośrodku Borowej wsi i tam też wtedy na ten czas mieszkałem i oni powiedzieli, że jest coś takiego grach jakby nawózka i wiele osób zachęcili do tego, żeby zacząć treningi. Zaczynaliśmy od takiej małej,
zwykłej hali podstawowej, gdzie mieliśmy zwykłe cywilne wózki i wiadomo, zdarzały się upadki, śmieszne sytuacje. Na początku to traktowaliśmy jako po prostu taką zabawę, później wyjazdy na na pierwszy turniej, drugi turniej turniej, no i później już niejako nie jako zabawę, jako bardziej sport. No i do teraz cały czas trenuję i działam i cieszę się, że mogę rywalizować dalej. >> Nie przeraziło cię to? No bo jednak jakby to skort bardzo kontaktowy. Tu są zderzenia, tu są przewrotki. Jak tak oglądałeś, nie pomyślałeś sobie, e, to jednak nie dla nas.
>> Nie, absolutnie. To właśnie jest y kwitesencją tego sportu, że można się pozderzać, y porywalizować. Wywrotki zdarzają się, ale nie są na tyle poważne, że komuś się coś stało. Bardziej to z trybą wyglądał na groźne upadki, ale każdy jest przyzwyczajony. >> Nie przeszło ci przez te 20 lat taka myśl, że a rezygnuję? >> Powiem tak, dopóki mi zdrowie pozwala, będę ćwiczył, grał i rywalizował i cę, że dalej mogę to mogę uczestniczyć. Jestem w drużynie. Mamy świetnych zawodników, świetny staw trenera, świetne możliwości w Gliwicach. Cieszę się z tego, że dalej mogę przez tyle lat uprawiać ragby na wózkach.
>> Czy ten sport zmienił w jakiś sposób twoje życie? >> Myślę, że tak. Poznałem wiele osób wspaniałych, niepełnosprawnych i sprawnych, wiele miejsc, na pewno inne podejście do życia, że mimo tego, żeś się osobą na wózku, to można więcej rzeczy robić. Można było podpatrywać osoby, które sobie świetnie radzą w życiu, mają rodzinę, pracują, funkcjonują, wychodzą na zewnątrz. Także dał mi wieleń oprócz oprócz rywalizacji, rehabilitacji, sportu, to także wspaniałe osoby poznałem. >> Równie długą historię z ragmy na wózkach ma Sławomir Żegucki, który od dwóch dekad związany jest z tą dyscypliną. Jak wyglądały jego początki i jak zmieniał się ten sport na przestrzeni lat?
Poznałem chłopaka, który był w kościele rehabilitacji, gdzie przebywałem. On był sędziną, sędzią był na takich zawodach, zawodach ligowych. On mi zaproponował, żebym spróbował zagrać. No nie bardzo mi się to podobało, jak widziałem upadki, że się uszkodzę może, ale jednak to nie jest tak. Zagrałem raz, drugi, trzeci. >> Tak cię to wciągło. Słuchaj, przy okazji zbudowałeś sylwetkę, której może ci pozazdrościć niejeden młody człowiek. Tak, muszę przyznać, że naprawdę, że rozbudowałem trochę barki przez to przez przy tej dyscyplinie. No 20 lat to jest szmat szmat czasu, prawda? No nie mogę skończyć. Chciałbym już iść przejść na emeryturę, ale nie mogę. No jakoś tak mnie to wciągnęło, że nie no nie póki jeszcze mam siłę, to jeszcze gram. No >> i to chyba jest taki no naprawdę fajny sposób na życie jednak, jak się jest na
wózku. >> Tak, tak, to jest sposób na życie. Dużo się usamodzielniłem przez przy przy tym przy tym przed tym sporcie, co muszę przyznać, że jak >> Krzysztof Kosider to reprezentant Polski w rakby na wózkach. Występował w kadrze narodowej podczas międzynarodowych turniejów, w tym mistrzostw Europy. Jak wyglądała jego droga do jeźdźców i reprezentacyjnej koszulki? >> Ja na swój pierwszy trening trafiłem równo rok po wypadku. W 2008 roku
zacząłem w czeskiej drużynie i tak od pierwszego treningu zakochałem się w tym sporcie i to jest ta rzecz, którą kocham robić i i tyle. >> Poruszyłeś trudny temat, ale zapytam wypadek. Co się stało? >> Ja miałem swój wypadek w 2007 roku na rowerze. Po prostu sporty ekstremalne. Skakałem na rowerach i przykry wypadek nie doleciałem i wylądowałem na głowie. złamałem krosłup odcinku szyjnym y i tak się to skończyło. >> Czy przez ten sport, który teraz uprawiasz, jakby odnalazłeś swoje swoje drugie ja? To jest sport taki, można powiedzieć bardzo kontaktowy.
Są emocje, jest rywalizacja, są uderzenia i to jest bardzo, bardzo, bardzo super w tym sportu. >> 20lecie i Kścy to nie tylko jubileusz klubu, ale przede wszystkim święty ludzi, zawodników, trenerów, działaczy i przyjaciół, którzy przez lata tworzyli wyjątkową sportową rodzinę. Historia jeźdźców pokazuje, że determinacja, pasja i wiara w drugiego człowieka potrafią przekraczać wszelkie granice. A ten jubileusz to nie koniec drogi, to kolejny start. >> I >> IKS >> IKS. >> Pięknie, pięknie, pięknie. A teraz słuchajcie, machamy wszyscy do naszej super pani podobia. Wszyscy machają. Tak jest. Tak jest. Tak jest. Tak jest.


