100% Gliwic | Wernisaż wystawy "Gliwiczanie"

18 września 2025 · 12:51 · Obejrzyj na YouTube

Wystawa ma tytuł „Gliwiczanie”, której autorem jest pasjonat fotografii Wojtek Nurek, przedstawia zdjęcia anonimowych mieszkańców Gliwic, choć z pewnością odwiedzający rozpoznają na fotografiach znane z życia miasta twarze. Wystawa ma być lustrzanym odbiciem społecznego pejzażu Gliwic: różnorodnego, autentycznego, pełnego ciepła, sympatii dla Gliwiczan z elementami humoru. Zdjęcia oprawione są w ozdobne ramy, co robi wrażenie precyzyjnie wykonanych portretów. Ekspozycję można oglądać w Stacji Artystycznej Rynek w godzinach jej otwarcia.

Transkrypcja materiału

Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.

[Muzyka] Kim są ludzie, których mijamy każdego dnia na ulicy. Pewnie nieraz się nad tym zastanawialiśmy. Wojtek Nurek to gliwicki fotograf, który w swojej najnowszej wystawie fotograficznej zatytułowanej gliwiczanie próbuje odpowiedzieć na to pytanie. Jego portrety anonimowych mieszkańców oprawione w stare ramy pokazują nie tylko twarze, ale też emocje i historie, które kryją się w spojrzeniu każdego z bohaterów. Wojtek jest gliwiczaninem od urodzenia. Czy już jako dziecko wiedział, że będzie najpierw na kliszach, a potem na kartach pamięci uwieczniał wydarzenia z życia Gliwic i mieszkańców naszego miasta? Oczywiście, że się nigdy nie zastanawiałem nad tym.

Yyy, tylko korciło mnie, żeby zrobić zdjęcia dokładnie powiem kiedy. Mianowicie w momencie, kiedy na komunię dostałem zmienę osiem komunię, którą zresztą miałem w kościele podwyższenia krzyża świętego i dostałem tą zmienę i kombinowałem jak zrobić, żeby zamienić ten to urządzenie w obrazki. Akurat miałem tą tą sympatyczną

przyjemność, że wśród przyjaciół moich rodziców był zarówno Michał Sowiński, słynny gliwicki fotografik, jak i Stanisław Jakubowski, obaj niestety świętej pamięci i chodziłem tutaj nieopodal do cechu rzemios różnych na lekcje fotografii do Michała Sowińskiego i stąd się to wszystko zaczęło. Wojtek już w szkole średniej miał okazję zaprezentować swoje pierwsze prace. Jakie to były fotografie? >> Robiłem zdjęcia podczas pochodów pierwszomajowych, ponieważ to mi dawało szansę, że nie musiałem nosić szturmówek i to był główny powód. I później była gazetka, bo ja chodziłem do liceum ogólnokształcącego ner 4 przez wielu uważanych za najlepsze liceum w Gliwicach oczywiście. No i tam była była była tam gazetka ścienna i na tą gazetkę wieszałem te zdjęcia z pochodów pierwszomajowych, które zresztą posiadam

do dzisiaj. >> A czy te pierwsze zdjęcia zrobiły wrażenie na koleżankach i kolegach? >> Kompletnie to było obojętne. To to nie robiło żadnego wrażenia, bo nigdy to nie miało formy wywiad, znaczy to nie miał formy y jakiejś tam poważniejszej. To robiłem tak dla znajomych, dla rodziny. To to oczywiście jak każdy robiący zdjęcia. Później robiłem zdjęcia

w gwarku swoim kolegom, którzy próbowali, czyli zespołowi Śmierć Kliniczna i zespołowi RAP. Robiłem też zdjęcia na FAMIE, robiłem na w Gliwicach na letniej akcji zagranicznej, która była organizowana dla studentów zagranicznych. Także taka taka ciągła zabawa, ale nigdy nie miałem okazji się y wystawić ze swoimi

pomysłami. Wojtek nie zdecydował się jednak kształcić w kierunku fotografii, bo wybrał budownictwo na Politechnice Śląskiej. Czy to był świadomy wybór? >> Nie. Wybrałem dlatego, że jak oznajmiłem mojemu ojcu, że chcę iść do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, to prawo prawie że zemdlał, to dla świętego spokoju poszedłem na wydział budownictwa. Zresztą przyznam się, po skończeniu go nie mam jakiejś specjalnej mięty do tego zawodu, ale studia były wspaniałe, życie studenckie bardzo miele wspomina. >> Wojtek aktualnie wykonuje zawód nie związany z budownictwem ani z fotografią. Jest rzeczoznawcą majątkowym. Czy to go nie ogranicza? Ale to ja nie uważam, żeby żeby trzeba było mieć wspólnego, trzeba mieć zamiłowanie do fotografii. A yyy ja to, że ja nie wykonuję tego zawodowo i profesjonalnie,

więc to mi daje to, że mogę sobie robić zdjęcia jakie ja uważam za stosowne, czyli nie muszę podlegać żadnym modom. Mogę mogę y iść swoim własnym stylem, czy się komuś kto podoba, czy nie. Także to ma też przewagę. Zresztą w Gliwicach funkcjonowały tak zwane amatorskie towarzystwa fotograficzne, które nie były amatorskie dlatego, że to byli ludzie, którzy nie znali się na fotografii, tylko że oni byli amatorami, czyli miłośnikami fotografii. >> Zdjęcia wprawdzie nie są podpisane, ale dla Wojtka to nie są anonimowi ludzie. Mocą tej wystawy jest fakt, że to są wszystko moi znajomi, że ja z nimi rozmawiam, że ja wiem jacy oni są i starałem się z nich wydobyć to, co według mnie w nich jest ciekawego.

>> A czy robiąc te zdjęcia Wojtek wiedział, że kiedyś modele będą bohaterami jego wystawy? >> Nie, absolutnie żeśmy się nigdy tak nie umawiali i dopiero Zima, czyli Marek Niewiarowski zaproponował mi, żebym coś takiego zrobił. No to więc jak zrobił to się zmobilizowałem i zrobiłem i postanowiłem

yyy zrobić frajdę moim znajomym gliwiczanom w naszym lokalu miejskim, czyli w stacji artystycznej Rynek. >> Autor wystawy, jak sam przyznał, nie jest zawodowym fotografem, ale zdjęcia wyglądają na profesjonalne. >> Bardzo mi miło, że tak uważasz. Natomiast yyy yyy bardziej zależało mi

na oddaniu pewnego klimatu niż uzyskaniu yyy powiedzmy znamion profesjonalisty. >> Zazwyczaj na wystawach zdjęcia oglądamy w prostych ramkach lub bez nich. Na tej wystawie jednak są oprawione w ozdobne ramy, charakterystyczne bardziej dla obrazów. Skąd akurat taki pomysł się wziął? To jak wiesz w Gliwicach istnieje

parę yyy sklepów ze starociami i antykami. No i przez lata skupowałem te ramy. Yyy czasami y na nieodległym y tym naszym targu staroci w Bytomiu. No i się nazbierało trochę. A uważam, że zdjęcia w tej formie są o wiele bardziej atrakcyjne niż zdjęcia we współczesnych ramach lub też bez ram. Fotografie nie są małego formatu. Gdzie je więc Wojtek przechowuje? >> Trochę wieszam w moim biurze, a trochę nie. Trochę czeka, czeka i czekało, czekało i się doczekało. I czasami mi się to przydaje, ponieważ przychodzą moi klienci i mówią: "O, kalosz, o guma". Czyli rozpoznają swoich znajomych i od razu kontakt z moimi klientami jest znacznie bliższy i sympatyczniejszy. Na fotografiach przeważają męskie twarze. Czy taki był zamysł?

>> Niestety, niestety tak. Ale to jest spowodowane tym, że kobiety są bardziej grymaśne. To znaczy, że inaczej się widzą, a inaczej później oceniają fotografie, na której one są. Niektóre mają uważają, że mają za małe cycki, drugie za duże, że mają za małe nosy, za długie nosy, są za chude, za grube. Mężczyźni są o wiele prostsi w obsłudze. Także z niektórymi kolegami to dosłownie parę klatek i miałem sprawę załatwioną, a z koleżankami to niekończące się rozmowy na temat tego, czy to jest właściwe ujęcie, czy nie. Także

na co dzień preferuję wśród swoich znajomych zdecydowanie kobiety. Natomiast jeżeli chodzi o modeli fotograficznych to niestety z konieczności częściej korzystam z z kolegów. >> A jaki cel postawił sobie Wojtek organizując tę wystawę? Dla mnie nie, dla mnie to jest wielka przyjemność i dla mnie to jest świadomość, że to jest nasza gliwicka impreza, że nikt tego z

góry nie zorganizował, że to my sobie organizujemy, że to jest impreza składkowa, koleżanki napiekły ciast, koledzy poprzennosili jakiś napojów. Także nie chodzi o to, że właśnie interesuje mnie takie szersze spotkanie w gronie moich gliwickich znajomych, pomieszanie ich, no i zrobienie sympatycznego takiego naszego gliwickiego, wewnątrz gliwickiego eventu. I chodziło mi też o to, żeby bohaterami tej wystawy byli byli zwykli normalni gliwiczanie, których na co dzień spotykam, przedsiębiorcy, jacyś fachowcy, lekarze. Chodziło mi o to, żeby, żeby to była taka, powiedzmy nasza wewnętrzna gliwicka zabawa.

>> To w takim razie czy poznamy kiedyś nazwiska ludzi z fotografii? >> Nie powiem, ponieważ zasadą tej wystawy jest to, że to są anonimowe portrety. W związku z tym każdy sobie może dociekać k czy czy to jest ktoś znany, czy nieznany. >> Więcej o tym, jak zrodził się pomysł na tę wystawę zdradza małżonka Wojtka Iwona. To jest już kolejny jego pomysł związany z gliwiczanami. Pierwszy to miał być projekt Raciborska. Jak Wojtek jeszcze miał biuro na Raciborskiej. zaczął fotografować ludzi, którzy tam mieszkają lub pracują, prowadzą usługi i

miała być wystawa robiona wtedy na ulicy, na ulicy Raciborskiej do tego nie doszło, ale później wymyślił, że przy ilości ludzi, których zna i lubi fotografować, zapraszał ich do siebie do do biura, gdzie robił zdjęcia. No i kiedyś stwierdził, że trzeba coś z tym zrobić. Zawsze lubiliśmy stare ramy. Gdzie tylko się dało je skupowaliśmy. No i jedno z drugim zostało pożenione i tak to powstało. >> A czy Iwon nie denerwuje to, że aż tyle tak dużych zdjęć znajduje się w domu? >> Nie, bo ja mam więcej różnych gratów.

Ja mam znowu krzesła i fotele, które zajmuję się renowacją, więc ramy zawsze poukładane stały i czekały, a one są piękne, a wypełnione tak pięknymi ludźmi. Super. >> Bożena, choć często chodzi na wystawy fotograficzne, tym razem nie kryła zaskoczenia. Jestem bardzo zaskoczona, ponieważ te portrety są przepięknie oprawione w cudowne ramy i mało tego, jeszcze w dodatku są rekwizyty używane,

ich własne Wojtka rekwizyty z domu. Fantastycznie po prostu to jest jak w pałacu. Rzeczywiście byłam w szoku jak weszłam. A jak Bożenie spodobał się pomysł wystawienia zdjęć w ramy dedykowane raczej malowanym obrazom? >> To jest zupełnie coś innego i uważam, że to jest wyróżnia każdą inną wystawę.

Właśnie te ramy też wyróżniają, że mamy piękne. No każdy człowiek przepięknie wygląda w tych ramach. >> Podobne zdanie co Bożena miała też Ania. również jestem zaskoczona, nie wiedziałam, że mamy tylu znanych gliwiczan. No wystawa bardzo mi się podoba. Jestem zachwycona. Fakt tajemniczości chyba dodał jeszcze smaczku tej wystawie. Czy tak sądzi Ania? >> Tak, dodatkowy smaczek.

Nawet było kilka osób, które poznałam po chwili dopiero, ale jednak jest, no jest ich sporo, sporo rozpoznałam. >> Marela na wystawę przyszła z aparatem. Skąd taki pomysł? u niej się wziął. >> Jestem miłośniczką fotografii, bo pochodzę z domu, gdzie ojciec zajmował się fotografią. Także z fotografią miałam do czynienia od zawsze, od małego dziecka, po obu stronach obiektywu, jako dziecka, jako modelka i również potem odziedziczyłam po nim tą pasję i sama fotografowałam. Ten pomysł jest wspaniały i i same zdjęcia są przepiękne i te ramy dodają uroku i nastroju

i w ogóle ja uwielbiam portrety. Uwielbiam portrety takie wyraziste, z prawdziwymi twarzami, takie na których widać ludzi, widać ich charakter. I te portrety właśnie takie są, że jestem zachwycona tą wystawą. >> Ta wypowiedź chyba jest wystarczającą zachętą, aby zobaczyć wystawę Wojtka Nurka, która potrwa do 26 września. Miejsce stacja artystyczna rynek, wstęp wolny. [Muzyka]

H

Radio Imperium Kliknij, aby słuchać na żywo