100% Gliwic - Wernisaż Graffiti Szablonowego Arkadiusza Foltyńskiego
🎨 W najnowszym odcinku 100% Gliwic zaglądamy do serca miasta – do Stacji Artystycznej Rynek, gdzie odbyła się wyjątkowa wystawa graffiti szablonowego autorstwa Arkadiusza Foltyńskiego 🖌️ To coś więcej niż tylko street art – to sztuka z przesłaniem, mocno osadzona w miejskim klimacie i śląskiej codzienności. Prace Foltyńskiego zaskakują formą i detalem. Zobaczcie, jak szablon i spray potrafią opowiadać historie, które rezonują z naszym regionem 🖤💛 🎥 Wpadnijcie z nami na wystawę, posłuchajcie, co mówi sam autor i dajcie się porwać śląskiemu duchowi sztuki ulicznej! 👍 Zostawcie lajka, komentarz i suba, jeśli chcecie więcej kultury prosto z Gliwic! #100ProcentGliwic #Gliwice #StacjaArtystycznaRynek #ArkadiuszFoltyński #Graffiti #StencilArt #StreetArt #SztukaUliczna #Śląsk #KulturaMiejska #GliwiceKulturalnie
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[Muzyka] Tradycyjnie już na początku miesiąca w stacji artystycznej Rynek odbył się wernisaż nowej wystawy. W kwietniu będziemy mogli oglądać tam pracę Arkadiusza Foltińskiego. Artysta, który dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Rudzie Śląskiej w latach 80. ubiegłego wieku wystawiał swoje prace na zaniedbanych ulicach miast aglomeracji Śląskiej, próbując ożywić wszechobecną szarość murów i budynków. jest przedstawicielem prawie zapomnianego już graffiti szablonowego, które na początku lat 90 zniknęło z ulic miast pod wpływem
widocznego do dziś graffiti o korzeniach amerykańskich. O tym, skąd się wziął pomysł na to, by akurat tę sztukę prezentować mówi Arkadiusz Foltyński. Chęć Smykałka wzięła mi się już w czasach wczesnej młodości, czyli w wieku około 17 lat, w latach 80. wtedy graffiti szablonowe było bardzo popularne w Polsce, więc ja zacząłem je robić. Ja nie jestem jakimś tutaj yyy nie wymyśliłem tego. Zacząłem to robić tak jak wielu innych młodych ludzi w latach 80. Później przestałem, bo po pierwsze graffiti szablonowe przestało być, że tak powiem, modne. Weszło graffiti o korzeniach amerykańskich, które teraz widzimy na ulicach.
Więc to już jakby odeszło do lamusa. Poza tym upomniała się o mnie armia, więc już siłą rzeczy przestałem to robić. Natomiast kilka lat temu właśnie kiedy z żoną szliśmy na spacer, zobaczyliśmy na na murach naszego miasta Lublina właśnie takie graffiti. Już bardzo bardzo rzadka rzecz. Powiedziałem żonie, że ja kiedyś coś takiego robiłem i żona zapytała: "No więc czemu znów tego nie robisz?" Prezentowane prace na pierwszy rzut oka wyglądają jak rysunki, ale jak zauważa autor to zupełnie co innego. To wbrew pozorom ma niewiele wspólnego z rysowaniem, więcej z modelarstwem. Ja zajmowałem się kiedyś modelarstwem, więc jest mi łatwiej wycinać szablony. No to po prostu robi się w ten sposób, że wycina się ręcznie szablony w papierze i przez te szablony natryskuje się farby.
Y kiedyś było wszystko prostsze, bo były szablony y takie jedno, że tak powiem, jednoetapowe, natomiast teraz już te moje prace z reguły robię z kilku, czasami nawet kilkunastu szablonów, żeby były takie no, no lepsze jakościowo. Jest to dla mnie taka odskocznia od
od pracy. To to jest moje hobby. Nie zarabiam na tym. A czy te grafiti szablonowe można uznać za sztukę? Nie do mnie to pytanie. Nie wiem czy jestem artystą. Cały czas się zastanawiam czy to jest sztuka i czy ja jestem artystą. Podobno artystą jest się po pierwszym wernisarzu. Y to jest mój dziewiąty wernisaż wystawy moich prac od początku ubiegłego roku, bo dopiero wtedy zacząłem to wystawiać. Na jednej ze ścian znajdziemy przedstawiony w formie graffiti śląski alfabet. Skąd wziął się ten pomysł? Jestem z Lublina, ale do 17 roku życia mieszkałem w Rudzie Śląskiej, więc jakby Śląsk jest tkwi we mnie cały
czas. Ja mam ogromny sentyment do do ludzi, do tego regionu, do do Gwary Śląskiej. Yyy stąd też moje prace związane ze Śląskiem. Mieszkam w Lublinie. Bardzo, bardzo lubię Lublin, bo to jest bardzo fajne miasto, bardzo ładne, y, ale Śląsk jeszcze gdzieś tam we mnie jest i myślę, że będzie zawsze. A jakie jeszcze prace zobaczymy na tej wystawie? To jest przegląd ogólnie mojej twórczości. Nie ma tutaj jakiś najstarszych prac. są takie sprzed chyba najstarsze są sprzed trzech. Natomiast ja to zacząłem robić pod wpływem żony w 2019 roku. Posłuchajmy teraz jak powstają takie graffiti szablonowe.
Praca pod tytułem Hasiok. I ta praca jest wykonana na papierze z trzech szablonów, czyli już pokazuję. Najpierw stworzyłem tło tej pracy. Nie wiem czy tu będzie widać. Akurat tu jest ciemno. Stworzyłem tło tej pracy, prawda? w szarym kolorze. Następnie na czarno na tym na tym szarym
tle farbą sprayu. I ostatnia warstwa to jest tworzenie takich takich światłocieni, czyli biało i wychodzi praca pod tytułem Hasiok. Zazwyczaj artyści mają jakąś swoją ulubioną pracę. Czy Arkadiusz też ma takie bliskie sercu graffiti? naprawdę wszystkie są bliskie sercu, bo yyy wszystkie yyy wszystkie weźmy na przykład o Bliska sercu jest moja praca związana z Górnym Śląskiem. Proszę
bardzo. Wunderbachlien to jest praca bliska memu sercu. Nie, te prace, które mi, że tak powiem, nie wychodzą. Zdarza się to czasami, że coś mi nie wyjdzie, po prostu je wyrzucam, niszczę szablony i już z reguły do nich nie wracam. Twórcy z różnych powodów decydują się pokazywać swoje prace na wystawach. A czym kierował się Arkadiusz prezentując te graffiti? Dla te prace są trochę trochę inne może
niż jakieś akwarele czy fotografie. Dla mnie wystawa jest po pierwsze możliwością poznania ciekawych ludzi, bo z reguły na wernisażu poznaje się różnych fajnych ciekawych ludzi. Po drugie to już jest, że tak powiem, prehistoria. takiego graffiti już się praktycznie nie używa, więc ja z chęcią opowiem o tym, jak to było kiedyś i jak to tworzę, y czym to się różni od tego graffiti, które teraz jest widoczne na ulicach. I to jest dlatego wystawy są fajne, ale dla mnie fajniejsze jest jeszcze to, jeżeli ja to robię faktycznie na murach, bo to jest graffiti ścienne i zdarza mi się oczywiście, że robię też projekty takie na murach dużo większe. Na przykład niedługo będę miał w Lublinie możliwość
pokazania swojej pracy związanej z lubelskim poetą Józefem Czechowiczem i zrobię to na zabytkowej kamienicy w centrum miasta zazgodą konserwatora zabytków. Więc wystawy są fajne, ale też fajne są właśnie dla mnie fajne jest możliwość pokazania tych prac, że tak powiem na murze w naturalnym środowisku. Ta wystawa ma też swoje przesłanie, a jakie wyjaśnia Violetta Foltyńska, małżonka Arkadiusza. Myślę, że street
artnie taki taki rodzaj twórczości właśnie z przesłaniem i prace męża początkowo te pierwsze prace, które tworzył były reakcją na różnego rodzaju sytuacje z życia społecznego, politycznego w naszym kraju, na świecie. No i właśnie były jego zdaniem, jego głosem w dyskusji na ten temat. Później zaczęły pojawiać się prace inspirowane książkami, które przeczytał, koncertami, na których był wysłuchanymi piosenkami, płytami, filmami
obejrzanymi. No i tak jak to street art, myślę, że takim założeniem, przesłaniem jest też popularyzowanie tej tak zwanej kultury wysokiej szerokiemu gronu odbiorcy. Myślę, że mąż to właśnie robi. Państwo foltyńscy obecnie mieszkają w Lublinie. Dla nich podróż na Górny
Śląskróż w czasie po długiej nieobecności. Jakie wrażenie na nich zrobiły Gliwice? bardzo dobre, bardzo pozytywne. Jeździliśmy sobie dzisiaj po po Śląsku i Gliwice nas bardzo pozytywnie zaskoczyły. Współcześnie na ścianach widzimy głównie graffiti wykonane spryem, ale jak przypomina Lidia 40 lat wstecz graffiti szablonowe były dość powszechne. sama idea takiej grafiki szablonowej, ponieważ jakby to we wczesnej młodości yyy robiłam może nie podobne
rzeczy inne, ale jeśli chodzi o sam schemat powstawania pracy, no to to rzeczywiście zajmowałam się tym. No a poza tym tak jak autor wspominał, że teraz jakby właśnie te te prace sprayem zastąpiły te właśnie szablonowe, a to właśnie miało miało te przewagę nad tymi
tymi jednorazowymi sprojowymi, że można było powielać, prawda? Czyli przypuśćmy, ja takich ja takie rzeczy fotografowałam fotografowałam w całej Polsce. Takie po prostu to były takie maleńkie, piękne grafiki. Po prostu cudne były różne tematy, bo były tematy i jakby polityczne, prawda? I były takie, bo czasami nawet erotyki spotykałam na ścianach. No cudo było. Więc po prostu to mnie bardzo zainteresowało. A ten alfabet śląski, no
to interesujące. A jaką rolę spełniały graffiti w czasach PRL-u i czy też można było znaleźć je na przykład na murach domów? One nie wisiały. One one ja pamiętam te, które były jakby tak jak tak jak właśnie autor autor tej wystawy mówił, one były po prostu za pośrednictwem takiego szablonu sprejowane i po prostu powielane i po prostu istniały sobie na różnych podłożach, różnych murach, ścianach i to dawało dodatkowy efekt artystyczny. No
mnie ten artyzm pociąga oprócz takiej no funkcjonalności, bo one przekazywały też bardzo dużo treści nie politycznych, protestowały, informowały, prawda, ale też po prostu ta warstwa artystyczna, plastyczna, wizualna to po prostu no też to była cudeńka. Lidia nie ma też wątpliwości, że te graffiti to prawdziwa sztuka. Nie wszystko, nie wszystko, ale po prostu część to jest to jest rzeczywiście warstwa taka artystyczna bardzo widoczna. No ponieważ jakby już samo to, że że człowiek przypuśćmy no zamiast sobie się gapić w telewizor po prostu zajmuje się taką taką twórczością. To nie ma znaczenia czy on czy on trzyma w ręce ołówek, nie? czy pędzel, ale a czy przypuśćmy tam nożyk i
wycina po prostu jakąś swoją ideę, jakieś swoje wspomnienie, refleksje, prawda? Tak jak tak jak pan mówił tutaj, że że właśnie wszystko jest dla niego inspiracją, nie? Życie, film, teatr, zam to jest to jest widoczne na na na na na tych właśnie na tych pracach. Janusz również pamięta czasy PRL-u, ale obecności w przestrzeni publicznej graffiti już nie bardzo kojarzy. No właśnie nie bardzo. Pamiętam
tylko, że takie na mieście się pojawiały takie znaczki jakieś tajemnicze. To było widać, że to z szablonu, ale dokładnie nie wiem czego dotyczyły te te obrazki. Ktoś demonstrował swoje jakieś upodobania. Nie wiem dokładnie o co chodziło. Janusz jest stałym bywalcem stacji artystycznej Rynek. Co go tak przyciąga więc na te wystawy? No ta atmosfera i ci te osoby, które tu prezentują swoje
dzieła. Przeważnie są ciekawe te wystawy dosyć i to chyba najlepsza rekomendacja i zaproszenie do stacji artystycznej Rynek na wystawę graffiti i kolejne, które będą miały tam miejsce. [Muzyka] Ah.


