100% Gliwic | Ulicznicy - Teatr na kółkach
W Gliwicach trwa festiwal ulicznicy. Tegoroczna edycja jest już 19 w historii. Jest to najstarsze wydarzenie kulturalne, które przetrwało do dziś i niezmiennie cieszy się bardzo dużą popularnością. Przez te lata odbyło się już 500 zdarzeń artystycznych. Ojcem chrzestnym i pomysłodawcą uliczników w Gliwicach jest Piotr Chlipalski, który tak wspomina początki tego projektu
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[Muzyka] Młynarz miał żonę. Piękną córkę płyn. Był dobrym młynarzem. Pewnego dnia nad rzeką podszedł do niego dziwny człowiek. Moj narz, mój narzam ci wszystkie skarby świata w zamian za to, co stoi za twoim. >> W Gliwicach trwa festiwal Ulicznicy. Tegoroczna edycja jest już 19 w historii. Jednocześnie jest to jedno z najstarszych wydarzeń kulturalnych, które cyklicznie odbywa się w naszym mieście i cieszy się bardzo dużą popularnością. Przez te lata odbyło się już 500 zdarzeń artystycznych. Ojcem chrzestnym i pomysłodawcą uliczników w Gliwicach jest Piotr Chlipalski, który tak wspomina początki tego projektu.
>> Wpadłem na ten pomysł, to robiliśmy to dwa miesiące. Ja nie mam pojęcia, jak ja to byłem w stanie dźwignąć i kompletnie o tym nie miałem pojęcia jak jak wszyscy, którzy robią coś po raz pierwszy. Ale ja myślę, że że trochę jak jak z tą budą, jak z historiami, jak z życiem, jak z książkami, to się pisze samo i my trochę odpowiadamy na rzeczywistość i i na to, co dzieje się wokół. Ja odrobiłem masę lekcji jak to robić jeżdżąc, oglądając, podglądając mądrzejszych od siebie i no i nagle właśnie siedzę sobie w alei przyjaźni w uroczym obiekcie parate i opowiadam
historię w ramach festiwalu, który którym jest taką swoją własną własną historią i ja lubię ten festiwal po po 19 latach nawet ciągle bardzo go lubię. Jak każde wydarzenie, festiwal zmieniał się z czasem. Co było na początku, a co współcześnie prezentowane jest na plenerowych scenach? >> Jakby robiliśmy kino, robiliśmy koncerty, robiliśmy fotografie, więc
deewaluował, nie myślę, poszliśmy bardzo w teatr z różnych przyczyn i budżetowych i i konceptualnych i myślę, że że pokazujemy ciekawe rzeczy. Ja ja ja też od tego czasu myślę, jeżeli chodzi o jakąś ewolucję tego, co chcemy pokazywać, to to też myślę, że że masę rzeczy zdążyłem zobaczyć i i lista marzeń, które chciałbym zaprosić jest długa i te małe marzenia trochę realizuję i i myślę, że że to co się wydarzy w ruinach jutro, co co się wydarzy w ruinach za tydzień, to to są takie perełki właśnie szukane. To to tu, to tam. W tym roku wymyśliłem sobie jakby poszukiwacza motyli czy czy szlachetnych kamyków na plaży, które które przywożę do miasta i i bardzo chcę pokazać.
>> Niewątpliwie największym wyzwaniem i kluczem do sukcesu jest dobór i ściągnięcie artystów. Jak to się robi w Gliwicach? >> To jest myśmyśmy ukuli w pewnym momencie w na jednym z festiwali taką wędrowny namiot festiwalowy czy czy taką wioskę festiwal trochę wioskę smerfów. jakby spotykamy się w bardzo różnych okolicznościach i i nagle to znika i
potem spotykamy się znowu i jakby jakby czas między tymi spotkaniami nie minął, zwłaszcza w kontekście pandemii czy czy jakiś takich przerw w widzeniach. Natomiast myślę, że że ludzie, którzy robią ulicę, to to jest jeszcze osobny rodzaj wariatów, którzy którzy wiedzą dlaczego to robią i robią to absolutnie wszędzie. E, też proponujemy im przede wszystkim fenomenalną wiedzącą czego chce czy czy
wiedzącą jak jak się jak tańczyć publiczność, która e którą to to jest też taki banał, którzy wszyscy muszą powiedzieć, a super publiczność i my musimy powiedzieć, że mamy super publiczność, ale myślę, że to się dzieje, że jest coś takiego, mimo tego, że jesteśmy najbardziej znikającym festiwalem, który nawet nie trwa weekendu, a tak jest i go nie ma i jest i go nie ma, to mimo wszystko jest jakaś metahistoria w tym wszystkim. jakieś metpotkanie, jakiś meta powidok w nas to robiących, w
państwu to obserwujących i i to, że państwo chcecie moknąć i czekać, aż przestanie padać w parku, myślę jest jakimś tam probierżem tej sytuacji. Natomiast no nie wiem czy ktoś odmówiłby przyjechania na festiwal, na którym ktoś chce go zobaczyć, dać mu dobrze zjeść, przespać i i jeszcze przeciągnąć przez nasz urokliwy rynek po wszystkim. >> Tą cechą, która odróżnia uliczników od innych tego typu wydarzeń jest częste wchodzenie w interakcj z widzem. Jak przekonuje Piotr, to też jest czynnik, który przyciąga artystów. też jest tak, no nie ma czwartej ściany już na, no my tu akurat nagle wybudowaliśmy parę ścian, ale zazwyczaj nie ma czwartej ściany i ta konwencja zakłada, że coś się wydarzy. To jest, myślę, to jest y może nie serce, ale ale bardzo duży duża część tej zabawy, bo myślę wszyscy ci,
którzy przyjeżdżają bawią się tym tą niespotykalnością rzeczy i tą nieprzewidywalnością rzeczy. Yyy, co prawda teraz uciekamy yyy pod dach ruin, bo, bo też są to rzeczy formalnie fajne, które szkoda byłoby yyy, z którymi ciężko byłoby uciekać z parku w razie deszczu, a też szkoda byłoby je jakoś stracić, jeżeli możemy im pomóc y ruinami. Natomiast nadal są to rzeczy, które nie będą się bały widza porwać czy czy z tym widzem wejść w jakiś szalony dialog. I myślę, że że ten element tu i tej tej prawdziwości ulicy, tej surowości ulicy, tego tego podejścia, w którym ten wic jest jakby najważniejszą częścią tego wydarzenia, najbardziej mnie kręci, czy czy powoduje, że że ciągle ciągle na te ulice wracam, czy czy jako ktoś, kto ich tutaj zaciąga, czy ktoś, kto kto daje się zaciągać w w inne miejsca. Piotr nie
tylko wymyślił uliczników w Gliwicach, ale sam też tworzy i występuje i jak sam mówi, sprawia mu to dużą frajdę. >> Zdarza mi się tak. Powiedziałem sobie kiedyś, że że to też są festiwale, na których gospodarz gra co roku to samo albo gra nawet parę razy. Ja miałem taki pomysł, że raczej możemy tu pokazać premierę dopóki państwo czy to też jest właśnie o tym, dopóki państwo przychodzicie i i chcecie z nami się bawić. Dzisiaj jesteśmy w ogóle gościem jakby u siebie, ale nie u siebie, bo bo jesteśmy w ramach rynku kultury i i to mnie też cieszy, że że tak się tutaj możemy pozapraszać krzyżowo. Natomiast
no jakoś jest tak, że że jesteśmy stąd. Mam poczucie, że też dopóki dzwonią, czy nie jest to jedyne miejsce, w którym gramy, to ma to jakąś kwantyfikowalną wartość dla państwa. Ale jeżeli jest inaczej, to ja absolutnie już więcej tego nie zrobię. Jeszcze za tydzień będę zjadał grzechy i przytargam mój mały karawan z trumną, na co serdecznie zapraszam i jeżeli państwo wtedy wspólnym głosem publiki obrzucicie mnie pieniędzmi, to przestanę. >> Podczas rynku kultury grupa Piotra zaprosiła widzów do przyczepy kampingowej, która została przerobiona na scenę teatralną. Widzowie kupili ten pomysł, bo przez 4 godziny pod przyczepą
stały kolejki chętnych, by zobaczyć sztukę Piotra. Myśmy ją wybudowali parę spektakli temu i ona się trochę nudziła, bo wybudowaliśmy bardzo duży spektakl, który który z różnych przyczyn już nie nie mógł być grany i i szkoda było tego mebla, więc Marcin Dzwonowski dokonał cudu po raz drugi wskrzeszając przyczepę, którą wskrzesił wcześniej, ale pomyśleliśmy, że możemy tym razem mieć własny No właśnie to to w tej całej rozmowie jest przeurocze, bo bo my sobie wymyśliliśmy teatr. wymyśliliśmy sobie teatr na kółkach, który w którym wsadzamy państwa
do y do tej uroczej y scenografii tak naprawdę i i gramy w środku. Y i gramy krócej, gramy gramy inaczej, bo bo gramy tylko 15 minutówki, zmieniamy to, no sprawdzamy jak to też jest urocze i myślę, że że to jest też siła tego, co możemy tutaj zrobić, czyli narazić państwa na to, że my nie mamy pojęcia co robimy i i wy w to wchodzicie. Także myślę, że że jak się uda, to za rok, za dwa już wiedząc co robimy, wrócimy z z tym pomysłem. No ale patrząc na ten szalony dzień dzisiaj, my bawiliśmy się świetnie. Część z państwa chciała wejść do piekarnika ponownie, więc znów,
jeżeli jest inaczej, obrzućcie mnie tą informacją. Razem z Piotrem ten uliczny teatr tworzą Jacek i Marcin Dzwonowscy. Marcin nie tylko jednak gra, ale też stworzył scenerię do tego ulicznego występu. >> No z mojej strony to jest trochę tak, że ja bardziej w technicznych rzeczach się tutaj spełniam. przy budowie na przykład tej przyczepy, przebudowie właściwie, bo
zakupiliśmy ją parę lat temu yyy do takiego dużego spektaklu, który no niestety okazało się, że przyczepa jak ją rozebrałem, to się rozpadła, bo była tak zgnita. Więc ostatnio moja rola spełnia się właśnie do pracy takiej. Grać razem z Piotrem to na pewno fajna sprawa i duża frajda, ale też chyba trzeba być gotowym na wszystko. >> Z Piotrem, tak, z Piotrem jest zawsze fajna zabawa. Bardziej to jest kwestia improwizacji. Zawsze trzeba być w gotowości na różne pomysły, które ma. >> A jak w ocenie Marcina ulicznicy spostrzegani są przez artystów? >> To znaczy tak, formuła uliczników jest fajna. Bardzo dużo teatrów pojawia się.
No ja też z tymi teatrami byłem przez całe życie związany, to troszeczkę widzę to z innej strony. Także no fajnie jak teatry przyjeżdżają, mogą zaprezentować swoje swoje dzieła ludziom. Jakby festiwal uliczny no sprzyja temu, bo nawet łapie przechodniów, którzy przechodzą obok. Często się właśnie zdarza, że ludzie nie przychodzą specjalnie, ale gdzieś tam kątem oka przy staną i i są i są w
stanie coś ciekawego zawsze obejrzeć. >> Gabrysia i Witek po raz pierwszy załapali się na uliczników. Jak im podobała się ta forma sztuki? >> No ja pierwszy raz chyba uczestniczę w czymś takim i to z zaciekawieniem wzięłam udział. >> My przyjechaliśmy na koncert, który się odbędzie w w ruinach teatru. A jako, że
jesteśmy wcześniej i zobaczyliśmy, że dzieje się coś ciekawego, to postanowiliśmy >> spróbować, >> zobaczyć i i doznać. >> A czy Witka zaskoczyła taka formuła prezentacji sztuki w przyczepie? Jak >> tak to tym jestem bardzo zaskoczony. Yyy stojąc z boku, czekając na swoją kolej, zupełnie nie miałem pojęcia co można zrobić w tak małej przestrzeni i
jak wyczarować jakąś opowieść, spektakl i bardzo mi się podobało. >> A jak opowieści tej grupy muzykantów odebrała Martyna? Tak jest to niesamowite. Myślę, że też wiedząc, że to jest szyte trochę na bieżąco, trudno było wyczuć moment, w którym może gdzieś tam coś było już zaplanowane. Czy może jednak on jest przygotowany na każdy możliwy tutaj scenariusz? Czy może on naprawdę to jest w stanie tak na miejscu? Inny świat, inny świat się zadziea w tej dziwnej, dziwnej przyczepie. Tak, że aż nawet troszkę się nie chce wychodzić, że to jest taka alternatywna rzeczywistość, którą dałoby się zanurzyć i poczuć tą
bajkowość, bo tam jest tam trochę bajki, nie zdradzam oczywiście nic, no ale zdradzenie tutaj nie ma sensu, bo przecież za każdym razem jest coś innego, więc chciałoby się tam zostać i tylko wdychać te opary z tego dziwnego dymu, który tylko tworzy lepszą atmosferę. Formuła uliczników znana jest też w innych miastach, ale jak podkreśla Martyna, Gliwice są wyjątkowe. Dlaczego?
Dla mnie przede wszystkim sam fakt, że jest ten festiwal był wystarczającym, żeby przyjechać tutaj z Krakowa specjalnie na festiwal i dać się po prostu ponieść temu, co jest akurat w dany dzień. Wiedziałam, że coś jest, wiedziałam, że będzie ciekawie, ufałam, że będzie ciekawie i jak na razie się sprawdziło. >> Barbara natomiast przyznaje, że zawsze z niecierpliwością czeka na ten festiwal. Ja jestem gliwiczanką od urodzenia, chociaż moi rodzice nie pochodzą ze Śląska, tylko z Polski centralnej, ale jestem związana z tym miastem od ponad 70 lat, z krótką przerwą na studia we Wrocławiu, ale ulicznicy to jest coś, co
bardzo lubię i co roku bywam na różnych imprezach związanych z z tą z tym właśnie wydarzeniem corocznym, prawda? A jak teatr z przyczepy odebrała młodzież, czyli Magda, Maks i Martyna? >> No na końcu był taki troszeczkę straszek, jak tutaj był taki efekt zaskoczenia, to wykrzyknięte tak, ale
było bardzo śmiesznie i nie wiem jak dziewczynom. Tak, to mi się bardzo podobało. >> No mi się podobało akurat na początku to śmiesznie było, a na końcu to tak jak koleżanka. wystraszyłem się. No i no >> byłam na innych występach właśnie u liczników, ale w takiej przyczepie jeszcze nie byłam i się nie spodziewałam tego, co tam będzie. >> My też byliśmy pozytywnie zaskoczeni. To nie koniec festiwalu. Już najbliższy weekend kolejna odsłona uliczników. Przybywajcie do parku Chopena i ruin Teatru Wiktoria Po warto. [Muzyka]


