100% Gliwic: Procesja konna w Ostropie – tradycja żywa od XVII wieku
100% Gliwic: Procesja konna w Ostropie – tradycja żywa od XVII wieku W tym odcinku programu „100% Gliwic” Grzegorz Muzia odwiedza gliwicką Ostropę, by z kamerą przyjrzeć się wyjątkowemu wydarzeniu – wielkanocnej procesji konnej, znanej również jako Osterritt. To tradycja sięgająca co najmniej XVII wieku, która przetrwała do dziś w zaledwie kilku miejscach na Śląsku. W Poniedziałek Wielkanocny, punktualnie o godzinie 13:00, sprzed kościoła pw. Ducha Świętego w Ostropie wyrusza orszak kilkudziesięciu jeźdźców. Ubrani w tradycyjne stroje, z wieńcami z bukszpanu i bibułkowymi kwiatami, przemierzają pola parafii, modląc się o urodzaj i błogosławieństwo dla plonów. Na czele procesji jadą trzej kawalerowie, z których środkowy niesie krzyż procesyjny. W dalszej części orszaku niesione są symbole Zmartwychwstania Pańskiego: paschał, figura Chrystusa i krzyż przewieszony stułą. Cała trasa liczy około 20 kilometrów i trwa około czterech godzin, kończąc się krótkim nabożeństwem oraz tradycyjnym rzucaniem wieńców na krzyż misyjny – według zwyczaju, ten, komu uda się zawiesić wieniec, może spodziewać się rychłego ślubu. Procesja konna w Ostropie to nie tylko religijne wydarzenie, ale także ważny element lokalnej tożsamości i dziedzictwa kulturowego Gliwic. Zapraszamy do obejrzenia relacji Grzegorza Muzi, który uchwycił atmosferę tego wyjątkowego święta.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
[Muzyka] Woły nam dzięki dziś dawał, którego z nas każdy żądał tego dnia Chrystus zmartwychwstał. Alleluja. [Muzyka] Procesje konne w Polsce są unikatową tradycją i przede wszystkim obecną na Górnym Śląsku. Najbardziej znanymi miejscowościami, gdzie odbywają się takie procesje są Bieńkowice, Pietrowice Wielkie, Raciburóz, ale ta najstarsza ma miejsce w Gliwicach Ostropie. Wydarzenie to przyciąga nie tylko jeźdźców, ale też tłumy widzów. Najważniejszy jednak jest wymiar duchowy, o czym przypomina biorący udział w tej procesji biskup gliwicki Sławomir Oder. No Pan Jezus
kiedy rozstawał się z ziemią powiedział: "Idźcie i głoście na całym świecie moje zmartwychwstanie". I my jesteśmy tutaj po to, żeby całemu światu ogłaszać, że Chrystus zmartwychwstał. Jest to niezwykle piękna tradycja i bardzo chętnie wpisuje się z moją biskupią posługą w tę tradycję, która już od przeszłu 300 lat ma charakter tradycji znanej od niepamiętnych czasów, bo to po raz pierwszy 300 lat temu w kronikach zapisano, że taka tradycja jest kultywowana tutaj w Ostropie już od niepamiętnych czasów. Cieszę się, bo jest to przykład żywej wiary. To nie tylko tradycja, nie tylko folklor, ale jest to przede wszystkim wyraz wiary, która była przekazywana, przekazywana z pokolenia na pokolenie, która cieszyła się no właśnie zmartwychwstaniem Pana, które jest nadzieją w każdej sytuacji.
Procesja ta z przerwą na kawę i kołacz trwa ponad 4 godziny i trzeba przyznać, że taka forma głoszenia Ewangelii ma szansę trafić do bardzo szerokiego grona odbiorców. Obierze całą ostopę. W tej chwili jesteśmy w połowie drogi. Jeszcze mamy drugą pętlę i no jest to takie jest
to po prostu piękne. Dla głoszenia Ewangelii nie ma granic. Cały świat jest miejscem, gdzie mamy głosić Ewangelię. I to jest to jest piękne, że dzisiaj i śpiewem ludzi, naszą modlitwą, ale też radością tych zwierząt, które nam towarzyszą, które tutaj słychać, jest głoszona chwała Boga. A czy ksiądz biskup często ma okazję jeździć konno? Nie, to jest to jest taka świąteczna pasja. Miałem w moim życiu taki epizod jeszcze w czasach moichj młodości, kiedy trochę uczyłem się jeździć na koniu. Więc myślę, że to jest taki niezwykle sympatyczny uśmiech Pana Boga pod moim kątem, kiedy teraz w mojej posłudze biskupiej mogę wrócić do tych dawnych bardzo sympatycznych wspomnień poprzez
no właśnie tę żywą tradycję. A historię tej tradycji przypomni pochodzący z ostropy ksiądz Robert Chudoba. Z tymi obliczeniami to jest różnie. No to już powtarzamy niejednokrotnie, że jest zapisek z 1711 roku ponoć, że od wtedy już od niepamiętnych czasów można powiedzieć rzeczywiście od 15, XV wiek,
źródło tradycji prawdopodobnie z kolonizatorami, z osadnikami na ówczesnym prawie niemieckim, magdeburskim przyszło tutaj do nas. No i też związane z kultem może by świętego Jerzego w Ostropie, bo tu mamy przecież kościół świętego Jerzego. Najpierw nasza parafia była pod jego wezwaniem i był tak było tak zwane taki obrzęd ofiarowania konia, ale myślę, że to też agrarny taki sposób modlitwy o dobre plony związany z wiosną. No ale przede wszystkim też teraz już taki ewangelizacyjnym z ogłaszaniem Pana Jezusa na zmartwychwstanie. Mamy te okazję. A żeby pieszo się nie fatygować po naszych latyfundiach różnych i
własnościach, objeżdżamy to końmi, no trasa prawie że ponoć 21 km. 4 godziny w siodle prawie że przerwą na kafy i kołocz. I choć lata mijają to tradycja ta wciąż jest mocno pielęgnowana. Jest ludzie się naprawdę starają. To jest jak też i w artykule ostatnio powiedziałem w gościu niedzielnym, jeżeli mogę zareklamować dodatek gliwicki to wszyscy
się starają, żeby przede wszystkim ten wymiar religijny był zachowany, ale też i organizacyjny, więc trzeba wypożyczać konie, trzeba gdzieś tam do stadnin się udawać. Są nawet osoby, które specjalnie na tę okazję trzymają czy hodują konie. To też jest wielkim wyzwaniem, jeżeli chodzi o o finanse, ekonomię i tak dalej. Także ta tradycja jest mocno związana też z takim z taką identyfikacją ostropską jak jak Ousterit to w Ostropie. No teraz w Żernicy tu pobliskiej też jest jakby wskrzeszony ten zwyczaj od wielu, znaczy od paru lat. W innych miejscach ziemi raciborskiej bardzo żywy. Kiedyś właściwie w każdej wiosce, w każdej miejscowości to było kultywowane.
No ze względu na wyparcie koni przez sprzęt rolniczy traktory. Może dlatego to powoli umiera, ale my staramy się cały czas to fleen, jak się to mówi, fleigować po śląsku, czyli pielęgnować. Musi być specyficzna ta społeczność tutaj ostrobska, skoro no decyduje się, tak jak ksiądz wspomniał, na trzymanie koni, chociaż to tylko w sumie dla frajdy. Dla frajdy nie myślę dla tej identyfikacji. Jeżeli ostropa to austerit. No to jest dużo tych takich różnych zwyczajów, ale ten ten ta duma, ale też i tożsamość, której której ludzi zawsze ludzie poszukują, no z tym jest bardzo związana i myślę to jest też główna motywacja tego i dzięki temu możemy też funkcjonować i za chwilę ruszyć. Mateusz na to wydarzenie przyjechał z Brzezinki. Poznajmy najpierw jego konia, a ściślej mówiąc
klacz. To jest rasa zimnokrwista. Rasa zimnokrwista. Jest to klacz siedmioletnia. No ma źrebaka i no co no jest bardzo, jest bardzo no młodym koniem, że tak powiem, jak na swój wiek. Jest bardzo grzeczna. No i normalnie jest nauczona w siodle, w bryczce chodzi, że tak powiem. Tu obok jest właśnie druga kobyła pięcioletnia klacz też ma źrebaka. Są to
młode konie racji zimnokrwistej. Mateusz nie pierwszy raz bierze udział w tym orszaku. Tradycja, tradycja. Ja już jadę siódmy raz, a siostra jedzie pierwszy. Pierwszy raz, więc zobaczymy jak to będzie. Aczkolwiek powiem, no jest to tradycja i się tego trzymiemy. Siostra Mateusza Martyna pierwszy raz wzięła udział w tym wydarzeniu. Jakoś tak mi się podobało, że mój brat jeździ, no i też chciałam zacząć jeździć. No i pierwszy raz pojechałam w sumie. No zobaczymy jak będzie, to się okaże. Tak, no mam, jest to moje zainteresowanie. Jeździmy, no nie na co dzień, ale jeździmy przeważnie na koniach. Jak tylko czas, to wsiadamy w siodło i jedziemy. Natomiast Paweł mieszka w Ostropie i kontynuuje rodzinne tradycje. Dziadek jeździł, ojciec jeździł, siostra jeździła, no teraz ja jeżdżę. No od niepamiętnych czasów jest
to kultywowane tutaj w Ostropie. Objeżdżamy ostopę dookoła, błogosławiąc nasze pola, żeby wydały obfite plony, tak jak to w tradycji było zapisane. Pogoda nam dzisiaj dopisuje, także mam nadzieję, że będzie wszystko w porządku. Koń, na którym jechał Paweł, też niejedną już procesję zaliczył. No to jest nasz koń. Mamy go od jak miał rok go kupiliśmy.
W tym roku ma 18 lat. No co roku ktoś na nim jedzie i no hodujemy go głównie z powodu procesji konnej, która jest takim szczegółowym wydarzeniem w ostropie naszej. Michał nowicjuszem również nie jest. A czy on też kontynuuje rodzinne tradycje? Kiedyś jeździł też tata. jakoś tak gdzieś zawsze było zamiłowanie do koni. No i nastąpił taki czas, że stwierdziłem, że trzeba wystartować, spróbować i wziąłem udział w 2012 roku po raz pierwszy. Koń pożyczony od zaprzyjaźnionej stajni. No ja swojego konia nie mam. No i tak w sumie za każdym razem pożyczamy. Na szczęście są ludzie, którzy chętnie też pożyczają na procesję i i cały czas korzystamy z tego dobrodziejstwa. To jest taki fenomen, że już 300 lata ta tradycja trwa. Co? Jak ty jak ty to uważasz? No fenomen na pewno i myślę, że będzie trwało jeszcze raz tyle, jak nie
dłużej nawet, bo są osoby, które dalej kultywują, cały czas, chcą brać udział w procesji, więc myślę, że że potrwa to jeszcze co najmniej tyle, co trwało. Kiedyś w tym orszaku głównie jeździli mężczyźni. Obecnie nie brak również kobiet, a przykładem jest Magda. Tak, u nas w domu pradziadek, dziadek, potem tata, teraz ja. Kultywujemy tą tradycję i co roku staramy się jeździć właśnie w procesji wielkanocnej konnej w Ostrowie. Jak to wyglądało ten twój pierwszy raz? Przygotowywałaś się jakoś? Czy to tak w z marszu, czy zawsze w tym siodle siedziałaś? No siedziałam właściwie zawsze, bo u nas na gospodarstwie zawsze był koń. W 2008 roku jechałam jako po
raz pierwszy, czyli można powiedzieć trochę trochę temu. E, zawsze jak tata czy dziadek przygotowywali konia, no to ja zawsze gdzieś towarzyszyłam i zawsze siedziałam na tym koniu. Zawsze po procesji do domu wracało się do właśnie na koniu. Dla Magdy jazda konna, a szczególnie w procesji, to jednak coś więcej niż tylko chwilowa rozrywka. Yyy to jest pasja, to jest zamiłowanie, które jest cały czas i czasem ono się trochę ugasi, ale ono zawsze ożyje na nowo. A procesak konna jest właśnie po to, żeby yyy błogosławić temu wszystkiemu, co właściwie pochodzi z nieba i i to musimy kultywować i temu jak najwięcej czci oddawać. A jak te procesje wyglądały przed laty przypomni Stefan. Dawniej tutaj to jeszcze było za za księdza Calanczyka, bo ja zaczynałem, nie? Dziadek mu jeździł, później ojciec tak samo śpiewał się nazywał Walentyn. W
tych czasach to nie było tak, że to były teraz w tej chwili sąsiodła. Kiedyś ciężko było dostać siodło czy A przede wszystkich rolnicy jeździli, bo to kto co miał jeździł, nie? To nawet siodło było kiedyś droższe od konia. A w tej chwili no to już są konie ze stadni, bo coraz to mniej jak każdy rolnik ma już tego konia, nie? także podtrzymują tradycję. Dziś konie już na roli nie pracują, ale Stefan pamięta czasy, kiedy koń był w każdym domu w Ostropie. No cały czas by pracowali chy to jeszcze ciągników nie było. To każdy miał z parę koni nie żeby
doparzyć w spolu pracować i zwycięstwo. No w tej chwili to tam koniec tylko traktowany jako hobby. A czy ten wielkanocny zwyczaj dla mieszkańców Ostropy wciąż ma tak duże znaczenie jak kiedyś? Tak już od dziada pradziada jak to się mówi nie to nie że to jest to już
jest tak naprawdę niepamiętnych czasów i to mnie to ja przekazuję w tej chwili córce no bo jednego konia mam no drugiego no ale jak to mówią z dziada pradziada się przekazuje tą tą tradycję ciężko było córkę zarazić a ona sama ona w tej chwili się zajmuje. No ja tylko karmię ona się zajmuje bo ktoś musi. Nie mam trzy córki mam. Kiedy był syn. No to ale to obojętnie jak uciecha to
to trzeba im pomóc. Joachim na te procesje przyjeżdża z Niemiec, gdzie mieszka na stałe. W którym to roku pierwszy raz wziął udział w tym wydarzeniu? 1976 roku. Na przyszły rok 50. 50 lat bez przerwy. A co tak ciągnie Joachima do Ostopy? No tradycja. Jeszcze tutaj mam pole. To jest objazd pól, dlatego przyjeżdżam. Siodło, na którym jeździ Achim, liczy sobie już 120 lat.
My mamy nadzieję, że ta tradycja konnej procesji w Ostropie przetrwa jeszcze dłużej. [Aplauz] Jestem poświęć za tobą [Aplauz] a alleluja się super którzy w odchłaniach mieszkali płaczliwie tam zawołali, gdy Zbawiciela ujrzeli i razem głośniej, alleluja zawitaj przybywający [Aplauz]
[Muzyka]


