Musical Footloose w wykonaniu Teatru Wit-Wit | Tygodnik Kulturalny
Zapraszamy na świeżą relację z premiery spektaklu „Footloose”, która odbyła się 14 czerwca 2026 roku. Musical został zrealizowany przez Teatr Muzyczny Wit-Wit z udziałem wychowanków Studia Aktorskiego Teatru Wit-Wit. Wydarzenie odbyło się w wyjątkowej scenerii ruin Teatru Victoria w Gliwicach. A czym właściwie jest „Footloose”? Historia sceniczna wywodzi się z kultowego filmu muzycznego z 1984 roku pod tym samym tytułem. „Footloose” opowiada historię młodych ludzi żyjących w niewielkim miasteczku w Stanach Zjednoczonych. Spokój mieszkańców zakłóca przyjazd nowej rodziny z Chicago. Młody Ren McCormack, nie potrafiąc odnaleźć się w świecie pełnym rygoru i lokalnych zakazów, sprzeciwia się wprowadzonemu przez pastora Shawa Moore'a zakazowi tańca. Ta opowieść o młodości, wolności i buncie została znakomicie przedstawiona przez młodych artystów, którzy z dużą dojrzałością odegrali swoje role, zachwycając jednocześnie śpiewem i choreografią. Zapraszamy do wysłuchania rozmów z twórcami spektaklu – zarówno aktorami, jak i kierownictwem teatru. Dzięki nim będzie można poczuć atmosferę premiery i młodą energię, którą niesie ze sobą „Footloose”. Nie zabraknie również wspomnień z gliwickiej realizacji sprzed ponad 20 lat. Na widowni zasiedli bowiem odtwórcy ról z tamtej inscenizacji, którzy podzielili się swoimi wspomnieniami związanymi z tym wyjątkowym musicalem. Zapraszamy do oglądania!
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna — może zawierać drobne błędy.
14 czerwca w Gliwicach odbyła się premiera spektaklu Futlus. Po 23 latach ten kultowy musical powrócił do miasta za sprawą teatru Widv. Spektakl wystawiono w ruinach teatru Victoria, które tego wieczoru wypełniły się publicznością do ostatniego miejsca. Zapraszam na rozmowy z twórcami tego wydarzenia. Dzięki ich opowieściom będziecie mogli poczuć energię, która płynęła ze sceny podczas tego wyjątkowego wieczoru.
sam potrzeba nam Jezu ju razem z żoną planowaliśmy ten musical od pewnego czasu, ponieważ mamy do niego wielki sentyment, ponieważ 24 lata temu na scenie dawnego GTMu premier że w prapremierze polskiej właśnie w Fotlus grałem Willarda i zawsze pamiętam tą rolę i pamiętam ten
czas tworzenia tego musicalu za pewien przełom w moim życiu prywatnym, ale też w życiu aktorskim, artystycznym. Z pewnością nasz Futlus jest tak można powiedzieć po tych 24 latach troszeczkę po liftingu i ten widz który pamięta europejską prapremierę w Gliwicach w 2002 roku, no a myśmy wtedy byli tak mąż grał Willarda
będzie mógł sobie porównać jakie jakie zmiany nastąpiły. Po pierwsze to jest już inna licencja. Ten spektakl graliśmy na zupełnie nowej licencji. Były nowe elementy wprowadzone i zarówno muzyczne, jak i też postaciowe. Niektóre sceny były zmienione. Na pewno to miejsce, w którym się znajdujemy sprawia, że nasz Futlus jedyny jest niepowtarzalny, wyjątkowy i śmiem powiedzieć, że chyba no nie ma drugiego takiego Futlusa na świecie, dlatego że zagraliśmy go jeszcze w ruinach teatru przed remontem, więc w takich surowych murach. No jestem ciekawa, co widzowie na to tak powiedzą, jak jak to wnętrze zagrało, bo moją wyobraźnię bardzo rozbudziło, więc chcę tylko powiedzieć, że mieliśmy tutaj dwa dni na to, żeby w tym miejscu ten spektakl ustawić.
Dla reżysera to jest magia takie miejsce, bo otwierają się wszystkie możliwości. Jest to musical światowej klasy. Jestem bardzo ciekawy, czy łatwo było zdobyć na niego licencję, czy trzeba spełnić jakieś szczególne wymagania, aby ją dostać. Oczywiście licencja jest obwarowana wieloma podpunktami, a więc to to jest kilkumiesięczna korespondencja, odpowiednie zabezpieczenie miejsca, oczywiście też poziomu artystycznego. Musieliśmy udowodnić, że nadajemy się i że możemy właśnie spełnić licencje, wymogi, które narzuca nam no
posiadacz i właściciel praw autorskich do tego właśnie tytułu. Yyy i jakie to były konkretnie wymogi? Czy może pan odsłonić rąbek tajemnicy? Oprócz finansowych to oczywiście wszystkie organizacyjne, czyli musieliśmy mieć yyy profesjonalne tłumaczenie Libreta. Musieliśmy wskazać tłumacza libreta, z którego korzystamy, musieliśmy oczywiście też tłumaczyć utwory, dostosować się do wszystkiego, czego no tak naprawdę właściciele licencji od nas wymagają. organizacyjnie tego jest bardzo, bardzo dużo, ale rzeczywiście musieliśmy punkt po punkcie spełniać te wymogi, żeby yyy uzyskać
prawa i żebyśmy mogli w ogóle podpisać umowę. Plus oczywiście finanse, które musieliśmy, którymi musieliśmy zabezpieczyć tą tą całą produkcję. A jaka była wasza metoda pracy jako reżyserów? Czy wskazywaliście, jasno pokazywaliście jak aktorzy mają grać, czy szukali w sobie, czy jeszcze jakaś inna metoda? Ja jestem takim reżyserem, który sprawia, może nie wiem, powoduje, że aktor musi myśleć na scenie. Mam taką metodę, że podpowiadam mu pytaniami tak, co byś zrobił. To jest taka taka długa praca, mozolna, ale uważam, że każdy aktor ma w sobie jakąś wizję i musi wiedzieć, co gra na tej scenie, czyli musi mieć intencję, z którą wchodzi. I uważam, że reżyserowanie na zasadzie pokazywanie wszystkiego i odtwarzanie na tak zwaną małpę nie do końca się sprawdza dzisiaj, więc no muszę trzeba złoty środek znaleźć. No czerpię bardzo
dużo z talentów młodych ludzi. Podpowiadam jak pracować na tej scenie, w jaki sposób grać. Także efekt sami państwo cenią. Czy Futlus będzie wystawiany w przyszłym sezonie? Chcemy wystawiać go oczywiście tutaj w porozumieniu według wszystkich licencji. Będziemy go chcieli pokazywać również na jesień. Musimy określić znowu w jakim to będzie miejscu i wierzymy, że
będziemy po raz kolejny to grali. kochany śmieci się za co konkretnie taki kierownik wokalny jest odpowiedzialny za postawienie chórów przygotowanie wokalne solistów i całego zespołu za poprowadzenie tego w jakimś kierunku zajęci się wyrazem dynamiką no czytaniem tego też z nimi. Generalnie cała muzyczna kwestia. Z racji tego, że nie mamy tutaj orkiestry, gramy do muzyki nagranej, no to no to jest to skupione tylko i wyłącznie na wokalach, na tym, żeby one zabrzmiały dobrze, żeby to było o czymś i żeby to było jakieś. Właśnie jestem ciekawy, bo na scenie z tego co słyszałem byli przede wszystkim amatorzy. Czy łatwe, czy łatwo było ich poprowadzić, aby uzyskać taki efekt? y
nie, ale to jest konsekwentna praca po małymi kroczkami. Ja też m jakby wiem na co sobie mogę pozwolić z daną grupą. Wiem, kto ma jakie predyspozycje i staram się te i i obsadowo, jeżeli chodzi o piosenki i jeżeli chodzi o jakieś tam prowadzenie chórów i tak dalej, m działać tak, żeby wszystko było jak najbardziej korzystne, ale generalnie jest to bardzo ciężka praca. Nie tylko w sensie ten materiał jest bardzo trudny nie tylko dla amatorskiego zespołu, ale tak samo byłby trudny dla profesjonalnego. Także to, że ci młodzi ludzie byli w stanie to zaśpiewać i dali radę poprowadzić chóry, gdzie są jest po prostu cztery różne linie, każda na trzy głosy, więc mam jakąś totalną polifonię.
To, że to się wydarzyło, to jest dowód na to, że jak się chcieć, to móc. To ile czasu musiałeś im poświęcić? My zaczęliśmy pracę nad Futlusem w lutym. I teoretycznie mamy godzinę prób tygodniowo, ale mój czas poświęcony na te produkcje, czyli nie wiem, nagrywanie im głosów, czytanie im tych nut, jakieś konsultacje indywidualne, konsultacje w triach i tak dalej, każdy wolny, mniej więcej przez cały wolny czas poświęcałam na to. No i też ich praca w domu. Więc tak teoretycznie zaczęliśmy w lutym, ale w praktyce to było bardzo intensywne. Jak robicie to, że zachowujecie dyscyplinę muzyczną? Mam na myśli to, że no nie ma tutaj orkiestry, wszystko leci do nagranej muzyki. To jak trzymać się
tego rytmu, aby wszystko było w odpowiednim czasie? No właśnie kwestia tego, że wiele prób, ludzie, którzy są zaangażowani, którzy są czujni i skupieni, a dodatkowo my mamy tutaj od licencji dostaliśmy traki jakby na scenę, które są profesjonalnymi trakami na scenę, żeby to wystawiać i mamy do tego program, który nam pozwala, że mamy na przykład otwartą formę, jest jakiś wamp dwutaktowy, który jest zapętlony i w momencie, kiedy idzie konkretny tekst, jest jakieś Q, no to wtedy realizator puszcza dalej i dzieje się dalej. Więc i scena musi być czujna, i realizator musi być czujny. Wspólna praca.
Troszeczkę czasu minęło, więc jestem nie wspominajmy o jestem bardzo ciekawy czy patrząc na te sceny z nową Rasti czy przypominały się jakieś kwestie momenty a może swoje ruchy w układach to było coś zupełnie niesamowitego. podróż w przeszłość, we wspomnienia, w
cudowne czasy, kiedy stawiało się pierwsze kroki na scenie zawodowej w gliwickim teatrze muzycznym. Tak, oczywiście zgromadziło się nas tutaj bardzo wielu artystów, którzy występowali właśnie w tej wersji Foodlusa. Siedzieliśmy, ocieraliśmy łzy, śpiewaliśmy wspólnie dalej te piosenki na pamięć. Od razu wysłyszeliśmy
wszystkie zmiany w tłumaczeniu tekstu, które były, podziwialiśmy młodych artystów i naprawdę niesamowita sentymentalna podróż. Jesteśmy bardzo wdzięczni organizatorom za to, że mogliśmy ją wspólnie odbyć. Muszę dopytać, bo jestem przekonany, przekonany, że nasi widzowie widzieli tę starą wersję, przynajmniej część naszych widzów. Jakie zmiany są najbardziej
rzucającymi się w oczy? Nie wiem, czy wolno mi zdracać takie rzeczy. Wydaje mi się, że spektakl raczej jest mocno oparty na tej realizacji sprzed lat. Przede wszystkim wydaje mi się, że ogromną wartością tego spektaklu właśnie tej realizacji teatru muzycznego Witwit jest to, że wszystkie role od a do z
kreują artyści studia Dwidwid, czyli to są młodzi artyści, którzy często niepełnoletni. Często niepełnoletni. Dokładnie. Tak. Więc to są naprawdę bardzo młodzi ludzie, a mimo to cechuje ich duża już taka dojrzałość na tej scenie, więc naprawdę jesteśmy wszyscy pod ogromnym wrażeniem tutaj i bardzo kibicujemy tym młodym ludziom, którzy tutaj rozwijają swoje skrzydła. Oby lecieli jak najdalej. Mama wie czym chodzi, co stoi pod próźnicę to warto wiedzieć nie mówi, że godziny na bezdeku nie wytrzymasz i rac nie ma co
i jeszcze że do bez znaczenia król. Kacprze gratulacje twojej roli. Powiedz mi ile czasu się do niej przygotowywałeś? Tak szczerze, to już od stycznia, prawie pół roku. Był to długi, intensywny okres, ale jestem bardzo zadowolony z efektu. A ile miałeś prób w tygodniu? Od dwóch do czasami czterech. To były miesiące prób, systematyczne i bardzo pracowite. Tak w zasadzie my się prawie codziennie spotykaliśmy razem, żeby popracować nad naszymi postaciami. Oglądaliśmy film. W szczególności, że nasze postacie są wzorowane głównie na tych filmowych. No było czasami ciężkie, ale
daliśmy radę jednak i czemu jednak było wątpliwości? Znaczy no ciężko było u nas jakby z czasem, że codziennie byliśmy w tym teatrze jednak no musieliśmy. Tak to męczy, no męczą próby. Spektakl o młodych ludziach. Wy też jeszcze jesteście młodzi. Powiedzcie mi, utożsamiacie się ze swoimi bohaterami? do odgrywania ich. Bierzecie coś z siebie, czy jakoś inaczej zbudowaliście te postaci? No to ja na pewno mam cechę wspólną, bo ja strasznie szybko mówię w prawdziwym życiu i bardzo często zacieram i jestem bardzo taka emocjonalna. Ja na przykład nie jestem do końca taki jak moja postać.
Nie jestem taki jak moja postać, ale pomogło mi to, że reżyser grał tą samą postać kilka 24 lata temu. Taniec. Taniec i może taniec. To ile miałyście układów w tym spektaklu? O matko, ja strzelam, że z osiem. Nie wiem, jestem pewna. No tak, 7 osiem też mi się tak wydaje.
To ile musiałyście czasu poświęcić, aby być pewnym na scenie? O właśnie. I czy w ogóle byłyście na tym etapie premiery w 100% pewne każdego kroku? Myślę, że w 100% pewnym nigdy nie można być, bo tak naprawdę nigdy nie wiemy, co się może zdarzyć. A ile nam to zajęło? No nasze przygotowania trwały od stycznia albo od lutego, coś, coś w tym stylu i myślę, że
to było tak minimum, minimum te sześć miesięcy. Tak naprawdę myślę, że dłużej jakbyśmy próbowali, może wyszłoby jeszcze lepiej. A u ciebie jak to wygląda? Jest 100%owa pewność. Ja też mam coś takiego, że nigdy nie ma 100%ocentow pewności, że wszystko wiem i wszystko pójdzie super, bo jakby gramy na żywo i różne rzeczy mogą się wydarzyć w międzyczasie, ale dużo dają bardzo próby, na których my spędzamy wiele godzin i na sali tanecznej poświęcamy masę czasu, żeby to wszystko wyczyścić. Chociaż jeden raz tylko jeden raz. Nie bój się, nie bój się. Nie bój się, nie bój się, nie bój się. I r już, ju.
Czy miałeś doświadczenia z tak dużym tytułem pierwszy raz? I poszło wszystko gładko? Czy jakiś element, czy taniec, czy śpiew, czy gra aktorska stanowił problem? Wydaje mi się, że poszło gładko. Zawsze naszym takim, że tak powiem, suwerenem, który nas ocenia jest widownia. A wydaje mi się, że po reakcji widowni wszystko poszło naprawdę dobrze. Nasi widzowie już w tym odcinku poznają wasze kierownictwo. Mam na myśli osobie, osoby od wokalu, reżyserów. Powiedzcie mi, jak się z nimi pracowało. Wspaniale. Bardzo dobrze. Czyli metody odpowiadały? Tak, oczywiście. Oczywiście, że tak.
Co jest najciekawszego w waszych postaciach dla widowni? O, bardzo dobre pytanie, naprawdę. i dosyć ciężkie, ale wydaje mi się właśnie, że my obydwoje jesteśmy postaciami komediowymi, które tak naprawdę są takim motorkiem dla tego musicalu. Dlatego, że jak my wychodzimy, mamy tak napisane po prostu te postacie, że ludzie się śmieją. Ludzie się śmieją i zazwyczaj jest już zabawna atmosfera. Po takich płaczliwych momentach już jest radość. Chyba jest to skomplikowane być takimi postaciami, które mają bawić, czy raczej przyjemne? Dla mnie bardzo przyjemne. Dla dla mnie na początku było skomplikowane, bo ciężko było jakby tak zagrać, żeby każdy się śmiał i to było tak naprawdę zabawne, bez udawania, ale jakoś później to ogarnąłem.
Jak czujecie się w klimatach Ameryki? Nie wiem jakich lat, ale 80 właśnie. Fantastyczne, bo to są takie trochę kostiumowe czasy. Muzyka też ma klimat. to to wszystko te rock and roll, te kostiumy i po prostu ja na przykład czuję się świetnie, bo po prostu uwielbiam uwielbiam wszystko, co jest retro, co jest vintage i to jest to jest fantastyczne. I powiedzcie mi jak czujecie się w tym amerykańskim klimacie? Szczerze świetnie. Naprawdę takie emocje super było. No ja myślę, że to jest bardzo ekscytujące poczuć w ogóle wejść do takiej trochę innej rzeczywistości, bo u nas raczej w Polsce, w polskich szkołach się takie rzeczy nie dzieją, a tutaj na scenie można poczuć się jakbyśmy żyli w tym mieście.
Hej, niezła jesteś i ładna. Nie tańczyłam tak od lat. A gdzieś ty się chowała? Bombą. Tak. No nie, to dlatego jeszcze bardzo ciekawią mnie relacje jakie wiążecie na scenie, bo jest tutaj dużo rzeczy, no nie chcę powiedzieć, że intymnych, bo to się źle kojarzy, ale jednak jakieś zbliżenia, przytulanie, nie wiem czy pocałunki były prawdziwe, czy nie. Jak wy się czuliście, jak wy
się czuliście przy takich zadaniach? No my mieliśmy z tym luz, dlatego że na co dzień my się bardzo przyjaźnimy. To jest mój najlepszy przyjaciel. Tak, moja przyjaciółka też najlepsza. No dobrze, że dodał najlepsze, nie? No więc no nie było to dla nas jakieś ciężkie chyba. No my już się przyzwyczailiśmy, znaczy nie my się lubimy i d dla nas to nie jest nic strasznego. O to chodziło. Teraz dowalił. A inne osoby na próbach miały z tym problem? Coś się wam zwierzały? No mieli problem, dlatego że na początkowych próbach to był jakby taki temat tabu powiedzmy. I tak naprawdę pod koniec już na tych wszystkich generalkach to dopiero zaczęło to tak grać. A czy te pocałunki to były prawdziwe?
A to tajemnica. Zależy kogo yyy pan spyta. Jak pan nas spyta powiemy, że tak. Okej. Nie, ja mogę nie. Akurat wszystkie pocałunki były prawdziwe. Tak. To co dał ci Futlus? Na pewno więcej pewności siebie. Pokazał, że warto czerpać radość z życia i było to niezapomniane doświadczenie. praca z całą obsadą z realizatorami. Ogromna produkcja ale nauczyła mnie bardzo wiele
ramionach moich trzyma całą jest silny jak zapach na koniec poproszę o jakieś zachęcenie naszych widzów tym którym nie udało się dotrzeć na ten set dlaczego warto warto dlatego, że to jest klasyka Niesamowity przebój, gdzie muzyka jest znana, chociażby chce bohatera. Są to utwory, które na co dzień w anglojęzycznej wersji są puszczane w wielu rozgłośniach radiowych. Wielka energia, pokazane niesamowite emocje, pokazany konflikt pokoleń, ale
przede wszystkim świetna zabawa. I dlaczego warto? No proszę państwa, bilety rozeszły się w ciągu kilku dni na wszystkie trzy przedstawienia, które gramy i myślę, że to jest ta zachęta, ponieważ w Gliwicach cały czas jest tęsknota za musicalem i my jako teatr Widwid chcemy uzupełniać ofertę kulturalną naszego miasta i cieszymy się, że no musical jest cały czas tutaj mile
oglądany, słuchany i że możemy tworzyć kulturę. Na tym nam bardzo również zależy. Dlaczego warto przyjść na Futlusa? Ponieważ dużo daje do myślenia i zostawia widza z cenną nauką. Tak jest bardzo wzruszający. Porus porusza bardzo ważne tematy. No i można się rozerwać. Raz wrzuć luz. Raz fut luz. Dlatego, że to jest niezapomniane wspomnienie, które będą państwo mieli i
jest to fantastyczny pokaż. młodzieńczej takiej wolności, takiej chęci walki i chęci bycia po prostu młodym. Nie bój się, nie bój się, nie bój się, nie bój się, nie bój się.


