Wszystko zaczęło się od puszki z farbą - Franek Mysza | Rozmowa Dnia
Widziałeś już dzisiaj jakieś graffiti? Aby oglądać sztukę nie musimy chodzić do muzeów i galerii, wystarczy się obejrzeć, aby dostrzec sztukę, która otacza nas na ulicach. Street art, czyli sztuka uliczna to ta twórczość, którą widzimy na chodnikach, murach i ścianach. Przybiera różne formy - murale, litery, czy komiksowe postacie. Rzadko kiedy zadajemy sobie pytanie kto odpowiada za te dzieła. Często kryją się za tym bardzo ciekawi ludzie, którzy tworzą niezwykłą subkulturę. Dzisiaj za sprawą Franka Myszy możemy poznać ten świat. Opowie nam o nim niebyle kto, ponieważ Franek jest autorem popularnych myszy, które tak często widzimy na Śląsku. Zapraszamy do odsłuchania rozmowy, która pokazuje, że street art nie musi być wandalizmem, a może być sztuką.
Transkrypcja materiału
Transkrypcja automatyczna, może zawierać drobne błędy.
[muzyka] Radio Ekspertów i Pasjonatów. [muzyka] >> Dzień dobry państwu. Jakub Mrroczkowski, a dzisiaj ze mną w studiu Franek Mysza. >> Dzień dobry. Witam serdecznie. >> I tutaj jest nietypowa sytuacja, ponieważ może twojej twarzy nasi widzowie nie kojarzą, ale założę się, że na pewno kojarzą twoją sztukę. No też
mam taką nadzieję. >> Twoja koszulka już tutaj troszeczkę zdradza, czym się zajmujesz, ale przede wszystkim myślę, że jesteś znany z tych graffiti z myszkami. >> Tak jest. No już ja tworzę trochę czasu, więc myślę, że sporo osób może je kojarzyć z ulicy czy z innych jakiś tam
nośników ulicznych. >> Więc powiedz nam, jak to się wszystko zaczęło. >> O matko, jak to się zaczęło. Ciężko mi teraz wrócić pamięcią. No chyba, że wracamy do takich początków, nie wiem czy z myszą, czy ogólnie z graffiti. >> Myślę, że zaczniemy od ogólnie graffiti. Tak >> ogólnie. Oj, no to zaczęło się gdzieś 97 roku, tak na poważnie. Tak już wtedy wiedziałem, że chcę to robić i odkryłem ten tą puszkę z farbą, która dzięki niej można coś stworzyć, nie tylko pomalować sobie rower, tylko można zrobić jakąś pracę kolorową, powiedzmy, na ścianie. Więc zaczęło się od garaży. Gdzieś tam z tyłu garażach ćwiczyłem i i zanim gdzieś tam pokazałem się szerszemu gronu, to faktycznie ten rok, dwa gdzieś tam sobie szkicowałem dużo w zeszytach, tak całe życie od od nie wiem 10 lat chyba miałem. To zawsze z tyłu tak jak z
przodu są lekcje, prawda się pisze, to u mnie było na odwrót, że był bardziej zapisany tył zeszytu do środka i tam były te wszystkie rysunki, malunki. No a później jak odkryłem ten spray, tą farbę w sprayu gdzieś tak w 97 roku też będąc w górach tak naprawdę te puszki gdzieś znalazłem, zacząłem tworzyć na garażu gdzieś potem w piwnicy. No i mówię kurczę jakie to fajne, kolorowe i to można coś stworzyć większego niż tylko w zeszczycie na takim formacie mniejszym. No i też przyszli koledzy, pochwalili. No i tak się to zaczęło napędzać, że o kurczę, masz może trochę do tego talent, więc warto to może robić. No i tak coraz dalej w to brnąłem, brnąłem, aż w końcu gdzieś tam zobaczyłem, że są graffiti, gazety z graffiti, gdzie jest ta subkultura bardziej rozwinięta.
No i pojawiły się pierwsze takie prace w Katowicach pod mostem na Mikołowskim, na koorialta, gdzie one były taką inspiracją. Gdzieś tam przyjechała grupa Szwedów, zrobiła pierwsze prace, chłopaki już w Katowicach też malowali. No ja też mówię kurczę, też chcę stworzyć takie kolorowe dzieła i zmieniać ten świat, ten Śląsk, w których w latach 90 był naprawdę szary i smutny. To teraz trochę się zmieniło dosyć dużo, ale w tamtych latach, gdzie nie było jeszcze renowacji budynków i ścian, no to te ściany były bardzo szare i bardzo brudne. >> A jeszcze dopytam, co twoi nauczyciele na twoje zeszyty?
No różnie reagowali, ale jak siedziałem cicho i byłem zajęty, nie przeszkadzałem innym prowadzić lekcji, więc przymykali trochę na to oko. Też wiedzieli, że to jest jakaś tam pasja już potem w liceum jak byłem, no to też dużo osób wiedziało, że maluję, więc to jakoś tak powiedzmy, że że nie było z tym problemu. >> To jak to wygląda dzisiaj? A właściwie to jeszcze zapytam o tę mysz. Kiedy ona się na osi czasu pojawiła? na osi czasu to był 2005 rok dokładnie w marcu 25 marca na w Katowicach na 3 maja jest takie liceum pik słynne i tam gdzieś była taka
legalna ściana na tym liceum przeznaczona pod graffiti. Poszedłem z jakimś jednym kolegą właśnie też z z Rudy i mówię: "Kurczę, no może coś innego stworzę niż tylko te literki, bo te litery to wszyscy malowali." Ja mówię: "A to coś innego musi postać, jakaś postać". No i tak kolega właśnie gdzieś tam wcześniej już zaczął malować taką postać kota. Ja mówię: "No to jak jest kot, no to niech będzie ta mysz, niech się ścigają po ulicy tak jak Tommy Jerry. Niech to będzie taka rywalizacja między nami, która potem się rozniosła już na cały Śląsk". >> I czy policzyłeś ile tych myszy obecnie jest?
Teraz mi ciężko to policzyć. Gdzieś zgubiłem rachubę przy naprawdę z 8 9000 już przestałem tego liczyć. No są to dziesiątki >> dziesiątki tysięcy. No były takie lata, że malowałem praktycznie jedną pracę dziennie >> jak nie więcej i tego się bardzo dużo da. Miałem taki folder, faktycznie gdzieś to policzone, ale już potem skala mnie przerosła. No i tak już zostało, że przestałem to liczyć. No ale powiedzmy, że jest tego no masa. No jest to całe moje życie. Jestem przekonany właśnie, że pewnie dzięki tej ilości każdy Ślązek będzie kojarzyć taką mysz, przynajmniej ten z większych miast. Ale gdzie jeszcze takie myszy można zobaczyć?
>> Praktycznie w całej Polsce za granicą teraz troszkę mniej podróżuję od paru lat, ponieważ gdzieś tam y poświęciłem się bardziej rodzinie, więc ta tutaj skala jest troszkę mniejsza, ale faktycznie gdziekolwiek jadę, nawet żona teraz mówi: "No kurczę, ty te puszki musisz wszędzie brać". Ja mówię tak, wszędzie gdzieś tam miejsce w bagażniku musi być y zawsze gdzieś tam wyznaczone na ten chociaż kartonik tych spray. Teraz byliłem na przykład nad morzem z rodziną, tak samo y w Jarosławcu powstała mysz gdzieś tak zawsze na pamiątkę jak gdzieś jadę.
>> Mhm. >> No to tam gdzie jestem przebywam przez chociaż krótką chwilę. Ten taki powiedzmy ten taki symbol musi gdzieś pozostać. No i tak to właśnie wtedy potem się to tworzy, że można jechać gdzieś na wakacje do Kołobrzegu, do Jarosławca, gdzieś do do Łeby, wychodzi się na plażę i nagle jest hello. No i się człowiek czuje tak m potem mam taki feedback tutaj z ludzi od ludzi ze Śląska, którzy mówią: >> "No ciebie tam bym się nie spodziewał". No i jest miło, wysyłają mi zdjęcia i mówią: "No to teraz się czuję jak w domu, nie jak u siebie, bo to zawsze jak gdzieś tam się tak na gdzieś opatrzy to tutaj na Śląsku i potem siedzi gdzieś dalej, no to tak człowiek się lepiej czuje i i się od razu uśmiecham, bo o to chodzi, żeby tutaj było tak pozytywnie".
E, a poza granicami Polski >> też tak jak mówię, no udało mi się zjechać całą Europę. Y więc tych myszy też powstało sporo i od Wiednia po jakieś takie różne dziwne zakamarki. gdzieś nawet w Bułgarii, jak udało mi się przejechać całą Rumunię dookoła, byłem w Bułgarii i tam też miałem fajny feedback od obcych ludzi zupełnie, którzy mi wysłali zdjęcia, bo tam był 2009 rok i to już minęło, prawda, 20 lat
i niecałe i się okazuje, że ta mysz dalej tam jest w tej Bułgarii, ktoś tam przyjeżdża na rowerze jakieś w ogóle nie wiadomo skąd, z czapy i i mu się to pokazuje, nie? No gdzieś tam potem w Norwegii jest tak samo albo gdzieś na Nord Cupie jak byłem Giblartar praktycznie wszędzie oprócz zostały mi tam Bałkany troszeczkę do odwiedzenia jeszcze i i Szkocja tak naprawdę. >> To czekamy. To kończąc temat myszy masz
swoją ulubioną? >> Oj, nie mam. Ja chyba to tak traktuję ogólnie, że to jest taka taki jeden ogólny twór, który wiesz, tak ciężko się zżyć z jedną pracą, bo te prace niekiedy są zamalowywane, niekiedy są No ja bardzo lubię duże postacie. Teraz udało się taką stworzyć na czwórce gdzieś koło Krabkowic, jak jest taka mysz siedmiometrowa i każdy, który jedzie A4 gdzieś tam na tej wysokości Krabkowic widzi taką bestię, która ma 7 m. No to to ja też tak lubię sobie spojrzeć. Mówię: "No to, bo to raz, że to chodzi o wyzwanie gdzieś tam chodzić po krzakach z tą drabiną, gdzieś się wspinać na jakieś stodoły, no to jest to duży wysiłek i wtedy tak może troszeczkę bardziej jestem z nią związany. Po prostu lubię duże rzeczy. Tak samo murale jak maluję, prawda, no to tam są, im większe te murale, tym robią większe
wrażenie. Powiedzmy, że nie jesteś już wyłącznie pasjonatą, bo to jest twoja praca. >> Tak, udało się tak gdzieś te ta droga tak fajnie się jakoś tak stworzyła, że z tej pasji udało się od razu praktycznie po studiach założyłem działalność gospodarczą. No i tak pomału, pomału takimi małymi kroczkami od takich malutkich zleceń, jakieś barzywniaki, takie myjnie samochodowe, takie takie takie takie drobne zleconka. Gdzieś przez ten okres, nie wiem, już 20 paru lat udało się stworzyć taką markę, która jest rozpoznawalna i i faktycznie dla wielu, wielu miast od stolicy po Białystok tych morali powstało też setki.
>> Chyba byłeś jednym z pierwszych w Polsce, który zaczął traktować graffiti jako pracę. No tak, tak, tak, tak to można nazwać, że skomercjalizowałem tą tą tą tą branżę, gdzie na początku było trudno, bo całe środowisko tak samo jak było w hiphopie, prawda, że te pierwsze uliczne płyty na kasetach gdzieś tam były >> tworzone przez chłopaków z bloków dla ulicy. No i wtedy było okej. No jak chłop chłopaki zaczęli gdzieś tam to potem nabierała ta machina rozpędu w hip-hopie i zaczęli to bardziej komercjalizować, no to też już były takie różne feedbacki z tego środowiska, że no takie nie bardzo. No ale gdy ludzie dorastają, są w okresie błądu, mają co innego w głowie. Potem jak się jest dorosłym, trzeba utrzymać rodzinę, trzeba utrzymać dom, samochód, z czegoś trzeba żyć, prawda? No i ja wybrałem taką drogę, że
będę żył z tej pasji. Nie wstydzę się tego i jestem z tego jestem z tego nawet dumny, że udało się taką drogę pokonać. No pierwsze jak to mówi mój ojciec, pierwsze 10 lat jest najgorsze. >> No ale potem się tak rozwinęło faktycznie, że że tworzy się market, tworzy się portfolio na tej zasadzie, że potem już każdy widzi, że gdzieś tam trochę tego talentu jest i można to m po prostu upiększać świat. Jeśli to nie tajemnica zawodowa, jakie zlecenia dostajesz najczęściej obecnie?
>> Obecnie najczęściej zapytań to są teraz przetargi. W tej w tej chwili to są urzędy, to są jednostki urzędu skarbu państwa czy PKP, nawet są przetargi na jakieś ogromne tunele po 1000 m. No masa jest tego tak naprawdę z dużo. Tylko też teraz już po tych 20 latach zrobiła się konkurencja. Ci graficiarze, którzy na początku byli przeciwko, to teraz co drugi graficiarz, prawda, też chce się to skomercjalizować. Zobaczył, że można z tego żyć. No i faktycznie teraz musimy to walczyć o tych klientów troszeczkę. No ale jakoś to się jeszcze
nastąpiła taka moda na morale, gdzie faktycznie te urzędy, gdzie architekci zauważyli, że faktycznie no po co jak budujemy jakieś oświetle, ma być jakaś biała elewacja, jak można na przykład stworzyć na tym piękne dzieło sztuki, które potem i mieszkańcy fajnie sobie mogą na to patrzeć i jacyś przejeżdżające osoby obok tego? >> Widziałem w twoim portfolio, że masz zarówno takie rzeczy komiksowe, ta mysz też się kwalifikuje jako styl komiksowy. >> Mhm. To masz zarówno rzeczy komiksowe i takie bardziej naturalne >> typu jakieś sławne czy zasłużone postaci na murach szkół na przykład.
>> Czy to ci daje taką samą satysfakcję? >> Tak. No ja bardzo lubię malować i czy ja maluję w takim stylu powiedzmy komiksowym, czy maluję w takim stylu bardziej wektorowym te postacie w jakiś różnych warstwach. No teraz masa tych patronów faktycznie na tych szkołach powstała. No to jak najbardziej. Ja praktycznie nie mam czegoś takiego, że a tego nie namaluję, bo bo mi to nie sprawia przyjemności. Po prostu jak mam farbę w ręku, to to jest taka jazda, że jak wiem, że tworzę czy to mural, czy dla siebie swoje prace, no to mam z tego ciągle przyjemność. Nie wiem ile to jeszcze potrwa. Mam nadzieję, że po prostu już do końca moich dni będę tą zajawkę dalej miał.
>> Malujesz jeszcze samochody głośno o tym? Tak, troszkę troszkę się to rozwinęło. Tak, aż sam jestem w szoku, że faktycznie tak to za załapało i od tych dwóch lat praktycznie codziennie z całej Polski przyjeżdżają ludzie malować te samochody. Jest to jestem niezmiernie ucieszony dzięki temu, dzięki wam, że przyjeżdżacie i i mi ufacie. I tutaj naprawdę no te auta gdzieś tak na początku były, te mury tak dominowały, a teraz no na chwilę obecną mam gdzieś pięć samochodów na na warsztacie, gdzie mój wspólnik lakiernik je przygotowuje. No i chłop nawet nie wyrabia, prawda?
Jest tyle tych chętnych. Także mamy te zapisy na trzy miesiące do przodu. >> Co najczęściej ludzie chcą mieć na swoich samochodach? Wiesz co, ludzie chcą się wyróżnić głównie na ulicy i tak naprawdę co jest bardzo miłe też ufają mi na tyle, że właśnie jak przyjeżdżają to ja to tak trochę porównuję jak wizytę u barbera czy u fryzjera. Czyli jak przyjeżdżają to dopiero sobie rozmawiamy o tym jaka mniej więcej wizja, czy bardziej mają być kolory stonowane, czy bardziej bardziej takie ekspresyjne te samochody i staram się dopasować ten wzór, tą grafikę pod daną osobę. Czyli najpierw jest taka rozmowa, potem sobie to spisujemy gdzieś na umowie, jakie kolory, jakie, jakieś ewentualnie motywy. Niektórzy są, nie wiem, są fanami Marvela. Teraz takiego Dodowałem właśnie, gdzie jest gościu za bardzo
takim fanem dużym, jak ta postać się nazywa? Ironman chyba. Ironen, tak. No i tam sobie wymyślił, że takie dwa motywy muszą być, bo bo kocha tą >> tą postać i chce, żeby to było na aucie. I faktycznie fajnie to wyszło. Czekamy za dwa tygodnie przyjedzie na odbiór. Będzie to można zobaczyć na jakiś tam u mnie mediach społecznościowych. >> Udowadniasz, że malować można po wszystkim. Jaką najdziwniejszą rzecz czy obiekt malowałeś?
[parsknięcie] >> To ciężkie pytanie, bo trochę było takich dziwnych rzeczy. No ja tak jak jak podróżuję, to lubię znaleźć takie takie y nietypowe miejsca. w jakiś opuszczony samolot, jakiś wielki silos, to pamiętam w Transylwanii, w Rumunii udało mi się wjechać chyba na 1300 m i specjalnie tylko po to, gdzie nie było to proste wjechać pickupem na taką górę bez drogi żadnej, bo tylko widziałem z daleka gdzieś byłem w Dolinie przy rzece i mówię tam na szczycie jest coś takiego nietypowego, takie ogromny, opustoszały,
taki właśnie wielki silos, nie wiem, zbiornik na wodę to był >> i tak na niego patrzę z daleka i mówię: "Nie wiem jak to zrobię, ale tam dojadę". I faktycznie tam zrobiłem taką mychę z która gdzieś tam nawiązywała do Drakuli, bo tam to było niedaleko tego zamku, w którym Drakula podobno
urzędował. Także to tak też lubię tematycznie nawiązywać. Jak ja jestem gdzieś, to staram się, żeby ta mysz, ta postać gdzieś tam nawiązywała do tej okolicy dla mieszkańców, żeby też oni mieli z tego radochę. >> Cykasz fotki tych myszy potem? >> Tak, jak najbardziej cykam fotki na pamiątkę, >> bo to się będzie nadawać na jakieś muzeum za kilkanaście lat. >> No i nie wiem. No to już nie ode mnie zależy. No jak będzie taka ktoś miał taką potrzebę, ochotę, no to jak najbardziej się podzielę. >> To przejdźmy sobie troszeczkę do subkultury, że tak powiem, street artu.
Mam taką scenę w głowie, że jak widzi się młodzież ze sprami, to raczej zostaną nie nazwani artystami, a chuliganami czy wandalami. Czy ktoś kiedyś ciebie tak nazwał? >> Tak, oczywiście. No jest to nierozłączne. No tutaj jest taka cienka granica między byciem artystą. Tak ciężko mi się nazywać artystą, no ale powiedzmy jakimś twórcą. >> Jesteś artystą. >> No takie to mało skromne, no ale niech będzie. >> A to ja to mówię, nie? Ja mogę. >> No twórcą tak sobie tworzę te te te malunki zazwyczaj za zgodą, czasem bez też. Oczywiście jeśli jest jakiś stary opuszczony mur czy garaż po bazgrany no to staram się żeby to zmienić na na coś ładnego. Niekiedy jest tak fantazja poniesie gdzieś tam się zrobi jakiś podpis może w miejscu, którym nie powinno się zrobić. No i wtedy faktycznie no można gdzieś tam dostać
rykoszetem, że to jest trochę wandalizm. No subkultura graffiti, no na tym też polega stety, niestety, że zaznacza się swoją obecność w mieście. Tak. No to jak chłopaki, szczególnie tak jak mówię w tym okresie takim, gdzie hormony buzują, ma się 16 tam do 20 paru lat, no to oni się nie przejmują jakie elewacje malują. Po prostu chcą być rozpoznawalni, więc tam jadą po tych. >> Czyli ty też tak zaczynałeś? No każdy z nas był młody i popełniał jakieś pewne głupoty w życiu, więc no nie będę udawał świętego. No też czasem się gdzieś tam podpisałem, gdzie gdzie teraz by mi było głupio. No ale jeśli teraz prowadzę takie warsztaty z dzieciakami, z młodzieżą, no to staram się im mówić: "Słuchajcie, no nie przeginajcie pały.
Jest tak, że pewnych rzeczy się nie nie rusza, nie dotyka. No jak widzicie nową elewację budynku czy jakiś obieg zabytkowy, no to aż szkoda to niszczyć, prawda? Ktoś włożył w to wysiłek. Ten budynek stoi od 200 lat czy 300. No i niszczyć go. No to to tak to trochę jest taki obciach, nie? Żeby tak wiedzieli, że jak już sobie chcecie pomazać, to już wybierajcie takie ściany, które są pomazane, albo po prostu no róbcie to z głową. Ty odszedłeś od litery na rzecz myszy,
ale często na mieście widzi się graffiti, które składa się z liter, które bardziej przypominają chiński alfabet. Nie umniejszając oczywiście, ale jako osobie w tej kulturze, czy te litery mają jakieś znaczenia, czy właśnie chłopaki, dziewczyny podchodzą i sprejują cokolwiek, aby jak wspomniałeś się pokazać, coś zostawić? No tutaj mamy tak naprawdę no ulica jest galerią, która nie nikt nie nie pyta o zgodę i
nikt nie mówi czy możesz czy nie możesz, więc malują wszyscy. No i niektórzy mają talentu trochę mniej, trochę więcej. Ja tylko mogę tutaj poradzić, żeby jeśli zanim się wyjdzie na ulicę, dużo ćwiczyć w zeszytach, dużo poczytać o typografii, o kształcie litery, o tym. My to akurat ze środowiska chłopcy wiedzą, że na przykład ktoś maluje 10 lat, 15 i niestety, niestety dalej kaleczy te litery. Także ten talent ma trochę mniejszy. Nie chce się za bardzo rozwinąć, nie chcę poczytać o tym jaka jest proporcja liter. No bo to są takie techniczne rzeczy. No uczelnie artystyczne o tym dużo mówią. Można przeczytać o tym w internecie jest masa tych tych materiałów, więc tutaj albo się ma talent, albo się po prostu go można sobie go tak jak Lewandowski sobie może talentu nie miał jak Messi, ale gdzieś tam nadrobił taką
>> wypracował, więc tutaj po po radzę chłopakom, żeby sobie właśnie o tym poczytali, jak to zrobić w miarę dobrze i w miarę ładnie. Ja z litery dalej robię już bardzo rzadko, ale też bardzo to kocham. Lubię swoją ksywę. Tam mam taką jeszcze inną. Nie łączę tych dwóch światów. Świat graffiti i świat Franka myszy jest totalnie inny. >> No ale faktycznie coś to znaczy. No i każdy każdy napis Ja potrafię w miarę rozczytać wszystkie. Więc no to są jakieby grupy lub ksywy po prostu osób, czyli zaznaczamy swoje no jak kiedyś gangi w Stanach Zjednoczonych, nie? że tutaj byli tacy, tu tacy. Y tutaj zobaczcie jest moja ksywa, moja grupa.
No i tutaj powiedzmy na tym terenie, my tutaj rządzimy to rządzimy. Czyli są jakieś zasady w świecie graffiti? >> No zasady są takie, że kto zrobi więcej, kto zrobi ładniej, kto zrobi większe prace, no to ten jest bardziej szanowany w tym w tym świecie. Kto zrobi więcej pociągów, więcej takich nielegalnych rzeczy, no to też faktycznie gdzieś tam zasługuje na ten szacunek. Yyy, no tylko, że to jest taka wąska grupa ludzi. No zazwyczaj u takie zwykły Kowalski, zwykły przechodzi, no to na to patrzy jakieś srebrne litery i tak przychodzi obojętnie. No to tam 1% tej grupy społeczeństwa to doceni, ale reszta to faktycznie mówi na to wandalizm.
>> Mhm. Yyy, a czy graficiarze, czy to poprawne określenia? >> Tak, tak, jak najbardziej. >> Czy graficiarze są wobec siebie życzliwi? Jak w każdej grupie społecznej w Polsce jest tak, że no nie tylko w Polsce, ale na świecie, że że są podziały różne. No i tu można spotkać fajnych ludzi w tym środowisku i też mniej fajnych. No są ludzie, którzy są bardziej rozwinięci i otwarci na świat, a są ludzie bardziej zamknięci, którzy są nastawieni na jakieś bardziej takie swoje działania. No staramy się trzymać razem. Jest dużo tych imprez graffiti. Nie mówię, że jest takim jakiś mega, jakiś duży podział, ale każdy znajdzie miejsce dla siebie, tak? i i się wspieramy. Zazwyczaj jest dużo tych takich graffiti gemów, czyli takich spotkań, gdzie jedziemy w jakieś miejsce w Polsce, tam są przeznaczone specjalne ściany przygotowane. Raz ten
organizuje taką imprezę, nie wiem, w Świebodzinie, raz w Łodzi, raz w Warszawie, potem tu na Śląsku można taką imprezę stworzyć i tak się wymieniamy, podróżujemy sobie, można masę ludzi spotkać fajnych, dzięki nimi gdzieś przenocować, gdzieś się zatrzymać. No to jest taka subkultura, która no ogólnie łączy i nie dzieli. No ale tak jak mówię, no też podziały bywają. Myślę, że zamiast wkurzać się na coś, lepiej coś doceniać. Więc jak my, 99% społeczeństwa może zacząć doceniać graffiti.
Zacząć doceniać po prostu czasem umożliwić działania, bo dużo ludzi tego nie rozumie i się blokuje na to, gdyby takie miejsca były wyznaczone, gdy gdzie są na przykład garaże, ciąg garaży jakiś pobazgranych, po prostu je zalegalizować, dać nam się wyżyć. też dużo tego wtedy jak byłem młodszy tego oczekiwałem po prostu chciałem malować a nie miałem gdzie więc miejsc do tak zwanego treningu do ćwiczeń no w Katowicach jak w latach 90 malowałem tych ścian legalnych było dużo. Teraz PKP która zarządza tymi wiaduktami już to jakby skasowała te takie legalne ściany. No i faktycznie ci młodzi ludzie gdzieś teraz muszą się plątać pod jakimiś wiaduktami, malować tak bardziej półlegalnie. I tego bym
chciał, żeby ludzie, którzy nie są związani z graffiti, po prostu gdy widzą takie mają swój płot betonowy gdzieś przy trasie, gdzieś nie wiem, jakieś takie miejsca, gdzie faktycznie można by to eksponować, dać się tym młodym ludziom wyżyć i i wtedy jak się [parsknięcie] dużo trenuje, to te prace są coraz ładniejsze. taki chłopak, który ma 13 lat, 14 zaczyna, no to możliwe, że w wieku 25 lat dzięki takim legalnym miejscom faktycznie się wyrobi i no i będzie im starszy, tym będzie mądrzejszy i będzie może zamiast dewastować, może będzie potem tak jak ja gdzieś tam przekuję z tej pasji to na jakiś tam może zawód.
>> A czy orientujesz się czy gdzieś w Gliwicach jest jakieś miejsce, gdzie można legalnie tworzyć? >> W Gliwicach no pewnie są wyznaczone miejsca. >> [westchnienie][wciągnięcie powietrza] >> Niektóre nie jestem nie nie znam tak dobrze Gliwicy. A gdzie można sprawdzić gdzie są takie miejsca? >> No zazwyczaj na stronach urzędu miasta, no na przykład w Poznaniu, w Warszawie, w Łodzi to jest fajnie działa, fantastycznie, bo gdy przejechałem do Poznania pierwszy raz, no to też za bardzo nie znałem tego miasta, więc sobie po prostu wpisałem w Google Legalne ściany do graffiti. I byłem zdziwiony, że sam urząd, prawda, >> wyznaczył takie powierzchnie, gdzie można legalnie działać. są jest nazwa ulicy, jest pokazany nawet dojazd, jakim się dostać tramwajem, gdzie podjechać.
>> No i to faktycznie w tych dużych ośrodkach działa. U nas czy w moim mieście w Rudzie Śląskiej, czy w Gliwicach, czy w Zabrzu, no nie ma jeszcze takich rzeczy. To też świadczy o tym, że urzędnicy nie dojrzali do tych czasów, nie dojrzeli i i może to jest gdzieś tam wymiana pokoleń potrzebna tych urzędach, żeby tacy młodzi ludzie, no może nie może troszkę młodsi ode mnie, mogli zarządzać takimi miejscami i
stworzyć z tego i na przykład atrakcję turystyczną, tak jak jest szlak murali w Katowicach. Można by stworzyć takie legalne miejsca, gdzie faktycznie młodzi ludzie się w żyją. masa turystów przyjeżdża, powiedzmy, są to ludzie z całej Europy, którzy przyjeżdżają, nie wiem, do Krakowa, Warszawy, na Śląsk i oni wtedy też szukają takich miejsc, prawda, żeby się wyżyć. No i wtedy taka turystyka graffiti byłaby super reklamą dla miasta. >> Słuszna uwaga. Dziękuję ci bardzo, że wprowadziłeś nas troszeczkę w ten świat subkultury i dałeś jakieś rady, jak to docenić. Moim i państwa gościem był Franek Mysza. Dzięki.
>> Dzięki. Pozdrawiam. >> [muzyka]


